Cykloakademia – miejsce na jezdni

Zajmowanie właściwego miejsca na jezdni – umiejętność podstawowa każdego rowerzysty. Coś, czego nie uczą na kursach na prawo jazdy, na kartę rowerową. Zagadnienie, któremu warto poświęcić sporo czasu. Coś, co doświadczeni rowerzyści mają „we krwi”. Sposób jazdy, który bardzo poprawia bezpieczeństwo rowerzysty. Wiele, naprawdę wiele niemiłych sytuacji można uniknąć zajmując właściwe miejsce na jezdni. Nieustąpienie pierwszeństwa, zajechanie drogi, wyprzedzanie na gazetę… Błędy popełniane przez kierowców aut, ale do których czasem nieświadomie „zachęcamy”.

Jest to też pole konfliktów z kierowcami – niejeden z nich chciałby widzieć rowerzystę bliżej krawężnika, żeby móc wygodniej przejechać. Czasem nawet zdarza się trąbienie lub inny atak na rowerzystę – trzeba przyznać, że coraz rzadziej. Większość albo rozumie, że rowerzysta też może jechać bezpiecznie i komfortowo, albo, klnąc pod nosem, przynajmniej na zewnątrz zachowuje kulturę i jedzie bezpiecznie.

A jak to powinno wyglądać? Czy też jak to wygląda tam, gdzie rowerzystów jest więcej?

Jeśli prędkość dopuszczalna to najwyżej 30 km/h – a tak powinno być na większości ulic w miastach – miejsce rowerzysty jest na jezdni. I to nie gdzieś z boku – rowerzyści powinni jeździć jak chcą, „szeroko”, nawet środkiem, nawet utrudniając i spowalniając ruch aut. Takie prędkości nie dotyczą dróg przelotowych, z dużym ruchem. Tam kierowcy powinni jechać powoli, uważając na wszystko i wszystkich. Rowerzyści zwiększają bezpieczeństwo, po prostu likwidując możliwość szybkiej jazdy.

Na drogach z prędkością 50 km/h, miejsce rowerzysty znów jest na jezdni, lecz tym razem na wyznaczonym pasie. Różnice prędkości są większe, trzeba zapewnić rowerzystom odstęp przy wyprzedzaniu. W takich miejscach blokowanie ruchu do prędkości 15, 20 km/h byłoby przesadą – stąd osobny pas dla rowerów, który „usuwa” rowerzystów z pasa dla aut. Na takich ulicach mamy zwykle większy ruch – gdy auta stworzą korek, rowerzyści bez problemu go ominą. Gdy nie ma korka – auta bez problemów wyprzedzają rowery. Innymi słowy – zapewniamy bezkonfliktowe wykorzystanie wspólnej, lub prawie wspólnej, przestrzeni, i to bez kosztownych rozwiązań.

A przy większych prędkościach – miejsce rowerzysty to droga dla rowerów. Osobna, wydzielona, poprowadzona tak, że zachęca do jazdy. Że trzeba by być niespełna rozumu, żeby pchać się na jezdnię. Z priorytetem na skrzyżowaniach. I tu półśrodki nie zadziałają. Trzeba zainwestować, aby ruch rowerów odbywał się po własnej, wygodnej drodze, a kierowcy mieli możliwość skorzystania ze specjalnie dla nich wyznaczonej drogi szybszego ruchu, bez pieszych, bez rowerów, bez zagrożeń. Bez dylematu, czy jechać bezpiecznie 40 km/h i uratować jakiejś gapie życie, ale wkurzać innych, czy zasuwać 70 km/h, bez szansy na reakcję…

A na razie – musimy jakoś na tej naszej ubogiej, zapóźnionej infrastrukturze współdziałać. O tym ten odcinek. A ja bardzo chciałbym, żeby za 10, 15, 20 lat móc skwitować problem dwoma zdaniami: „Wsiadaj na rower i jedź. To proste jak drut.”

  • jjaros

    „Jeśli prędkość dopuszczalna to najwyżej 30 km/h – (…) rowerzyści powinni jeździć jak chcą, „szeroko”, nawet środkiem, nawet utrudniając i spowalniając ruch aut (…)”.
    Dość odważna sugestia jak na publikację, którą czytają rowerzyści. Jako codzienny rowerzysta nie chciałbym spotkać nawet na rowerze rowerzystę, który jedzie „jak chce” (nieprzewidywalnie, czy całą szerokością jezdni). Nas też obowiązuje jazda z przepisami. Nie jestesmy jedynymi uczestnikami ruchu!

    • Marcin Dumnicki

      Faktycznie wyszło dość odważnie :). Nie chodziło o jazdę z kawalerską fantazją, tylko o możliwość wyboru miejsca na jezdni. Z poczuciem, że jeśli ktoś musi przez nas zwolnić z 30 do 20, to nic się wielkiego nie stanie.

      A przewidywalność – zawsze. Tym się różnią kraje z lepszą kulturą jazdy na rowerze, że tam rowerzyści nawet łamiąc przepisy, łamią je jakoś bardziej przewidywalnie i odpowiedzialnie…

      • ktosiek

        Straci czas i pieniądze, a one są w życiu najważniejsze , wiec w jego przypadku nie można powiedzieć „Nic wielkiego się nie stało”. Spójrz na światowe potęgi gospodarcze, co jest priorytetem w transporcie i jakie skutki ma to na gospodarkę i poziom życia przeciętnego obywatela.

