Warszawa wybuchła rowerami
Ilustracja: aNdrzej CH
Licencja ilustracji: Creative Commons LicenseUznanie autorstwa 3.0 Polska (CC BY 3.0 PL)

Warszawa wybuchła rowerami

Warszawa nie jest miejscem, które przeciętnemu krakowskiemu rowerzyście kojarzyłby się z rowerowym rajem. To prawda, do Amsterdamu jeszcze wiele jej brakuje, za to gdyby wziąć pod uwagę tempo w jakim doszło tutaj do rowerowej rewolucji to naprawdę jest czego pozazdrościć. Raptem parę lat temu widok rowerzysty na warszawskich ulicach należał do rzadkości, szczególnie ciężko było trafić na śmiałków na tyle odważnych lub szalonych by poruszać się po jezdni. Jeśli ktoś ma w głowie tamten obrazek sprzed 5 czy 7 lat, to pewnie pierwsze wiosenne dni tego roku muszą wprawić w niezłe zdziwienie: rowerzyści są po prostu wszędzie.

Zaczęło się nietypowo, tak trochę od końca. Budowanie sieci wypożyczalni rowerów publicznych jest tradycyjnie uważane za dopełnienie istniejącego systemu udogodnień dla rowerzystów, dlatego w Warszawie wielu pukało się w głowę gdy w sierpniu 2012 r. rozpoczęło funkcjonowanie słynne Veturilo. Sukces rowerów miejskich, mierzony ilością wypożyczeń, ale także niesamowitą liczbą unikalnych użytkowników (wśród nich wiele było osób, które nigdy wcześniej nie wpadły na pomysł korzystania z roweru w mieście), udowodnił, że Warszawa ma ogromny potencjał rozwoju ruchu rowerowego. Okazało się również, że istniejąca infrastruktura nie odpowiada potrzebom dziesiątek tysięcy codziennych rowerzystów. Wraz z mianowaniem Łukasza Puchalskiego na stanowisko warszawskiego oficera rowerowego zaczęła się przyspieszona rozbudowa dróg dla rowerów, wytyczanie pasów na jezdni, stawianie stojaków. Równocześnie wciąż rozrasta się sieć Veturilo, a kolejne dzielnice wręcz biją się o lokalizacje stacji na swoim terenie. Rower stał się modny.
Oczywiście wiele jest jeszcze do zrobienia. Nie da się ukryć, że również nie na wszystkich warszawskich rozwiązaniach powinniśmy bazować. Ogromnym problemem są tutaj przerośnięte inwestycje drogowe, uciążliwie dla niechronionych uczestników ruchu. Wciąż zbyt wielu rowerzystów widać tu na chodnikach – jezdnia wydaje się wielu z nich niebezpieczna i trudno się dziwić. Stolica nie może się pochwalić również specjalnie liczbą kontrapasów, których jest raptem kilka. Mimo wszystko rowerowe zmiany w Warszawie powinny cieszyć i nas, z jednego prostego powodu: jak w prawie każdej dziedzinie Warszawa wytycza szlaki, za którymi chcąc-nie chcąc podążają inne miasta. Również Kraków. Choć pewnie nigdy nie będzie się chciał do tego przyznać.

Doktorant w Katedrze Postępowania Karnego Wydziału Prawa i Administracji UJ w Krakowie. Rowerzysta.