Okiem turysty: Kraków od wojny w podziemiu

Okiem turysty: Kraków od wojny w podziemiu

Kilka lat temu w jednym z programów telewizyjnym znany komik Steffen Möller opowiadał o swoich pierwszych doświadczeniach w Polsce. Zdziwiony był, że tak dużo w Polsce tych przejść podziemnych, które dla niego są bardzo nienaturalne. Zażartował, że to chyba od wojny mamy takie upodobanie do podziemia. Żart mu co prawda nie wyszedł, ale uderzył w czułą strunę.

Z wielkim zainteresowaniem śledzę starania o wyznaczenie przejścia naziemnego przy Placu Bohaterów Getta. Chciałbym dodać jeszcze jeden punkt widzenia. Punkt widzenia turysty. Od lat pracuję jako przewodnik turystyczny i pilot rowerowy. Obserwuję stopniowe otwieranie się Podgórza na ruch turystyczny (dużo pomogła kładka Bernatka). To osobne kiedyś miasto zaczyna mocno fascynować jako powoli kształtująca się trzecia pełnoprawna część historycznego centrum miasta.

Pracuję przede wszystkim z turystami zagranicznymi. Są to nie tylko grupy (głównie dzieci) z Izraela, które stanowią może 1/5 (lub mniej) całego ruchu turystycznego, ale przede wszystkim turyści z Europy, Azji, Ameryki Północnej i Australii. Dla nich teren ten związany jest głównie z tragiczną historią getta, które istniało tutaj w latach 1941-1943. To historie Oskara Schindlera, Tadeusza Pankiewicza, Romana Polańskiego. To także nowo powstające murale i sztuka uliczna, gdzie również prowadzimy turystów. Turystyczny Kraków to nie tylko Rynek, Wawel i Kazimierz, to również Podgórze.

Na placu Bohaterów Getta bywam niemal codziennie przez prawie cały rok. Każdego dnia przechodzi tamtędy kilkadziesiąt grup turystycznych, prawie wyłącznie zagranicznych. Tylko ja i koledzy z fundacji, w której pracuję chodzimy tam i w okolicach 6-8 (lub nawet więcej) razy dziennie w sezonie turystycznym a i poza sezonem ruch jest spory. Kiedy tylko jestem z grupą na Placu widzę obok siebie zazwyczaj 1-2 inne grupy (najczęściej angielsko-, niemiecko- bądź hiszpańskojęzyczne) o każdej porze dnia. Nie przeprowadzałem dokładnych badań, ale myślę, że spokojnie można oszacować, że dziennie przez Plac Bohaterów Getta przechodzi minimum 50 grup turystycznych. Wielkości grup wahają się, może to być prywatna trasa dla 2 osób, a może być wycieczka dla 30. Na plac zmierzają również turyści bez przewodnika, szukający śladów dawnego getta i poszukujący słabo oznaczonej Fabryki Schindlera (atrakcja ta odwiedzana jest przez ponad 100 tysięcy ludzi rocznie!), do której dojście wiedzie zresztą przez fatalną ścieżkę (wielki wstyd dla miasta, ale to już kolejny temat). W każdym razie kilkaset osób jest tam codziennie w celach turystycznych i edukacyjnych. I korzystają z feralnego przejścia podziemnego.

Wizyta na Placu zazwyczaj połączona jest z przejściem do nieodległej Fabryki Schindlera. Tutaj odwołam się do własnego, codziennego doświadczenia. Po skończeniu opowieści na Placu zapowiadam zazwyczaj, że teraz kierujemy się w stronę Fabryki – wskazując kierunek ręką. Większa część grupy zazwyczaj odruchowo rusza, by przejść, co naturalne, po ziemi a ja tymczasem muszę ich pociągnąć schodami do przejścia podziemnego. I ci wszyscy ludzie, nienawykli do tuneli, męczą się na tych schodach. Poza tym wyloty schodów są usytuowane tylko w stronę południową, więc dla grupy, która chce przejść ulicą Kącik w stronę Fabryki jest to już jakieś nadkładanie drogi. Powiecie: przecież to tylko parę metrów, ale dla ludzi, którzy wędrują już wcześniej kilka godzin może to być już wyzwanie i do tego po prostu tracenie czasu. Poza tym duża część (nawet połowa) tych osób to osoby starsze, w wieku powyżej 60 lat, dla nich takie chodzenie jest bardzo męczące. A po zakończeniu wycieczki pod Fabryką Schindlera zazwyczaj większość osób wraca (już indywidualnie) z powrotem na Plac Bohaterów, by wsiąść w tramwaj w stronę Starego Miasta. Jak dostają się na peron? W naturalny dla siebie sposób, po powierzchni, ignorując przejście podziemne, które jest im nie po drodze. Tak bardzo naturalnie i normalnie. Ale jak bardzo nielegalnie.

Co do analizy technicznej projektu przejścia, to nie widzę żadnego problemu: jeśli chcemy stworzyć prawdziwie miasto dla ludzi to musimy sobie uświadomić, że to pieszy jest tutaj gospodarzem – szczególnie, że to przecież samo śródmieście! – a samochody, choć ważne, są jednak tylko gośćmi. Przy okazji takie przejście dla pieszych doprowadzi do uspokojenia ruchu, a więc i większego poziomu bezpieczeństwa wszystkich jego uczestników. Nie obawiałbym się też korków: te skuteczniej tworzone są przez sygnalizację świetlną niż przez takie przejścia.

Oczywiście zgadzam się, że miasto powinno być przede wszystkim dla jego mieszkańców. I przejście naziemne ma właśnie im przede wszystkim służyć. Tutaj jednak interes mieszkańców i turystów zbiega się w sposób bardzo wyraźny. Dlatego mocno wspieram powstanie normalnego przejścia dla pieszych przy Placu Bohaterów Getta.

Tomek Darda
przewodnik miejski, pilot rowerowy, Fundacja FREE walking TOUR
pieszy, rowerzysta, kierowca