Miasta przyszłości – miasta bez samochodów

Miasta przyszłości – miasta bez samochodów

Za 20 lat, a może nawet wcześniej, w Londynie będzie obowiązywał powszechny zakaz używania samochodów. Tak twierdzi jeden z czołowych architektów w Wielkiej Brytanii – Richard Rogers – nawołujący do przeprojektowywania miast tak, by były one przyjazne przede wszystkim dla pieszych i rowerzystów.

Przewidywania Lorda Rogersa opierają się na obserwacjach działań podejmowanych w brytyjskich miastach na rzecz ograniczania ruchu samochodowego w swoich centrach. Sam Rogers już w połowie lat 80. ubiegłego wieku głośno wyrażał swoją frustrację na temat londyńskich urbanistów, którzy, jego zdaniem, mieli „fragmentaryczne podejście” do miasta i ulegali naciskom sił rynkowych, nie biorąc pod uwagę społeczeństwa. W 1986 roku proponował, by cały Trafalgar Square oraz Northumberland Avenue zamienić w strefy piesze, ruch samochodowy wzdłuż Tamizy zamknąć w tunelu, a na odzyskanej przestrzeni utworzyć park. Jego plany zostały odrzucone jako „niepraktyczne”.

Musiało upłynąć blisko 30 lat by pomysł architekta, przynajmniej częściowo, mógł zostać zrealizowany. Obecne władze Londynu planują wzdłuż Tamizy zwęzić o jeden pas ulice i zbudować tam drogę rowerową.

Podobna, choć znacznie mniej radykalna i o wiele tańsza w realizacji, koncepcja defaworyzowania samochodów na rzecz pieszych i rowerzystów w centrum Krakowa, również przeleżała na półce ponad dwie dekady, by w tym roku wywołać burzę medialną zakończoną po dwóch miesiącach tzw. konsultacji społecznych, iście sakramentalnym TAK Prezydenta Majchrowskiego. Zamiast zapytać kiedy, zapytam w której kadencji doczekamy się zmian organizacji ruchu na 1. obwodnicy i dalej w obszarze ograniczonym 2. obwodnicą?

Absolwent animacji kultury UJ. Po lekturze m.in. Cyfrowego życia Nicholasa Negroponte jego credo to - wierzę w bloga, co zaowocowało nagrodą Bloger Roku 2006 za prowadzenie krakoff.info. Poza aktywnością internetową ceni również dobrą kuchnię wegetariańską i zrównoważoną, czyli zieloną architekturę. Uwielbia miasto, ale chciałby je zamienić w ogród pełen zieleni, w którym najwygodniej i najszybciej przemieszczać się można rowerem. Od sierpnia 2013 roku pełni funkcję tzw. oficera rowerowego w Zarządzie Infrastruktury Komunalnej i Transportu w Krakowie.

  • Adam

    Mnie się wydaje, że rowery wokół Plant to tani chwyt, by „coś” zrobić pod rowerzystów i mieć tu mięso wyborcze. W ostatnich paru dniach jeżdżę rowerem po Krakowie po kilkuletniej przerwie, ogólne wrażenie – na przestrzeni ostatnich 5-10 lat minimalnie się poprawiło, jeśli w ogóle. Jazda rowerem na dojazdach do centrum jest frustrująca, nadal jest to wybór między bezpieczną drogą z łamaniem przepisów a wbijaniem się na bieda-autostrady. Brakuje setek małych rozwiązań na skrzyżowaniach, dających równe szanse rowerzystom wykonania potrzebnych manewrów.

    W Londynie tymczasem z roku na rok czuć, że jest łatwiej – i każdego dnia widać, że coraz więcej ludzi jeździ rowerami po mieście, co też podnosi bezpieczeństwo podróży.

    Jako mieszkaniec miasta, poruszając się rowerem po Krakowie, czuję że muszę naginać przepisy i prawo i stosować różne sztuczki i fortele, by dojechać do domu – podczas gdy jadący autem mieszkaniec powiatu usiłuje mnie zepchnąć na krawężnik, rozjechać na przejściu czy ma problem z tym, że akurat jadę przed nim, a nie za.

    Póki co, jedyna konkluzja, do której doszedłem – da się tu tak żyć i mieszkać, używając roweru, jak w lekkim „w domie wariatów” – tylko po co?

  • Pingback: Rozwijające się miasta (dla rowerów?) | Rower-Purgatorius()