Konferencja Wspólnie dla Krakowa, czyli po co miastu NGOsy?

Konferencja Wspólnie dla Krakowa, czyli po co miastu NGOsy?

Prezydent miasta Krakowa w lutym zapraszał przedstawicieli krakowskich organizacji pozarządowych na konferencje której celem miało być m.in. „Rozszerzenie pola i formuły współpracy Gminy i NGO’s” czy ” Dyskusja o założeniach wieloletniego programu współpracy Gminy Kraków z organizacjami pozarządowymi na lata 2015-2018″. Jeden z uczestników debaty przygotował ciekawe podsumowanie mogące rzucić trochę światła na to jak UMK traktuje współpracę z organizacjami pozarządowymi.

Miłego czytania/zgrzytania zębami ;)

 

Michał Zabdyr-Jamróz,
Relacja z warsztatów dla organizacji pozarządowych w Urzędzie Miasta Krakowa, 7 marca 2014 roku

What we’ve got here is failure to communicate [To co tu mamy, to porażka w komunikacji] – ta fraza naczelnika więzienia z filmu Nieugięty Luke, dzwoniła mi w głowie pod koniec warsztatów z przedstawicielami organizacji pozarządowych w Urzędzie Miasta Krakowa 7 marca 2014 roku. Warsztaty prowadzone były w ramach konferencji krakowskich NGO-sów pt. „WSPÓLNIE DLA KRAKOWA”. Jako uczestnikowi ze strony Stowarzyszenia DoxoTronica (razem z Michaliną Kulińską), wypada podzielić mi się kilkoma refleksjami na temat przebiegu tego wydarzenia.

1. Dezinformacja?
Nade wszystko było ono bardzo źle przygotowane informacyjnie. Polegać miało na „dyskusji nad wyzwaniami tworzenia założeń wieloletniego programu współpracy z NGOs na lata 2015-2018.”. Niemal wszyscy przybyli na nie spodziewając się merytorycznej pracy nad danymi zagadnieniami programu według grup tematycznych; tymczasem celem była przede wszystkim dyskusja nad powołaniem nowej instytucji, która dopiero miałaby współ-uczestniczyć w takich pracach (na propozycje do programu zostawiono tylko kilka minut pod koniec). U wielu wywołało to wielkie rozczarowanie, spotęgowane arbitralnym zestawieniem grup tematycznych (przykładowo, organizacje działające na rzecz społeczeństwa obywatelskiego były wrzucone do jednego worka z tymi zajmującymi się ekologią i osobami starszymi).
Nie byłoby tu problemu, gdyby istniała jasność co do celu spotkania. Zaproszenie ujęte zostało w nieznośnym urzędniczym żargonie, którego specyfika polega na tym, żeby zagmatwać i zamaskować właściwy komunikat. Ja akurat – mając pewną wprawę w tego typu pismach – wyczytałem, że chodzi przede wszystkim o „Radę Organizacji Pozarządowych Krakowa”. Ewidentnie jednak, wprawa w dekryptażu biurokratolicy nie była powszechna wśród uczestników.

2. Manipulacja?
Ponadto – pomijając to wstępne nieporozumienie – brakowało konkretnych informacji co do kontekstu omawianej kwestii: jak się nowa instytucja miałaby do istniejącej już Krakowskiej Rady Działalności Pożytku Publicznego.
Tutaj zawiódł element edukacyjny i przygotowanie merytoryczne uczestników. Mam wrażenie, że istnieje przynajmniej w Polsce takie mniemanie, że skoro ktoś już jest ‘dorosły’ i się zajmuje czymś ‘ważnym’ – szczególnie sprawami publicznymi – to jest z automatu zorientowany w kluczowych kwestiach. Mit ten jest dość silny i wspierany często przez źle pojmowany szacunek do osób na stanowiskach, który wywołuje obawę, że instruowanie kogoś od postaw może go urazić (A przecież to taka ważna osobistość!). No, więc jest to przekonanie błędne i szkodliwe – szczególnie w odniesieniu do kwestii prawnych i instytucjonalnych. Tego typy warsztaty należałoby powtórzyć, tym razem jednak zarejestrowanym uczestnikom wysyłając uprzednio pakiet informacyjny, zawierający plan spotkania (nawet tego nie było!) i przejrzyście ujęte informacje wprowadzające.
Bez tego, uczestnicy czuli się zagubieni i nie wiedzieli, w czym tak naprawdę partycypują. W takich momentach powstaje wrażenie, że dali się skłonić do uczestnictwa ledwie pozorowanego – czegoś, co w teorii partycypacji nazywa się ugłaskiwaniem. Ugłaskiwanie (ang. placation), czy też udobruchanie, polega na w tworzeniu sytuacji niedoinformowanych, zdanych na łaskę moderatorów uczestników dyskusji, których zadaniem jest ostatecznie zgodzić się na przedstawione propozycje przy niewielkim na nie wpływie.

