Strach ma dwa kółka

Strach ma dwa kółka

Wszyscy to słyszymy od niezrowerowanych – że po mieście jeździ się niebezpiecznie, że brak infrastruktury, że strach uczestnictwa w ruchu ogólnym. Pod tym względem badanie ankietowe poprowadzone w ramach Krakowskiego Dialogu Cyklicznego potwierdza powszechne mniemanie – kwestie bezpieczeństwa dominują pośród czynników zniechęcających do jazdy na rowerze. Takie wnioski przynoszą też badania rowerzystów na całym świecie, postulując jednoznaczne rozwiązania – więcej ścieżek, pasów, uspokajania ruchu, edukacji. Działa? Niekoniecznie, co udowadniał na minionym kongresie Velo City socjolog Dave Horton.

W Wiedniu zawrzało, bo kongres Velo City to celebracja kultury rowerowej w skali globalnej. Nikogo tu o potrzebie rozwijania infrastruktury i prowadzenia efektywnych polityk rowerowych przekonywać nie trzeba. Tym samym Dave Horton swoim wystąpienie włożył kij w mrowisko, krytkując część postulatów służących bezpieczeństwu rowerzystów, jako przynoszących odwrotne efekty.

O co poszło? Głównie o edukację, kaski i pasy rowerowe. Edukacja – że od dzieciaka, jeżeli już uczy się zasad ruchu drogowego, to na sposób „złych duchów w szafie” – lepiej nie uczestniczyć, nie otwierać, nie jeździć, no chyba, że z osobą dorosłą. Klarowna dystynkcja „ulice dla samochodów, chodniki dla pieszych, rowery na ścieżkach” zaszczepiana jest w młodych umysłach od wczesnych lat, czego efektem jest względna niechęć do poruszania się na rowerach.

O kaski – Horton mocno krytykuje nie tylko plany dotyczące wprowadzania obligatoryjnego nakazu jazdy w kasku, ale też wszelkie akcje edukacyjno – promocyjne w tym względzie. Dlaczego? Bo kask zakładany jest w sytuacji zagrożenia, samo jego noszenie jest „upowszechnianiem poczucia niebezpieczeństwa” na drodze. Podobnie jak kwestia edukacji, odpowiedzialność za bezpieczeństwo jest zlokalizowana po złej stronie.

I last, but no least – pasy rowerowe, ścieżki. Separacja ruchu rowerowego, zdaniem Hortona, produkuje takie same rezultaty jak poprzednie dwie inicjatywy – buduje pośród rowerzystów strach uczestnictwa w ruchu. Zabezpieczenie jazdy rowerzystów ma się odbywać nie poprzez wyrzucanie ich na ścieżki, ale poprzez interwencje w ruchu samochodowym, czyli w sednie problemu – twierdzi Horton.

Horton celnie punktuje odwrotne rezultaty niektórych działań polityk rowerowych, wskazując jednocześnie na jądro problemu – to rowerzyści obarczani są odpowiedzialnością za bezpieczeństwo w ruchu drogowym. Sprawa jest jasna – to słabsi uczestnicy ruchu, w starciu z samochodami nigdy nie wyjdą obronną ręką, więc jedyne, co może ich od tego uchronić, to strachliwe pilnowanie własnych dwóch kółek.

  • raj

    „Dystynkcja” to zgodnie ze słownikiem języka polskiego „wytworność, elegancja” albo „odznaka wskazująca na czyjąś rangę lub godność” ( w tym drugim przypadku praktycznie tylko w liczbie mnogiej: dystynkcje).
    Co to ma wspólnego z *podziałem* czy też *rozróżnieniem* na jezdnie, chodniki i drogi rowerowe?

  • tato
  • ktosiek

    Jak mam rozumieć powyższy tekst ? Zakazać wjazdu samochodom do centrum miasta? Przecież to chore i trąci Faszyzmem. Każde ograniczenie wolności to faszyzm

    • a czy przypadkiem nie mylisz wolnosci ze swoboda?

      • ktosiek

        Akurat Ograniczenie swobody przemieszczania się, jest ograniczeniem wolności

      • postawienie zakazu ruchu czy zakazu wjazdu, z tabliczka np. nie dotyczy rowerow, nie jest ograniczaniem swobody przemieszczania sie, poniewaz nadal mozesz korzystac z tej przestrzeni, mozesz sie po niej przemieszczac, ale przy uzyciu tylko niektorych form transportu.

        idac twoim tokiem myslenia, zakaz poruszania sie rowerem po autostradzie, jest ograniczaniem wolnosci.

      • ktosiek

        Tak rowerzysta powinien mieć prawo poruszania się po autostradzie. I to jest właśnie ograniczenie wolności, możesz przejechać z punku A do B, ale tylko rowerem. Czyli pojazdem o ograniczonym znacząco zasięgu, oczywiście można przejechać na rowerze nawet przez cały glob, jednak bądźmy realistami 99% populacji nie jest w stanie przejechać 15 km w krótkim czasie. Wiec jeśli ktoś chce przejechać przykładowo z Północnej części Krakowa ma południową , to nie będzie w stanie tego zrobić. Rzecz jasna popieram budowanie ścieżek rowerowych, gdzie tylko to możliwe, jednak bez szkodzenia innym użytkownikom. Ja też jestem mieszkańcem miasta, więc również chce móc korzystać z jego dobrodziejstw

  • pablo vitasso

    sciezki moze i buduja strach ale zwiekszaja liczbe rowerzystów – przynajmniej w polskich warunkach.

    Świetnym przykładem jest Łódź, gdzie otwarcie nowej ścieżki na Widzew zwielokrotniło ruch rowerowy z tego osiedla.