Zrozumieć motywy

Zrozumieć motywy

Od dawna miałem wielką ochotę podzielenia się z czytelnikami IBK moimi przemyśleniami na pewien temat. Do tego by wreszcie siąść na tyłku i napisać długo planowany tekst skłonił mnie ten wpis z bloga rowerowego brytyjskiego dziennika The Guardian, ale o nim za chwilę.

Jako ludzie mamy skłonność do poszukiwania prostych i wygodnych rozwiązań odnośnie interpretacji ludzkich zachowań. Szczególnie, gdy kontakt jest tylko chwilowy, jak na drodze, a informacje o motywach działania napotkanej osoby wyjątkowo szczupłe, szukamy tego rodzaju motywów. Najczęściej więc, gdy zdarzy nam się coś przykrego, dochodzimy do wniosku, że ten który chciał mnie przejechać, nie ustąpił mi pierwszeństwa albo wyprzedził nie zachowując przepisowego dystansu, jest zwykłym chamem i prostakiem. Po prostu.

To „łatwe” wyjaśnienie ma dwa plusy. Pozwala nam poczuć się lepiej, a ponadto odsuwa myśl, że i ja mógłbym być na miejscu tegoż oto prostaka. Gdy wczuwamy się w rolę ofiary, nie do przyjęcia jest konstatacja że ten drugi, zły, jest w istocie rzeczy takim samym człowiekiem jak ja, a zatem i mnie mogliby wziąć za podobnego do niego. Rzeczywistość jest jak zwykle znacznie bardziej złożona, co nie oznacza jednak, że należy temat każdego popełnionego na drodze grzechu ucinać stwierdzeniem, że przecież wszyscy są w równym stopniu winni. Nie są.

Odrzucając proste wyjaśnienie musimy sobie powiedzieć tak: w tym samochodzie mógłby siedzieć mój brat, najlepszy kumpel, moja dziewczyna czy żona, również ja sam. Prawdopodobnie większość tych, których upatrujemy na drodze jako wierutnych chamów, to ludzie, których pewnie byśmy polubili gdybyśmy się spotkali w innych okolicznościach. Co zatem powoduje, że w konkretnej sytuacji stają się naszymi „wrogami”? Możemy szukać wyjaśnień psychologicznych (auto daje poczucie błogiej nieodpowiedzialności itp.), a także takich opartych o zewnętrzne okoliczności (np. infrastruktura drogowa premiuje agresywne i niebezpieczne zachowania). Działa to w obie strony – jako rowerzyści przypisujemy kierowcom winnym aroganckich zachowań głupotę i chamstwo, ale bywa i tak, że to kierowcy podobnie myślą o nas.

Chciałby się skupić na jednym problemie, które moim zdaniem – w warunkach polskich i szczególnie w odniesieniu do relacji kierowcy-rowerzyści – ma szczególne znaczenie. Wróćmy teraz do przytoczonego na wstępie wpisu. W skrócie historia jest następująca: znany z programu Top Gear Jeremy Clarkson wrzucił na swego Twittera fotografię rowerzysty jadącego środkiem pasa ruchu z komentarzem (w wolnym tłumaczeniu):

To jeden z tych zawodników, jadących środkiem jezdni, przez których kierowcy są tak wściekli na rowerzystów.


Jak się okazało w konkretnym miejscu, o którym mowa jazda na rowerze środkiem jest jedynym bezpiecznym rozwiązaniem, ponieważ wąska jezdnia nie pozwala na bezpieczne wyprzedzanie rowerzysty. Zarówno brytyjskie, jak i polskie organizacje rowerowe zalecają zdecydowanie zachowanie dystansu od krawężnika w tego typu sytuacjach.

