Europejski skok cywilizacyjny Krakowa

Skok cywilizacyjny to pojęcie często używane w kontekście środków unijnych, czy olimpiady dzięki którym Kraków ma doścignąć miasta Europy Zachodniej. Ryzyko, które się za nim kryje, to dążenie do szybkiej budowy symboli sukcesu, zamiast rozwijania mniej spektakularnych, ale trwałych podstaw rozwojowych. Kraków nie potrzebuje zewnętrznych „impulsów rozwojowych”, ponieważ jego mieszkańcy nie mają kompleksów i już uczestniczą w europejskim życiu na wielu płaszczyznach.

Krakowskie symbole sukcesu

W Krakowie doskonałym przykładem symboli sukcesu są stadiony piłkarskie, które pochłonęły prawie 25% rocznego budżetu miasta, a nikt, łącznie z klubami piłkarskimi, nie chce brać ich utrzymania na barki. Z punktu widzenia interesu przeciętnego mieszkańca Krakowa jest to przykład skrajnej niegospodarności, ponieważ stadiony służą stosunkowo niewielkiej grupie i to tylko parę dni w roku. Warto zauważyć, że te ogromne inwestycje ani nie przysłużyły się rozwojowi sportu w Krakowie, ani nie stanowią części publicznie dostępnej infrastruktury sportowej. W lutym, z kolei, rozpoczęła się przebudowa ulicy Mogilskiej od „węzła autostradowego” Rondo Mogilskie do Nowej Huty. Wartość całej inwestycji wynosi 143 mln zł, z czego 60% kwoty to dotacja ze środków unijnych. Niestety ograniczy się ona w głównej mierze do utrzymania status quo, a nie wprowadzania nowych rozwiązań na miarę „skoku cywilizacyjnego”. Strona społeczna proponowała zamianę tej ulicy na zieloną aleję, która miała służyć wszystkim jej użytkownikom: pasażerom MPK, pieszym, rowerzystom i kierowcom. Ta propozycja znalazła również poparcie wśród części lokalnych przedsiębiorców, ponieważ zrozumieli oni, że tylko miejsca przyjazne mogą przyciągnąć im nowych klientów. Dzięki zaangażowaniu mieszkańców udało się uzyskać parę zmian w projekcie, ale zasadniczo wyszła z tego Autostrada Mogilska rozcinająca śródmieście. Co ciekawe w tym samym czasie Alan Mulally, szef koncernu motoryzacyjnego Ford Motors, ogłasza, że indywidualny transport samochodowy w miastach się nie sprawdzi…

Jakość życia w mieście

Te przykłady pokazują problem z definicją jakości życia w Krakowie uwidoczniony również przy dyskusji o darmowej komunikacji, czy jednokierunkowym ruchu wokół plant. W jednym z artykułów linia podziału została postawiona pomiędzy pokoleniami, ale to chyba nie o wiek tutaj chodzi. To raczej starcie z jednej strony wizji miasta rodem z amerykańskich filmów z lat 90-tych XX w., a z drugiej z europejską wizją miasta dla mieszkańców. Do tej pory ludzie często byli „skazani” na miasto, z którego się ucieka wraz z rozpoczęciem weekendu. Obecnie coraz liczniejsi z miasta nie chcą uciekać, a co więcej stało się ono obiektem pożądania i to nie tylko w kwestii instytucji, które się w nim znajdują, ale również codziennego życia. Dowodzi tego wygrana ruchu antysmogowego, a zaraz za nim rewitalizacja Kazimierza, w plebiscycie na najważniejsze wydarzenie ostatnich 25 lat. Należy również zwrócić uwagę na wcześniejsze, niebywałe zaangażowanie mieszkańców w konsultacje nowego studium zagospodarowania przestrzennego. Oznacza to, że wizja przyjaznego miasta coraz bardziej przedziera się do głównego nurtu, ponieważ najlepiej odpowiada na potrzeby większości mieszczan.