      • Marcin Dumnicki

        „Straci czas i pieniądze, a one są w życiu najważniejsze” – tu akurat uważam inaczej,

        „co jest priorytetem w transporcie i jakie skutki ma to na gospodarkę i poziom życia przeciętnego obywatela” – hm, przesada z autami w miastach wpływa akurat dość fatalnie na jakość życia i na gospodarkę, „potęgi” też to przyznają. Zresztą bez przesady, nikt nie buduje miasta tak, aby w strefie tempo 30 jechać przez całe miasto… Straci 15 sekund wlokąc się za rowerem, a zyska 10 minut, bo ci, co dzięki tym strefom pojadą rowerem, nie stworzą korka gdzieś indziej.

      • Krzysztof Kozlowski

        W kwestii straci czas…
        Mogę się nie zgodzić?

        Jest to bzdura ze rowerzysta mnie znacząco powolni.
        Zawsze jak mam sytuację nieczystą jadę za rowerzystą dłużej niż krócej. Wolę być przesadnie ostrożny niż ryzykować jego choćby dobrym samopoczuciem.

        Ponieważ mierzę czasy przejazdu to z całą pewnością mogę powiedzieć że rowerzyści mnie nie spowolnią w sposób istotny.

        Choćby z tego powodu że za 200m jest przejście przed którym nie stanę bo udzie już przejdą korzystając z tego ze rowerzysta mnie spowolnił.

        Całe spowolnienie przez kilku rowerzystów jest rzędu 1-2km/h max. przy kumulacji kilku w wyjątkowo niefortunnej konfiguracji.

        Nie oszukujmy się średnia przejazdów w śródmieściu, Krowodrzy czy starym podgórzu oscyluje w granicach 6-26 km/h
        Średnia z tych przejazdów to 21km/h
        Więc o ile nas może spowolnić rowerzysta?

        Co innego matołek jadący tak żeby w miejscu w którym można spokojnie bezpiecznie wyprzedzić nie dało się tego zrobić i holuje tym sposobem za sobą auta ale to jest zupełnie inna historia choć na ten moment nawet tacy nie powodują drastycznego spadku średniej.

  • zeralda

    Dodałbym jeszcze, że mnie uczono aby przed wyciągnięciem ręki w celu zasygnalizowania skrętu najpierw rzucić okiem do tyłu czy jakiś samochód nie wyprzedza nas zbyt blisko. Możemy dzięki temu oszczędzić naszego złotego Rolexa w przypadku zagrożenia utrącenia naszej ręki przez owego „miszcza”.

    • Michał

      Ja też wolę opcję:
      1) Rzut okiem za siebie,
      2) sygnalizacja manewru,
      3) jeśli ktoś za mną jedzie, to jeszcze raz rzut okiem.
      4) manewr.

      Miałem kiedyś nieprzyjemne zdarzenie z silent nindżą na rowerze :)

    • Marcin Dumnicki

      Można i tak. Co do jednego jesteśmy zgodni – wystawienie ręki nie wystarcza, aby „na pewniaka” myknąć w lewo.

  • Nie wiedziałem, że reaguję na mijające mnie busy na alejach takim „odskokiem” ;-)

  • Sebastian Ociepka

    @ktosiek „Spójrz na światowe potęgi gospodarcze, co jest priorytetem w transporcie i jakie skutki ma to na gospodarkę i poziom życia przeciętnego obywatela.”

    Nawet motoryzacyjne potęgi wycofują się z miejskich motoryzacyjnych utopii, żeby jeszcze skuteczniej konkurować na światowym rynku swoimi metropoliami przyjaznymi dla życia:
    http://ibikekrakow.com/2013/11/05/ulice-nie-musza-byc-wrogie-dla-ludzi/

    • Ktosiek

      Bardziej mi chodziło o kraje azjatyckie, a nie o bankrutujące mocarstwo USA. Przykładowo w Chinach pomimo dużych tradycji komunikacji rowerowej, nikt nawet nie myśli o ograniczeniach w ruchu samochodów w miastach, gdyż to ogranicza mobilność i rozwój gospodarczy. Chcesz dojeżdżać poruszać się rowerem po mieście rób to, jednak nie można utrudniać poruszania się po mieście osobom , które z różnych względów wybrały samochód.

      • Krzysztof Kozlowski

        Wiesz o czym piszesz?

        ograniczenia w chinach

        Oni podobnie jak my stali się ofiarą szybkiego rozwoju. Rozwoju za którym nie nadążyła infrastruktura i zapewnienie mobilności.
        W którym bieda dyktowała warunki.
        Z tym że oni z swoją tendencją do robienia milowych kroków z dużym prawdopodobieństwem za chwilę zajmą się tym i niedługo później dojdą do standardów o których nam się nie będzie śniło przez lata.

        Jak podrążysz temat zobaczysz że ograniczenia w prędkości ruchu samochodowego jak i jego deregulacja oraz zwężenie strumieni wcale nie pogarsza czasów przejazdu a wprost przeciwnie.Co więcej ogranicza zużycie paliwa.
        Poza tym powoduje że czas przejazdu przestaje być tak zależny od godzin szczytu co jest dobre dla gospodarki.

        Dobrze użyty rowerzysta może tu być bardzo pomocny

        Niestety kampania z „rugowania” prowadzi do panicznego leku ludzi przed możliwością dotarcia. Na zachodzie się nie ruguje a bardziej modeluje.
        Stąd jakiekolwiek zmiany u nas idą bardzo wolno.

  • zeralda

    @ktosiek
    http://tinyurl.com/p66p5t4
    i jeszcze to:
    http://vimeo.com/21714344
    http://polish.cri.cn/973/2013/01/22/41s114432.htm

    i mała prezentacja o systemach miejskich rowerów Chinach :
    http://tinyurl.com/q3quas9

    Nawet oni zauważają, że to droga donikąd…

    • zeralda

      Przydała by się jednak opcja edit – miało być „Nawet oni zauważają, że to droga donikąd…”