A zatem Jeremy Clarkson okazuje się po prostu nie rozumieć mechanizmów działania rowerzysty, jego motywów. Popełnia błąd polegający na mylnym postrzeganiu pozycji (w szerokim znaczeniu tego słowa) rowerzysty w ruchu drogowym, jednocześnie przypisując mu co najmniej głupotę, jeśli nie wprost złe intencje. Tego rodzaju niezrozumienie jest moim zdaniem jednym z podstawowych źródeł agresji na drodze. Agresji – dodajmy – absolutnie nieuzasadnionej. Oczywiście pierwotnym źródłem problemu jest brak wiedzy na temat techniki jazdy na rowerze, a często także przepisów.

Za ekstremalny uważam przypadek faceta, który na normalnym skrzyżowaniu, przez które przejeżdżałem w ruchu ogólnym, zatrzymał się specjalnie, żeby mnie poinformować, że „rower się przeprowadza”. Zdębiałem. Strach pomyśleć, że tacy ludzie mają prawo jazdy i poruszają się legalnie po drogach.

Błędne postrzeganie pozycji rowerzysty na drodze miewa przeróżne oblicza. Niektórzy kierowcy wyobrażają sobie, że „rowerem jeździ się przy krawężniku”, inni, że „na pasach się zsiada z roweru” (w rzeczywistości na przejeździe rowerowym), jeszcze inni sądzą, że „rowerzysta ma sobie szukać ścieżek”. Rozwiązanie jest jedno – edukować. Zastanawiam się tylko kogo bardziej powinno to dotyczyć: kierowców czy rowerzystów?

Kameleon - gad z grupy jaszczurek, słynący ze zdolności do zmiany ubarwienia, długiego języka i oryginalnych kształtów ciała (żródło: Wikipedia). Występuje w zielonym.

  • Sebastian Ociepka

    Zastanawiam się tylko kogo bardziej powinno to dotyczyć: kierowców czy rowerzystów?

    Jestem zdania, że jak edukować to wszystkich użytkowników ulic i jestem przeciwny polaryzacji kierowcy – rowerzyści. Przecież ludzie są często i kierowcami, i rowerzystami, i pieszymi, i pasażerami komunikacji miejskiej w jednej osobie. Edukacja przydałaby się w zakresie właśnie korzystania z różnych form transportu i nie stygmatyzowania poszczególnych grup. Wiadomo przecież, że rower i tak będzie konkurencyjny, ponieważ jest tani, wygodny i szybki, a nie generuje hałasu, czy zanieczyszczeń.

    • ktosiek

      Z wygodą to bym polemizował;) Rower nigdy nie zapewni takiego komfortu przemieszczania się, jaki osiągniesz w dowolnym samochodzie oraz nie będzie tak poręczny. Nie wpakujesz na niego czwórki dzieci w celu rozwiezienia ich po żłobkach, przedszkolach itp. No ale wracając do tematu, to oczywiście tylko edukacja coś wskóra, w kwestiach postrzegania innych użytkowników dróg. Niestety żadne kary nie zmienią mentalności społeczeństwa, na to potrzeba co najmniej jednego pokolenia.

      • tptak

        Wpakujesz czwórkę dzieci na rower, ale ani taki rower nie byłby tani (przy trójce łaskawiej by było), ani wciąż nie byłoby to tak komfortowe jak w przypadku auta (przy założeniu, że cała czwórka idzie w jedno miejsce i że nie musisz się zatrzymać pół kilometra od tegoż miejsca) :)

      • Jakub

        Wolne żarty — samochód poręczny? Ja jeżdżę autem tylko w razie faktycznej potrzeby (np. jak muszę przewieźć meble albo chorą babcię), czyli mniej więcej raz na tydzień/dwa. Zabieranie ze sobą tego koła młyńskiego 4×1.8m to dla mnie kara i dziwię się, że ludzie dobrowolnie biorą sobie ten ciężar na głowę. Równie dobrze mogliby nosić 2-metrowe sombrero — skutek byłby podobny, a szkoda dla środowiska i zdrowia o niebo mniejsza.

