Samochód podzieli los papierosa?

Samochód podzieli los papierosa?

Jaime Lerner, twórca spektakularnego szybkiego transportu autobusowego w Kurytybie, zyskał moją sympatię porównaniem przywiązania do samochodu z relacją z teściową. Teraz, architekt wizjoner, urbanista i były burmistrz Kurytyby mówi, że spaliny samochodowe są jak bierne palenie papierosów. Lerner przewiduje, że prywatne auto wkrótce będzie społecznie uciążliwe na równi z paleniem w miejscach publicznych: „można go będzie używać, ale nie będzie to dobrze postrzegane przez innych”. Lerner dodaje także, że „miasta wspierające indywidualny transport samochodowy, nie mają przyszłości”.

Masz wątpliwości? To wyobraź sobie proszę, że jesteś w 50 metrowym pokoju z jedną osobą palącą papierosa. A teraz wyobraź sobie, że jesteś w tym samym pokoju z 50 osobami i wszystkie palą papierosy, a Ty nie możesz wyjść. Dla Lernera podobnym doświadczeniem jest stanie w korku ulicznym, z którego nie można uciec i jest się skazanym na wdychanie spalin. Reakcja – masowe niezadowolenie społeczeństwa, jest już bardzo blisko. Bowiem wraz ze wzrostem frustracji spowodowanej natężeniem i uciążliwością ruchu samochodowego, rośnie także świadomość ekologiczna mieszkańców miast. Chęć poprawy jakości powietrza i przestrzeni publicznej, wkrótce przełoży się na odejście od prywatnego użytkowania samochodu.

Najistotniejszym elementem strategii Lernera – demontażu kultury samochodowej – jest dynamiczny rozwój systemu transportu zbiorowego – podstawy zrównoważonego miasta. Wg Lernera komunikacja publiczna nie może być po prostu jedną z opcji podróży z domu do pracy, to musi być najlepsza opcja.

Absolwent animacji kultury UJ. Po lekturze m.in. Cyfrowego życia Nicholasa Negroponte jego credo to - wierzę w bloga, co zaowocowało nagrodą Bloger Roku 2006 za prowadzenie krakoff.info. Poza aktywnością internetową ceni również dobrą kuchnię wegetariańską i zrównoważoną, czyli zieloną architekturę. Uwielbia miasto, ale chciałby je zamienić w ogród pełen zieleni, w którym najwygodniej i najszybciej przemieszczać się można rowerem. Od sierpnia 2013 roku pełni funkcję tzw. oficera rowerowego w Zarządzie Infrastruktury Komunalnej i Transportu w Krakowie.

  • rambo

    kiedyś przecież palenie papierosa w kinie czy sklepie było normalne. Też koncerny tytoniowe uparcie ukrywały wyniki badań potwierdzające szkodliwość wdychania dymu, było? – było!

  • srbike

    Dodam jeszcze, że nałóg samochodowy, podobnie jak palenie, bardzo trudno rzucić, a zmuszanie do tego powoduje czynny opór uzależnionych. Tak było przy wprowadzaniu zakazu palenia w miejscach publicznych, kiedy wszyscy palacze wieszczyli katastrofę (w tym i ja ;). Była? Nie było. Tak samo nie byłoby katastrofy gdyby w ogóle zakazać używania prywatnych samochodów w mieście. Nie popieram ale nie miałbym nic przeciwko.

  • pinkdotR

    Fajnie, że ktoś o tym powiedział publicznie ale Jaime Lerner wyprzedza swoje czasy o co najmniej pokolenie i obawiam się, że jego podejście jest jeszcze bardzo odosobnione. Sam traktuję trucie rurą wydechową w mieście dokładnie tak samo jak papierosem w ciasnym pomieszczeniu ale sądzę, że gdybym pochwalił się tym poglądem poza takim forum jak to, próbowano by mi założyć kaftan.

    Jestem pewien, że większość społeczeństwa kiedyś też do tego dojdzie ale z naciskiem na „kiedyś” no i przewiduję, że zamiast odpowiednika zakazu palenia upowszechni się raczej odpowiednik e-papierosa. Dla mnie spaliny są główną wadą samochodów, dużo gorszą niż wszystkie inne wady razem wzięte i gdybym miał do wyboru nagłe zniknięcie z Krakowa połowy samochodów albo nagłą zamianę wszystkich jak są na elektryczne, to wybrałbym to drugie.

  • VAT

    Sęk w tym, że spaliny to tylko jeden z problemów z autami. Oprócz tego należy wymienić: pożeranie i „odczłowieczanie” przestrzeni miejskiej, stwarzanie zagrożenia, generowany hałas, rozrastanie się suburbiów w efekcie zbyt łatwego dostępu do tej używki. Za chwilę koncerny zaczną nas więc przekonywać, że „eko-auta” hybrydowe i elektryczne są już zupełnie cool.

