Koniec mitu deficytu miejsc parkingowych

Koniec mitu deficytu miejsc parkingowych

Słyszeliście że w Krakowie brakuje miejsc parkingowych? Że miasto powinno wybudować wreszcie w centrum parkingi, bo to przecież skandal jak człowiek nie ma gdzie samochodu zostawić? Że to wstyd, hańba i totalna kompromitacja?

Cóż – ja również słyszałem. Ale w przeciwieństwie do większości ludzi nie wierzyłem. Może przez wrodzoną przekorę (przez którą gdy mama mówiła „Grzesiu pamiętaj żeby nie jeździć(na rowerze) ulicą” ja dzielnie ignorowałem chodniki więc nie miałem problemu z popularnej nad Wisłą asfaltofobii ;)) , może przez to że jako psycholog jestem nauczony myśleć o zachowaniu ludzi jako wypadkowej działań na  nich otoczenia. Ale jak to w życiu bywa myślenie „miliony much nie może się mylić” okazało się być niezbyt trafnym i doczekaliśmy się w marcu roku pańskiego 2014 upadku jednego z popularniejszych w stołecznym królewskim Krakowie mitów- mitu deficytu miejsc parkingowych w centrum.

Choć dalej są tacy co patrzą a nie widzą.

Co nam pokazała większa Strefa Płatnego Parkowania?

W marcu oto – po przełożeniu w wyniku „pomyłki” i straszenia przez urzędników radnych miejskich kilkunastoma tysiącami nowych meldunków w poszerzonej strefie (no ale jak się okazało nie 11 tysięcy, a tysiąc i nie w nowej strefie tylko w całym Krakowie… reszta się zgadza… znaczy zgadza się że meldunki i że w Krakowie…)-  nastąpił cud niemalże: okazało się że jednak da się zaparkować w ciągu tygodnia na Starym Podgórzu, na Półwsiu Zwierzynieckim (większość z nas kojarzy przecież jak wyglądała ulica Włóczków będąca wygodnym połączeniem Błoń i Dębnik), co więcej – da się zaparkować przy Parku Krakowskim!

Czy nastąpiła atomowa apokalipsa? A może państwa arabskie i Rosja zakręciły kurek z ropą? Wojna?

Nic z tych rzeczy- zwiększyła się tylko Strefa Płatnego Parkowania. Tylko to jedno wystarczyło żeby na ulicach na których każdy chodnik, trawnik i skrzyżowanie był zastawiony samochodami z okolicznych miejscowości, teraz można do woli wybierać w miejsca parkingowych. Masz coś do załatwienia w SPP i musisz jechać samochodem? Spokojnie- już nie musisz zmarnować 30 minut na krążenie żeby zaparkować.

Okazało się oto że symboliczne opłaty wymiotły osoby które dotąd dojeżdżały samochodem pod granice I Dzielnicy, po czym uprawiając krakowski wkład w rozwój myśli urbanistycznej tj. park&walk szły do pracy. A chodnik? A chodnik drodzy państwo na 9-10 godzin dziennie zamieniał się w darmowy parking dla takiego delikwenta. Przecież kupuje paliwo, to się należy! (Jak kupuję makaron – co ma tyle samo wspólnego z budżetem Krakowa- ale niestety na darmowe bilety komunikacji miejskiej liczyć nie mogę za to :( )

Prosty eksperyment, którego jesteśmy świadkami pokazał jedno – nie ma popytu na parkowanie w centrum za 3-4 pln/h, który przewyższałby podaż ogólnodostępnych miejsc parkingowych. Powinno to totalnie przeorać politykę parkingową miasta Krakowa- gdyż nie trzeba być psychologiem, żeby zrozumieć, że skoro obecnie można wybierać w miejscach parkingowych na Lea, to nawet przy takiej samej stawce za godzinę parkowania, nie ma potrzeby budowania pod Placem Inwalidów podziemnego parkingu. A już na pewno nie z pieniędzy budżetu Krakowa- jeśli będzie to natomiast tak dochodowy biznes, to przecież bez trudu znajdą się prywatni inwestorzy. Prawda?