3. Konsultacja
Czarę goryczy przelało, gdy finalizując dyskusje w grupach moderator zadał jako pierwsze pytanie: „Czy popierają/wspierają państwo ideę Rady?” – i to zanim ustalono cokolwiek na temat kształtu czy roli tejże. Wtedy znaczna cześć uczestników zbuntowała się, jawnie kwestionując sens całego przedsięwzięcia.
W części pozostałych warsztatów, uczestnicy również odmówili głosowania nad propozycją. W raporcie z przebiegu dyskusji moderatorzy sami wskazywali na problem braku właściwej komunikacji między Urzędem Miasta a organizacjami społecznymi, a także odpowiedniego przygotowania wydarzenia (jak się zresztą dowiadujemy z raportu – firma świadcząca usługi moderacji zatrudniona została na ledwo tydzień przed terminem).
Wyraźna byłą impresja, że cała konferencja i warsztaty to jakaś manipulacja. Mam jednak wrażenie, że dopatrywanie się aż tak złych intencji twórców inicjatywy byłoby niesprawiedliwe. To co stanowiło największą wadą warsztatów, było poniekąd ich największą zaletą – świadectwem otwartości na pomysły oddolne. Zwykle bowiem – w przypadku polskiej praktyki partycypacji pozornej („konsultacji społecznych”, jak w przypadku organizacji igrzysk zimowych) – jest tak, że decydenci przygotowują kompleksową propozycję ze szczegółami i jedynie oczekują by strona społeczna jej przyklasnęła. Już na starcie są silnie zaangażowani we własne pomysły i trudno im z nich zrezygnować. W tym przypadku, właśnie brak kompleksowej propozycji – brak jasności co do kształtu nowej Rady i jej relacji do starej (skutkujący słabym przygotowaniem informacyjnym) – świadczyłby prędzej o chęci zebranie różnych pomysłów.

4. Meritum
Przechodząc wreszcie do tematu samych konsultacji, wypada na chłodno zastanowić się nad podniesioną propozycją. W rzeczywistości uczestniczyliśmy w konsultacjach nt. roli i struktury „Rady Organizacji Pozarządowych Krakowa” (ROPK), która miałaby być powołana obok „Krakowskiej Rady Działalności Pożytku Publicznego” (KRDPP).
Mięliśmy zaproponować zadania i skład ROPK. Tymczasem struktura i
kompetencje KRDPP opisane są uchwale Rady Miasta Krakowa [http://www.bip.krakow.pl/?dok_id=52024].
Składa się ona z 16 osób powoływanych na 2 lata przez Prezydenta MK:
– 4 przedstawicieli Rady MK;
– 4 przedstawicieli Prezydenta MK;
– 8 przedstawicieli sektora pozarządowego – wskazanych w głosowaniu przez Walne Zebranie Organizacji Pozarządowych (działających na terenie Krakowa). Kandydatów zgłaszają same NGO-sy, zaś „[k]ażda organizacja pozarządowa, prowadząca działalność na terenie Krakowa, może oddać głos maksymalnie na ośmiu kandydatów do Rady”.

Od początku jednak wnioskodawcy mieli pewne założenia, przewijające się w różnych wypowiedziach:
a) ROPK byłaby zdecydowanie szersza w składzie – więc i bardziej demokratyczna* – niż KROPP [*w tym przypadku należałoby raczej powiedzieć korporacyjno-demokratycznie, bo wybierałyby ciała zbiorowe].
b) ROPK miałaby wskazywać swoich przedstawicieli do KROPP. Tutaj z kolei byłoby już nieco mniej demokratycznie, bo ich wybór byłby bardziej zapośredniczony niż do tej pory.
b) ROPK miałaby stanowić bardziej niezależne i mniej sformalizowane forum debaty i wymiany doświadczeń środowisk społecznikowskich Krakowa – zajmujące się nie tylko głównie sprawami powiązanymi z pracą UMK, ale i działalnością samych NGO-sów i wewnętrznymi sprawami tego sektora. W tym sensie ROPK stanowiłby swoisty samorząd trzeciego sektora.

5. Interpretacje propozycji
Idea – jeśli rzecz jasna nie jest tylko jakąś kiełbasą wyborczą, a załóżmy na moment, że nie jest – wydaje się zacna i słuszna. Istnieją dwie interpretacje, które (zgodnie z zasada życzliwości) wskazywałyby na taką słuszność.

