Traktujmy rowerzystów jak konie

Hasło, na pewno chwytliwe, jest częścią kampanii mającej na celu poprawę bezpieczeństwa na drogach w Szkocji. „Nice Way Code” to zbiór zasad, do których użytkownicy ulic powinni się stosować, aby było na nich bezpiecznie.

Kampania

Kampania została uruchomiona w celu stworzenia “kultury tolerancji”. Zachęca kierowców, rowerzystów i pieszych, aby bardziej na siebie uważali. Przygotowana przez Ministra Transportu, Keith Brown, wzywa wszystkich użytkowników dróg do dbania o bezpieczeństwo na drogach. Kierowcy mają dać więcej przestrzeni rowerzystom i wyprzedzać ich z ostrożnością oraz mają wypatrywać przechodzących pieszych. Rowerzyści mają nie próbować przejeżdżać na czerwonym świetle oraz nie jeździć po chodnikach. Piesi nie powinni przechodzić przez jezdnię patrząc na telefon. Na kampanie składają się reklamy telewizyjne oraz plakaty, aby dotrzeć do jak najszerszej publiki. Minister Brown powiedział, iż działania mają na celu zbudowanie kultury tolerancji i cierpliwości pomiędzy rowerzystami, kierowcami, pieszymi i innymi użytkownikami ulic w całej Szkocji. Dodał, że w czasie, gdy liczba ofiar na drogach jest na najniższym w historii poziomie to nie ma tutaj miejsca na samozadowolenie, a bezpieczeństwo na drogach to naprawdę jest odpowiedzialność wszystkich.

 

Kontrowersje

Organizacja Pedal on Parliament kontestuje jednak działania ministra. Jest to zrzeszenie rowerzystów, którzy używają roweru jako środka transportu, są kolarzami szosowymi, górskimi, rowerzystami miejskimi i jakimikolwiek innymi, którzy lubią dostać się z punku A do B na dwóch kółkach. Bez względu na różnice są zjednoczeni w celu poprawy bezpieczeństwa dla wszystkich użytkowników rowerów. W opublikowanym oświadczeniu, uzasadniają sprzeciw wobec kampanii, faktem,  iż jedynymi, efektywnymi narzędziami redukcji ilości zabitych są fizyczne zmiany dróg  oraz redukcja prędkości. Kampanie edukacyjne, szczególnie gdy nie ma widocznej egzekucji, przynoszą małe efekty. Wydanie zatem prawie 500 000 funtów, aby poprosić kierowców, rowerzystów i pieszych, żeby byli milsi dla siebie, przyniesie marną jakość, szczególnie porównując do kosztów. Wzywają do bardziej konkretnych działań szczególnie w obliczu wzrost śmierci rowerzystów na szkockich drogach przez ostatnie 5 lat. Przypominają, że do tej pory w 2013 roku już dziewięciu rowerzystów straciło życie, czyli tylu ile przez cały 2012. W 2009 natomiast w sumie to były cztery przypadki.

A co wy myślicie o balansie pomiędzy „miękkimi” i „twardymi” działaniami?

 

Urodziłem się, studiowałem, mieszkam z rodziną i pracuję w Krakowie. To wystarczające powody, aby dbać o jak najlepszą jakość życia w grodzie Kraka. To od nas zależy w jakim mieście będziemy mieszkać, ponieważ to my to miasto tworzymy. Miasto to nie drogi, czy mury, miasto to ludzie i rowery!

  • Zenek Rowerzysta

    Nie wierzę w skuteczność „miękkich” działań w krótkim i średnim okresie.

    Transport samochodowy to przede wszystkim szybkość i patologicznie indywidualizowana wygoda. Prawie nic nie motywuje kierowców do jazdy ostrożnej, partnerskiej, bezpiecznej. Jedynym skutecznym motywatorem jest realna groźba dotkliwej kary: utrata prawa jazdy, utrata pojazdu, wielotysięczne kary pieniężne, więzienie. Tego w Polsce brak.

