20 minut rowerem do pracy = 57 PLN zysku dla gospodarki

20 minut rowerem do pracy = 57 PLN zysku dla gospodarki

Australijski wicepremier Anthony Albanese w niedawnym wystąpieniu stwierdził, że każda 20 minutowa podróż na rowerze do pracy i z powrotem oznacza korzyści dla gospodarki szacowane na 57 PLN (21 UAD), a w przypadku gdy do pracy idziemy pieszo 20 minut to korzyści te szacowane są na 24,25 PLN (8,5 UAD). Według przedstawiciela australijskiego rządu korzyści ekonomiczne wynikające z podróżowania do pracy pieszo i rowerem to polepszenie zdrowia, mniejsze zatłoczenie (kongestia), zmniejszenie kosztów infrastruktury transportowej, ograniczenie emisji gazów cieplarnianych, lepsza jakość powietrza, zmniejszenie hałasu i oszczędności w kosztach zapewnienia miejsc do parkowania.

Ciekawe wnioski płyną z raportu o australijskich miastach z 2013 roku. Prace lepiej płatne i wymagające wyższych umiejętności coraz bardziej koncentrują się w centrach miast. Wzrost miejsc pracy jest najniższy w zewnętrznych przedmieściach Sydney i innych dużych miastach. Oznacza to, że coraz więcej mieszkańców przedmieść czekają długie dojazdy do pracy. Ogranicza to zdolność produkcyjną wysoko wykwalifikowanych kobiet, które w pierwszym rzędzie odpowiedzialne są za dzieci i starzejących się krewnych. Raport stwierdza, że takie kobiety są bardziej skłonne zaakceptować gorszą i niżej płatną pracę bliżej domu. Jest to szczególnie widoczne w nowszych przedmieściach . Raport zwraca też uwagę na wysoki koszt parkowania w australijskich miastach. W niedawnym rankingu najdroższych do parkowania samochodu biznesowych centrów miast Sydney zdobyło trzecie miejsce.

Australia to doskonały przykład na to jak marzenie o spokojnym domku za miastem zamienia się w koszmar eksurbanizacji, tymczasem francuski Strasburg zamierza stać się miastem przyjaznym dla pieszych. Wytyczenie „magistrali pieszych”, zebry co 100 metrów, sygnalizacja świetlna z priorytetem dla pieszych … to tylko niektóre ze środków jakie mają zachęcić ludzi do chodzenia pieszo. Mnie natomiast najbardziej spodobał się postulat by połowa szerokości każdej ulicy „od fasady do fasady” była wolna od samochodów i przeznaczona na chodniki, ścieżki rowerowe czy pasy dla komunikacji miejskiej. Czy to nie doskonała recepta na przebudowę krakowskich ulic (patrz Aleja Mogilska)?

Komentarz: Przypominam też o podobnych badaniach o finansowych zyskach z jazdy na rowerze z Kopenhagi. Różnice w wyliczonych kwotach to zapewne pochodna różnic między poszczególnymi państwami m.in. kosztów opieki zdrowotnej, czy cen ziemi.

Od urodzenia w Krakowie. Absolwent Wydziału Inżynierii Elektrycznej i Komputerowej Politechniki Krakowskiej. Związany ze Stowarzyszeniem Kraków Miastem Rowerów, oraz Stowarzyszeniem Przestrzeń-Ludzie-Miasto. Pierwsza publikacja na ibikekrakow: 17 marca 2010. Zainteresowania: - rowerowe BRD (edukacja, walka z mitami, SEWiK), - ruch pod prąd (animator akcji "Rowerem legalnie pod prąd"), - przewóz dzieci, - edukacja ws zanieczyszczeń, - promocja: Kraków na skróty, Rower mój środek transportu, - przyczepki, rowery cargo, rowerem na zakupy, rower i handel, - rowery w liczbach, statystyki, - zrównoważony transport (budżet), - sprzeciw wobec promowania i obligatoryjności kasków, - zmiana przepisów dla nietrzeźwych rowerzystów, - polityka parkingowa (w tym płatne parkowanie, parkowanie i handel), - transport zbiorowy,

  • Marcin

    Można by się pokusić jak wyglądałyby wydatki miejskie w Krakowie na transport zbiorowy lub utrzymanie dróg, gdyby liczba podróży rowerem osiągnęła 50% dziennie. Sądzę że roczne oszczędności szły by w setki milionów, plan metra można by odłożyć definitywnie do archiwum, inwestycje drogowe ograniczyć do bieżących remontów i uzupełniania infrastruktury w obszarze nowej zabudowy. Póki co wygląda to abstrakcyjnie. Ale czy czasem za 10, 20 lat nie tak właśnie będzie?

  • miejmy nadzieje, ze do 2020 uda nam sie osiagnac nie 15%, a 20% lub większy udzial ruchu rowerowego w codziennych podrozach miejskich

  • Krzysztof Kozlowski

    Na czym ta korzyść dla GOSPODARKI ma polegać i skąd się ma brać?

    Rozumiem oszczędność dla „systemu społecznego” ale zysk dla gospodarki?
    Szczególnie gospodarki utrzymującej się z utrzymywania status qwo działania na rzecz systemu socjalnego i zainteresowanej w utrzymywaniu stanu ciągłego problemu.

    Gdyby wszyscy pracujący w Polsce wsiedli na rower to mamy jakieś 222mld…
    zakładając że dziennie by zrobili tylko 20 min czyli jakieś 6-8 km….
    Jak się gdzieś nie strzeliłem w obliczeniach to ocieramy się o budżet polski :)

    Skąd by się miał ten kolosalny zysk brać?
    Skąd ta różnica między pieszym i rowerzystą?