A. DEMOKRATYZACJA
Pierwsza odnosi się do idei demokratyzacji przedstawicielstwa trzeciego sektora, przez jego poszerzenie. Pozwalałoby ono na większą reprezentatywność względem tak różnorodnego przecież środowiska. Ośmiu przedstawicieli to zdecydowanie za mało. Szczególnie przy obecności takiej samej liczby przedstawicieli organów władzy samorządowej.
Rzecz tylko w tym, że wg art. 41g ustawy o działalności pożytku publicznego i o wolontariacie Rada Gminy może sama w uchwale określić tryb powoływania członków oraz organizację i tryb działania KRDPP, właśnie „biorąc pod uwagę potrzebę zapewnienia reprezentatywności organizacji pozarządowych oraz [innych] podmiotów [mających status organizacji pożytku publicznego]”. Póki co Rada MK uchwaliła liczbę przedstawicieli trzeciego sektora w KRDPP na minimalnym dopuszczalnym przez ustawę poziomie – połowy składu Rady (art. 41f). W zakresie jej uprawnień leży zwiększenie tego składu. No więc, skoro można zdemokratyzować samą KRDPP, to po co mnożyć byty ponad miarę?

B. SAMODZIELNOŚĆ
W drugiej interpretacji – oczywiście niewyłączającej pierwszej – celem naczelnym jest coś innego. Utworzenie niezależnej, samodzielnej i wyodrębnionej ROPK byłoby gestem usamodzielnienia trzeciego sektora wobec władz publicznych. Gest ten w pewnym sensie warunkuje skuteczne upodmiotowienie. Do tej pory przedstawiciele NGO-sów instytucjonalnie głos zabierać mieli tylko wobec władzy publicznej. A istotnym jest by również mogli wypowiadać się wobec sobie siebie nawzajem. Pewne kategorie podmiotów traktowane kolektywnie, jako podmioty zbiorowe, powinny mieć możliwość wypracowania wspólnego stanowiska niezależnie od podmiotów innych, poza nimi. Jeśli konfrontują się z innymi – szczególnie dysponującymi władzę – zanim wypracują wspólne stanowisko, to łatwo mogą być rozgrywane między sobą. Może także NGO-sy potrzebują forum dyskusji w swoim gronie jak równy z równym.

6. Propozycje
W toku dyskusji z innymi przedstawicielami trzeciego sektora wyklarowały mi się zasadniczo dwie propozycje – jedna z, druga bez takiego „ciała pośredniczącego”, z których obie w wersji soft i hart.

Zaczną od wersji z ciałem pośredniczącym, czyli akcentując konieczność usamodzielnienia sektora pozarządowego w ramach samorządu (ad B).

Zacznijmy od tego, czy nie wystarczyłoby się oprzeć na Walnym Zgromadzeniu Organizacji Pozarządowych. Są tu pewne przeciwwskazania. Na obszarze Krakowa działają 4372 podmioty (z czego 2158 stowarzyszeń, 761 fundacji, 390 oddziałów organizacji, itd.). Póki co frekwencja na Walnym nie jest oszałamiająca (podczas Walnego w maju 2012 r. spośród 83 zgłoszonych organizacji, oddano 62 głosy).
Tymczasem, jednym z celów powinna być popularyzacja tej idei i maksymalne zwiększanie uczestnictwa. Powiedzmy, że na każde Walne przybywałoby ok. tysiąca przedstawicieli NGO-sów. W takiej sytuacji wszelka merytoryczna dyskusja byłaby bardzo utrudniona.
Dodatkowo – co podkreślają sami przedstawiciele trzeciego sektora – idea Walnego jako ciała wybierającego przedstawicieli do KRDPP jest problematyczna w kwestii reprezentatywności. Generalnie trudno zastosować zasady demokratycznych wyborów do osób prawnych (i innych podmiotów): jeden podmiot = jeden głos. Taka zasad prowadziłaby do nadreprezentacji sfer działalności, w ramach których istnieje dużo podmiotów; wręcz stymulowałaby fragmentacje NGO-sow. Szczególnie w tym przypadku wybór reprezentantów przez glosowanie tworzyłby system oligarchii organizacji pozarządowych.