    Po przeciwnej stronie – tj. po stronie motywatorów do jazdy szybkiej, ryzykanckiej, niepartnerskiej – jest natomiast wiele czynników. Najważniejszy z nich to ekonomia. Np. drobny i średni handel jest ściśle uzależniony od szybkiej jazdy dostawców. Widać to doskonale rankiem na lokalnych drogach.

    Rolę odgrywa także czynnik kulturowy: zakorzenione schematy myślenia o jeżdżeniu, przejawiające się w takich sformułowaniach jak „niedzielny kierowca” czy „jeździć jak baba”. Na polskich kursach mają obsesję „szybkiego reagowania”. Instruktorzy uczą wręcz kursantów, że jezdnia to walka albo gra, zagapisz się – wypadasz, game over. Tak, jakby sprawa płynności ruchu była niezależna od kwestii nadwyżki popytu na ograniczoną podaż przestrzeni (co jest oczywistym nonsensem).

    Wreszcie czynnik tolerancji ze strony policji. Każdy z nas widział tysiące przykładów, gdy na oczach policji kierowcy wjeżdżali na zakazy, przejeżdżali na czerwonym, przekraczali prędkość itd. Policja nie reaguje, bo *jak sama przyznaje* musiała by reagować cały czas.

    To jasny i czytelny sygnał dla drogowych bandytów: róbcie, co chcecie, ale do pewnej granicy. Ostatnio zasygnalizowano, że tą granicą będzie ok. 90km/h na terenie zabudowanym.

    Nie, nie wierzę w *samodzielną* skuteczność żadnych kampanii.

    • zeralda

      A ja w nią wierzę. Sam jestem tego przykładem. Pracuje w sprzedaży i rocznie robię około 60 tys km po naszych drogach. Wstyd przyznać ale byłem jednym z tych głupków za kierownicą (CB radio + zgniatanie grzyba gdzie się da). Na szczęście nikomu (ani sobie) krzywdy nie zrobiłem. Zainteresował mnie jeden, potem drugi post na skyscrapercity (początkowo nie mogłem uwierzyć co te oszołomy wypisują), zobaczyłem kilka filmów o zrównoważonym rozwoju miast i powoli przekonałem się, że coś jest na rzeczy. Teraz w gronie moich znajomych zawsze reaguje jak ktoś neguje sens uspokajania ruchu i innych cywilizujących działań infrastrukturalnych.
      Tak jak już ktoś na tym forum napisał – kropla drąży skałę….

      • @zeralda
        gratuluje wyznania. jestem pod wrazeniem. ja tez polecam komu moge, a dzieciom i mlodziezy w szkolach moglem i pokazywalem. filmy z serii Wyzsza Kultura Mobilnisci. trzeba to w moim przekonaniu pokazywac, az wiekszosc zrozumie i zacznie sie takich rozwiazan domagac glosno. nie mozemy pozwolic, by Krakow powielal bledy modernistycznego myslenia o miescie. nie moze byc tak, ze rowerem nie da sie wszedzie dojechac ;)

      • zeralda

        @marcin wójcik
        „gratuluje wyznania. jestem pod wrazeniem”
        Cześć, nazywam się zeralda i jestem samochodolikiem ;-)…

        Wydaje się, że potrzebna jest walka na wszystkich frontach – w Polsce system represji nie zawsze skutkuje (a skuteczne egzekwowanie jak widać też kuleje). Budżetu też nie stać na stawianie fotoradarów co 5 km (nawet pustych) – są też różne sposoby wykrywania tych załadowanych puszek (byłem w tym dobry więc wiem co piszę).

        Mnie na przykład wciągnął w problematykę ten klip : http://www.tedxzurich.com/speaker/mikael-colville-andersen/

        Facet jest trochę „szołmanem” ale jak widać skutecznym ;-). Trochę mi brakuje takiego lobbingu, który przeciągnąłby na naszą stronę np. dziennikarzy z tzw. górnej półki lub inne „nazwiska”.
        Dzięki temu podobne „show” w godzinach dużej oglądalności mogłoby uzmysłowić większej liczbie ludzi że robią pod siebie i nie tędy droga.