Dogęszczanie miasta dzięki zieleni

W czasie dyskusji o studium wypłynęła koncepcja dogęszczania miasta, która ma być jedną ze strategii jego rozwoju. Na pewno rozpełzanie miasta (ang. urban sprawl) jest dla Krakowa gorszym rozwiązaniem. Sposób jednak przeprowadzania tego procesu powoduje obronę terenów zielonych jako ostatnich bastionów przyjazności miasta zagrabianych przez samochody, parkingi i deweloperów. Istnieje jednak rozwiązanie tego konfliktu, do którego mogą przyczynić się środki unijne. Dogęszczanie miasta będzie pozytywne, i co więcej akceptowane przez większość mieszkańców, jeżeli nie będzie procesem jednostronnym. Należy je przeprowadzić równolegle z doinwestowaniem alternatywy komunikacyjnej i ograniczeniem ruchu samochodowego. Efekt zmniejszenia ilości aut na ulicach można uzyskać dzięki parkingom P+R na obrzeżach miasta, sprawnej i taniej komunikacji miejskiej i aglomeracyjnej, dobrze rozwiniętej sieci rowerowej,  dostępności pieszej, czy sieci wypożyczalni rowerowych i… samochodowych (teraz auto 95% czasu oczekuje na swojego właściciela). Dzięki temu procesowi wszystkie ulice śródmiejskie będzie można sukcesywnie „odchudzać” do jednego pasa ruchu rozbudowując chodniki, ścieżki rowerowe i tworząc system zielonych plant w całym mieście. Mniejszy ruch samochodowy to mniej spalin i zanieczyszczeń oraz hałasu, a dodatkowa zieleń stworzyłaby „park” dostępny dla każdego tuż po opuszczeniu progu domu. Wówczas coraz szersze rejony miasta będą dawać wszystkim wysoką jakość życia, po którą nie muszą z miasta uciekać, ani jechać do zielonych enklaw. Lokalni przedsiębiorcy na pewno doceniliby również większą klientelę, a mieszkańcy lepszą formę fizyczną i psychiczną.

Krakowska perspektywa cywilizacyjna

Miasta w nowej perspektywie unijnej są priorytetem ze względu na istotną rolę jaką pełnią w europejskiej gospodarce. I choć wielkie projekty w stylu Nowej Huty Przyszłości mogą być krokiem milowym w rozwoju to nie można inwestować poza obecnym miastem i zapomnieć o istniejącej Nowej Hucie, Czyżynach czy Płaszowie. Dodatkowo można mieć wrażenie, że obecnie nie utrzymujemy w należytym porządku tego co już mamy, a częstym wytłumaczeniem jest brak pieniędzy… Głównym celem powinno być stworzenie mocnych podstaw tak gospodarczych jak i związanych z jakością życia, współczesną kulturą, integracją oraz edukacją. Kraków niedawno podjął decyzję o zawiązaniu stowarzyszenia Metropolia Krakowska z ościennymi gminami na rzecz realizacji Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych. W założeniach wpisany jest zrównoważony rozwój, jednakże zastanawiające jest, czy mentalność naszych przedstawicieli pozwoli na pełne zrozumienie tego hasła. Prawdziwy „skok cywilizacyjny” zrealizujemy łącząc miasto w zieloną sieć ze zrównoważonym transportem jako jego krwiobiegiem mając na uwadze dobrze zdefiniowaną jakość życia wszystkich mieszkańców. Krakowianie, bez żadnych kompleksów, już teraz tworzą europejską kulturę, naukę i gospodarkę, a władze mają obowiązek wspomagać wykorzystanie istniejącego potencjału miasta i energii jego mieszkańców.

 

Fot. 'Inicjatywa Społeczna Aleja Mogilska'

Urodziłem się, studiowałem, mieszkam z rodziną i pracuję w Krakowie. To wystarczające powody, aby dbać o jak najlepszą jakość życia w grodzie Kraka. To od nas zależy w jakim mieście będziemy mieszkać, ponieważ to my to miasto tworzymy. Miasto to nie drogi, czy mury, miasto to ludzie i rowery!

