Z dwóch kółek za kraty

Z dwóch kółek za kraty

Ponoć cieszymy się w Polsce wolnością, jakiej już dawno nie było. Niestety, polskie prawo skazuje na więzienie nie zawsze tych, których powinno. Ktoś rzekł kiedyś, że bardzo niewiele trzeba, by wolny dotąd człowiek z dnia na dzień znalazł się w więzieniu. Miał, niestety, rację.

Od dekady jazda pod wpływem alkoholu na rowerze została uznana za przestępstwo, zagrożone karą do roku pozbawienia wolności. Intencją ustawodawcy – oczywiście zapewne szczytną – było oczyszczenie dróg i dróżek z zygzakujących rowerzystów, w praktyce okazało się, że całe tłumy pechowców przemykających się z baru do domu po dwóch lub trzech piwach bicyklem znalazły się za kratami. Tak zwani „kolarze” stali się niemałą grupą wśród odsiadujących wyroki. Byłem jednym z nich.

Poznańska straż miejska, wyraźnie nudząc się, zatrzymała mnie koło północy na zupełnie pustej osiedlowej uliczce Małeckiego. Strażnicy zwrócili na mnie uwagę, gdyż zapomniałem zabrać ze sobą przypinanych lampek. Przy okazji postanowili sprawdzić mnie alkomatem, co dało nieco ponad pół promila – wcześniej u kolegi piłem piwo. Muszę zaznaczyć, że jechałem do domu bocznymi ścieżkami, uliczkami po których i w dzień nikt nie jeździ, a gdzie się dało przez las, by nie stwarzać zagrożenia.

Ruszyła cała kryminalna machina – zatrzymanie na komisariacie, odciski palców, przesłuchanie, zatrzymanie narzędzia przestępstwa, czyli roweru. Na koniec wezwanie do prokuratury. Może nie bez znaczenia było to, że, rzecz działa się za czasów ministra Ziobry (nie miał dobrej opinii nawet wśród służby więziennej) i pisowskiego polowania na czarownice.

Zgodziłem się na dobrowolne poddanie karze, czego dzisiaj żałuję, gdyż uważam, że oddanie sprawy w ręce sprawnego adwokata mogło skończyć się dla mnie lepiej. Sąd zatwierdził karę – pół roku prac społecznych i rok zakazu jazdy rowerem. Niestety, wówczas poważnie chorowałem, i nie bywałem pod adresem korespondencyjnym, gdzie przyszło wezwanie od kuratora (żeby było ciekawiej, listem zwykłym, jak dowiedziałem się po czasie). Warto tu dodać, że prokurator dysponowała moim numerem telefonu, z tej drogi kontaktu nikt z wymiaru sprawiedliwości jednak nie skorzystał.

Bomba wybuchła wiosną, półtora roku później. W kwietniu, gdy świat budzi się do życia, dla mnie miał się na jakiś czas skończyć. Policja zatrzymała mnie znienacka podczas rutynowej wizyty w Urzędzie Pracy. Zwinęli mnie z korytarza i bez wyjaśnienia zawieźli na komisariat. Tam pozwolono mi na jeden telefon do żony (równie jak ja zaskoczonej), i poinformowano, że jestem poszukiwany listem gończym na terenie całego kraju, niczym jakiś bandyta.

Dopiero na policji dowiedziałem się, że w międzyczasie prace społeczne sąd zamienił mi zaocznie na trzy miesiące odsiadki. O ile liczyłem, że trafię przed oblicze tegoż sądu i będę mógł powiedzieć coś na swoja obronę, przeliczyłem się. Policjanci zawieźli mnie wprost do Aresztu Śledczego na Młyńską.
Ponieważ choruję od lat na nawracającą depresję zażądałem spotkania z lekarzem. Ten, po pobieżnym badaniu orzekł, że mogę siedzieć. I zaczęło się.

Wszystkie moje osobiste przedmioty, które akurat miałem przy sobie, trafiły do depozytu. Zostałem w jednym t-shircie, sandałach i krótkich spodniach, bo dzień był akurat ciepły, zostawili mi też torbę i jej zawartość, długopis i jakieś papiery, wzbogacone o protokół zatrzymania i postanowienie o ściganiu listem gończym. Dostałem osobliwy mundur – więzienne portki i bluzę przypominające robocze drelich, tyle, że w kolorze zielonym, i błękitną koszulę przypominająca ubiór pańszczyźnianych chłopów. Przez pierwsze dni więc marzłem, bo wkrótce się ochłodziło.