    • robotrutra

      no właśnie – podstawowe pytanie – skąd ten zysk? jak ktoś wsiądzie na rower rezygnując z auta to: nie wyda 500 pln miesięcznie na paliwo lub 100pln na bilet miesięczny, komunikacja zbiorowa nie zarobi , stacje paliw, warsztaty samochodowe, sklepy z częściami, ubezpieczalnia, myjnia itp nie zarobią… co z pracowniami, przedsiębiorcami? przekwalifikują się?
      …a to że zostanie komuś w kieszeni 500 lub 100 to zysk dla niego a nie dla gospodarki bo niekoniecznie te pieniądze musi skonsumować w inny sposób lub w Polsce
      a co do poprawy stanu zdrowia społeczeństwa to nie można zakładać, że jak ktoś jeździ autem lub komunikacją miejską to nie korzysta z basenu, siłowni itp.

      • Marcin

        Załóżmy że na paliwo wydaję 500 zł miesięcznie. Nie liczę amortyzacji samochodów, ubezpieczenia ani innych kosztów eksploatacyjnych. Z tych 500 zł naprawdę niewiele trafia do miasta, a jeszcze mnie do lokalnych przedsiębiorców. Większość to akcyza, zysk dla Rosji oraz marża dla koncernów typu BP. Jeżeli nie jadę rowerem, to te 500 zł zostaje mi w kieszeni i mogę wydać na inne cele, np. na usługi. Miasto i lokalne społeczeństwo ma najmniejszy dochody właśnie jeżeli wydaje swoje pieniądze na paliwo, a nie na inne potrzeby. Co więcej, miasto musi mi dołożyć dużo więcej z powodu użytkowania mojego samochodu niż roweru. Koszty infrastruktury drogowej są setki razie większe. Dodam więcej, nie wydawanie pieniędzy na paliwo zmniejsza nasz niekorzystny bilans handlowy z zagranicą. I do oszacowania zyski z czystszego powietrza na nasze zdrowie.
        Każdy przedsiębiorca jest elastyczny i dostosowywuje się do zmieniającej sytuacji na rynku. Są zawody jak kowal, które już prawie wyginęły. Pieniądze nie znikną tylko pójdą w innym kierunku.
        A w przypadku komunikacji publicznej oszczędności dla miasta są także ewidentne. Miasto co roku dopłaca setki milionów złotych. Mniej pasażerów, to mniejsze koszty i dopłaty. I wydać pieniądze np. na poprawę zielenii lub oświaty. A moje zaoszczędzone 100 zł mogę wydać na inne potrzeby.

      • lukasz

        „korzyści ekonomiczne wynikające z podróżowania do pracy pieszo i rowerem to polepszenie zdrowia, mniejsze zatłoczenie (kongestia), zmniejszenie kosztów infrastruktury transportowej, ograniczenie emisji gazów cieplarnianych, lepsza jakość powietrza, zmniejszenie hałasu i oszczędności w kosztach zapewnienia miejsc do parkowania”

        Przeciez jest to jasno napisane gdzie sa korzysci?

        – Lepsze zdrowie czyli mniejsze wydatki Panstwa na sluzbe zdrowia
        – Mniejsze zatloczenie to mniej straconego czasu na dojazdy, ktory moglby byc przeznaczony na prace produktywna i zwiekszajaca PKB
        – zmniejszenie kosztow inf to wiecej pieniedzy na inne potrzeby i zmniejszenie deficytu finansow
        – ograniczenie emisji to mniejsze kary za przekraczanie norm albo sprzedaz certyfikatow innym panstwom
        – lepsza jakos powietrza i zmniejszenie halasu to znowu mniejsze wydatki na niedofinansowana sluzbe zdrowia
        -oszczednosci w kosztach zapewnienia miejsc parkingowych to znowu mniejsze wydatki na infrastrukture i zmniejszony deficyt albo wiecej kasy na inne potrzeby.

        To nie sa wartosci liczone wprost czyli jak jade 20 min to wrzucam do skarbonki z nieba 54zl. Ale jezdzac t e20 min dziennie oznacza ze w przyszlosci Panstwo wyda o kilka-kilkanascie tysiecy mniej na moje leczenie, moje L4, moje zasilki chorobowe, renty, operacje stawow biodrowych, kolanowych itp.

        Jak oszczedzam na paliwie 100 czy 500zl miesiecznie to wiekszosc tego wydaje na rzeczy typu lepsze (zdrowsze) jedzenie, bilety do kina, teatru, pojscie do knajpy itp itd. A to oznacza, ze pieniadze plyna do malych lokalnych biznesow a nie do molochow i korporacji glownie zagranicznych. Z kazdej 100 wlanej do baku 40 od razu jedzie do ruskich. Jak kupujesz auto za 100tys to 80 albo wiecej jedzie do niemiec, francji, japoni, koreii itp. Podobnie z czesciami, wiekszosc jest produkowana za granica i wplywaja negatywnie na export netto Polski. Oslabienie branzy motoryzacyjnej (bo przeciez nie ma mozliwosci jej likwidacji) przyniesie korzysci w innych sektorach gospodarki, szczegolnie na najnizszym lokalnym poziomie.

        Ograniczenie dlugu publicznego i deficytu to nizsze koszty obslugi tego dlugi i lepsza sytuacja finansowa Panstwa. Wiec to tez jest korzysc!!

        Z czysto teoretycznego punktu widzenia dla wartosci PKB nie ma znaczenia na co wydajesz pieniadze. Ale struktura tych wydatkow juz ma znaczenie. Osoba ktora zarabia 2000zl miesiecznie a 1000zl wydaje na alkohol, 500 na fajki i 500 na reszte ma taki sam wplyw na PKB jak osoba ktora zarabia 2000 i wydaje to na jedzenie, bilety do kina, weekendowy wyjazd z rodzina i kawe w kawiarnii. Ale czy to oznacza, ze nalezy popierac styl zycia pierwszej osoby??

      • Krzysztof Kozlowski

        No dobra wszystko fajnie ale ja pytałem o zysk dla gospodarki…
        Nie dla budżetu nie dla nas samych a dla gospodarki.

        Zasadniczo wszystko co piszecie to pewnie prawda ale…
        Skąd w takim razie różnica w zysku między pieszym a rowerzystą?

        Czyżby przejechanie kilku kilometrów KM miało kosztować gospodarkę kilkadziesiąt zł?