  • liberte

    Mnie w ubiegłym roku zagotował kierowca samochodu, który na ulicy Kordylewskiego (pod Urzędem Miasta – Wydziałem Spraw Administracyjnych) zatrąbił na mnie gdy jechałem rowerem OBOK 6-cio letniej córki w niedzielny poranek. Inny z kolei mistrz kierownicy nie omieszkał zwolnić i krzyknąć przez otwarte okno swojego szwedzkiego samochodu, że ładnie uczę dzieci – PO ULICY BEZ KASKU (koło Aqua Parku). W obu przypadkach byłbym skłonny użyć pompki ;-)

    • ktosiek

      Zapewne zostanę zaraz zlinczowany jednak również zdarza mi się zatrąbić na rowerzystę, jednak czynię tak w dwóch przypadkach. 1 Rowerzyści ze słuchawkami na uszach. 2 kretyni dla których obserwacja otoczenia jest ostatnią rzeczą jaką robią jadąc na rowerze.(pisanie sms itp).

      • @ktosiek
        a na kierowcow rozmawiajacych przez komorki, czy piszacych sms tez trabisz?
        skad wiesz, ze jak ktos ma sluchawki na uszach, to slucha muzyki? moze je przeciez nosic jako zamiennik czapki. :P

      • ktosiek

        Zawsze zatrzymuje się gdy pieszy zbliża się do pasów wiec na pieszego nie trąbię, a takich działań w przypadku kierowców na ogół nie widzę, a jak czegoś nie dostrzegam to nie mogę stosownie zareagować. Przejdźmy teraz do słuchawek na uszach, które w większości przypadków oznaczają słuchanie czy to muzyki czy tez audiobooka, bardzo rzadko są substytutem czapki. Dlatego też wybaczcie, jeśli ktoś poprzez wrzucenie wszystkich to jednego wora, poczuł się urażony. Oczywiście nie mam nic przeciw takim działaniom, dobra książka w odtwarzaczu i droga staje się przyjemniejsza a nogi jakby lżej kręcą pedałami;)

      • lukasz

        Swego czasu jezdziem na rowerze sluchajac radia i musze przyznac, ze mimo wszystko doskonale slyszalem odglosy otoczenia. Czasem mialem nawet wrazenie ze slysze je wyrazniej…:) I nie uwazam, zeby byl to jakis wielki problem. Rownie dobrze, moznaby zabronic sluchania radia w samochodzie. Nawet nie mowie tu o oszolomach, ktorzy sluchaja muzyki tak glosno, ze az sie im lusterka trzesa. Po prostu sluchajac radia, czesc dzwiekow z otoczenia nam ucieka, pozatym czesto skupiamy sie na muzyce, audycji radiowej, wiadomosciach a nie na drodze…ale czy rzeczywiscie to jest niebezpieczne? Watpie.

      • Paparazzi 97

        Statystycznie rowerzysta słuchający muzyki słyszy więcej niż kierowca przez szyby.

      • tptak

        Ja nie słucham na rowerze i coraz częściej jeżdżę bez radia, bo mam skłonności do wczuwania się w muzykę a nie w jazdę.
        Natomiast co do słuchawek od strony technicznej – kilka miesięcy temu był na tej stronie artykuł z przeprowadzonymi badaniami, z których wynikało, że tylko w nielicznych przypadkach słuchawek dokanałowych rowerzysta słyszy wszystko dokoła równie źle co kierowca w wytłumionym samochodzie, z włączonym radiem.

        Ja jako rowerzysta jestem uczulony na ninja rowerowych, którzy jeżdżą w nocy bez świateł.

      • Krzysztof Kozłowski

        Z tymi słuchawkami nie jest tak prosto.
        Są takie że wszystko słyszycie z otoczenia a są takie że można ich zamiast stoperów używać :)

        Kolejna sprawa to muzyka.
        Czasem mija się takiego oszołoma że jadąc koło niego byśmy dokładnie słyszeli to czego słucha….
        Dość często trafia się takich co są ciężko przerażeni pojawianiem się innego rowerzysty….