Trafiłem to tak zwanej celi przejściowej, zapełnionej do ostatniego miejsca nowymi lokatorami przybytku przy Młyńskiej. Byli tam między innymi złodzieje, handlarz narkotykami, facet wyglądający na starego (acz niegłupiego) bywalca takich miejsc, ale i… rolnik, który nie zapłacił jakiejś niewysokiej grzywny. Policja pofatygowała się do niego do domu. Opuścił nasze towarzystwo po kilku dniach. Rzec by można, za towarzystwo miałem pełen przekrój kryminalnego półświatka.

Zżerała nas nuda – jedyną rozrywką, poza przesypianiem, ile się da, była gra w karty i kartkowanie starych gazet. Rytm dnia odmierzały posiłki, zapalanie się i gaszenie światła, towarzyszący temu szczęk zasuw na zewnątrz, pobudka na dźwięk radia z głośnika i apele – poranne i wieczorne liczenie aresztantów. Obowiązywał rytuał – by iść do toalety we wnęce trzeba było po więziennemu zameldować się i upewnić, że nikt nie je, ani nie pije.

Jedyną możliwością wyjścia z celi był teoretycznie godzinny (w praktyce krótszy) spacer. Wychodząc z celi trzeba było stanąć tyłem, twarzą do ściany, potem była długa droga krętymi korytarzami i po stromych schodach pamiętającego jeszcze czasy pruskie budynku. Co chwila szczęk otwieranych i zamykanych krat. Spacerniak na Młynie to był w praktyce większy pokój z wybetonowaną posadzką, odkryty tylko u góry, gdzie zamiast sufitu była siatka i kolczasty drut.

Dodatkowymi „atrakcjami” pobytu na przejściówce były wizyty u wychowawcy i psychologa, a na koniec – komisja decydująca, w jakich warunkach będę odbywał karę. Nawiasem mówiąc, w przejściówce przesiedzieliśmy około 10 dni, bo przypadł akurat długi weekend, więc nikt prócz strażników nie pracował.
Przed komisją stanąłem zaledwie na chwilkę, by nie mogąc nic powiedzieć usłyszeć werdykt: zamek. Czyli do końca odsiadki pobyt w zamkniętej celi, nie zdecydowali się na umieszczenie mnie w zakładzie tak zwanym półotwartym, gdzie można w dzień chodzić po całym terenie. Do dziś nie wiem, dlaczego. Prawdopodobnie ze względu na moją chorobę uznali, że łatwiej będzie mnie upilnować, gdybym zamierzał się powiesić albo coś w tym guście. Ułatwili sobie więc moim kosztem życie, bo wisielec to dla służby więziennej tylko spory kłopot.

Na Młyńskiej zwiedziłem jeszcze dwie cele – w jednej była możliwość wyjścia na dwie godziny na korytarz, w drugiej nie. Współlokatorzy byli różni – w zasadzie każdy żył swoim życiem i nie dochodziło do konfliktów, gdy ktoś się o nie prosił, było tylko przeraźliwie nudno. W kolejnych celach były telewizory, zwane za kratami „szkiełkiem”, ale niewiele to pomagało. Z nudów współwięźniowie oglądali wszystko, jak leci, nie wyłączając reklam.

Wielkim wydarzeniem były widzenia – raz na dwa tygodnie przemierzało się długie korytarze i czekało w tłumie podobnych, by w ciasnej sali przez godzinę pobyć z bliskimi czy przyjaciółmi. Nie były to zbyt wesołe spotkania – przedzieleni długim stołem w tłumie podobnych, ale zawsze lepiej, niż tylko korespondencja. Widzenia miały i aspekt ekonomiczny – odwiedzający mogli kupić coś dla poratowania diety nieszczęśnika. Jedzenie było bowiem takie sobie, wcale nie najgorsze, ale było go mało i mało urozmaicone.
Gorzej było ze snem. O ile rano spać dało się bez problemu, popołudnia i wieczory ciągnęły się w nieskończoność, bezmiar pustego czasu, którego nie było czy wypełnić.