        A straty dla gospodarki związane z załamaniem rynku samochodów w razie masowej przesiadki brano pod uwagę?
        Zwolnienia wzrost podaży siły roboczej i spadek płac?

        Stwierdzenie że ludzie się przebranżowią jest frazesem który nie ma potwierdzenia w rzeczywistości.

        Czy jak wsiadam na rower czasem to zarabiam te 57zł?
        Czy może muszę tylko rowem jeździć?
        Czy muszę nie mieć samochodu?
        Czy może muszę mieć samochód ale nim nie jeździć?

        Czy to jest prawdziwe dla dowolnej ilości rowerzystów czy tylko dla iluś procent? A jak dla określonej liczby to jakiej?

        Poważnie mnie zastanawia jak się takie coś liczy.
        Czy się liczy czy się szacuje na podstawie danych szczątkowych lokalną zmianę bez uwzględnienia globalnych?
        czy liczy się uwzględniając zmiany na innych rynkach?

        Wiele takich teorii to luźne rozważania naukowca w warunkach ograniczonych danych i ograniczonego środowiska.
        Ciekawy jestem czy to stwierdzenie ma jakieś głębsze podstawy czy po prostu „se polityk powiedział….”

        Ktoś wie czy tylko zgadujemy?

      • robotrutra

        ok można się bawić w wyliczanki kto zarobi a kto nie
        w kontekście sprzedaży aut – większość zarabia producent (?) – ok niech tak będzie
        ale jak idziesz do kina na film zagraniczny to przecież też zarabia producent
        lepsze jedzenie – kupujecie tylko polskie?

        jeżeli kontekst wypowiedzi odnosi się do zysków za X lat i kontekście przemian infrastruktury która ma powstać to podawanie konkretnych liczb zysków jeszcze w przeliczeniu na czas jazdy na rowerze jest jak wróżenie z fusów

      • lukasz

        „Skąd w takim razie różnica w zysku między pieszym a rowerzystą?”

        Nie wiem, nie ja robilem wyliczanke:) Trzebaby zobaczyc jak autor wyliczal zysk. Wyobrazam sobie, ze czesc roznicy moze wynikac z faktu, ze 20 min jazdy na rowerze jest wiekszym wysilkiem dla organizmu niz 20 min spaceru, co bardziej redukuje przyszle koszty sluzby zdrowia:) Dodatkowo do jazdy na rowerze trzeba sie nieco bardziej przygotowac (kupic rower, ubrania, serwis roweru, czesci) co rowniez wplywa na tzw. „zysk” gospodarki.

        „A straty dla gospodarki związane z załamaniem rynku samochodów w razie masowej przesiadki brano pod uwagę?
        Zwolnienia wzrost podaży siły roboczej i spadek płac?”

        Nie spodziewalbym sie zalamania rynku samochodow, bo podroze rowerowe to tylko malutka czesc wszystkich podrozy. Nikt nie zastapi aut na dlugich dystansach. Sadze zatem, ze efekt ten byl nieodczuwalny. Co najwyzej spowolnilby nieco wzrost branzy motoryzacyjnej. Dodatkowo wzmocniona zostalaby branza rowerowa, gdzie powstalyby nowe miejsca pracy.

        „Czy jak wsiadam na rower czasem to zarabiam te 57zł?”

        57zl to pewnie wartosc srednia. Jak wsiadasza czasem to byc moze oszczedzasz 20 zl, a ktos kto wsiada czesto oszczedza 90. Srednio gdzies to daje 57.

        „Czy to jest prawdziwe dla dowolnej ilości rowerzystów czy tylko dla iluś procent? A jak dla określonej liczby to jakiej?”

        Oszczednosc na zdrowiu obstawiam, ze jest wartoscia w miare liniowa, czyli im wiecej osob jedzi na rowerze tym wieksza oszednosc na sluzbie zdrowia, lekarstwach, zwolnieniach itd.

        Inaczej moze byc z infrastruktura, tutaj mysle ze zaleznosc nie bedzie liniowa. w pierwszym etapie oszednosci moga byc duze ze wzgledu na mozliwosc wycofania sie z drogich rozwiazan w miastach, ale jest cala masa kosztow stalych, ktorych sie nie przeskoczy i w pewnym momencie przyrost kolejnych rowerzystow nie bedzie generowac znaczacych oszczednosci. Tak to mi sie widzi:)

        „Wiele takich teorii to luźne rozważania naukowca w warunkach ograniczonych danych i ograniczonego środowiska”

        Wiekszosc modeli ekonomicznych jest liczona w warunkach ograniczonych. Nie daja one nigdy rzeczywistych danych tylko pewne przyblizenie, co nie oznacza, ze sa to dane wziete z sufitu. Czesto obliczenia opiera sie na obserwacjach z lat poprzednich. Nie musza one sie sprawdzac dokladnie dla czasow przyszlych bo moze wystapic jakas zmienna, ktora w rzeczywistosci zadziala w odmienny sposob.

        Podsumowujac jest to troche zgadywanie:) ale oparte na pewnych dostepnych i wiarygodnych danych:) A zyski dla gospodarki to w duzej mierze redukcja przyszlych wydatkow i „lepsza” struktura wydatkow (zamiast na paliwo wydajemy np. na jedzenie, uslugi)

        Tak to przynajmniej widze ja:)

      • lukasz

        @robotrutra

        „ale jak idziesz do kina na film zagraniczny to przecież też zarabia producent”

        Oczywiscie, ze zarabia producent. Tyle ze udzial kosztu licencji filmowej w cenie biletu jest mniejszy niz udzial kosztow producenta w zakupie auta. Dodatkowo jest szereg filmow polskich, w przeciwienstwie do „polskich” aut.

        „lepsze jedzenie – kupujecie tylko polskie?”

        Tak staram sie kupowac jedzenie polskich producentow. Dlaczego? Bo jest lepsze, bo nie zostalo przewiezione tysiace km i zakonserwowane, zeby sie nie psulo. Pozatym patrze na etykiety i sprawdzam, gdzie zostalo cos wyprodukowane i przez kogo.

