Hulajnoga, parkingu nie potrzeba

Hulajnoga, parkingu nie potrzeba

Pierwotnie, jakoś w 2007 r., do pracy jeździłem rowerem szosowym. Rower, który znakomicie sprawdzał się przy dłuższych wyprawach ze stałą prędkością, średnio nadawał się do jazdy po Krakowie, gdzie trzeba było co chwila hamować, rozpędzać się i manewrować, unikając dziur i wystających krawężników. Wówczas pierwszy raz pomyślałem o hulajnodze.

Dlaczego wybrałem hulajnogę? Od kiedy wprowadzili strefę płatnego parkowania, nie mam gdzie parkować samochodu. Rower szosowy niespecjalnie nadaje się moim zdaniem do jazdy po Krakowie (krawężniki, przejścia dla pieszych, itp.), trzeba go przypinać, uważać, by nie ukradli (czego doświadczyłem), a gdy pogoda nie dopisuje nie ma zmiłuj – trzeba nim wrócić do domu. Hulajnoga ma tę przewagę nad rowerem, że można z nią jechać komunikacją miejską nawet w godzinach szczytu. Dodatkowo hulajnoga po złożeniu ma niewielkie rozmiary, dzięki czemu można ją „prakować” niemal wszędzie – pod biurkiem, w szafce na basenie, itp. Również przenoszenie jej nie stanowi problemu, dzięki paskowi na ramię.

Pierwsza hulajnoga, na której jeździłem, była typową hulajnogą kompaktową z kółkami niewiele większymi od tych stosowanych w rolkach. Spisywała się dzielnie, jednak niecałe 100kg mojej wagi i nierówne chodniki zrobiły swoje – kółka się rozpadły, a nigdzie nie byłem w stanie dostać wystarczająco twardych. Więc ponownie wrócił rower i komunikacja miejska.

W pewnym momencie przesiadłem się do samochodu, jednak stanie w korkach i trudności ze znalezieniem miejsca parkingowego w centrum (i nie tylko) skłoniły mnie do szukania alternatyw. Na początku szukałem roweru górskiego, jednak wiązało się to z wydaniem min. 1 tys. zł. Szukałem więc dalej i znalazłem: solidna hulajnoga z amortyzowanymi kółkami i dostępnymi częściami zamiennymi. W połączeniu z biletem miesięcznym na linię autobusową przejeżdżającą pod moim domem uważam to za optymalny sposób przemieszczania się po Krakowie.

Czy na hulajnodze można jeździć bezpiecznie? Nie jest tak źle. Na mojej hulajnodze da się jechać po większości krakowskich chodników (duże, twarde koła + amortyzacja). Zanim wjeżdżam na ulicę upewniam się, że nic nie jedzie. Na przejściach dla pieszych zwykle hulajnogę przeprowadzam, żeby nie „wyskakiwać” kierowcom przed maskę. Sam jestem kierowcą, więc staram się unikać „grzechów jednośladów”, w końcu moje nogi mają mniejszą wytrzymałość, niż maska samochodu. Instynkt samozachowawczy przede wszystkim.

Również na chodnikach poruszanie się hulajnogą jest łatwiejsze, niż rowerem – można się w każdej chwili zatrzymać, nie ma prędkości minimalnej, jak w przypadku rowerów.

Jednym słowem jazda na hulajnodze to spora frajda, szybkie przemieszczanie się na krótkich dystansach i zawsze odrobina ruchu.

Michał Zenit

  • zeralda

    Dobre!
    i z imprezy można wrócić bez ryzyka mandatu ;-).
    Mógłbyś podać model na którym pomykasz?
    Śmigam trochę na biegówkach a hulajnoga jest niezłą letnią zaprawą do tego rodzaj sportu.

  • lukasz

    Jakbym mial blizej do pracy to czemu nie:D Ale 12km na hulajnodze nie pocisne:-)