W połowie trzymiesięcznego wyroku dowiedziałem się, że zostanę przetransportowany gdzie indziej. Dokąd – nie wiadomo. A więc lekarz (czy aby zdolny do transportu), zdawanie więziennych łachów, i do przepełnionej celi wśród podobnych, debatujących na głos, kto dokąd pojedzie. W więziennym busie był przynajmniej widok na świat, a nie tylko na więzienne podwórko i czubki drzew, jak na Młyńskiej. Jakże jednak inaczej wyglądają z tej perspektywy znajome ulice, a na nich – wolni ludzie, dla których wędrowanie, dokąd chcą jest najzwyklejszą rzeczą pod słońcem.

W końcu furgon zajechał na dziedziniec Zakładu Karnego w Rawiczu. To cieszące się przed wojną ponurą sławą poniemieckie jeszcze więzienie. Nie ma tu co prawda recydywy, ale wyroki odsiadują również skazani za najcięższe przestępstwa. Wysokie mury uwieńczone zwojami drutu kolczastego, strażnicy z bronią maszynową na wieżyczkach, ponure poniemieckie gmaszyska z nieszczelnymi oknami. Za towarzystwo miałem złodziei, oszustów, i innych amatorów ścieżek na skróty, choć nie każdy musiał wyglądać jak zbój z kreskówek. Na przykład cichy, nieśmiały chłopak interesujący się fortyfikacjami okazał się być ukrywającym się po lasach amatorem chodzenia „po domkach”, czyli notorycznym włamywaczem. Byli i nieszczęśnicy podobni do mnie – siedziałem z człowiekiem skazanym za groźby bezprawne – z tym, że… miotane po pijaku.

Ciasne cele, ustępy zaledwie za przepierzeniem z dykty, w upał duchota nie do wytrzymania, w chłody – wiatr od dziurawych okien. Tylko spacerniak wielki jak boisko i dający nieco oddechu skołatanej psychice ogródek, do którego czasami udawało się wyjść, choć zwykle oglądaliśmy go przez siatkę. Otuchy dodawało (mnie) tylko to, że to już niedługo, choć każda minuta wlokła się nieznośnie. Wciąż to samo – niebo za oknem i telewizor, gdy byłem w stanie, ze względu na samopoczucie – spacer. Rytuał z widzeniem podobny, tylko wędrówka dłuższa, bo przez podwórze. I na każdym kroku – szczęk krat.

W więzieniu dostawałem jakieś zastrzyki – ogłupiacze, coraz to silniejsze, tak że nie byłem w stanie czytać, brać udziału w zajęciach a przykład modelarskich, bo były takowe, a nawet oglądać telewizji – męczyłem się jak jakiś zombie, przy czym nikt nie uważał za stosowne poinformować kajdaniarza, co mu aplikują. Kopię kartoteki medycznej dostałem dopiero po wyjściu. Starałem się, będąc w przymusowej sytuacji wyciągnąć dla siebie jakieś korzyści – z wykształcenia jestem socjologiem, a przez półtorej dekady pracowałem jako dziennikarz, podejmując między innymi wiele wątków z tematyki społecznej, zarówno w redakcji dużej regionalnej gazety, jak i później jako wolny strzelec. Jednak trudno było wyabstrahować od własnego położenia i po prostu obserwować życie w tak zwanej instytucji totalnej.

Przez cały czas towarzyszył mi też irracjonalny lęk – że z jakiegoś nieznanego mi powodu wyrok zostanie przedłużony, i zostanę w więzieniu na dłużej. Lęk materializujący się w każdym otwarciu klapy w drzwiach, którą podawano posiłki, ale i korespondencję. Niejeden z moich towarzyszy niedoli otrzymał z sądu pismo z informacją, że w międzyczasie „odwiesili” mu jakiś wyrok. Nie miałem nic w zawieszeniu, ale więzienna atmosfera budziła demony w wyobraźni.