        „jeżeli kontekst wypowiedzi odnosi się do zysków za X lat i kontekście przemian infrastruktury która ma powstać to podawanie konkretnych liczb zysków jeszcze w przeliczeniu na czas jazdy na rowerze jest jak wróżenie z fusów”

        W jakis sposob trzeba te dane podac. Mozna w przeliczeniu na czas mozna w przeliczeniu na km. Chodzi o pewne zobrazowanie tematu a nie dokladne dane.

        .

      • Adam Łaczek

        „a co do poprawy stanu zdrowia społeczeństwa to nie można zakładać, że jak ktoś jeździ autem lub komunikacją miejską to nie korzysta z basenu, siłowni itp.”
        Owszem można tak zakładac … na podstawie badań.

      • Adam Łaczek

        Krzysztof Kozlowski
        Mowa jest raczej o regularnych przejazdach

        „Skąd w takim razie różnica w zysku między pieszym a rowerzystą? ”
        Zapytaj autora. Może jazda rowerem jest po prostu zdrowsza od chodzenia? :)

        Skąd w takim razie różnica w zysku między pieszym a rowerzystą?

        „A straty dla gospodarki związane z załamaniem rynku samochodów w razie masowej przesiadki brano pod uwagę?”
        No to już jest szczyt głupoty. W takim razie np. zakończenie II wojny światowej to wielka strata dla gospodarki UK bo masowo zwalniali ludzi z fabryk zbrojeniowych :)

      • Adam Łaczek

        robotrutra
        Proponuje takie proste wyliczenie:
        Jaki procent aut sprzedawanych w Polsce pochodzi od polskiego producenta, albo przynajmnie ze zbudowanej w PL fabryce.
        Potem zadaj sobie to samo pytanie o jedzenie, a nawet o filmy.

      • robotrutra

        Adamie,
        możemy bić się w nieskończoność o statystyki kto gotuje na gazie z Rosji, a kto na prądzie z polskiego węgla; kto jeździ na paliwie norweskim a kto na niemieckim, kto pije polską kawę inkę a kto zagraniczną normalną, czy Polacy kupują auta wyprodukowane w Polsce czy za granicą, ciężko też porównywać rynek spożywczy który rocznie w Polsce jest wart ok 250 mld, do rynku zakupu nowych aut osobowych, który jest szacowany na ok 20 mld, rynek aut zawsze przegra
        niestety ale w kinach ubogo w repertuar ambitnych polskich filmów nad czym boleję
        a co do zdrowego trybu życia, sam jeżdżę rowerem do pracy od 7 lat (nieregularnie ok 50-70 dni w roku), kiedyś z nowej huty na bronowice teraz z prądnika czerwonego na bronowice, ale używam również auta i te oba środki transportu mają dla mnie po równo plusów i minusów (od komunikacji miejskiej wyleczyła linia 139 gdzie codziennie rano jest bity rekord pojemności studentów agh i uniwersytetu rolniczego w solarisie),
        ale jak mam iść na basen (o wiele zdrowszy niż rower) po pracy to jadę autem, bo po 45 minutowym pływaniu nie muszę jeszcze pedałować

      • lukasz

        „ciężko też porównywać rynek spożywczy który rocznie w Polsce jest wart ok 250 mld, do rynku zakupu nowych aut osobowych, który jest szacowany na ok 20 mld, rynek aut zawsze przegra”

        Tu nie chodzi o porownanie wartosci nominalnych, ani o statystyki tylko o wplyw na gospodarke i PKB Polski wydatkow spoleczenstwa.

        Sa wydatki, ktore mozna nazwac „inwestycja” bo przynosza korzysci albo oszczednosci w przyszlosci, a sa wydatki ktore generuja koszty. Przejazdy na krotkich trasach generuja duzo kosztow (od gorszego zdrowia do zanieczyszczen i wydatkow z tym zwiazanych, itd) a nie przynosza wlasciwie zadnych korzysci (mowie o indywidualnych przejazdach, niezwiazanych z wykonywanym zawodem gdzie jest konieczne uzycie auta).

        Dla odmiany jazda na rowerze albo poruszanie sie pieszo mozna uznac za inwestycje w swoje zdrowie co doprowadzi do oszczednosci w wydatkach na sluzbe zdrowia w przyszlosci.

        „ale jak mam iść na basen (o wiele zdrowszy niż rower) po pracy to jadę autem, bo po 45 minutowym pływaniu nie muszę jeszcze pedałować”

        O wiele zdrowszy? Bardziej mysle, ze jest rownie zdrowy:)

        Jazde na basen autem jeszcze potrafie zrozumiec ale najbardziej rozbrajaja mnie ludzie, ktorzy jada na silownie autem po to zeby nastepnie 30 min biegac na biezni:) To nie mozna juz przybiec na silke albo przyjechac na rowerze?

        Aha nie da sie, przeciez to minus 2 punkty do lansu:)

      • robotrutra

        łukaszu,
        przy pływaniu pracuje całe ciało, na rowerze głównie nogi dlatego twierdzę, że pływanie jest zdrowsze, również jazda pomiędzy autami w mieście nie koniecznie jest zdrowa przy wytężonej pracy płuc wdychamy nasze krakowskie powietrze

        co do tras krótkich – rzeczywiście krótkie odcinki to zmora i nie miałbym nic przeciwko gdybym pracę miał 10-15min jazdy rowerem (a nie 45 jak teraz) od miejsca zamieszkania, a przy pracy żłobek dla dziecka
        w tej chwili dziecko dostaje się tam gdzie jest wolne miejsce i trzeba jeździć po mieście czasami w różnych kierunkach, znam to z doświadczenia – niestety w takiej sytuacji mimo korków w moim przypadku rower przegrywa z autem pod względem czasu dojazdu (komunikacja miejska to już w ogóle strata czasu i pieniędzy)

      • Krzysztof Kozlowski

        „No to już jest szczyt głupoty. W takim razie np. zakończenie II wojny światowej to wielka strata dla gospodarki UK bo masowo zwalniali ludzi z fabryk zbrojeniowych :)”

        Kto zwalniał? Kto zatrudniał przed wojną?
        Wiesz co robiły fabryki zbrojeniowe przed wojną? W dużej części właśnie przemysł samochodowy spełnił ten obowiązek.
        A co po wojnie?
        A po wojnie cześć wróciła do aut a pozostała część produkuje do tej pory pełną para zbrojeniówkę na potrzeby urojonych wojen wywołanych urojonymi zagorzeniami.