        Kiedyś widziałem gościa który o mało nie wlazł pod karetkę…
        Słuchawki mogły mieś jakiś wpływ na jego zachowanie. :)

      • ktosiek

        @lukasz Nie twierdze iż jazda ze słuchawkami na uszach powinna być zakazana, gdyż jak sam zauważyłeś jest porównywalna do słuchania radia w samochodzie. Jednak jadąc rowerem , jest to o wiele bardziej niebezpieczne dla słuchającego, wszak nic go nie chroni, zwłaszcza gdy bardzie skupi się na audycji niż na jeździe. Kilkukrotnie prawie wbił mi się taki delikwent w bok gdy go wyprzedzałem jadąc lewym pasem. Mylisz się bardzo nie doceniając braku pełnego skupienia na drodze, takie zachowanie jest śmiertelnie niebezpieczne bez znaczenia jakim pojazdem kierujesz.

  • Mariusz

    Kierowców denerwuje to, że poruszasz się szybciej od nich po mieście.
    Kilka razy miałem sytuacje, że kolesie dostawali gorączki jak ich wyprzedzałem na rowerze z prawej, jak tylko zrobiło się luźniej to na ciebie trąbił, że jedziesz za wolno, a potem znowu sytuacja się odwracała więc celowo zajeżdżali drogę.

    Nie mówiąc o skrzyżowaniach kierowca wie, że nie jest wstanie opuścić skrzyżowania bo jest taki korek ale celowe będzie jechał i trąbił by nie przepuścić rowerzysty z podporządkowanej.

    • Krzysztof Kozłowski

      Mariusz a mnie denerwuje jak stoję na światłach autem i jakiś rowerzysta wjeżdża mi przed koła….
      Potem z wolna zbiera się. Kolejne światła mnie łapią bo kolega nie zjechał do prawej a zasuwał środeczkiem więc zamiast spokojnie i BEZPIECZNIE go wyprzedzić było trza czekać.
      Na kolejnych światłach znów się pcha przed szereg….

      No i moi ulubieni pas do jazdy an wprost i prawo skrętu…
      Zielona strzałka a taki się wryje przed auta i stanie na środku pasa… i stoimy…
      Jakby nie mógł przy prawym krawężniku stanąć umożliwiając tym kilku autom zjechanie w prawo.

      Dla jasności to co ty opisujesz też jest denerwujące.
      Po prostu trzeba się trochę bardziej oglądać na to jak ułatwić życie innym i będzie lepiej żyło się wszystkim.

      Jadąc autem staram się ułatwiać rowerzystom a rowerem autom.
      Nie ma mnie mniej od tego nie czuję się gorszy że ktoś pojedzie przede mną ruszy pierwszy.

      A wracając do nieszczęsnego zdjęcia…

      „Ti be clear, the cyclist I tweeted about earlier rode constantly right in the middle of the lane and hurled abuse at anyone who overtook.”

      W świetle tego nagle zaczyna się sprawa robić jaśniejsza.
      Może nie tak do końca nie ma racji?

      • Maciek

        No i moi ulubieni pas do jazdy an wprost i prawo skrętu…
        Zielona strzałka a taki się wryje przed auta i stanie na środku pasa… i stoimy…
        Jakby nie mógł przy prawym krawężniku stanąć umożliwiając tym kilku autom zjechanie w prawo.

        Kiedyś stawałem z prawej strony na takich pasach z ziloną strzałką (gdy chciałem jechać na wprost). Któregoś razu stojąc tak z prawej na skrzyżowaniu ulicy Blich i Dietla zapaliła się zielona strzałka a samochody po kolei jechały w prawo.
        Każdy kolejny bez zatrzymania przed sygnalizatorem i każdy kolejny co raz szybciej i bliżej mnie.
        Od tej pory staram się zatrzymywać na środku pasa, bez względu na kierunki w których można z danego jechać.
        Przestałem przejmować się wygodą kierowców, w sytuacjach może to zmniejszyć choć trochę moje bezpieczeństwo.