Jeśli są w życiu naprawdę wielkie dni, to pewien lipcowy, na który czekałem od początku. Już kilka dni wcześniej zaprowadzono mnie przez oblicze lekarza. Wtedy pierwszy raz usłyszałem: „idziesz na wolność”. Ostatniej nocy nie spałem wcale. Rano strażnik zajrzał przez klapę, kazał się przygotować. Potem niekończące się czekanie. I wreszcie drzwi otworzyły się. Jeszcze długie minuty wędrówek po korytarzach, depozyt, administracja, znowu czekanie, ale z każdą przekroczoną kratą byłem bliżej świata. Gdy odzyskałem dowód osobisty, pewnie znowu stałem się pełnoprawnym obywatelem. Jeszcze atak połączonej z niedowierzaniem paniki, gdy ciężkie drzwi w murze nie chciały się od razu otworzyć. Wyprysnąłem na ulicę jakbym uciekał.

Za kratami obiecywałem sobie, że gdy wyjdę obejrzę sobie miasteczko, któremu dotąd przyglądałem się przez mur. Nic z tego, gdy tylko znalazłem się na wolności, złapałem pociąg i jazda do Poznania.
Odsiedziałem swoje do ostatniego dnia, ale to jeszcze nie był koniec. Po wyjściu dochodziłem do siebie ponad pół roku, na lekach i pod opieką mojego lekarza prowadzącego. Nawet myślałem o wystąpieniu o jakieś odszkodowanie, ale nie miałem siły się za to zabrać.

Przy okazji warto wspomnieć, że tam, za więziennym murem człowiek jest niczym, może tylko biernie przyglądać się, co wyprawia z nim machina wymiaru sprawiedliwości. Oczywiste, zdawałoby się, sprawy, jak prawo do umieszczenia w szpitalu, czy leczenia tak, by choć nie pogorszyć stanu zdrowia są zza krat nie do wyegzekwowania. Niech świadczy o tym choćby to, że dopiero po wyjściu na wolność zyskałem prawo, by wiedzieć, czym mnie leczono.
Mirosław Konopiński
(imię i nazwisko zmienione na prośbę autora)

  • leseferyta

    Takie historie sprawiają, że przestaję wierzyć w sprawiedliwość w tym kraju.

    • Mariusz

      Do sądu idzie się po wyrok, a nie po sprawiedliwość.

      W Polsce sądy to jedna wielka szopka zwłaszcza w sprawach komunikacyjnych.

      1. Na sprawę trzeba czekać ok. pół roku. Czyli do pierwszego przesłuchania świadków dochodzi często po roku od momentu zdarzenia.
      Jeśli świadkiem jest policjant to po roku czasu nie wiele pamięta z miejsca zdarzenia, a w protokołach policyjnych pomijane są często bardzo istotne fakty.

      2. Zeznania nie są nagrywane (tak jak w krajach zachodnich) czyli mamy zabawę w głuchy telefon zeznania świadka => mowa sędziego do protokolantki => zapis w protokole czyli interpretacja protokolantki.

      Pomijanie i przeinaczanie kluczowych rzeczy dla sprawy to normalna praktyka, tak jak w głuchym telefonie.

      3. Sąd nie badają relacji jaka łączy świadka z innymi stronami postępowania. Generalnie sąd interesuje tylko czy ktoś jest spokrewniony, inne zależności są dla sądu mało istotne.
      Tak więc wystarczy sobie załatwić świadków by zeznawali na naszą korzyść i prawo jest po naszej stronie.

  • zibi22

    bo wy tym kraju jak kradniesz to od razu dużo. Ksiądz i biskup poseł rozbija się autem po pijaku i dostaje tylko naganę od przełożonych. Ten kraj już nie jest wolny. My sami wybraliśmy naszych klawiszy… W Rosji i na Ukrainie już jest więcej takiej zwykłej wolności. Nie mówię o politycznej ale takiej normalnej że nie żyje się jak w matrixie.

  • kola04

    A co właściwie autor tego artykułu zrobił, jakie naruszył prawa osobiste i materialne i jaka była SZKODLIWOŚĆ SPOŁECZNA tej jazdy bajcyklem po paru piwach, wg mnie ŻADNA. PYTANIE, czy znalazłby się odważny i inteligentny adwokat , który udowodnił by to przed sądem, który wolał go wsadzić za kraty niż po prostu sprawdzić jakie skutki wywołał ten okropny rajd na dwóch kółkach.Dlaczego takie twarde i niszczące człowieka jadąceg bajcyklem ferują polskie CZARNE TOGI? Czy ktoś zna odpowiedź? Czy jest tak jak pisze pan Adam Łaczek, że po prostu chodzi o łatwą robotę i rozliczanie tzw funkcjonariuszy ze statystyk wykrywalności ?