        Więc z tymi szczytami to troszkę ostrożniej bo się możesz nabić na jakiś…

        I tak jak masowe odrzucenie aut rozłożyło by gospodarczego potworka tak zmądrzenie ludzi i zakończenie wojen zaorało by obecny chory system gospodarczy opary na obrocie wirtualnymi pieniędzmi i strachu.
        ( nie wnikam czy dobrze czy źle bo ja uważam że najwyższa pora ale pytam czy ktoś to liczył i jak!)

        Na moje pytanie oczywiście odpowiedzi nikt nie podał bo…
        Bo jej panowie nie znacie.
        Bo jej nie ma bo nikt nie potrafi ile pieniędzy przynosi gospodarce jazda rowerem.
        Nie potrafi bo nie przynosi ani grosza.

        Argumenty o zakupie roweru są absurdalne bo ile kosztuje rower i ile lat służy?
        Ktoś napisał że auto na długich dystansach…
        A pociąg? Czemu nie pociąg a auto? Szybszy wygodniejszy ekonomicznie opłacalny.

        Zaczęliście o polskich producentach i innych pierdołach ale przecież my nie produkujemy prawie nic. Polskie rowery?
        Widział ktoś? Ale polskie a nie złożone w Polsce z części zachodnich korporacji które wyprodukowały je gdzie akurat im pasowało?

        Nie wyda tu to wyda tam….
        Lokalna gospodarka?
        Czy wy wiecie w jakim świecie żyjecie?
        Nie ma lokalnej gospodarki ani u na s ani w Australii ani w USA…. Nawet w chinach nie ma….
        Jest gospodarka globalna….

        Kolejna próba kreowania społeczeństwa. wciskania kitów i patrzenia jak skaczemy na jednej nodze dając zarobić komuś na „dostosowaniu nas” do nowej teorii….

        Jak pewnie nie wiecie świat zbankrutował przez takie wymysły jak to że jazda 20min na rowerze daje zysku….

        NIE DAJE ŻADNEGO ZYSKU!!!
        Nic nie produkuje nie kreuje pieniądza nie daje zysku.

        Może dawać oszczędności dla jednostki. Może dawać oszczędności dla chorego systemu zdrowotnego.
        Może dawać oszczędności dla systemu socjalnego czy dla zabezpieczenia państwa….
        Ale nie zysk.

        Jest to pusty nic nie znaczący frazes dla naiwnych.
        A wy ja dzieci daliście się wpuścić w dyskusje i próbujecie udowodnić na wszelkie sposoby ze jadąc rowerem pójdę do kina…
        Przez takie „kreowanie wirtualnych zysków” mamy w gospodarce wielka dziurę. Wprawdzie premier kryzys odwołał ale nie zmieni to faktu że gospodarka zaryła nosem i wbija się pod ziemię coraz głębiej.

        Swoją droga fajna teoria…
        Jak by to była prawda to większość polaków mogła by nic innego nie robić a tylko jeździć do pracy i z niej wracać….
        A polska gospodarka by kwitła :D

        Zdajecie sobie sprawę że osoba zarabiająca minimalną krajową miała by dla gospodarki zarobić dwa razy tyle na dojazdach?
        A jak by nawet to podzielić przez dwa….

        Kreacja pieniądza jest dość sprecyzowanym zagadnieniem.
        Obecna gospodarka opiera się na kreacji wirtualnego pieniądza z długu…
        Jak kreować ma pieniądz rowerzysta? Z długu? Czy z potencjalnych wydatków? bo przecież nie z tego czego nie kupi i na co nie weźmie kredytu! Jak nie kupi auta na kredyt to nie tylko nie wspomoże gospodarki realnej ale jeszcze przyspieszy upadek spirali kredytowej! (nie mówię że to źle ale zysku z tego w sensie pieniężnym nie będzie może społecznym)

        Widzicie dziury w rozumowaniu?
        Nie :) Wiem że nie….

        No chyba że wyliczenia zakładały że rowerzysta kupi i samochód który postawi na drogi miejscu parkingowym pod domem ale nie będzie nim jeździł jak przystało na świadomego rowerzystę tylko poleci i kupi nowy rower ;)

        Co warte są teorie ekonomiczne i cała nowa ekonomia pokazuje parę ostatnich lat…
        Kompromitacja tej dziedziny i jej przedstawicieli jest tak duża że wiara w jakiekolwiek teorie zakrawa na śmieszność.
        Niektórzy ale nieliczni ekonomiści wprost mówią że jesteśmy najnormalniej w świecie okłamywani. Tylko im nikt nie chce wierzyć…
        W końcu lepiej wierzyć w bajki że jadąc an rowerze zarabiamy całkiem pokaźną kasę…. :)

        No ale dobra niech wam będzie Wojtek
        Dzisiaj dla gospodarki zarobiłem ~400zł :D A to tylko z jazdy do pracy…

        Bo jak doliczyć dojazdy inne niż praca to będzie tego ~640zł

        :D Miłe uczucie… I chyba głównie o taki zysk w tych badaniach chodziło… Przecież zawsze to kilka osób więcej pojedzie rowerem ;)

      • lukasz

        „I tak jak masowe odrzucenie aut rozłożyło by gospodarczego potworka”

        Nikt tu nie mowi o masowym odrzuceniu aut. Postulat jest za ograniczeniem, krotkich podrozy na dystansie kilku-kilkunastu km i to glownie w miescie. To jest niewielki promil ogolu podrozy, bez znaczenia dla globalnego przemyslu motoryzacyjnego, za to majacy bardzo realny wplyw na jakos zycia mieszkancow w miescie.