        Podobnie robię przy lewoskrętach na mniejszych uliczkach. Staję na środku pasa czekając aż z przeciwka będzie wolne. Blokuję cały pas, ale nikt nie wyprzedza mnie z prawej nie zachowując bezpiecznego odstępu. Niektórzy tego nie rozumieją i potrafią wyprzedzić po trawniku z prawej lub o zgrozo z lewej!

      • zeralda

        @ Maciek
        Niestety takim zachowaniem tylko pogłębiasz antagonizmy w relacji kierowcy – rowerzyści. Trzeba przyjąć, że większość kierowców posiada jednak jakiś minimalny poziom instynktu samozachowawczego.
        Ja zawsze ustawiam się (przy lewoskręcie) blisko osi jezdni i jeśli ktoś mnie wyprzedza z prawej na gazetę to robi to przeważnie z taką prędkością, że nie odczuwam dyskomfortu (co innego na dwupasmówkach – tam rzeczywiście może być hardcore).

      • Maciek

        @zeralda

        Jeżeli nie przeszkadza Ci stanie pośrodku dwóch strumieni samochodów jadących 50-60km/h, to dlaczego nie.
        Ja wolę być postrzegany jako „utrudniacz ruchu” niż się dodatkowo narażać.
        Dobry kierowca widzi, że poprawnie i tak by w takim miejscu nie wyprzedził.
        Słaby/Zbulwersowany będzie się wkurzał, a gdyby nie moja pozycja na jezdni to by wyprzadzał.

      • Krzysztof Kozłowski

        Rowerzysta naprawdę może poczekać aż auta skręcą nie musi ich prawą wyprzedzać żeby potem zablokować.

        Dość często się zdarza ze na czerwonym stoję jako 3-4 do skrętu w prawo wszyscy mają kierunek a rowerzysta śmiało prawą się wpycha nieraz na gazetę ryzykując integralność mojego lusterka….

        Napisałeś ze przestałeś sie przejmować wygodą kierowców…

        Dzięki…
        Taki kierowca za 200m spotka sie ze mną i nie zrobi mi z prawej miejsca żebym mógł pierwszy ruszyć ze świateł.
        Nie puści mnie z bocznej….
        Nie wpuści mnie na lewy psa do skrętu…
        Wszytko zgodnie z przepisami…

        Ale po co ma mi ułatwiać przejmować się moją wygodą skoro przed chwilą ty mu utrudniłeś?

        A że przez to korki będą niepotrzebnie większe?
        To że będę spalał więcej paliwa bo jakiś rowerzysta postanowi jechać środkiem?
        Co cię to obchodzi?
        Niech ludzie w mieście oddychają gorszym powietrzem niż muszą bo zarówno rowerzyści jak i kierowcy prowadzą świętą wojnę obrażają się na wszystkich z powodu paru buraków z każdego gatunku…

        Dzisiaj taki ładny obrazek widziałem…
        Pani na składaku spokojnie sobie jechała prawą i wszyscy ja grzecznie wyprzedzali powolutku….
        Kawałek dale młody szalony zygzakiem środkiem… (jeszcze jakby szybko…)
        A niech jadą za mną i patrzą jak wspaniały jestem….
        Dzięki uprzejmości kolegi cyklisty pani wylądowała za sznurkiem aut dymiących jej przed nosem…

      • Maciek

        @Krzysztof Kozłowski
        Tak jak napisałem, nie rezygnuję z własnego bezpieczeństwa żeby komuś było wygodniej. Jeżeli z mojej strony bezpieczeństwo nie zostanie zmniejszone to jadę i ustawiam się na drodze tak żeby inni uczestnicy mieli wygodniej.

