Cykloakademia – ronda

Rondo. Zwykły, okrągły pasek asfaltu, który doczekał się wielu opracowań, omówień, dyskusji o wyższości takiego ronda nad owakim, nawet powstają „szkoły” jazdy po rondzie i używania kierunkowskazów… Po prostu rondologia.

A z punktu widzenia rowerowego, mamy tylko dwa rodzaje rond. Rondo „dwudziestego wieku” i rondo „dwudziestego pierwszego wieku”. Pierwsze – niebezpieczne, wielkie, samochodocentryczne, z kilkoma pasami ruchu. Drugie – bezpieczne, małe, przyjazne, z jednym pasem ruchu – i, co najważniejsze, z jednym pasem do wyjazdu. Pierwsze budują drogowcy dla własnej chwały i dla wygody aut. Drugie – budowane dla zapewnienia bezpieczeństwa. Pierwsze pozwala na jazdę z dużą prędkością, zajeżdżanie drogi, wyprzedzanie na przejściu dla pieszych, wymuszanie pierwszeństwa na rowerzystach. Powoduje kłótnie o użycie kierunkowskazu, wydłuża drogę pieszym. Drugie – zmusza do jazdy powoli, ustala czytelne reguły, chroni pieszych, integruje ruch rowerowy z samochodowym, likwidując pola konfliktów przy przecinaniu kierunków ruchu. Daje się wybudować na niewielkim terenie. Pierwsze wymaga olbrzymiej przestrzeni na zmieszczenie kilku pasów ruchu, wydzielonych dróg dla rowerów i chodników. Drugie, prawidłowo zaprojektowane, nie posiada wydzielonych dróg dla rowerów.

Wszyscy znają przykłady takich rond – zarówno tych starych, spełniających szalone sny o miastach pełnych aut, jak i nowego typu, stawiających na prostotę, bezpieczeństwo i komfort. W mieście ronda wielkie – to patologia. Być może spełniają swe zadanie tam, gdzie mamy tylko ruch aut. Być może nie są bardzo niebezpieczne po wprowadzeniu sygnalizacji (która likwiduje sporo zalet ronda – nakazując czekać nawet, gdy nic nie jedzie). Ale i to nie na pewno – ile razy za granicą widziałem małe rondo wybudowane zamiast skrzyżowania – gdzieś w polu. Zero pieszych. Sporadycznie rower. A rondo małe – bo tak bezpieczniej.

No i praktyka jest jak najbardziej odmienna. Łatwo porównać dwa krakowskie ronda – małe na Mazowieckiej i duże pod Dworcem (to obok tunelu rowerowego). Na pierwszym – brak konfliktów, łamania przepisów, wymuszania pierwszeństwa. Naprawdę, trzeba by pół dnia spędzić, żeby znaleźć kierowcę, który jakoś zagroził rowerzyście (choć pewnie niektórzy będą dowodzić, że jednak nie jest tak różowo). Na drugim – co chwila jakiś problem. Większość kierowców wymusza pierwszeństwo na rowerzyście jadącym drogą dla rowerów. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że na pierwsze rondo trafiają kierowcy wyedukowani, jeżdżący bezpiecznie, a na drugie sami „drogowi zbóje”, którzy własną wygodę, czas i radość z jazdy cenią wyżej niż życie innych. Wina tkwi w infrastrukturze – małe rondo zachęca do jazdy poprawnej, duże – do łamania prawa.

  • Krzysztof Kozłowski

    To ja swoim zwyczajem pomarudzę.

    Po pierwsze rondo pod dworcem przejeżdżam zdecydowanie częściej autem niż rowerem i w 90% wypadków chcą mnie tam rozwalić koledzy kierowcy…
    Dobra koledzy to przesada. Banda durnych drobnych cwaniaczków z słomą wyłażącą z butów.
    Co więcej dość regularnie widzę tam stłuczki za to nie widziałem jeszcze wypadku z rowerem.

    To nie jest rozwiązanie samochodocentryczne!!! Jak już bajzlo albo burako centryczne.

    Wielu kierowców jeżdżących zgodnie z przepisami i w gruncie rzeczy nie mających wstrętu do rowerzystów jeżdżących zgodnie z przepisami po ulicach podpisało by się pod złością na takie rondelki (niektórzy pewnie i wszystkimi czterema łapkami)
    Zamiast ich antagonizować warto sobie ich zjednywać

    Rondo z ddr biegnącym wkoło ronda to już jest totalny absurd i można jedynie kazać projektantowi takiego czegoś jeździć przez miesiąc w kółko po tym jakże ergonomicznym rozwiązaniu…
    Jak przeżyje to na pewno nie zrobi więcej takiego gniota.
    Ale w świetle lenku wpuszczania ddr na skrzyżowania i ronda jesteśmy skazani na jeszcze setki takich rozwiązań zanim ktoś się obudzi.

    Sam fragment o zajmowaniu pasa jest o tyle ciekawy ze ten prawo skręt o ile pamiętam „pomija rondo”

    W filmie zabrakło też rond klasycznych.
    A w Krakowie mamy co najmniej dwa (jedno koło Plazy ) i przyznam że dzieją się tam „dantejskie sceny”… A rowerzyści niestety wykazują się kompletnym niezorientowaniem w temacie i wymuszają pierwszeństwo nagminnie.
    Żeby nie było że dramatyzuję, choć tak właśnie jest ;), wielokrotnie jadąc tym rondelkiem rowerzyści na rondzie kompletnie olewali że jadę i gdybym nie dał po klamkach mieli by łopatologiczną lekcję przepisów. Pies drapał jak wymuszają jak jadę rowerem ale jak ładują się pod auto robi się głupio.

    W kwestii jazdy środkiem pasa to jakoś tak sie składa że rondelek na mazowieckiej (zresztą nie tylko) często wykorzystuję do „puszczenia” aut jadących za mną. I jak do tej pory odpukać żaden nie próbował mi zajechać drogi. Inną sprawą jest że często to właśnie ten rondelek wykorzystuję do wyprzedzenia aut które dla odmiany mnie spowalniają jak jadę rowerem w godzinach szczytu.