B. System Tematyczno-Kurialny (Okręgów Tematycznych)
Proponowałobym zastosowanie zasady Kurii Tematycznych – takich okręgów wyborczych wg przedmiotu działalności (np. Ochrona środowiska, kultura, itp.). Każdej z Kurii przysługiwałaby określona (równa z innymi?) liczba mandatów do ROPK.
[Trzeba przyznać, że problemem byłoby tu określanie zakresu tych kurii tematycznych i klasyfikowanie poszczególnych NGO-sow. Bardzo naciągając, mógłbym wskazać, że byłaby tu możliwość swoistego tematycznego gerrymanderingu, czyli manipulowania przynależnością. Zaletą byłoby skłanianie do konsolidacji, łączenia sił w ramach danych domen. Przy wadliwym podziale zaś istniałoby ryzyko defragmentacji podmiotów multidyscyplinarnych]
Jak obsadzać mandaty w ramach danej kurii. No wiec proponowałbym – w duchu demokracji antycznych – przyjecie metody losowej.

B.a. W wersji soft-demo, każdy z NGO-sow miałby prawo wytypowania jednej osoby jako kandydata na delegata w ramach swojej kurii. Spośród kandydatów wylosowałoby delegatów kurii. Metoda losowa zabezpieczać powinna przed przypadkami oligopolu koalicji NGO-sow – umoszczenia się dokooptowanych reprezentantów w strukturach politycznych – który mógłby powstać przy metodzie glosowania.

B.b. W wersji hard-demo, każdy z NGOsow mógłby zostać wytypowany przez losowanie do wydelegowania swojego delegata. Każda organizacja miałby obowiązek – pod rygorem utraty statusu organizacji pożytku publicznego na terenie Krakowa (to niestety wymagałoby zmian ustawowych) – przygotowania sie na taka ewentualność. Przypominałoby to rozwiązanie znane z anglosaskich ław przysięgłych, gdzie każdy obywatel – tutaj organizacja – musi być gotowy do wzięcia spraw publicznych w swoje ręce. [To dość radykalna propozycja, sankcja zaś zapewne nie przeszłaby przez Trybunał Konstytucyjny (uniemożliwiłaby np. bojkot i obywatelskie nieposłuszeństwo).]

[Wadą tej opcji wobec Walnego byłby brak formuły umożliwiającej rzeczywiste spotkanie się w jednym miejscu całego środowiska krakowskich NGO-sów, „żeby się zobaczyć i policzyć”, co najmniej raz na dwa lata]
Zaletą tej propozycji (szczególnie w wersji soft) nad Walnym byłoby jak sądzę ułatwienie partycypacji NGO-som młodym i złożonym z niedoświadczonych, nieustosunkowanych członków (umożliwiłoby to im nabycie takiego doświadczenia i kontaktów wbrew np. klikom).

Odnośnie propozycji wyłącznie zmiany sposobu wybierania do KRDPP (ad A), a myśląc dalej w duchu demokratycznej losowości, proponowałbym…

A. System Kolegium Elektorów.
Polegałby na tym samym na poziomie wstępnego wyboru delegatów przez losowanie – w ramach kurii, w wersji soft (a) i hard (b) – ale delegaci wylosowani w ramach kurii stanowiliby tylko Kolegium Elektorów, którzy wybieraliby spomiędzy siebie (i/lub) innych delegatów do KRDPP. Byłaby to propozycja w stylu powołania takiej instytucji dodatkowej, ale jej rola byłaby ściśle wyborcza i nie miałaby ona charakteru „Rady” a właśnie „Kolegium Elektorów”.
Ta ostatnia propozycja miałaby też zaletę, że przy szerszym udziale środowiska trzeciego sektora dawała lepszą szansę skoordynowanej dyskusji przy większej reprezentatywności uczestników.

7. Podsumowanie
W imieniu Stowarzyszenia DoxoTronica pragnę wyrazić stanowisko, że uzasadniona jest idea Rady Organizacji Pozarządowych Krakowa, jako instytucji samorządu trzeciego sektora (istniejącej obok Krakowskiej Rady Działalności Pożytku Publicznego). To jednak, czy propozycja ta będzie słuszna i godna poparcia zależy od faktycznej formy jej działania. Przemyślenia tu przedstawione stanowić maja tylko dodatkowa alternatywę do rozwagi: szczególnie jeśli idzie propozycję Tematycznych Okręgów Wyborczych (Kurii Przedmiotowych), z losowaniem mandatariuszy (B.a).
DoxoTronica stoi na stanowisku, że poprawne rozpatrzenie tej propozycji wymaga powtórnej organizacji warsztatów; tym razem poprzedzonych doinformowaniem uczestników co do materii spotkania i meritum sprawy.

Psycholog. Miłośnik gór, transportu szynowego, John’a Nash’a , zdrowego rozsądku i spaghetti z oliwą z oliwek.