[Prawo dla rowerzysty] Uwaga, pieszy!

[Prawo dla rowerzysty] Uwaga, pieszy!

Od czasu do czasu piszemy na IBK o pieszych, z którymi – że tak się wyrażę – wszyscy rowerzyści jadą na tym samym wózku jeśli chodzi o kwestię bezpieczeństwa na drodze. Sami piesi (mam tu na myśli tych którzy poruszają się przede wszystkim na nogach) nie są specjalnie skłonni walczyć o swoje prawa, a przecież każdy bywa pieszym np. wówczas gdy zsiada z roweru.

Ostatnio przedmiotem ogólnokrajowej debaty stał się temat nowelizacji przepisów dotyczących przechodzenia po pasach. Zgodnie z projektem przygotowanym przez poseł Barbarę Bublewicz pieszy ma mieć pierwszeństwo już w momencie, gdy stojąc przed pasami wykaże zamiar przechodzenia na drugą stronę. Dokładny zapis nie jest jeszcze znany, a jak uczy doświadczenie diabeł tkwi w szczegółach, tak więc zobaczymy co z tych zamiarów wyjdzie paniom i panom posłom. Niespecjalnie nastrajają optymizmem wypowiedzi pomysłodawczyni nowelizacji, która ma chyba poważny problem z dokładnym wyjaśnieniem do czego tak na prawdę zmierza (polecam rozmowę w audycji „Skołowani” w  TOK FM, podcast z 14.07.2013 r.).Czekając na dokładną treść zapisów pewne rzeczy da się powiedzieć już dziś. Przede wszystkim zmiana nie jest nam wcale specjalnie potrzebna, a każdy kierujący (a zatem również rowerzysta) powinien zatrzymać się przed pasami i umożliwić pieszemu przejście. Pewne zamieszanie wywołuje art. 13 ust. 1 ustawy Prawo o ruchu drogowym:

Pieszy, przechodząc przez jezdnię lub torowisko, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność oraz, z zastrzeżeniem ust. 2 i 3, korzystać z przejścia dla pieszych. Pieszy znajdujący się na tym przejściu ma pierwszeństwo przed pojazdem.

Ze zdania drugiego zacytowanego przepisu wiele osób wywodzi, że pieszemu należy ustąpić pierwszeństwa dopiero, gdy już wejdzie na pasy. W istocie przepis ten należy wrzucić do kategorii frazesów – czy w przypadku jego braku w ustawie wolno byłoby kierującemu przejechać pieszego, który znajduje się na przejściu?

Identyczny sens ma art. 26 ust. 1 ustawy, który stanowi:

Kierujący pojazdem, zbliżając się do przejścia dla pieszych, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa pieszemu znajdującemu się na przejściu.

Do pełnego obrazu należy dodać, mało znany wśród kierowców, § 47 ust. 4 rozporządzenia o znakach i sygnałach drogowych:

Kierujący pojazdem zbliżający się do miejsca oznaczonego znakiem D-6 [„przejście dla pieszych”], D-6a [„przejazd dla rowerzystów”] albo D-6b [„przejście dla pieszych i przejazd dla rowerzystów”] jest obowiązany zmniejszyć prędkość tak, aby nie narazić na niebezpieczeństwo pieszych lub rowerzystów znajdujących się w tych miejscach lub na nie wchodzących lub wjeżdżających.

Co z tego wynika? Wyraźnie na pierwszym miejscu przepis stawia bezpieczeństwo niechronionych uczestników ruchu. Co więcej – każe kierowcy zwolnić przed przejściem z uwagi na pieszych na nie wchodzących. Innymi słowy mówiąc kierowca ma się spodziewać pieszego i być przygotowanym do jego wkroczenia na jezdnię. Pieszy nie powinien być zdany na łaskę i niełaskę kierowców. Dodatkowo należy zauważyć, że z dużym prawdopodobnieństwem większość pieszych odbierze zmniejszenie prędkości samochodu jako zachętę do wejścia na pasy. Gdy już się znajdzie na przejściu, zastosowanie znajdują w/w art. 13 ust. 1 i art. 26 ust. 1 PoRD. To oczywiście teoria, jak wygląda praktyka można przekonać każdego dnia. Od razu wyjaśnię, że przepisy PoRD i rozporządzenia nie są ze sobą sprzeczne – po prostu są ujętę z dwóch różnych perspektyw.