  • Ciekawe kiedy takie budżety jak na stadiony miasto przeznaczy na rozwój ścieżek rowerowych. Owszem skok cywilizacyjny jest, ale w porównaniu do np. Amsterdamu trochę brakuje. W Holandii większość ludzi dojeżdża rowerami do pracy w centrum, jest stworzona odpowiednia infrastruktura, parkingi dla rowerów, ścieżki rowerowe itd. Mam nadzieję, że za jakiś czas Kraków podobnie będzie się prezentował. Pozdrawiam wszystkich maniaków 2 kółek :-)

    • Sebastian Ociepka

      Uważam, że mamy duży problem z definicją co będzie tak naprawdę skokiem cywilizacyjnym. Narazie myślimy jeszcze w większości, że chodzi o infrastrukturę drogową, a tak naprawdę to chodzi o jakość życia. Gonimy Zachód, żeby się nam żyło lepiej, a tego nie zapewnią nam symbole sukcesu. Warto, aby wszystkie inwestycje były związane z podnoszeniem jakości życia mieszkańców i cieszy, że powoli coraz więcej ludzi zdaje sobie z tego sprawę. Rosnąca ilość rowerzystów jest dobrym tego przykładem :)

  • vrr

    Świetną ilustrację podał ktoś ostatnio przywołując tzw. kulty Cargo które budują z bambusów „radary” i „lotniska” bo wierzą że w ten sposób przylecą „bogowie” (samoloty) które przywiozą skrzynie z dobrami („cargo”). No idealnie to pasuje do tej wizji rozwoju „Mein Strimmowej”

    • Sebastian Ociepka

      Cieszę się, że ta wizja już przez niektórych nazywana jest „Mein Strimmową”! :)

  • Krzysztof Kozłowski

    :) nie zapominajcie ze wszystkie te przyjazne miasta mają infrastrukturę samochodową dalece bardziej rozwiniętą niż my :)

    My cierpimy bo infr. jest niewystarczająca i tak naprawdę zamiast zrobić to co należy (np. obwodnicę ;) P+R sieć „dróżek” ściągających ruch z centrum ) łatamy budując lekko irracjonalne dwupasmowe drogi w centrum.

    Zresztą jak by się przyjrzeć przypominają one trochę nasze ddry…
    Ot pośrodku niczego sobie jest…

    • Sebastian Ociepka

      To jest właśnie tak bardzo istotny element, aby mieszkańcy i nasi przedstawiciele zrozumieli gdzie należy inwestować w pierwszej kolejności. Inaczej się okaże, że za niedługo będziemy musieli przebudowywać to co teraz budujemy. Właśnie dlatego potrzebna jest powszechna – „mein strimmowa” :) – wizja rozwoju i strategia jej realizacji. To co znaczy rozwój bez planu możemy zaobserwować na Ruczaju…

  • gogo

    Cóż niby irracjonalnego jest w dwupasmowych drogach, stanowiących główne nitki komunikacyjne w mieście? To rozwiązanie logiczne i rozsądne, a do tego zupełnie nie sprzeczne z ograniczaniem ilości samochodów w mieście. Zmniejszenie ruchu pozwoli swobodnie jeździć po dwupasmowych drogach. Sprowadzenie ich do jednego paska spowoduje, że ruch się zmniejszy, a my dalej będziemy stali w korkach, co przekłada się na większą ilość spalin. Wciąż niestety wierzycie w represyjne metody wychowywania społeczeństwa. Tymczasem faktycznie wystarczy postawić parkingi P+R i ludzie zostawią samochody na granicy miasta. Wystarczy zobaczyć jakie skutki przyniósł parking na Czerwonych Maków. Rozwój komunikacji miejskiej też nie jest warunkowany na wprowadzaniem utrudnień w ruchu samochodowym. Można go ulepszać niezależnie od tego czy w mieście są dwupasmówki czy nie. Niestety poza sloganami nawołującymi do budowy kolejnych linii tramwajowych nikt nie proponuje rozsądnych rozwiązań. Komunikacja, jest z niezrozumiałych względów koszmarnie droga, a do tego miasto wydaje pieniądze z naszych podatków na jej wspieranie. Zamiast więc walczyć z drogami dla samochodów, może ktoś wreszcie policzy, jak to możliwe, że autobus jeżdżący z kilkudziesięcioma pasażerami i kupujący paliwo ze zniżką wychodzi drożej niż podróż autem? Gdzie są te dodatkowe koszty? Skupmy się więc na poszukiwaniu rozwiązań pozytywnych a nie absurdalnej walce z dwupasmowymi drogami. Chyba, że wierzycie w hasła niektórych ekspertów, że ” tam gdzie buduję się drogi, tam pojawiają się auta”. Nie jest to jednak prawdą a jedynie filozofią.