    • Adam Łaczek

      Tutaj zawiniły procedury. Zamiast listu poleconego był zwykły i nikt nie zadzwonił do autora listu tylko od razu list gończy i po sprawie. A może chodzi o rozliczanie statystyk? np. ilośc złapanych osób z list gończych?

      • Leonek

        Adam, chwila, jakim prawem prokurator/sąd wysyła to listem zwykłym?! WTF?!

      • Adam Łaczek

        @Leonek
        Dobre pytanie. Ale wiesz. w PL ludzie dostawali wyroki mimo że rower prowadzili obok siebie, bo policjant wpisał że ten „prowadził rower”, a to podobnie brzmi jak prowadził samochód :)
        A że sam oskarżony nie wiedział że jego czyn nie jest przestępstwem …

      • Leesior

        OTO JEST PYTANIE !

  • liberte

    Przygody autora kosztowały podatnika z grubsza ok.10 tysięcy złotych (trzy miesiące w areszcie, konwoje, komisje lekarskie, rozprawy sądowe, praca śledczych z policji i prokuratury), natomiast autor zapłacił za nie niewątpliwie swym zdrowiem psychicznym i fizycznym. TEN SAM czyn, który zawiódł autora za kraty, w cywilizowanych krajach świata, nie interesuje w ogóle organów ścigania, gdyż zajęte są one poważnymi i odczuwalnymi dla społeczeństwa zagrożeniami. Dlatego Polska długo jeszcze będzie odstawać od cywilizowanych krajów świata, a podatnicy będą zastanawiać się na co idą ich podatki.

  • zwykły

    A co by było jakbyś po pijaku przejechał dziecko bądź potrącił kogoś tymi odludnymi ścieżkami którymi jechałeś. Ciesze się że zważałeś by cię nikt nie rozjechał.

    Szkoda, że nie myślałeś o pieszych których mogłeś zrobić krzywdę. Mam nadzieję, że po takiej lekcji nie jeździsz już po pijaku.

    Jeśli masz pretensje do kuratora. To czemu przez 1.5 roku w d… miałeś wyrok i odpowiedzialność do której zostałeś pociągnięty? Tak niech państwo egzekwuje ja to olewam i wyegzekwowało. (choroba depresji proszę Cię)

    Pozdrawiam i życzę zdrowia.
    Myślę, że dzięki takiemu doświadczeniu jesteś lepszym człowiekiem, a może ten wyrok uchronił Cię od gorszej rzeczy.

    • gronel

      A słyszałeś o tych rowerzystach po piwie by rozjeżdżali pieszych i zabijali dzieci? Pewnie nie. A zdarzają się i ci totalnie narąbani tyle, że ich przygoda kończy się nie na pieszym ale w rowie.

      Zastanawiające jest tez to, że kompletnie nikt nie czepia się pijanych pieszych uczestniczących w ruchu. Oni też mogą kogoś skrzywdzić. I co? Łapią takich? Nie. Nawet takich nie kontrolują alkomatem. By ktoś się takim zainteresował to musi coś odwalić. A rowerzysta wystarczy, że jedzie. Nawet prosto.

      I na pewno takie wyroki leczą rowerzystów. Chyba tylko pokazują jak chory mamy kraj. A prawdziwi przestępcy siedzą na wolności bo nie ma dla nich miejsca, pieniędzy i czasu. Łatwiej złapać kolarza przestępcę.

    • Adam Łaczek

      To ja proponuje identyczne wyroki dla każdego kto przekroczy ograniczenie prędkości samochodem. Chocby o te 5 km/h
      W końcu wtedy szansa na to że rozjedziesz jakieś dziecko jest tysiące razy większa.
      I będziemy się cieszyc, że będziemy wsadzac kierowców za przekroczenie prędkości o byle 5 km/h
      Myślę, że dzięki takiemu doświadczeniu tacy kierowcy będą lepszymi ludźmi, a może ten wyrok uchroni ich od gorszej rzeczy.