Na marginesie należy dodać, że zapis przepisu rozporządzenia nieco stracił na aktualności w relacji kierowca-rowerzysta na przejeździe po nowelizacji dokonanej w maju 2011 r. Nie radzę więc wyciągać z niego wniosku, że rowerzysta ma pierwszeństwo na każdym przejeździe.

Moim zdaniem bardzo złym pomysłem autorów nowelizacji jest pozostawienie w prawie o ruchu drogowym przepisu zakazującego pieszemu „wejścia na jezdnię bezpośrednio przed nadjeżdżający pojazd” (art. 14 ust. 1 lit a). Bezsens tego zapisu bardzo łatwo wytłumaczyć: pieszy potencjalnie może wtargnąć pod samochód tylko w trzech sytuacjach – gdy chce popełnić samobójstwo albo z innych powodów nie działa racjonalnie (np. jest nietrzeźwy, chory psychicznie) i gdy nie zauważy auta. Z karania samobójców większość systemów prawnych wycofała się w XIX wieku, natomiast bardzo trudno komuś prawnie nakazać by widział lepiej lub działał racjonalniej. Tak więc pozostawienie wspomnianego przepisu nikomu nie uratuje życia. Stanowi za to doskonałą furtkę do przerzucania odpowiedzialności na poszkodowanych pieszych – kierowca nie ustąpił pierwszeństwa, pieszy zginął, ale sam sobie jest winien bo „wbiegł pod koła”. To swoiste psychologiczne „rozgrzeszanie” kierowców ma oczywiście fatalne konsekwencje.

Czy zatem nowelizacja wypleni kulturę silniejszego na polskich drogach? To zależy głównie od praktyki egzekwowania przepisów. Za to wiele dobrego wynikło już z debaty wokół bezpieczeństwa pieszych.

Doktorant w Katedrze Postępowania Karnego Wydziału Prawa i Administracji UJ w Krakowie. Rowerzysta.

  • Bartek

    Polemika o ‚pierwszeństwie pieszego na przejściu’ nie jest potrzebna, co z tego, że obecnie pieszy ma pierwszeństwo NA przejściu, skoro nie ma prawa na nie wejść?

    Jeśli dobrze rozumiem to proponowana poprawka ma zmienić sytuację o 180 stopni, czyli doprowadzić do tego, co jest np. na zachodzie europy. Tam, jak stoisz metr od przejscia to każdy blachosmród zwalnia i czeka aż przejdziesz.
    Wydaje mi się, że zmiana ta gigantycznie ułatwi życie pieszym (realnie rzecz biorąc w ogóle nie trzeba się zatrzymywać przechodząc przez jezdnię), natomiast rowerzystom chyba nieco utrudni. Mimo tego jestem bardzo za :).

    • Hubert

      Od razu odpowiem. Normalnie powinno wyglądać to tak: kierujący zbliża się do zebry, już z daleka zwalnia, pieszy widząc zwalniający kierowcę wkracza na jezdnię, auto się zatrzymuje, żeby umożliwić pieszemu przejście. Ten mechanizm nie działa ponieważ kierowcy nie znają przepisu, który nakazuje im zwolnić przed pasami.

      • Krzysztof Kozlowski

        Nie działa też bo piesi stoją jak wrośnięci…
        Wiele razy zwalniam na tyle że pieszy ma czas wejść i zejść i ani drgną. Staję… A oni się jeszcze zastanawiają.

        Pomijam takich co stoją przed przejściem a jak staję to się cofają dwa kroki… Oni se stoją i ulice podziwiają :) No ale to się czasem tylko zdarza.

        Przepis o wtargnięciu nie jet do końca głupi.
        Mi próbował facet wbiec zza auta pod koła.
        W ostatniej chwili go zobaczyłem i jak bym zareagował ułamek sekundy później „potrąciłbym go na pasach”

        Zdarzają się „biegacze”. Szczególnie niebezpiecznie w okresie jesiennym. Ubrane to na czarno i wbiega na przejście.
        Więc analiza „wtargnięcia” była przeprowadzona w sposób co najmniej pobieżny.