      • showman jest mi dobrze znany, to video tez. w sumie to nie wiem, dlaczego go niema na ibk. moze bedzie.
        oczywiscie, ze przydalby sie ktos tkai w krakowie. znasz kogos, kto by sie nadawal. mial odpowiednia wiedze i na tyle samozaparcia, by wcisnac sie do tvp krakow, albo przynajmniej zalozyl wlasny kanal YT. tam ogladalnosc jest nawet wieksza niz w tv.

      • zeralda

        @marcin wójcik
        „showman jest mi dobrze znany, to video tez. w sumie to nie wiem, dlaczego go niema na ibk. moze bedzie”

        Dobrze by było dać jakieś napisy po Polsku bo przysłowiowy Pan Stefan niekoniecznie może zrozumieć o co chodzi.

        Na Copenhagenize.com mają też fajne filmy o infrze:
        http://www.copenhagenize.com/2013/07/episode-01-big-picture-top-10-design.html
        Obowiązkowo projekcja dla Panów w Zikicie ;-)

        Co do znajomości człowieka, który mógłby to zrobić to raczej ciężko będzie. Znam ludzi z branży, którzy zrobią niezłą prezentację o mydle, samochodzie czy kredycie ale niekoniecznie są miłośnikami uspokajania ruchu (o wiedzy merytorycznej już nie wspomnę)…

        Eh przydałby się nam taki David Byrne. Taki toby się wcisnął do Lisa albo do innej „Kawy czy Herbaty” i może pare tysięcy ludzi zaczęłoby się tym bardziej interesować…

  • Krzysztof Kozlowski

    „Na polskich kursach mają obsesję “szybkiego reagowania”. Instruktorzy uczą wręcz kursantów, że jezdnia to walka albo gra, zagapisz się – wypadasz, game over. ”

    Ta „obsesja” jest za mała…
    Dużo w tej kwestii należy zrobić w naszym kraju.
    Ludzie „się gapią” na drogach. Na światłach zapominają ze maja zielone.
    Na przejściach czekają na pisemne zaproszenie do przejścia.

    Sprzyjają temu koszmarnie długie fazy świateł.
    W żadnym kraju nie spotkałem się z tak wolnymi zmianami świateł jak u nas.
    Nie spotkałem się z tak wolnymi reakcjami.
    Podejrzewam ze gdyby wszystkie fazy skrócić o połowę to ruch by się upłynnił a kierowcy zaczęli by szybciej reagować na zmiany na drodze.

    Tylko podejrzewam że na Kurasach nadal uczą jak zdać egzamin a nie jak jeździć.

    Oczywiście te wszystkie rzeczy które wypisałem idą o zgrozo w parze z szybką (za szybką) jazda. Gość potrzebuje 5s żeby ruszyć ale potem dociska do 90 żeby stanąć na następnych światłach.

    Kwestia “niedzielny kierowca” czy “jeździć jak baba” też jest ciekawa bo kiedyś to się tyczyło osób jeżdżących nieudolnie i niezgodnie z przepisami.
    Szybcy i głupi byli określani „mistrzami długiej prostej”
    Dopiero subkultura „przedstawicieli handlowych” doprowadziła do tego że „jeźdzący jak baba” jest tożsamy z tym który przestrzega przepisów a dobry kierowca to „bezmózgi cwaniak” który wciska się wymusza i gwałci oszczędzając cenne 3 min… Które i tak wcześniej czy później traci czekając na policję po kolizji.
    Co ciekawe „niedzielni kierowcy” „baby” jak i „bezmózgie cwaniaki” oraz „mistrzowie długiej prostej” gardzą tymi co jeżdżą lepiej technicznie od nich ale zgodnie z przepisami. W związku z tym ci ostatni czują się lekko nieswojo na drogach.
    Brak reakcji policji pogłębia stan alienacji :) I niestety wielu przechodzi na „ciemną stronę mocy”.
    Ostatnio miałem okazję jechać z osobą która jest prawa i w ogóle ale jak zwróciłem uwagę że jedzie za szybko skwitowała „wszyscy tak jadą”
    Cóż człowiek zwierze stadne….