        „Na moje pytanie oczywiście odpowiedzi nikt nie podał bo…
        Bo jej panowie nie znacie.
        Bo jej nie ma bo nikt nie potrafi ile pieniędzy przynosi gospodarce jazda rowerem”

        Bo nie da sie tego wyliczyc dokladnie. Co nie oznacza, ze nie ma to wplywu na gospodarke. Nikt tutaj nie mowi, ze te 57zl to sa pieniadze, ktore wrzucasz do systemu i zwiekszasz ilosc pieniadza w gospodarce. To sa glownie oszczednosci w przyszlych wydatkach. Co tez jest pewnego rodzaju zyskiem, poniewaz Panstwo nie bedzie musialo podnoscic podatkow, albo emitowac dodatkowych obligacji.

        „A pociąg? Czemu nie pociąg a auto? Szybszy wygodniejszy ekonomicznie opłacalny.”

        Pociag a auto nie bo badania byly o rowerach. Jakby ktos zrobil badania o pociagach to bysmy dyskutowali o pociagach. Moglibysmy tez dyskutowac o hulajnodze, rolkach i psich zaprzegach. Tyle ze nie o tym jest to badanie:)

        „Polskie rowery? Widział ktoś?”

        Romet, Kross…oczywiscie czesc podzespolow jest producentow zagranicznych, ale gro wartosci dodanej jest robiona w PL.

        „Lokalna gospodarka? Czy wy wiecie w jakim świecie żyjecie?
        Nie ma lokalnej gospodarki ani u na s ani w Australii ani w USA…. Nawet w chinach nie ma….Jest gospodarka globalna….”

        To ze wspolczesna gospodarka jest globalna nie oznacza, ze nie ma gospodarek lokalnych. Globalizm gospodarki oznacza jedynie dostep do rynkow zagranicznych dla poszczegolnych gospodarek lokalnych i intensywna wymiane handlowa.

        Fakt jest tylko taki, ze z punktu widzenia gospodarki globalnej nie ma znaczenia gdzie cos zostanie wyprodukowane. Bo i tak globalny popyt zostanie zaspokojony przez globalna podaz. Dla przykladu, moznaby nie produkowac zupelnie nic w PL, a w sytuacji globalnej absolutnie nic by sto nie zmienilo bo wyprodukowal by to chinczykm chindus albo kto inny.. Tyle, ze LOKALNIE w PL byloby nieco slabo…

        Poczytaj troche ksiazek o ekonomii, zanim zacznie takie glupoty wypisywac, bo jak czasem masz cos ciekawego do powiedzenia to tym razem poziom Twojej wypowiedzi jest zenujaco niski.

        „Może dawać oszczędności dla jednostki. Może dawać oszczędności dla chorego systemu zdrowotnego.
        Może dawać oszczędności dla systemu socjalnego czy dla zabezpieczenia państwa….”

        A czy oszczednosc nie jest w pewnym sensie zyskiem? Zysk firmy ktora ma przychody w wysokosci X a koszty Y wynosi X-Y. Jezeli firma oszczedzi w swoich wydatkach 10% to zysk firmy wyniesie X-0,9Y. X-0,9Y to wiecej niz X-Y prawda?

        „Przez takie “kreowanie wirtualnych zysków” mamy w gospodarce wielka dziurę. ”

        Wielka dziure to my mamy w budzecie przez rozdymane wydatki (m. in. na sluzbe zdrowia, refundacje lekow itp itd) przy zbyt malych dochodach. Dziure da sie zmniejszyc na dwa sposoby:

        1) zwiekszenie wplywow czyli podniesienie podatkow
        2) oszczednosci w wydatkach (np. mniejsze wydatki na sluzbe zdrowia)

        Jazda na rowerze wplywa zatem na zmniejszenie dziury poprzez oszczednosc w wydatkach. Zmniejszenie deficytu budzetowego tez jest pewna forma zysku. Wiem, ze ciezko to sobie wyobrazic, ale gdyby Polska miala nadwyzke budzetowa to oszczednosci zadzialalyby jak w przykladzie firm czyli zwiekszyly ZYSK Panstwa. W obecnej sytuacji zmniejszaja STRATE, co tez jest ZYSKIEM!!!

        „Zdajecie sobie sprawę że osoba zarabiająca minimalną krajową miała by dla gospodarki zarobić dwa razy tyle na dojazdach?”

        Tak zdaje sobie z tego sprawe tylko nieco inaczej nalezy podejsc do jej zarobkow dla gospodarki. Zalozmy, ze osoba zarabiajaca minimalna krajowa prowadzi zycie nazwijmy to „niezbyt” zdrowe. Spowoduje to, ze w wieku lat 55 bedzie niezdolna do pracy, zacznie pobierac rente, do tego bedzie wymagac kosztownej operacji wymiany stawu biodrowego, nastepnie rechabilitacji, czestych wizyt u lekarza, a takze z powodu nadcisnienia i cukrzycy typu 2, bedzie potrzebowala refundowanych lekow. Srednio dozyje np 75 lat z tym, ze ostatnie 5 bedzie juz totalnie niesprawna wymagajaca 24h opieki oczywiscie na koszt panstwa bo przeciez rodzina nie da rady. Wszystko to do kupy bedzie kosztowac Panstwo 2000zl miesiecznie, czyli wiecej niz ta osoba zarabia. Nalezy jeszcze dodac do tego „koszt utraconych mozliwosci” czyli fakt ze osoba ta miedzy 55 a 67 rokiem zycia nie przyniesie Panstwu zadnego zysku.

        Prowadzac zdrowy tryb zycia, ktorym np jest jazda na rowerze, sporej czesci z tych wydatkow i utraconych mozliwosci mozna uniknac. Co jest zyskiem dla Panstwa bo mniejsze beda wydatki!!

        „Jak kreować ma pieniądz rowerzysta? Z długu? Czy z potencjalnych wydatków? bo przecież nie z tego czego nie kupi i na co nie weźmie kredytu! Jak nie kupi auta na kredyt to nie tylko nie wspomoże gospodarki realnej ale jeszcze przyspieszy upadek spirali kredytowej!”

