„Cykloakademia” rusza!

Poruszanie się rowerem po mieście to nie jest skomplikowana sprawa, ale pewne rzeczy warto jednak wiedzieć. Do tej pory edukowaliśmy przedszkolaków, uczniów, studentów, zdarzały się również akcje z okazji Święta Cyklicznego, zgłaszały się do nas krakowskie firmy po szkolenie… Teraz proponujemy coś dla każdego – „Cykloakademię„. Krótkie, żeby nie zanudzić, w odcinkach, żeby się łatwiej „przyswajało”, filmy o jeździe rowerem po mieście.

Jazda rowerem w miastach w Polsce wymaga, niestety, pewnej wiedzy. Pamiętam swoją przygodę z Amsterdamem, gdzie od razu po kupnie roweru wsiadłem na niego – i w miasto! Nie musiałem sprawdzać, jakie są przepisy, nie oglądałem filmów edukacyjnych. Po prostu jechałem jak inni. Szybko dowiedziałem się (w praktyce i w „teorii”), że rowerzysta nigdy nie jest winny (no, prawie… ale takie było zdanie poznanych wizytujących Amsterdam jak i rodowitych mieszkańców), że to na rowerzystę wszyscy uważają, a w ogóle to świetnie, że jeżdżę rowerem. Odczułem też znakomity efekt takiego podejścia do bezpieczeństwa rowerzystów – gdy pożyczyłem Żonie swój rower, jeździłem przez dwa miesiące „trupem” bez hamulców. I żadnego zdarzenia! Dwa miesiące jazdy, dzień w dzień, i nigdy nie byłem zmuszony do nieprzewidzianego hamowania. Podejście to można było krótko opisać w trzech zdaniach: to kierowcy uważają; rowerzysta może łamać przepisy, byle nie powodował zagrożenia; rowerzyści jeżdżą tak, żeby ułatwiać sobie i innym przejazd. I trzy przykłady, ilustrujące to podejście. Rowerzysta wjechał w samochód parkujący na drodze dla rowerów, wywrócił się. Wina kierowcy, odszkodowanie dla rowerzysty – Policja nawet nie zająknęła się, że rowerzysta mógł przecież zauważyć tonę blachy i ominąć. Drugi przykład – jazda na czerwonym świetle. Iluż rowerzystów przejeżdża, gdy droga wolna i pali się czerwone… Owszem, część stoi, część jedzie, ale nikt z tego nie robi sensacji. Byle się nie władować pod auto, bo to już byłaby przesada. Przykład trzeci – krzyżują się drogi dla rowerów. Pojazd z prawej ma pierwszeństwo? A gdzie tam! Każdy jedzie, tyle że wszyscy zwalniają, przepuszczają się nawzajem.

A w Krakowie? Tu jest, niestety, inaczej. Tu bym się bez hamulców na ulicę nie wypuścił. Tu warto wiedzieć, że od nas zależy, w jakiej odległości mijać nas będą kierowcy. Tu, niestety, sytuację opisują trzy inne zdania: Rowerzyści muszą uważać; nie wolno łamać przepisów, nawet jeśli jest to zgodne ze zdrowym rozsądkiem; rowerzyści jeżdżą nie zwracając uwagi na innych.

To się będzie powoli zmieniać. I dobrze! Nie dlatego, że podejście z Amsterdamu jest jakoś moralnie „wyższe”. Jest po prostu bardziej skuteczne. Amsterdam to miasto bezpieczne dla wszystkich. Dla pieszych też. W Krakowie piesi giną nawet na chodnikach. I to nie z winy rowerzystów.

Dodać jednak muszę, że to nie jest tak, że w Amsterdamie edukacji nie ma i nie jest potrzebna. Tam od dziecka mamy naukę jazdy na rowerze po mieście. Już kilkulatki biorą udział w ruchu (przy boku rodziców), w szkołach mają lekcje bezpiecznej jazdy, zdają egzamin „na mieście” (jak u nas na prawo jazdy), mimo braku wymaganej karty rowerowej. I są od dziecka uczeni, że piesi i rowerzyści mają specjalne prawa, są dodatkowo chronieni, im się wybacza więcej. I potem, jako pełnoletni, gdy wsiadają do aut, wiedzą, że to na nich spoczywa pełna odpowiedzialność.