  • @pinkdotR
    nie obawiaj sie kaftanu. spoleczenstwo zmieni swoje nastawinie do samochodow, jesli bedziemy sie o nim jak najczesciej krytycznie wyrazac i porownywac np. do palenia papierosow. e-papierosy juz zbieraja ciegi. tylko naiwna czesc spoleczenstwa da sie przekonac, ze e-samochody, hybrydy, czy auta napedzane wodorem, to rozwiazanie problemow zanieczyszczen generowanych przez samochody.

    tak jak napisal VAT, samochod to znacznie wiec klopotow niz spaliny.

    • pinkdotR

      Ależ ja również „kocham” samochody nie tylko za spaliny. Nienawidzę miejskich autostrad zamiast alej, hektarów asfaltu zamiast zieleni, ekranów akustycznych, zastawionych chodników, labiryntów i szykan dla pieszych i rowerzystów, przejść dla pieszych w miejscach wygodnych dla kierowców itd.

      Spaliny są jednak dla mnie najgorsze – one codziennie degradują zdrowie moje i mojej rodziny. Dlatego wolałbym zamianę wszystkich samochodów na elektryczne niż ograniczenie ich liczby. Oczywiście już następnego dnia po „elektryfikacji” chciałbym zniknięcia jak największej liczby e-samochodów, zwężenia Autostrady Skawina, inwestycji w linie tramwajowe bez nowych autostrad obok i spełnienia innych marzeń o mieście przyjaznym do życia.

  • Krzysztof Kozlowski

    Ciekawe ilu z tych wizjonerów wie jak wyglądały miasta przed nastaniem samochodów…
    Jakie były czyste i poukładane…
    Jaki był ruch…. I jak długo trwało przedostanie się przez to piękne miasto…
    Ile było zieleni….. :D

    Rower to nie krok naprzód. To uwstecznienie. To objaw kompletnej bezradności ludzi w rozwiązywaniu problemów komunikacyjnych miast.
    Teraz mnie zaczniecie linczować ale rower ma wąskie możliwości. Nadaje się dla pewnej grupy ludzi. Nie wszyscy mogą z niego korzystając zaspokoić swoje potrzeby komunikacyjne.

    A w kwestii estetyki… Miasto obstawione rowerami z każdym płotem słupem znakiem obklejonym rowerem nie jest wcale bardziej estetyczne niż to z zaparkowanymi autami. Nie jest też bardziej ludzkie…
    Piszecie tak bo macie jobla na punkcie roweru ;)
    Jak ktoś go nie ma to dla niego jest to szpecenie….
    Są ludzie którzy wszędzie chodzą piechotą…
    Oni najchętniej wywalili by z miast i auta i rowery bo uważają ze zabierają przestrzeń i nie przynoszą korzyści…
    I trudno się z nimi nie zgodzić…
    A jak tanio by było… Bez parkingów bez ulic i ddr…
    Ot chodniczki wokół zieleni…
    No w ostateczności mechaniczne cichobieżne chodniki…

    • Asia

      Masz rację pisząc, że rowery nie są dla wszystkich. One są rozwiązaniem idealnym dla bardzo małej grupy ludzi, chociaż ta grupa tutaj wydaje się duża..bo trzymają się razem? Zapominają o tym, że w miastach w kraju takim jak Polska (dużym) większość ludzi żyje poza miastami i pokonuje codziennie duże odległości. Pieszo, busami (każdy kto jechał busem z miasta do wioski wie, że jest czego współczuć i jest to niebezpieczne, busy są takie zapchane, że najczęściej jeździ się przyciśniętym do szyby, polecam raz spróbować takiej jazdy wszystkim orędownikom komunikacji zbiorowej) i rowerami też. Znam to z codzienności mojej i mojej rodziny bo jesteśmy z wioski. Nie ma tu pracy dla nikogo z nas, musimy jeździć do miasta nawet chociaż większość z nas nie chce. Kraków nie jest to taka znowu „ziemia obiecana” i nie każdego marzenie to jest dojeżdżać do niego czy innego dużego miasta. Nie dojeżdżałabym do Krakowa niczym gdybym mogła tak wybrać. Niestety z czegoś trzeba żyć, prawda? Bardzo lubię rower i jeżdżę nim dla zdrowia i relaksu, u nas na wsi to robię. Do miasta jeżdżę busami i zbieram pieniądze na samochód bo chciałabym by,ć bardziej mobilnym i atrakcyjniejszym pracownikiem. Moi rodzice mający po pięćdziesiątece, a tato prawie 60 lat, gdyby mieli dojeżdżać rowerami do Krakowa codziennie…żart? Do poruszania się po samym mieście być może tak samo jak jeżdżę po wsi rowerem to jest rozwiązanie. Nie polecam zamykać się w takim ciasnym myśleniu, że „to co mnie się podoba jest dla każdego dobre”. Zauważcie też rowerzyści innych ludzi bo nie jesteście tutaj sami.