        Co do samego pierwszeństwa to obecne przepisy są zbieżne z angielskimi. Pieszy ma pierwszeństwo jak jest na pasach.
        Kodeks (irlandzki albo angielski nie pamiętam) zawiera dokładną informację jak przechodzić.

        Podchodzimy do przejścia stawiamy nogę na pasy dajemy czas na reakcję kierowcy i wchodzimy…
        Proste logiczne i skuteczne.

        Przepis o bezwzględnym pierwszeństwie pieszych przy obecnej „kulturze” będzie dość mocno paraliżujący.
        Jeżdżąc po niemieckich drogach nie zdarzyło mi się NIGDY żeby ktoś mi „wlazł pod koła”. Ludzie chodzą „klarownie”.
        Nie idą wzdłuż ulicy i bez patrzenia „siup” znienacka na przejście.
        Zupełnie inaczej się zachowują. Mają większe prawa a zachowują się o wiele bardziej przewidywalny.

        Kolejna sprawa że na ddr z naszym fantazyjnym ich przebiegiem i przejściami przez nie jazda stanie się bardzo fajna. Będzie trzeba stawać nawet jak pieszy nie będzie miał zamiaru przejść bo najnormalniej często nie będzie się dało tego ocenić co chce pieszy.

        @Bartek zwróć uwagę że „na zachodzie” „zasrani rowerzyści” zwalniają i czekają aż przejdę… A u nas?
        Jak jadąc ddr zatrzymuję się przed pasami to w większości wypadków jeśli ktoś jedzie za mną jestem wyprzedzany często z wyzwiskiem. Czasem słyszę ostre hamowanie i wyzwiska…

        I tu dochodzimy do meritum.
        Problemem nie są przepisy bo te są wystarczające.
        Problemem jest nie przestrzeganie prawa i brak sankcjonowania takiego stanu.
        Gdyby policja „działała” to obecne przepisy były by wystarczające.
        Ponieważ nie działa jakiekolwiek zmiany będą zwykłą sztuką dla sztuki.
        Użędnicy po raz kolejny pokażą że są potrzebni żeby „robić nam dobrze” a na ulicach zmieni się niewiele.

        Nauka uprzejmości kierowców może być błyskawiczna.
        Bierzemy 4 policjantów „po cywilnemu” wysyłamy ich na pasy.
        Kawałek dalej patrol.
        Panowie przechodzą przez przejście. Czyli podchodzą stawiają nogę na pasy i czekają.
        Każdy który nie stanie dostaje „bonusa” od patrolu za nie ustąpienie pierwszeństwa…

        W tydzień mamy wychowanych większość kierowców w Krakowie. BEZ RUSZANIA PRZEPISÓW :D

        Ale nie do się…
        Bo co by urzędnicy robili….
        Na co by społeczeństwo narzekało….

      • zibi22

        @krzysztof k
        Masz sporo racji. Ale to nie piesi są temu winni że taka jest sytuacja. Myślę że z czasem wyrobi się kultura przechodzenia przez przejścia. Dzisiaj pieszy zwyczajnie się boi. Ale to się zmieni jeśli kierowcy zaczną się zatrzymywać. Pamiętam że będąc w Portugalii byłem w szoku. Nawet jeśli przez przypadek zatrzymałem się przed przejściem nawet nie mając zamiaru przechodzić, to kierowcy zatrzymywali się i czekali. Było mi głupio że zatrzymałem auto i choć nie potrzebowałem to przechodziłem wtedy.
        Po tygodniu tak się przyzwyczaiłem do tamtej kultury, że nie zdarzało mi się stanąć niepotrzebnie przed przejściem. Myślę że i u nas tak kiedyś będzie.

  • Lembi

    Autorze szanowny, błądzisz. Cytowany przez ciebie par. 47 Rozporządzenia o znakach nie nakazuje kierującemu niczego, gdyż zwyczajnie przekracza upoważnienie ustawowe. Rozporządzenie ma za zadanie określić znaczenie i zakres obowiązywania znaku, a nie jest jego zadaniem kształtowanie uprawnień i obowiązków uczestników ruchu.