        Co do prawoskrętów z zieloną strzałką.
        Ustawiam się na środku, gdy normalnie dojadę do świateł.
        Gdy wymijam już stojące przed światłami auta staram ustawić się za pojazdami które sygnalizują zamiar skrętu w prawo, a przed pierwszym który jedzie prosto.
        Często jest tak, że ten niby jadący na wprost zapomina włączyć kierunkowskaz. Wtedy czeka za mną. Niestety, jak jest gapa to niech czeka.

      • lukasz

        A ja tam zawsze strzalkowiczow puszczam…tym bardziej jesli wyprzedzam auta z prawej i wyjezdzam na „pole position”:-) Z jednej strony oszczedzam sobie wdychanie spalin bezposrednio z rury wydechowej, a z drugiej nie utrudniam ruchu bo nawet Ci ktorych wyprzedzilem beda mogli skrecic. Oczywiscie jak juz zielona strzalka sie swieci a auta skrecaja to ich na sile nie wyprzedzam tylko rowno z ostatnim dojerzam do skrzyzowania.

        Jezeli chodzi o lewoskrety to dojezdzam blisko srodka pasa tak zeby auta mogly mnie ominac, ale zblizajac sie do skretu jade srodkiem tak aby kierowcy zwolnili i omineli mnie dopiero jak sie zatrzymam (jesli z przeciwka jada auta). Zapobiegam tym jednoczenie wyprzedzaniu mnie z lewej tuz przed skrzyzowaniem co niestety jest czesta praktyka jesli jedzie sie przy prawej krawedzi i zaczyna sygnalizowac skret w lewo.

      • barklu

        Na prawoskręt i strzałkę jest sposób. Ustawiamy się przy prawej krawędzi i puszczamy strzałkowiczów, gdy jest czerwone. Gdy strzałka znika (zazwyczaj na 1-2 sek przed zapaleniem zielonego), przesuwamy się na środek. Jeśli układ faz na skrzyżowaniu dobrze znamy i wiemy że NA PEWNO zaraz będzie zielone, możemy nawet powoli ruszać. Niby łamie e się przy tym przepis zabraniający wjeżdżania za sygnalizator, ale nie jest to w tej sytuacji niebezpieczne, za to jest uprzejme wobec kierowców.

  • Andrzej Michalik

    Z mojego doświadczenia niezależnie od tego, jak daleko od prawego krawężnika jadę, kierowca i tak mnie wyprzedzi (choćby miał pojechać lewymi kołami po chodniku), tylko po prostu z mniejszym odstępem. Zachowuję więc umiar w pchaniu się na środek pasa – jadę tak, aby nie musieć przejeżdżać przez wpusty odwodnień itp. Dodam, że dożyłem już ponad 40 lat i od ponad 25 jeżdżę na rowerze po KRK, chociaż ostatnio jakby więcej.

    • Bulwersator

      Ja takich doświadczeń nie mam – nie trafiłem jeszcze na takich co jeździli po chodniku i wjeżdżali pod tiry byle tylko wyprzedzić.

    • Maciek

      Miałem już sytuację, że lewymi kołami gość wjechał na krawężnik i pojechał po chodniku, byle tylko wyprzedzić (ul. Daszyńskiego, Kraków).
      Kręcąc przy tym silnik do pewnie 5-6 tys. obrotów.
      Wyprzedzana rowerzystka poważnie się wystraszyła, blada jak ściana nie mogła nawet sklecić zdania.
      Niestety nie mieliśmy kamerki, a numerów nie zapamiętaliśmy.

  • zibi22

    Okazuje się jednak że komfort poruszania to nie wszystko. W artykule, którego link wklejam jest napisane, że infrastruktura w miastach która nie zachęca do poruszania się na piechotę zwiększa ryzyko cukrzycy o 30%. To bardzo dużo. Wyobraźcie sobie że macie dwoje rodzeństwa i jedno z was zachoruje na cukrzycę tylko że wasze miasto postawiło na ruch samochodowy a nie pieszy i rowery
    http://tvn24bis.pl/informacje,187/miliardy-potrzebne-na-leczenie-cukrzycy-lekarstwem-przyjazne-miasto,389170.html

    • Krzysztof Kozłowski

      To jest spychologia i populizm w jednym.