    Kwestia tolerancji jest trudna…
    Jak by to powiedzieć…
    Zdarzało mi się rowerem przetaczać (świadomie pisze przetaczać bo nie mam w zwyczaju przejeżdżać ) pod czujnym okiem stróżów prawa :) i w zasadzie powinni zareagować. Dopóki nie powstanie spójna infrastruktura rowerowa ich zdecydowane reakcje były by dla nas dość uciążliwe.
    Jestem jednak zdania że ich brak reakcji prowadzi do bezhołowia i niestety ale jest głównym powodem obecnego stanu rzeczy na drogach. Uważam że doprowadzenie do sytuacji ze policja reaguje zawsze (w przypadku rowerzystów kierowców i pieszych łamiących przepisy) powinno być priorytetem.

    Również nie widzę sensu takich akcji jeśli nie uruchomimy policji.

  • Zenek Rowerzysta

    „Szybkie reagowanie” ma dwie strony. Miałem następujący przypadek na egzaminie na prawo jazdy w połowie lat 90. Będąc na pasie zanikowym chciałem włączyć się do ruchu „na zakładkę”. Ponieważ nikt mnie nie wpuścił (nie zwolnił), dojechałem do końca pasa i tam się zatrzymałem w oczekiwaniu na możliwość dalszej jazdy. Egzaminator uznał to właśnie za „game over/porażkę/nieudolność itd.”. O mały włos bym oblał, bo wypominał mi to przez resztę egzaminu. Jego zdaniem – cytuję – „powinienem był się od razu ustawić na *dobrym* pasie”. A co? zanikowy jest zły? Czekanie w kolejce jest błędem? Nieudolnością? Brakiem zdecydowania?

    Inny przykład. Jeszcze w latach 90. uczono, że jak „wszyscy zmieniają pas”, to również należy zmienić pas, bo „coś się dzieje”. Taki odruch Pawłowa. Wszyscy, to i ja. To był właśnie jeden z wyznaczników „sprawnej, dynamicznej jazdy”, „myślenia na drodze” (sic!).
    Do dziś, dla całej rzeszy moich rówieśników ten, kto jedzie pustym pasem, gdy pas obok stoi, to albo cwaniak; albo ciemna masa. „Bo przecież widać, że coś się dzieje”.

    Z drugiej strony masz jednak rację: poziom gapiostwa jest zdecydowanie zbyt duży.

  • Krzysztof Kozlowski

    To co pisujesz to raczej presja na uwalenie…
    Było tak że szukali jak by tu udupić.
    Stad też wzięła się moda na „uczenie tras egzaminacyjnych”

    Ja zostałem udupiony na egzaminie za zachowanie odwrotne :)
    Ponieważ miałem szczęście/pecha? uczyć się u instruktora który uczył mnie jeździć a nie zdawać to zbyt zdecydowane wykonanie manewru wystraszyło egzaminatora i wcisnął hamulce.

    Niestety poziom szkolenia i egzaminowania jest u nas na tragicznym poziomie.
    Na gapiostwo też jest lekarstwo. Znajomy chwalił się mandatem z Francji za „zbyt wolne ruszanie spod świateł” :D
    No ale tu wracamy do problemu działania policji :)

  • Marcin

    Osobiście uważam że miękkie działania są niezbędne. Na naszych drogach jest dużo zachowań agresywnych i zbyt ryzykownych, które trzeba nazywać po imieniu. I to niezależnie od sposobu poruszania się. Przy większym ruchu rowerowym w niektórych miejscach zaczyna się wyprzedzanie na trzeciego albo zajeżdzania innym drogi. Lub wymuszanie pierwszeństwa dla pieszych. Jakże nam dobrze znane zachowania z ulicy wśród kierowców. Przy tej samej infrastrukturze można osiągnąć duże lepsze wskaźniki bezpieczeństwa właśnie wskazując na kulturę jazdy i poruszania się.