Czego nie widzą urzędnicy?

Oczywiście, że tak jest, wiedzieliśmy od dawna. Pewnym symbolem jest parking na Karmelickiej, na którym można bez problemu zaparkować, mimo że jest minutę spacerem od Plant. Nie dostrzegają tego jednak urzędnicy forsując na siłę budowę parkingu podziemnego pod Muzeum Narodowym (15 mln z kasy miejskiej) czy wielopoziomowego „wpisującego się w otoczenie” (by. prezydent Trzmiel) parkingu pod Koroną (10 mln z kasy miejskiej), a dalej walczą z mieszkańcami by wybudować im parking podziemny pod placem Biskupim.

Zresztą dość przygnębiający obraz wyłania się z PROGRAMU OBSŁUGI PARKINGOWEJ DLA MIASTA KRAKOWA, w którym czarno na białym mamy stwierdzone, że Kraków zamierza wydać 2,5 miliarda(!!!) złotych na 18 tysięcy miejsc parkingowych w centrum Krakowa (Basztowa, Filharmonia, Plac Sikorskiego- dalej się nie będę znęcał nad geniuszem urzędników) do 2030 roku, budując w tym samym czasie 4,5 tysiąca miejsc na parkingach park&ride. Nie wiem czy wymaga to komentarza, ale nie chcę czytelników zanudzać przekleństwami. I jak ostatnio powiedział mi jako przedstawicielowi PRZEJŚCIE WRÓĆ prezydent Trzmiel, mimo całkiem zmienionej sytuacji zewnętrznej ( np. jako wytłumaczenie dla parkingu przy Koronie podał to, że „kilka miesięcy temu się nie dało zaparkować na Zamoyskiego”, a na moją kontrę, że przecież odkąd jest strefa to nieaktualny problem, zaczął się bronić, że „jak skończymy budowę to wydamy komunikat”, czy może ograniczyć parkowanie na powierzchni.

Dziękuję bardzo, przerabialiśmy to na Zwierzynieckiej po otwarciu parkingu na Placu na Groblach – brak efektów można do dzisiaj podziwiać. A skoro jest plan, to budujmy, mimo że świat się w międzyczasie zmienił i nie ma to żadnego sensu!

Z jednej strony mamy więc dobitnie pokazane to, co niektórzy wiedzieli od dawna – w Krakowie nie ma deficytu miejsc parkingowych, jest natomiast deficyt bezpłatnych miejsc parkingowych, na które w centrum miasta zwyczajnie nie ma miejsca. Brak chętnych do parkowania w szerszej strefie pokazuje, że parkingi podziemne w centrum będą stały puste- i nie interesowałoby mnie to, gdyby miała je budować firma Mietek&Zdzisiek-parking-company, ale póki co za te mające stać pustymi parkingi zamierza zapłacić miasto.

Z drugiej strony mamy urzędników, którzy krakowskim zwyczajem chcą „robić inwestycje bo są zaplanowane” nie zadając sobie trudu pomyślenia o sensowności. „Bo są plany i już”.

Z trzeciej, mamy na szczęście liczne grono ekspertów, którzy wiedzą, że zamiast pustych parkingów w centrum trzeba szybko rozbudować parkingi park&ride, a „wolną, marnującą się przestrzeń” jaką pozostawiły po sobie samochody w nowej SPP zamienić na kontrapasy, poszerzyć chodniki, zmniejszyć promienie skrzyżowań, zrobić azyle dla pieszych – słowem: wszystko to, co trzeba, by wreszcie przeszła nam ochota, żeby z Krakowa się jak najszybciej wyprowadzić, w miejsce gdzie myśli się o ludziach.

Znaczy na zachód od Łaby.

Psycholog. Miłośnik gór, transportu szynowego, John’a Nash’a , zdrowego rozsądku i spaghetti z oliwą z oliwek.