        Po pierwsze nie tylko auta kupuje sie na kredyt….zreszta zdecydowana wiekszosc aut kupowanych w polsce to stare lupy, kupowane na rynku wtornym, co oznacza, ze ich zakup dla „globalnej” gospodarki nie ma najmniejszego wplywu bo juz ktos za ich produkcje zaplacil. A tak zamiast 2 lupow w rodzinie, moze czesc osob kupilaby 1 ale za to nowy samochod.

        A co do kreacji pieniadza, to glowna branza wplywajaca na kreacje jest budowlanka.

        No i zamiast wydawac kase na rate za auto, mozna wydawac je na rate na mieszkanie, telewizor, pralke, lodowke, rower itp itd. Akcja kredytowa nie zaniknie jak ludzie kupia mniej aut:)

        „Widzicie dziury w rozumowaniu?
        Nie :) Wiem że nie….”

        Widzisz dziury w swoim rozumowaniu? Nie :) Wiem ze nie….

      • Krzysztof Kozlowski

        @lukasz pojechałeś po bandzie…. :)

        Zacznijmy od wyliczenia które dotyczyło zdrowego obywatela…

        Nie wiem czy wiesz że możesz przyczynić się do zakazu używania roweru!
        Zdrowy rowerzysta dożywa 81 lat…. Co więcej jest aktywny fizycznie i umysłowo… Państwo musi płacić emerytury….
        A chory? Umiera przed emeryturą. Nie kosztuje, nie rujnuje systemu emerytalnego…
        Jazda rowerem jest niebezpieczna dla systemu emerytalnego i budżetu!

        Nie czarujmy się podniesienie wieku emerytalnego nie służyło odkładaniu więcej a mniejszym wypłatą.
        Większość z nas odda państwu wiele więcej niż odbierze.

        Z 24h opieką na koszt państwa też pojechałeś po bandzie bo to nie działa. Może w innych krajach jest taki socjal ale jeśli już chcemy odnosić do nas to sorry.

        Ale nawet jeśli to ok 70 latek kompletnie niedołężny idąc do domu opieki oddaje całą emeryturę i jeśli po odliczeniu kosztów coś zostaje to rzeszę ma na swoje wydatki. Więc nie kosztuje państwa więcej niż emeryt.
        Szczególnie jeśli emeryt w sile wieku będzie pobierał emeryturę średnio 6 lat więcej niż ten niedołężny nie rowerzysta….

        I tak naprawdę te rozważania nie mają sensu bo chodzi o zysk dla gospodarki….
        A gospodarka zyskuje na chorych…
        Zyskuje na operacjach stawów….
        Gospodarka jest w tym momencie w przerażającej większości oparta na budżecie! Więc wydatki z budżetu ją trzymają przy życiu.
        Ja wcale nie jestem fanem tej gospodarki i nie płakałbym po niej jednak pytanie pozostaje otwarte skąd ten zysk. Bo jak mniej chorych to koncerny farmaceutyczne okalające nie zarabiają to jednak mniej aut to mniej firm drogowych to mniej firm wydobywczych…..
        Kupimy więcej telewizorów?
        Teoria ze ludzie wydarzą nadmiar gotówki nie do końca się broni.
        Owszem pęd kredytowy jest olbrzymi ale jest sztucznie napędzany.
        Dlaczego Niemcy dopłacali do nowych aut? bo chcieli zepsuć środowisko czy ratować rozpadającą się fasadę „pseudo rynku”

        A teraz przejdźmy do oszczędności na infr.
        Jazda rowerem wymaga dróg i to niezłych dróg.
        Dziury które w aucie irytują na rowerze staja się koszmarkiem.
        Więc trzeba budować i trzeba remontować.
        Jest teoria ze drogi się nie będą zużywały tak bardzo…

        Może u Niemców czy Holendrów to i prawda….
        Zapraszam na ulicę Lema :)
        To piękny przykład na to jak infrastruktura się sypie pomimo małego ruchu samochodowego.
        Pękający asfalt,grający chodnik…. Zresztą wiele DDRów woła o remont a powstały niedawno.
        Powinny wytrzymywać 20-25lat.

        Czy infr. drogowej będzie trzeba mniej?
        Teoretycznie bo nawet jak przesiądziemy się na cargo to one nie są wcale wiele mniej miejsco-żerne niż małe dostawczaki…

        I tu znowu nawet jeśli by na to nie wydawać to gdzie zysk na tym że mniejsze siły trzeba zatrudnić do utrzymania infr?

        Co do dziury w budżecie to przede wszystkim mamy ją z powodu tego że jesteśmy jednym z państw ratowanych „kredytami z banku światowego”….
        To tylko zajawka więc jak będziesz chciał to znajdziesz o co chodzi.
        Drugi temat to olbrzymia ilość dziur w wydawaniu środków budżetowych. Kładzenie podwykonawców przetargów…
        I inne kwiatki.
        Oczywiście dziura się bierze też z globalnego systemu społecznej opieki zdrowotnej. Bo przecież pokusa żeby zawyżać ceny leków jest olbrzymia.
        itd itp….

        Założyłeś odważnie że nie czytałem :)
        Więc powiem ci tak.
        Parę książek przeczytałem parę pewnie przeczytam…
        Choć znudziły mnie książki które próbują udowadniać tezy z nowej ekonomi która pokazała że jest bujda na resorach i nie trzyma się kupy.
        Na paru wykładach z ekonomi tez byłem…
        Tak że jakieś blade pojęcie o tym mam….
        Problem w porozumieniu miedzy nami polega na tym że ja nie uważam „nowej ekonomi” za ekonomię. A ty wysuwasz argumenty z tejże.

        Co do tego że oszczędność = zyskowi to sorry. Bujda.
        Nowa ekonomia zakłada maksymalizację zysków przez minimalizację kosztów…
        Dzięki temu mamy za niskie pensje i narastające rozwarstwienie społeczne polegające na topnieniu klasy średniej (jej ubożeniu)
        Dzięki takiemu podejściu mamy wiele korporacji jadących na ciągłych stratach i ratowanych przez państwa.

