Szczęśliwe miasto, szczęśliwi ludzie

Szczęśliwe miasto, szczęśliwi ludzie

Pieniądze szczęścia nie dają, ale już dobrze zaprojektowane, przyjazne dla człowieka miasto o ludzkiej skali, może przyczynić się do tego, że jego mieszkańcy będą się uważali za szczęśliwych.

Skąd taki wniosek? Z pierwszego rozdziału niezwykłej książki Happy City Charlesa Montgomery’ego, którą w ubiegłym tygodniu pożyczył mi kolega. Czytam w niej słowa wypowiedziane przez byłego burmistrza Bogoty Enrique Penalosy i nie mogę się doczekać chwili, kiedy Kraków obudzi się z „amerykańskiego snu”:

Może nam się nie udać naprawić naszą gospodarkę. Możemy nie być w stanie sprawić, by każdy był tak bogaty jak Amerykanie. Możemy natomiast zaprojektować miasto tak, by dać ludziom godność, by czuli się bogaci. Miasto może uczynić ludzi szczęśliwszymi.

O książce Montogomery’ego głośno jest teraz za oceanem. W Polsce będzie zapewne jeszcze w tym roku, bo po pierwsze, książka ukaże się do końca roku w wydawnictwie Wysoki Zamek, a po drugie, pytanie – czy żyjemy w dzielnicach, miastach, które czynią nas szczęśliwymi? – zdaje się zadawać sobie coraz większa część społeczeństwa. Bo to nie jest głupie czy naiwne pytanie, a książka Happy City zachęca nas do zadawania go częściej i bez wstydu oraz stymuluje nas, by poszukać inteligentnej odpowiedzi.

Absolwent animacji kultury UJ. Po lekturze m.in. Cyfrowego życia Nicholasa Negroponte jego credo to - wierzę w bloga, co zaowocowało nagrodą Bloger Roku 2006 za prowadzenie krakoff.info. Poza aktywnością internetową ceni również dobrą kuchnię wegetariańską i zrównoważoną, czyli zieloną architekturę. Uwielbia miasto, ale chciałby je zamienić w ogród pełen zieleni, w którym najwygodniej i najszybciej przemieszczać się można rowerem. Od sierpnia 2013 roku pełni funkcję tzw. oficera rowerowego w Zarządzie Infrastruktury Komunalnej i Transportu w Krakowie.

  • max

    No to trza podzielić Kraków na kilkanaście miasteczek o ludzkiej skali, a zacząć od odłączenia gmin przyłączonych w ciągu ostatnich stu paru lat.

    ;)))

    • Krzysztof Kozłowski

      Jak się przyjrzysz to już jest podzielony. Wystarczy zadbać o przestrzeń publiczną żeby dzielnice zaczęły żyć własnym autonomicznym życiem ale i tworzyć tkankę miasta jako całości.