      • zwykły

        Adaś jak najbardziej zgadzam się gdy znaki drogowe będą realnie stawiane. Nauczmy się przestrzegać zasad które sami ustalamy dla naszego bezpieczeństwa.

        Żal mi było by Pana gdyby dostał wyrok odsiadki 3 miesiące na dzień dobry. Jednak dostał prace publiczne. A odsiadkę ma na własne życzenie. dostajesz wyrok i przez 1.5 roku olewasz go.

        Zwykły tak zwykły ale nie rowerzysta tylko użytkownik samochodu (więc patrze z innej perspektywy jak wy). Jednak bardzo szanuję rowerzystów, motocyklistów zawsze ustępuje skrawek drogi gdy takiego zobaczę.

      • Adam Łaczek

        @zwykły
        Jak już wskazywałem w wielu swoich tekstach absurdem jest w ogóle skazywanie kogoś na prace społeczne za 0,5 promila alkoholu we krwi na rowerze.
        Tego nie ma nigdzie w Europie.
        By zachowac proporce to za przekroczenie prędkości o 30 km/h powinno byc np 10 lat prac społecznych
        Tyle że to absurd. Nic nie usprawiedliwia polskiego talibanu.

        A sam pięknie relatywizujesz:
        „zgadzam się gdy znaki drogowe będą realnie stawiane”
        Czemu w takim razie nie mamy mówic, że ograniczenia dot. alkoholu we krwi u rowerzystów będę przestrzegane jeśli będą racjonalne? Czyli np. granica 1,6 promila alkoholu we krwi jest racjonalna bo wynika z niemieckich badań :)
        I co Ty na to?
        Bo ograniczenia prędkości można łamac bo te są nierealne i głupie (niektóre wg uznania kierowcy), ale rowerzysta już nie ma prawa do takiej oceny dot. alkoholu we krwi.
        Tymczasem doświadczenia wielu państw UE pokazują że to odwrotny system się sprawdza: czyli surowa egzekucja ograniczeń prędkości i liberalne podejście do kwestii alkoholu we krwi u rowerzystów.

      • zwykły

        Nie opierał bym się na niemieckich badaniach. Nie chciałbym też obrażać instytucji je wykonujących. Trzeba by takie badania wykonać na dość sporej liczbie badanych w naszych realiach z różnego wieku. W dodatku dlaczego w Niemczech dalej funkcjonuje zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych powyżej 0.5 promila?
        A najwyższy limit z krajów europejskich to 0.8. A najniższy 0.0 (Albania, Rumunia,Ukraina,Estonia,Białoruś, Czechy,Słowacja,Węgry,Ukraina)

        Jeśli badania pokazały by, że granicę można podnieść to jak najbardziej tak. Wiesz może kto ustalał zakresy badań?

        Taka ciekawostka:

        Najnowsza norma mówiąca o tym, że jesteś alkoholikiem, to niecała lampka wina na tydzień, lub 0.4l piwa? Czy według tej normy wszyscy jesteśmy alkoholikami? Bo mi wygląda, że tak :)

      • zwykły

        Nie zakresy badań tylko zakresy limitów. Jaka grupa specjalistów to oszacowała ? Czy może opierali się na jakiś badaniach, danych statystycznych. Całkiem możliwe, że od tego czasu te dane znacznie się zmieniły.

        Tak czy owak wynik 1.6 promila raczej nie realny 1 promil to i tak będzie sukces. Niestety nie mnie to oceniać.

        Jednak wiem, że są dni gdy wypije 1 piwo i mnie ścina, a są dni że po 4-5 nic mi nie jest. Może z tej przyczyny limity są tak wyśrubowane.

      • gronel

        @Zwykly
        Przeczytaj dokładnie te badania. One nie stwierdzają, że przy xx%% (było chyba 1,5) rowerzysta zachowuje się tak samo jak trzeźwy. Stwierdzili, że taki rowerzysta może normalnie jechać na rowerze czyli nie ma zmniejszonej zdolności do prowadzenia. Nie znaczy też, że każdy bo wiadomo, że to zależy.

        Dodatkowo nie mówią o tym, że każdy poniżej 1,5%% będzie bezkarny. jak ktoś przy 0,5%% jedzie zygzakiem to jest karany. Jak jedzie prosto to nikt nie powinien się tym interesować.