      Nie miasto jest winne że ludzie nie mają umiaru i przyjmują głupie zachowania.
      Jak damy świetną infr. to będzie inny powód rozgrzeszania się

      • zibi22

        Czytałeś artykuł. Badania jednoznacznie wykazują korelację między infrastrukturą a zachorowalnością. Więc gdzie tu populizm. Populizmem jest twój komentarz bo nie zawiera argumentów ani dowodów tylko twoje tezy. Oczywiście, że miasto jest po części winne za stan rzeczy. Pytałem moich kolegów dlaczego nie jeżdżą do pracy rowerami i ich argumenty są takie: Na 1 miejscu brak prysznica w pracy. 2 brak infrastruktury (dobrych ścieżek rowerowych). 3 głupi uśmiech i zdziwienie „Ja na rowerze?”.
        Nie mów mi zatem że to populizm, bo ja ludzi po prostu zapytałem.

      • Krzysztof Kozłowski

        „Siedem lat temu Booth i Glazier opublikowali inne badanie o związkach między miejscem zamieszkania a stanem zdrowia. Wykazali w nim, że częstotliwość występowania cukrzycy jest wyższa w dzielnicach uboższych, o wyższym poziomie bezrobocia wśród mieszkańców i wyższym odsetku tzw. widocznych mniejszości – czyli imigrantów.”

        „Możliwość życia bez samochodu jest doceniana na rynku nieruchomości. Np. w ofertach sprzedaży nieruchomości można się zresztą spotkać z oceną „walk score” – to ocena w skali 1 do 100, pokazująca, czy mieszkaniec danego domu lub mieszkania może poruszać się bez samochodu.”

        Czujesz?

        Nie daj się wmanipulować.
        Każda teza jest do udowodnienia badaniami wyrywkowymi.
        I tak się gra tymi badaniami jak coś trzeba udowodnić rozmywając problem i jego prawdziwe podłoże.

        Badania zostały dobrane do tezy z pominięciem wielu innych aspektów. Nie ma prostej zależności infr.-zachorowania.

        Żeby nie było niedomówień i niepotrzebnych spięć.
        Fajnie by było gdyby wszystkich było stać na mieszkanie w przyjaznych miastach\dzielnicach z dobrą infr.

      • lukasz

        „Badania zostały dobrane do tezy z pominięciem wielu innych aspektów. Nie ma prostej zależności infr.-zachorowania”

        Alez badania zaleznosci zmiennych bardzo czesto upraszcza sie do 2 zmiennych bo bardzo trudno policzyc zaleznosc wielu zmiennych jednoczesnie. Jak bedziesz chcial to mozesz policzyc wplyw jedzenia pomidorow na czestotliwosc zachorowan na cukrzyce i prawdopodobnie tez znajdziesz jakas zaleznosc.

        Taka analiza to jedna z podstawowych metod wprowadzania zmian w metodologii SixSigma. Wybierasz sobie parametry, ktore moga wplywac na koncowy wynik produkcji (jakosc, czas, dokladnosc itd) a nastepnia sprawdzasz wplyw kazdego z nich osobno. Jezeli maja negatywny wplyw to na nich skupiasz swoje dzialania, a jesli nie maja wplywu to je zostawiasz.

        Tak samo tutaj, ktos okreslil wplyw infrastruktury na zachorowanie cukrzycy, a w przypadku, ktory Ty podales sprawdzono wplyw miejsca zamieszkania na zachorowanie na cukrzyce. Jak dla mnie oba badania sa prawdziwe i uzasadnione. Lepsza infrastruktura to wiecej ruchu i mniejsza szansa na cukrzyce. Tak samo mieszkanie w ubogiej dzielnicy to tez prawdopodobnie gorsza dieta co wplywa negatywnie na zachorowanie na cukrzyce.