    Niemniej jednak istnieje akt prawny, z którego jednoznacznie wynika obowiązek zmniejszenia prędkości, a nawet zatrzymania przed przejściem – art. 21 Konwencji wiedeńskiej o ruchu drogowym. Tylko z tego przepisu wynika obowiązek ustąpienia pierwszeństwa pieszemu, który jeszcze nie wszedł na jezdnię. W tym zakresie prawo polskie jest niezharmonizowane z Konwencją, gdyż – wbrew temu co piszesz – interpretacja podanych przez Ciebie przepisów PoRD jest jednoznaczna i przyznaje pierwszeństwo tylko pieszemu znajdującemu się na przejściu.

    Niesłusznie też wskazujesz na rzekomy błąd związany z pozostawieniem przepisu dot. wtargnięcia na jezdnię. Otóż będzie on dotyczyć wszystkich przypadków pojawienia się pieszego na jezdni, w tym zwłaszcza przekraczania jej w miejscach, w których przywileje związane z pierwszeństwem (na pasach, na skrzyżowaniach, w innych wymienionych w PoRD miejscach) nie będą miały zastosowania, nie wspominając o przechodzeniu przez przejście o ruchu kierowanym sygnalizacją na czerwonym świetle.

    BTW, przepis o wyraźnym sygnalizowaniu zamiaru wejścia na jezdnię wcale nie jest głupi. Na początek będzie spełniał ważną funkcję edukacyjną. A potem kierowcy się przyzwyczają i będą wpuszczać każdego pieszego, którego zachowanie będzie wskazywało (bez żadnych dodatkowych gestów) na zamiar przejścia przez jezdnię. Tak to się odbyło w Hiszpanii, gdzie pieszy miał obowiązek sygnalizować zamiar przejścia podniesioną ręką. Teraz już tego nie robi, bo się kierowcy nauczyli.

    • Hubert

      @Lembi:
      Dziękuję za uwagi.
      Co do art. 21 konwencji, zacznę od zacytowania ust. 1 lit. b): „jeżeli ruch pojazdów na tym przejściu nie jest kierowany sygnałami świetlnymi ruchu lub przez funkcjonariusza kierującego ruchem, kierujący powinni zbliżać się do tego przejścia tylko z odpowiednio zmniejszoną szybkością, aby nie narażać na niebezpieczeństwo pieszych, którzy znajdują się na przejściu lub wchodzą na nie; w razie potrzeby powinni zatrzymać się w celu przepuszczenia pieszych”.
      To czym ten przepis różni się od zapisu rozporządzenia o znakach i sygnałach to tylko końcowa część. Twierdzę jednak, że nie jest ona niczym więcej jak logiczną konsekwencją poprzedniej części. Czym inaczej wytłumaczyć owo zmniejszenie prędkości, jeśli kierujący nie miałby obowiązku brać pod uwagę pieszych wchodzących na pasy i (!) w razie potrzeby zatrzymać się? Moim zdaniem i bez końcowego zdania sens jest oczywisty. Moim celem było wykazanie, że nawet bez odwołania się do konwencji wiedeńskiej nie potrzebujemy nowelizacji, a raczej zmiany podejścia do istniejących przepisów.
      Nie zgadzam się, ze zapis rozporządzenia „przekracza delegację ustawową” – rozporządzenie nadaje treść znakom, treść znaku oznacza normę prawną, a zatem rozporządzenie kreuje normy z samej swojej istoty.
      Nie zgadzam się z twierdzeniem, że przepis o zakazie wkroczenia na jezdnię pod nadjeżdżający pojazd ma jakikolwiek sens. Tak jak pisałem będzie on służył do przerzucania odpowiedzialności na pieszych za wypadki wywołane nieostrożnością kierowców.
      Jeszcze co do „pierwszeństwa” – proszę zwrócić uwagę, że konwencja inaczej niż PoRD odnosi to pojęcie do pojazdów (może za wyjątkiem art. 18 ust. 3 KW, w którym mowa o „ustąpieniu pierwszeństwa użytkownikowi poruszającemu się po drodze”). Piesi nie ustępują sobie pierwszeństwa i pieszym nie udostępnia się pierwszeństwa, a zatem zapis, że „pieszy ma pierwszeństwo w takim czy takim momencie” jest kaleki językowo.

      • Krzysztof Kozlowski

        Orzekanie o winie pieszego nie odbywa sie z automatu.
        Jak pieszy zostanie potrącony to masz zaprzęgniętych biegłych którzy oceniają sytuacje.

