[Prawo dla rowerzysty] Rowerem po pasach

Chociaż zdecydowana większość rowerzystów ignoruje ten przepis, to jednak – przynajmniej w pewnym sensie – jest on powszechnie znany, a zatem jego nieprzestrzeganie nie wynika bynajmniej z niewiedzy. Mowa o „zakazie przejeżdżania rowerem po pasach” albo jak kto woli „obowiązku przeprowadzania roweru przez pasy”. Za chwilę wyjaśnię dlaczego te hasła pojawiają się w cudzysłowie.

Zacznijmy jednak od końca tzn. od rozwiązania problemu rowerzystów jeżdżących po pasach. W zasadzie jest tylko jedno, które można uznać za w pełni skuteczne – więcej przejazdów dla rowerzystów. W wielu wypadkach drogowcy tłumaczą brak przejazdu szczupłością miejsca. Przejazd zajmuje 2m szerokości, zaś przejście dla pieszych to minimum 4m, nie ma natomiast póki co w naszym prawie przejść pieszo-rowerowych, które występują w wielu krajach jak tzw. „tukan”. Problemu często dałoby się uniknąć gdyby stosowano wprost zapis z konwencji wiedeńskiej o ruchu drogowym, zgodnie z którym minimalna szerokość przejścia wynosi 2,8m. Wymóg 4m wynika z § 127 ust. 8 tzw. „czerwonej książeczki” czyli rozporządzenia w sprawie warunków technicznych, jakim powinny odpowiadać drogi publiczne i ich usytuowanie. Drogowcy tłumaczą co prawda, że nasze rozporządzenie jest lepsze bo daje pieszym więcej niż konwencja. Interpretacja taka pomija jednak aspekt konstytucyjny – konwencja wiedeńska nie jest aktem wymagającym implementacji, jak np. dyrektywy UE, ale stosuje się bezpośrednio i ma pierwszeństwo nawet przed ustawami. W systemie prawnym nie ma natomiast miejsca na dwie różne odpowiedzi na pytanie o szerokość przejścia.

Połowicznym sposobem byłoby dopuszczenie do przejeżdżania przez rowerzystów po pasach z prędkością pieszego.

Mamy jednak sytuację, jaką mamy i wydawałoby się, że konsekwentny rowerzysta powinien na wielu ciągach zsiadać z roweru co kilkadziesiąt metrów. Na pewno?

Jak to zwykle gdy chodzi o prawo wiele osób nigdy nie widziało oryginalnego zapisu i bazuje na jego zasłyszanej wersji. Stąd biorą się hasła, którymi posłużyłem się na wstępie. Natomiast interesujący nas przepis art. 26 § 3 Prawa o ruchu drogowym brzmi tak:

Kierującemu pojazdem zabrania się:

1)    wyprzedzania pojazdu na przejściu dla pieszych i bezpośrednio przed nim, z wyjątkiem przejścia, na którym ruch jest kierowany;

2)    omijania pojazdu, który jechał w tym samym kierunku, lecz zatrzymał się w celu ustąpienia pierwszeństwa pieszemu;

3)    jazdy wzdłuż po chodniku lub przejściu dla pieszych.

Należy zauważyć, że przepis dotyczy wszystkich kierujących, a nie tylko rowerzystów. Co ciekawe reguła, o której mowa jest umieszczona w szerszym przepisie, który ma za cel gwarantowanie bezpieczeństwa pieszym na przejściu. Należy się w związku z tym rozprawić z poglądem jakoby zakaz przejeżdżania po pasach miał na celu zapobieganie nagłemu wypadaniu rowerzystów przed nadjeżdżające auta. Kierujący owym autem powinien zawsze i wszędzie spodziewać się, że na pasach znajdzie się niechroniony uczestnik ruchu. Nie ma mowy o żadnym obowiązku zsiadania z roweru czy przeprowadzania roweru przez pasy.

Skoro więc chodzi o zapewnienie pieszym komfortu przechodzenia, to z punktu widzenia wspomnianego przepisu większym problemem niż rowerzysta jest chociażby policyjny radiowóz patrolujący Platy. Widział ktoś kiedyś by policjanci wysiadali z samochodu i przepychali go na drugą stronę przez pasy?

Nie ukrywam, że z pewnym sceptycyzmem podszedłem w pierwszej chwili do propozycji, która padła niedawno na portalu ibikekrakow.com, by przejeżdżać obok przejścia. Zmieniłem nieco spojrzenie na tę sprawę, gdy przyjrzałem się bliżej przepisom i zdałem sobie sprawę z celu regulacji. Skoro właśnie – jak wspomniałem już wyżej – chodzi o zapewnienie bezpieczeństwa pieszemu, to rowerzysta jadący obok pasów, po uprzednim przepisowym włączeniu się do ruchu, nie popełnia wykroczenia, o ile nie przekracza linii ciągłej.

Doktorant w Katedrze Postępowania Karnego Wydziału Prawa i Administracji UJ w Krakowie. Rowerzysta.