A na razie, w Krakowie, Warszawie, Wrocławiu, rowerzyści radzą sobie, jak umieją. Chcielibyśmy im w tym pomóc. Odczarować ulice, pokazać rzeczy, o których nie usłyszą na kursach na prawo jazdy, czy od Policji. Nauczyć bezpiecznej jazdy w polskich warunkach. Wyciągnąć na ulice jak najwięcej rowerów – im więcej, tym bezpieczniej. Pokazać, że u nas rower to nie musi być tylko sport, rowerzysta nie musi być zagrożeniem, ani dla siebie, ani dla innych. Przetłumaczyć suchy język przepisów na praktykę. Jest nas trochę za mało, żeby uczyć się obserwując innych. Chociaż to też czasem działa.

Przygotowaliśmy na razie siedem odcinków „Cykloakademii”. Może być więcej. To będzie zależało również od Was, drodzy Czytelnicy. Liczymy na współpracę, podrzucanie tematów. Zarówno tych bardziej ogólnych, jak i konkretnych rozwiązań drogowych z Krakowa. Możecie napisać do ekipy realizującej „Cykloakademię”, poprosić o wyjaśnienie lub nagłośnienie problemu, zaprosić do siebie na osiedle.

Kolejne odcinki pojawiać się będą co tydzień. W naszych edukacyjnych celach wspiera nas Gazeta Wyborcza – dobrze, że dotrzemy do większego grona odbiorców, nie tylko do „świadomych rowerzystów”. Myślę, że większość Czytelników ibike jeździ poprawnie. Ale może i Wy dowiecie się czegoś nowego. A na pewno możecie zachęcać znajomych – po pierwsze do przesiadki na rower, a przy okazji do zapoznania się z „Cykloakademią”.

Wszystkie odcinki można będzie również znaleźć na kanale KMR. Miłego oglądania!

  • Leesior

    Bardzo dobry pomysł.

  • Krzysztof Kozlowski

    Planujecie coś o światełkach, odblaskach ?

    Aura na polu szara… Kurtki szare…. naprawę wielu rowerzystów zdaje się nie dostrzegać faktu że z auta ich po prostu nie widać.

    Pomijam już nietoperki bo ci pewnie są niereformowalni. Ot postanowili skończyć swój żywot i taka oto dziwną metodę wybrali.
    Ale może by warto było pokazać że w szarudze warto dać się zauważyć.
    I jeszcze z słoneczkiem w plecy :)
    Też się ginie na „tle słońca” (kierowca siedzi niżej i jeszcze to pogarsza sprawę)

    Podejrzewam że wiele osób kompletnie sobie z tego nie zdaje sprawy jak źle ich widać. Dzisiaj mało jednego nieszczęśnika nie trafiłem.
    Ale sorry deszcz szaruga a on ciemny ubrany w „kolory maskujące” mnie prawą stroną wyprzedza (prędkość ok 25/h) Pomimo że mam nawyk kontrolowania lusterek nawet jak stoję w korku (ot choćby żeby zrobić miejsce motorowi czy rowerzyście) to tego pana zobaczyłem w ostatniej chwili.

    I nie nie jestem zwolennikiem obowiązkowych kamizelek odblaskowych ;)
    Jednak zdrowy rozsadek rowerzystów ma duże szanse na oddalenie wizji takiego nakazu.

    Drugi temat który mi przyszedł do głowy to zwrócenie rowerzystom uwagi że „puszczanie auta” tuż przed skrzyżowaniem nie ma sensu.
    Dzisiaj jeden nieszczęśnik niemal po krawężniku jechał wyraźnie zaniepokojony moją obecnością za nim. Zwolnił do koszmarnej prędkości…
    Cholera ale ja chciałem skręcać w prawo i nie miało najmniejszego sensu robić tego mu przed nosem więc postanowiłem pojechać za nim te 100m do skrzyżowania zamiast robić dziwne manewry dające mi pewnie z 5s więcej czasu na podłubanie w nosie w korku na następnym skrzyżowaniu.

    Bardzo mało rowerzystów wie jak puszczać i robi to z głową.
    Większość albo puszcza w sytuacjach które zaraz staną się kolizyjnymi albo nie puszcza wcale tylko jedzie jak święta krowa środkiem pasa mimo że miejsca dość i prawie by było gdyby nie takie zachowanie.