        Porównujesz do samochodów. Jest sens? Samochód wazy ponad tonę, osiąga znaczne predkości a alkohol sprzyja mocniejszemu wciskaniu gazu. Skutki mogą być tragiczne. A na rowerze? Prędkości małe, masa mała a alkohol z reguły spowalnia. I ranieniu czy zabijaniu innych uczestników się nie słyszy. Zwykle sam wpadnie do rowu i tyle.

        Pamiętaj też, że tu nie chodzi o przyzwolenie picia na rowerze ale na zmniejszeniu pijanych kierowców. Bo jak na rowerze będzie większe przyzwolenie to mniej będzie kierowców. Obecnie jest odwrotnie bo to na rowerze łatwiej wpaść. Z własnego doświadczenia. W samochodzie dmuchałem raz przez ostatnie 10 lat. Na rowerze palce u kończyn mi się skończyły.

      • Adam Łaczek
    • liberte

      Zwykły, Ty na poważnie, czy trollujesz?

      • zwykły

        Troluję potwory z lochness tak mają.

  • Malachiasz

    Zastanawiam się jak bliska powyższej historii jest taka analogia:
    Pan Zbigniew poszedł na opuszczoną łąkę (nie swoją) sadzić drzewa. Został wówczas złapany przez policję i wsadzony do więzienia, a dodatkowo został na niego nałożony zakaz sadzenia drzew przez okres jednego roku.

  • Rigel

    tja, pomstowanie na to, że nie jesteśmy krajem o takim poziomie cywilizacji jaki byśmy chcieli to jedno, działanie żeby przezwyciężyć mechanizmy, które prowadzą do opisanych w tekście sytuacji to drugie. Przestańmy rozmawiać o problemach i skupmy energię na rozmowie o pomysłach.

  • lukasz

    Gratulacja dla wymiaru sprawiedliwosci!! Czuje sie dumny bedac obywatelem kraju, ktory dba, zeby „pijani” rowerzysci mnie przypadkiem nie przejechali, a ma wyrabane, ze pijani kierowcy zabijaja 700 osob rocznie…. No i przedewszystkim ciesze sie, ze podatki placone z moich ciezko zarobionych pieniedzy ida na tak powazne sprawy jak „pijani” rowerzysci!!

    Nigdy nie czulem sie bezpieczniej:)

  • andrzej

    Polecam wszystkim internautom reportarze pana Adama Łaczka dotyczące fanów bajcykla w Europie http://ibikekrakow.com/2012/06/06/europa-wobec-nietrzezwych-rowerzystow/ , to co pan Adam zrobił dla tego ciemnogrodu z europy wschodniej zasługuje na mały humorystyczny pomnik rowerzysty nękanego przez tzw. stróżów prawa czyli mówiąc wprost, przez czarnych funkcjonariuszy prewencji. Jest tylko jeden człowiek w RP, który interesuje się losem fanów dwóch kółek i nie jest to żaden poseł sejmu, jest to ktoś kto chce nas wprowadzić do CYWILIZOWANEJ EUROPY i jest to pan Adam Łaczek, czy ktoś zna równie inteligentnego, racjonalnego i skutecznego ?

  • tratva

    a to ciekawie koresponduje ze sprawą tego gośćia co rozjechał rowerzystów gdzieś pod suwałkami i generalnie spoko.

  • Krzysztof Kozlowski

    Chciałem zauważyć że nasz biedny bohater nie poszedł do więzienia za jadę po pijaku a za manie gdzieś wyroku. Nie odbieranie listów i cholera wie co jeszcze.

    Sorry dostał prace społeczne za skrajną głupotę.
    W nocy po piwku i to ciemnym rowerem.
    Złamał dwa przepisy.
    Złamał ŚWIADOMIE i ŚWIADOM KONSEKWENCJI !!!!

    Więc o co płacz?
    Takie są przepisy i wszyscy o tym wiedzą.
    N ie podoba się to wyjadz do innego kraju. A jak cię chce tu to trza się stosować.
    W Niemczech jak nie założycie lampki to was też dupsko zaboli bo dostaniecie duży mandat. Jak nie zapłacicie Jak się nie stawicie w sadzie to was tez zamkną i doprowadzą.