    • Sebastian Ociepka

      Zgadzam się, że trzeba działać wielotorowo i to ma być przemyślany plan działania. Nie walczę na ślepo ze wszystkimi dwupasmowymi ulicami, ponieważ zgadzam się, że część z nich jest potrzebna. Natomiast ulica Mogilska śmiało mogłaby stać się taką samą ulicą jak Królewska z korzyścią dla miasta i jego mieszkańców. Najpierw musimy sobie zdać sprawę jednak, że poszerzanie wszystkich ulic prowadzi do korków i to nie tędy droga.

    • Krzysztof Kozłowski

      Wiem ze wiele osób tu i ogólnie w środowisku ma klapki ale tak do końca nie jest jak piszesz @gogo.
      Węzeł koło dworca to komunikacyjny koszmar. Centrum w dodatku zabytkowe i mamy estakady i galerię :(
      I korki pomimo niesamowitej ilości asfaltu w jednym miejscu.

      Tak samo dwupasmowe aleje…
      Jestem w stanie Ci udowodnić że nie są dwupasmowe (bus pasa nie licze).
      Na większosci długości są jednopasmowe.
      Czy „zwężenie ich” było by wiec złe?
      Nie.
      Jeśli zwężenie polegało by na uspokojeniu ruchu (40) i mądrym rozwiązaniu prawo i lewoskrętów (np nawrotki) zasadniczo powinieneś odczuć poprawę płynności i korzyść.

      Teraz pilotów.
      Pomysłów jest kilka ale najbardziej przebija się ten z bus pasem…
      A trzeba zwęzić do jednego pasa na wprost jednego do lewoskrętów i jednego dla rowerów.

      Co zyskamy? Płynność ruchu. Brak korków powodowanych cwaniactwem.
      Czy coś stracimy? Nie bo ta ulica ma jeden pas bo jest blokowana przez większość szczytu przez lewoskręty. Poza szczytem jeden pas jest tam aż nadto wystarczający.

      Więc jak widzisz jest zwężanie i zwężanie.
      Wąskie ulice w gęstej siatce przyjmą o wiele większy ruch niż dwupasmówka od przypadku do przypadku.

      Co do samej mogilskiej to tak samo tam był jeden pas funkcjonalny. Reszta zawsze była zajęta lewo i prawo skrętami. Wiec przy dobrym rozplanowaniu można było zachować płynność i uzyskać przyjemniejszą ulicę.

    • Michał Be

      @gogo
      Piszesz: „Wciąż niestety wierzycie w represyjne metody wychowywania społeczeństwa. Tymczasem faktycznie wystarczy postawić parkingi P+R i ludzie zostawią samochody na granicy miasta. ”

      Faktycznie, tj. po teście empirycznym, widać, że wcale tak nie jest. Dwa przykłady z mojego podwórka:
      1) Galeria Kazimierz. Darmowy, duży, ogólnodostępny parking. Ale gdzie tam, kierowcy i tak parkują na zakazach, na chodnikach, na DDR, na skrzyżowaniach. Bez represji nie zmusisz ich do skorzystania z darmowego (sic!) parkingu.

      2) Ruczaj, kampus UJ. Darmowy, duży, ogólnodostępny parking. Ale gdzie tam, nie zmusisz kierowców, interesantów UJ do skorzystania z niego, bo musieliby przejechać dodatkowe 100 (sto) metrów. Parkują więc nielegalnie na parkingu Kaufland, na zakazach. Bez represji nie zmusisz ich do skorzystania z darmowego, wybudowanego dla nich parkingu. Nie ma bola.

      Łatwo się pisze, że wystarczy to a tamto, a kierowcy sami się ucywilizują i nie będą potrzebne żadne represje. Rzeczywistość temu przeczy.

