Cykloakademia – korki

Kiedyś pisałem, dlaczego lubię korki. I dalej będę powtarzał – korki są i będą. I są tworzone przez kierowców „osobówek” – tyle że nie tak, jak im się wydaje. Korków nie tworzą „ślamazary”, autobusy, czy też skręcający w lewo (lub wykonujący jakiś inny manewr, który właśnie nam przeszkadza). Nie tworzy korków sygnalizacja, nie tworzą ich zwężenia, ronda, skrzyżowania. Owszem, po niespodziewanym wypadku, czy też chwilowym wyłączeniu ulicy, czy też pasa z ruchu potrafią się stworzyć spore zatory. Ale zwykłe, krakowskie „średnie” korki, są tworzone przez tych, którzy, paradoksalnie, na nie się zgadzają – wiedząc, że korek będzie, i tak jadą autem. O tej godzinie, o której korka się spodziewają.

Korek reguluje się sam. Zwiększamy przepustowość ulic – jazda autem staje się wygodniejsza – więcej osób wybiera swoje auto (nie ma co się dziwić!) – korki rosną do znanego poziomu. Zamykamy jakąś ulicę – korek (chwilowo!) sięga rozmiarów gigantycznych – ludzie kombinują, jak go ominąć, jak zmienić swoje przyzwyczajenia transportowe – korek maleje do akceptowalnego poziomu.

I tu widać potrzebę inwestowania w transport zbiorowy i rowery. Te środki poruszania się bardzo trudno zakorkować – przy danej szerokości ulicy, wielokrotnie więcej osób przejedzie w godzinę rowerami lub autobusami, niż we własnych autach. Jeśli tylko jest możliwość (sprawny transport zbiorowy, sieć wygodnych, bezpośrednich, bezpiecznych dróg dla rowerów), część osób zmieni auto na rower lub tramwaj. A korki? Będą takie same, bo miejsce tych, co się przesiedli, zajmą inni – to jest ciągła gra, w której każdy stara się wybrać wygodniejszy dla niego środek transportu. Przy czym możliwy jest efekt, znany z miast Europy Zachodniej, że przy świetnym transporcie zbiorowym i rowerowym, akceptacja dla korków spada – wtedy one trwale maleją. Stąd wynika paradoks, którego wiele osób w Polsce nie rozumie – możliwe jest jednoczesne zmniejszanie korków i zmniejszanie przepustowości dróg dla aut osobowych.

Co więcej, duża przepustowość dla osobówek (wiele pasów, priorytet sygnalizacji w stosunku do pieszych) – to zazwyczaj większe korki (przykład – Moskwa). Paradoks? Niekoniecznie, to się da łatwo wyjaśnić – większa przepustowość dla aut, to mniejsza dla bardziej efektywnych środków transportu (rower, autobus, nogi). Dlatego starając się zwiększyć przepustowość skrzyżowania, często trzeba zmniejszyć ją dla aut, dając buspas, priorytet tramwajom, śluzę rowerową.

A właśnie, taka śluza. Czy pomysł, żeby rowery ustawiały się, i to w grupie, przed autami, nie stworzy korków? Otóż sytuacja wygląda tak: jeśli ze śluzy korzysta jeden (dwóch) rowerzystów, sytuacja się nie zmienia – auta i tak ich wyprzedzą zaraz na skrzyżowaniu. Natomiast jeśli ze skrzyżowania chce skorzystać ich więcej – to przepustowość się zwiększa. Jeśli nie ma śluzy, światła są krótko, to „obok” siebie mogą przejechać np. cztery auta i cztery rowery. Korzystając ze śluzy, rowerzyści mogą ustawić się w grupie, ruszyć razem. Czy przyblokują auta? Tak. Ale skrzyżowanie może pokonać wtedy np. dziesięciu rowerzystów i dwa auta. Przepustowość wzrosła, mimo że kierowcom wydaje się, że spadła. A korki? Jak się okaże, że autem trudniej przejechać, to niektórzy zmienią trasę, inni przesiądą się na rower (bo jedzie się nim łatwiej). I korek wróci do akceptowalnego poziomu.

Ja w korku stać nie lubię – wybieram rower.