        Są miejsca w Krakowie gdzie biegnący na ciemno ubrany pieszy może i dosłownie „wyrosnąć przed maską”
        Tak samo piesi wbiegający „zza samochodów.”

        Dla przykładu.
        Noc ciemno deszcz. Jedziesz z naprzeciwka ciężarówka.
        W jej światłach nie widzisz ludzi zbliżających się do przejścia z lewej. Przejeżdżasz skrzyżowanie a bezpośrednio zza niej wychodzi ci na przejście człowiek.
        Nie ważne jak wolno jedziesz szanse na zatrzymanie przed pieszym masz mocno zredukowane.
        Takich głupich sytuacji jest masę.

        Tak naprawdę w większości wynikają z kiepskiej edukacji społeczeństwa i ciągłej walki pieszy-kierowca-rower.

        A co do Bagateli to ostatnio jak tam byłem piesi leźli sobie z wolna a tramwaj dzwoniąc próbował ich taranować…
        Uważasz że tak to powinno wyglądać ??? :D

  • kamil

    W Londynie, są przejścia (specjalnie oznaczone), przed którymi kierowca musi się zatrzymać jeśli w pobliży widzi pieszego. Nie wiedząc o tym, stałem sobie przy takim przejściu i podziwiałem miasto aż zaczął ktoś na mnie trąbić :) Trzeba było iść bo kierowca, zgodnie z przepisami, nie mógł jechać.

    • mateusz

      Czy w Londynie nie obowiązuje zakaz trąbienia w terenie zabudowanym? Bo jeśli tak to marny z niego kierowca, skoro chcąc przestrzegać jednego przepisu łamie drugi.

  • Hubert

    Aha, uświadomiłem sobie właśnie, że jest w Krakowie bodaj jedno miejsce, gdzie przechodzenie przez pasy wygląda tak jak powinno: pod Bagatelą. Polecam uwadze czytelników.

  • krakowianka

    Przejście pod Bagatelą uważa autor artykułu za dobre? Dla kogo?

    Ostatnio usiłowałam je pokonać rowerem po DDR i doszłam do wniosku, ze najbezpieczniej dla mnie bedzie zejsc z roweru i poprawdzic go, bo nawet jak jakis baławan wejdzie na rower i sie o niego pokaleczy to przynajmniej ja nie bede lezeć na bruku. Na tym przejsciu widac absolutna bezmyslnosc pieszych lążących DDR jak stado owiec.

    Będę tej okolicy unikac jak ognia. Wole nadłożyć drogi.

  • madziu

    @ Krzysztof Kozlowski
    No tutaj pozwolę sobie się z Tobą nie zgodzić. Nie ryzykowałbym na Twoim miejscu potrącenia na pasach pieszego, który wychodzi zza samochodu jadącego z naprzeciwka. Też kiedyś uważałem, że to „okoliczność usprawiedliwiająco-łagodząca”, ale ten pieszy jest na przejściu (nie ma mowy o wtargnięciu, bo pokonał już dobre kilka metrów) i ZAWSZE w takim przypadku zostaniesz uznany za winnego. Jedyna Twoja nadzieja w uszkodzeniach ciała „poniżej siedmiu dni” – wtedy masz szansę wymigać się mandatem i punktami. Jedyne sytuacje, w której Policja i Sądy (a kiedyś tzw. kolegia) uznawały i uznają w przypadku potrącenia na pasach winę pieszego bądź tzw. współwinę to takie, kiedy do potrącenia dochodzi bezpośrednio przy krawężniku bądź pieszy wbiegł na przejście – a to i tak po wykazaniu przez biegłych, że kierowca nie miał szans uniknąć potrącenia.

    Na szczęście Policja i Sądy w tym temacie zachowują choć minimum zdrowego rozsądku.

    • Krzysztof Kozlowski

      Tak wiem masz jak najbardziej rację ale…

      Drobna uwaga. Był taki śmieszny przepis o umożliwieniu opuszczenia skrzyżowania.
      Kolejna sprawa że wychodzenie zza pojazdu w ruchu również jest nieuprawnione.
      Więc nie jest to takie oczywiste.