        Bardzo często oszczędność powoduje zmniejszenie zysku.
        Inwestycja (dobra) mimo że kosztuje zwiększa zyski.
        Więc założenie że oszczędność firmy powoduje że ta ma większe zyski jest w wielu wypadkach błędne.
        Chyba że wchodzimy w oszczędność kosztem ludzi. Np produkcja przeniesiona do fabryki gdzie pracują „Chińczycy za miskę ryżu”

        (oczywiście że „trochę” upraszczam ale jeśli czytałeś te książki które mi polecałeś i nie czytałeś tylko literatury „głównego nurtu” to powinieneś szybko wyłapać o czym i czemu piszę)

      • lukasz

        A ja mysle, ze sie nie porozumiemy, bo zupelnie inaczej patrzymy na swiat. Ja widze szklanke do polowy pelna, a Ty do polowy pusta. W Twoich postach czesto mozna doszukac sie teorii lekko mowiac spiskowych. Oczywiscie masz do tego prawo.

        Dywagacje nt niebezpieczenstwa dla systemu pozostawiam bez komentarza, traktuje to jako zart:) W sytuacji optymalnej dla budzetu nalezy zlikwidowac emerytury, wprowadzic nakaz pracy do smierci, a jak komus sie nie chce to zalegalizowac eutanazje, zeby kazdy mogl sobie skrocic staz pracy:)

        „Większość z nas odda państwu wiele więcej niż odbierze” To zdanie jest podstawa systemu ubezpieczen:) Kazdy inny scenariusz prowadzi do upadku systemu. Finansowanie wyplat wyzszych niz odlozone przez lata skladkowe, ze skladek obecnych pracownikow jest klasyczna piramida Ponziego:)

        Przecietna emerytura w Polsce nie pozwoli na pokrycie kosztow polowy miesiaca w calodobowym osrodku pomocy, nie mowiac juz o wlasnych wydatkach. W Austrii np. jak ktos trafia do takiego osrodka, to osrodek przejmuje cala emeryture, a jak to nie starcza na pokrycie kosztow (a starcza bardzo rzadko) roznice pokrywa sie z majatku tejze osoby, lacznie ze sprzedaza nieruchomosci. Dopiero jak braknie emerytury i majatku, osoba ta przechodzi na garnuszek panstwa. Juz widze oburzenie jakby Panstwo chcialo w Polsce przejac czyjas nieruchomosc za opieke…..

        „I tak naprawdę te rozważania nie mają sensu bo chodzi o zysk dla gospodarki….
        A gospodarka zyskuje na chorych…
        Zyskuje na operacjach stawów….”

        Gospodarka zyskuje tez na zdrowych emerytach, ktorzy zyja i tez pieniadze wydaja. Poprostu gospodarka nie zarobi na lekach i operacjach stawow, ale na rozrywkach i wydatkach konsumpcyjnych. Zmieni sie tylko struktura wydatkow. Ja jednak wole, zeby ludzie wydawali pieniadze na swoje przyjemnosci a nie leczenie i ulge w cierpieniu. Ale to tylko moje zdanie…

        „bo jak mniej chorych to koncerny farmaceutyczne okalające nie zarabiają”

        Ale wiecej zarabia ktos inny. Ruzumiem, ze nie warto walczyc np. z alkoholizmem, przeciez kazda menda zapijajaca sie dzien w dzien daje prace pani w sklepie monopolowym, pracownikom polmosu, pracownikom wytrzezwialki, policji, SM i pogotowiu a na dodatek dofinansowuje budzet panstwa akcyza? Moze zatem promowac codzienne zapijanie paly bo to dobre dla gospodarki? Bo przeciez jak Polacy zaczna mniej pic to polmosy zwolnia ludzi….

        Twojej teorii o powodach dziury budzetowej tez komentowac nie bede, bo zalatuje mi troche Grecja. Czyli za dziure w budzecie jest odpowiedzialna okropna krwiopijne kraje zachodnie, a nie grecy, ktorzy z nadmiernych wydatkow budzetu greckiego korzystali.

        „Nowa ekonomia zakłada maksymalizację zysków przez minimalizację kosztów…”

        To wkoncu wierzysz w nowa ekonomie czy nie? Bo piszesz, ze nie a teraz sie na nia powolujesz? I przeczytaj jeszcze raz do zdanie. Bo z niego jasno wynika, ze zysk wzial sie z ograniczenia kosztow czyli wlasnie potwierdziles moja teorie o zysku dla Panstwa w wyniku ograniczenia wydatkow na sluzbe zdrowia itd:)

        „Inwestycja (dobra) mimo że kosztuje zwiększa zyski”

        Absolutnie sie zgadzam inwestycje to podstawa rozwoju, ale zeby inwestowac trzeba miec z czego inwestowac. Niestety wydatki na sluzbe zdrowia nie sa wydatkami inwestycyjnymi. zatem ich ograniczenie pozwoliloby wiecej inwestowac:)

  • sutek

    W takich przypadkach obliczeń najpierw pojawia się pożądany wynik a później do niego są dopasowywane obliczenia, dlatego podane kwoty wsadziłbym w buty.

    Zupełnie inne wyniki wyszły by komuś kto będzie chciał udowodnić, że rower i nogi przynoszą straty gospodarce. To przecież rezygnacja z usług przewoźników, za czym idzie zmniejszenie zatrudnienia w tym sektorze, wzrost bezrobocia, mniejszy zysk dla branży, mniejsze podatki dla państwa itp.

    Niemniej jednak z resztą artykułu zgadzam się.

    • Adam Łaczek

      Ta jasne. Bo jak rowerzysta nie wyda na benzynę to zje pieniądze :)
      I jak wiadomo najefektywniejsze w pracy jest schorowane społeczeństwo… Ale skoro twierdzisz że można tak to policzyc …

  • Pingback: W UE rowery popularniejsze od aut | miastamaniak | lepsze życie. w mieście.()