  • gogo

    Krzysztof, możesz dowodzić na forum, ale wystarczy zobaczyć co się dzieje jak zamkną jeden pas do remontu. Koszmarny korek. Pisząc o Alejach, które miejscami zwężają się do jednego pasa ujawniasz jedynie błąd swojego myślenia. Aleje jak inne drogi krzyżują się z innymi ulicami. Więc dwupasmowy odcinek może być konieczny dla rozładowania ruchu w jednym miejscu, w innym zaś może wystarczyć jeden pas. Jeśli chodzi, np. o Mogilską, to fakt blokowania jednego pasa przez auta skręcające w lewo, nie oznacza, że ulica jest w tym miejscu tak samo przepustowa jak jednopasmówka. Ergo, nie jest to dowód na to, że zwężając ulice nic się nie zmieni w stosunku do stanu obecnego. Dwupasmowa droga zwiększa także płynność jazdy. Zwłaszcza w mieście, gdzie ludzie jeżdżą rozglądając się, przyjezdni szukają miejsca do skrętu. Dlatego dobrze jest, jeśli jeśli osoby nie jadące płynnie nie blokują ruchu na całej drodze! Co do ul. Królewskiej, to skutecznie zablokowała ona, Czarnowiejską. Co więcej jest tam tramwaj więc, kierowcy zawsze jakoś sobie z zawalidrogami poradzą. Z innej strony faktycznie bardzo ładne, szerokie chodniki niestety nie nadają się na deptaki. Nikt nie ma bowiem ochoty spacerować po ulicy gdzie łomocze tramwaj. Nie mówiąc o siadaniu w ogródkach kawiarnianych.

    • Krzysztof Kozłowski

      Widzisz jeździłem wieloma jednopasmówkami i jakoś dawały radę :)

      Jednopasmówka może mieć lewo i prawoskrętny jako dodatkowy pas tam gdzie jest to uzasadnione co powoduje że nie ma zaburzonej płynności.

      Co do maruderów jest prosta metoda. Ograniczenie do 40.
      Wtedy maruder/szukający/rozglądający nie drażni innych.
      A płynność jest na wyższym poziomie jak w mieście ograniczamy prędkość do 30-40.
      Powoduje to ni mniej ni więcej ze ruch z bocznych ulic płynnie się włącza bez zatrzymywania głównego strumienia.

      Zobacz sobie na fenomen korka na grzegórzeckim. od mogilskiego jak jedziesz środkowy pas jest najwolniejszy.
      Czemu skoro niema kolizji?
      Bo w prawo dużo aut ucieka? OK to jeden powód ale drugi jest taki że ryją się z lewoskrętu.

      Teraz pojedźmy na pilotów. Dlaczego lewy pas lokowany przez lewoskręt jest szybszy od prawego który nie ma przeszkód?

      Tak tak bo cwaniaczki się ryją i więcej aut się wryje niż zjedzie z prawowitego pasa. To kapitalnie korkuje ten odcinek. To samo się działo na mogilskiej.

      Co się dzieje jak wyłączają jeden pas?
      Jedni Ludzie się gubią jak Andzia w Czechach a inni cwaniakują.
      Dobra organizacja z pasami do lewoskrętów i prawo skrętów zapobiega takiemu buractwu.

      Sorry ale „wyprzedzający maruderów” w większości są to ludzie którzy nie powinni wsiadać do auta.
      Dzisiaj 3 razy taki „wyprzedzający marudera” (mnie) o mało ludzi nie rozjechał bo ja zwolniłem żeby pieszego przepuścić…
      Ale 40 na 50 to za wolno trzeba ładować 60….
      Spotkamy się dwa światła dalej ale depnąć trzeba…..
      Spróbuj opolska jechać 50…. Deptacze cię wyprzedzą lewa prawą po chodniku… To raj dla lubiących „płynną jazdę” od jednego czerwonego do drugiego :)
      Po co? Żeby stać na światłach kawałek dalej?

      Ale żeby to zrozumieć trzeba troszkę u Niemcówka pojeździć gdzie z podporządkowanej spokojnie się wyjedzie bo wszyscy nie dość że jadą zgodnie z przepisami to jeszcze jak widzą kogoś z boku to ściągną nogę z gazu.
      Przejścia nie muszą mieć świateł żeby piesi nie zadeptali kierowców.
      Jakoś oni mają jednopasmówki w miejscach naprawdę ruchliwych z masą dojazdów i żyją a płynność ruchu też maja całkiem całkiem :)

      Tak jak ci napisałem. Zwężać można na wiele sposobów. Mądre daje świetne efekty.