      Ja na takie coś bardzo uważam ale i tak zdarzało mi się najeść strachu jak mi się w ostatniej chwili zza ciężarówki właśnie zjeżdżającej z pasów (albo na nich jeszcze będącej!!!) pojawiał człowiek.
      Najczęściej „młody biegnący”

      Nie ma się co spierać.
      Jest sporo miejsc w Krakowie gdzie ludzie włażą pod koła na przejściach za skrzyżowaniami kompletnie nie przewidując że są dokumentnie zasłonięci i nie dają szans się zobaczyć.
      Tu też sporo by pomogło malowanie przejść w sposób taki żeby pieszych było widać. Czerwone podłoże i wyraźne pasy nieziemsko poprawiają widoczność.

      Pomijam że jest też trochę przejść których nie widać :) Znaki brudne tak ze w nocy nie widać (albo zasłonięte ) pasy są jedynie wspomnieniem pasów albo malowane tak świetną farbą że w nocy po deszczu znikają i bądź tu chopie mądry.

      Jakoś tak mi się wydaje że na zachodzie dba się o to żeby kierowca mógł zobaczyć pieszych a u nas tak sobie z tym jest.

      Są tacy co idą wzdłuż chodnika i znienacka schodzą na przejście nieraz patrząc nadal przed siebie.
      Wbieganie jeszcze przed przejściem jak zwalniam żeby puścić pieszych też nie jest rzadkie.

      I moje ulubione to rozmowy na skraju zebry… I nagły krok z półobrotem wprost pod koła :D

    • Hubert

      Zdrowy rozsądek? Polecam ten tekst Winić ofiarę?

  • Krzysztof Kozlowski

    A może bierze się różnica z rożnej infrastruktury drogowej?
    Drogi poza miastami przejścia tam?

    Drogi krajowe lecące przez małe miejscowości nieraz bez chodników i z wąskimi poboczami.

    Podejrzewam że gdyby policja zaczęła orzekać o winie „drogi” i karać zarządców to szybko statystyki by się poprawiły. A infrastruktura by zaczęła z tempie błyskawicznym spełniać normy i pokładane w niej nadzieje.
    Ale to jest trudny temat i niestety poza sporadycznymi przypadkami nie brany pod uwagę przez policję.

    Bo w sumie czemu mają ponosić winę kierowcy za to że przejścia sa zasłonięte np koszami do sortowania odpadów? Że pasy się ścierają po tygodniu od wymalowania i nie widać ich na drodze? itd itp.
    Ciemna wieś brak pobocza….
    Ani to wina pieszych ani kierowców.

    Zmiany przepisów nie dają efektu. Bo nie mogą dać.
    Raz ze nie idą za nimi narzędzia do ich egzekwowania (tu środki są marnowane na wymyślających zmiany w przepisach ostatnio z zatrważającą częstotliwością)
    dwa że infrastruktura jest jaka jest i w wielu miejscach jest wypadkogenna.

    Przykład z ddr to ruczaj z wyjściami na przejścia zza ekranów.
    Tylko czekać na pierwszych połamanych.

  • madziu

    @Krzysztof

    >Drobna uwaga. Był taki śmieszny przepis o umożliwieniu opuszczenia >skrzyżowania.

    Nie rozumiem jak to się ma do przechodzenia na przejściu.

    >Kolejna sprawa że wychodzenie zza pojazdu w ruchu również jest >nieuprawnione.
    >Więc nie jest to takie oczywiste.

    Podasz numer artykułu, który o tym mówi? :) Pamiętajmy, że rozmawiamy o przejściach dla pieszych.

    >Ja na takie coś bardzo uważam ale i tak zdarzało mi się najeść strachu jak mi >się w ostatniej chwili zza ciężarówki właśnie zjeżdżającej z pasów (albo na nich >jeszcze będącej!!!) pojawiał człowiek.
    >Najczęściej “młody biegnący”

    A mnie jeszcze nikt w ten sposób nie zaskoczył. Po prostu jeśli ruch w przeciwnym kierunku jest względnie szybki, to nikt Ci zza samochodu jadącego z przeciwka nie wyjdzie/wybiegnie, bo nie ma takiej fizycznej możliwości. Jeśli w przeciwnym kierunku jest korek, to przed każdym przejściem trzeba bardzo poważnie zwolnić.

    >Jest sporo miejsc w Krakowie gdzie ludzie włażą pod koła na przejściach za >skrzyżowaniami kompletnie nie przewidując że są dokumentnie zasłonięci i >nie dają szans się zobaczyć.

    Kompletnie zasłonięci na przejściu? Krzysztof…

    >Tu też sporo by pomogło malowanie przejść w sposób taki żeby pieszych było >widać. Czerwone podłoże i wyraźne pasy nieziemsko poprawiają widoczność.

    Prawda.

    >Pomijam że jest też trochę przejść których nie widać :) Znaki brudne tak ze w >nocy nie widać (albo zasłonięte ) pasy są jedynie wspomnieniem pasów albo >malowane tak świetną farbą że w nocy po deszczu znikają i bądź tu chopie >mądry.

    Też prawda, ale nie mam pewności, czy to jest usprawiedliwienie. Jak widać do d..y to jadę wolniej. Poza tym co tu dużo mówić – większość osób jeździ trasami, które zna na pamięć…

    >Są tacy co idą wzdłuż chodnika i znienacka schodzą na przejście nieraz >patrząc nadal przed siebie.
    IMHO próbując desperacko wyegzekwować należne sobie prawo.

    >Wbieganie jeszcze przed przejściem jak zwalniam żeby puścić pieszych też nie >jest rzadkie.
    Bo następny, który zwolni/zatrzyma się może jechać za 5 minut… ;)

    >I moje ulubione to rozmowy na skraju zebry… I nagły krok z półobrotem >wprost pod koła :D

    Nie spotkałem się, ale za to często spotykam się z sytuacjami jak ta:
    Dzisiaj, ul. Kościuszki. Jadę samochodem. Widzę pieszą stojącą przed przejściem. Zatrzymuję się. Okazuje się, że kobitka gada sobie przez telefon akurat w tym miejscu i wcale nie ma zamiaru przechodzić… :/ Takie przygody nie zachęcają wyrobienia w sobie nawyku zatrzymywania się przed przejściem, przed którym stoi pieszy…

  • Krzysztof Kozlowski

    1) Przejścia za skrzyżowaniami i wchodzenie na nie jak auto jest na skrzyżowaniu.

    2) Jak znajdę czas i poszukam to podam nie pamiętam dokładnie

    3) I twoje szczęście mi wybiegł chłopak zza autobusu jadącego dość szybko. Za nim jechał też szybko następny samochód.
    Zresztą nie raz i nie daw to zjawisko miałem okazję obserwować może kwestia „przebiegów” po mieście. Wiadomo że takich agentów jest promil. Ale tłumaczenie się dlaczego się takiego trafiło jak się nie ma kamery było by karkołomne.
    Dla jasności zwalniam ;) nieraz zaskakując tym kierowców za mną.

    4) Tak. Masz przejścia przez jezdnie dwupasmowe gdzie na pasie rozdzielającym ustawiają ci się auta. Do tego dołóż wieczór światła z przeciwka i wieczór. Jak dołożysz do tego że jest tam co najmniej 50 a wielu świerzbi żeby więcej masz wesołe realia.
    Dokładasz ubranego na czarno biegnącego pieszego….
    Sorry. Ja jadąc wolno nieraz ich widzę zdecydowanie nieprzyjemnie późno a wzrok mam dobry.
    Pytanie tylko czy to jeszcze wina pieszych (pomijając wbieganie)/kierowców czy już zarządcy drogi.

    Dla przykładu przejście pod US Kraków-Krowodrza (warunek duży ruch i wieczór). Ale znajdziesz weselsze

    5)

    6) Jak byś nie zwolnił i jak na pamięć byś nie jechał kiedyś może ci braknąć 0,5m Ja niestety mam okazję szwendać się po mieście i naprawdę niektóre przejścia są mocno zaskakujące. W końcu czemu znaku nie postawić za drzewem?

    7) Ale jakie prawo? Wolno wejść na przejście bez zerknięcia nawet czy coś jedzie? Dla doprecyzowania. Idzie delikwent prosto i schodzi w lewo na przejście nie dając znaku ze chce to zrobić. Nie przechodzi na wprost przejścia na jego drodze bo tu by się można (kierowca powinien) domyślić że wejdzie.

    8) I dla tych 5 min warto się dać zabić i narobić mi kłopotu?
    Mówimy o wtargnięciu. Nie wiem czy 5 min jest wytłumaczeniem dla głupich zachowań.