    Opamiętajmy się proszę.
    Manie gdzieś przepisów prowadzi do takiego syfu jaki mamy.
    Bohater tej przydługiej opowieści po ciemku jechał rowerem i zdziwiony że go SM zatrzymała.

    Czy picie i jazda to zły pomysł? Ta historyjka pokazuje że tak bo po piwku u kolegi zapomina się o ŚWIATŁACH.

    Wiecie jak reaguje kierowca na ciemnej drodze w ostatniej chwili widząc zygzakującego batmana? Odbija na lewy pas…
    Mało który nie podda się odruchowi i wjedzie w batmana.

    Rozważcie to przez chwilkę.
    Mnie niedawno taki zygzakujący batman mało z wałów nie zepchnął. Ciekawe czy by został uznany winnym jak bym wylądował połamany na dole wału. Ciekawe czy by zauważył że kogoś zmusił do ucieczki przed nim….

    • liberte

      Wierz mi, że „manie” czy „nie manie” świateł w sytuacji autora nie miało kompletnie żadnego znaczenia. Znaczenie ma to, że pan strażnik będzie mógł dumnie wypiąć pierś po medal za ujęcie PRZESTĘPCY na gorącym uczynku. Pan prokurator odfajkuje bez żadnego wysiłku (nawet się nie spotka z „kolarzem”) sprawę w statystykach, służba więzienna pewnie też woli pracę z „kolarzami” niż np. z „Pruszkowem”. Kogo obchodzą te tysiące złotych z budżetu wydane na jednego „kolarza”, a jest ich co roku parę tysięcy w więzieniach i parędziesiąt tysięcy w sądach.
      Miliony Europejczyków wracają w ten sposób LEGALNIE do domu po imprezie i nikomu w ich krajach nie przychodzi do głowy rozwiązywać tego „problemu” tak jak u nas, ale widać my nie mamy ważniejszych problemów, my wiemy lepiej jak mieć bezpieczniejsze drogi.
      A za brak świateł rzeczywiście, mandat się należał.

      • Krzysztof Kozlowski

        Nie miliony europejczyków nie wracają po piwie ciemnym rowerem do domu :)
        Miliony europejczyków przestrzega przepisów.

        Miliony europejczyków jak łamie przepisy nawet najdurniejsze płaci mandaty i nie robi z tego problemów a mandaty mają wielokrotnie wyższe niż my.

        Miliony europejczyków odbiera listy….

        Jazda rowerem po alkoholu w Polsce jest łamaniem prawa i jak ktoś to robi to niech potem nie płacze że ma problemy!!!!
        Ten batman złamał dwa….
        Nie ma czego tu bronić.
        Mógł iść do wyborów wybrać JKM wtedy by mógł się nawet schlać do nieprzytomności i wracać po pijaku.
        Na ten moment złamał prawo i beknął za to.

        Chcecie jeździć po alko. Zmieńcie kraj albo ustawę.
        Jak zmienicie kraj i będziecie tak beztroscy jak batman to czka was koszmarne rozczarowanie.
        Jak zmienicie ustawę… Pewnie będzie jak kilka lat temu. Na każdej szosie w soboty będzie dziesiątki zygzakujących na składakach.
        Może nie pamiętacie ale to niedawno był normalny obrazek na polskich drogach. NIGDY nie widziałem takiego batmana na zachodzie.
        Może dlatego ze zygzakujących tam błyskawicznie zwijają a ci nie robią z siebie poszkodowanych? Jest im głupio i jak wytrzeźwieją płacą co trzeba i idą do domu.

        Jeszcze nie dorośliśmy do pewnych rzeczy.
        Co widać po tym artykule.
        Jeszcze raz bohater tego artykułu nie poszedł do więzienia za jazdę po pijaku tylko „Sąd zatwierdził karę – pół roku prac społecznych i rok zakazu jazdy rowerem.”
        Takie przedstawianie sprawy jest zwykłym nadużyciem i wmawianie ludziom że u nas masowo zamykają za jazdę po pijaku.
        Ilu z tych zamkniętych ma wyroki za jazdę samochodem po pijaku?

        To co promuje ten art. to niestety łamanie prawa.
        Jakie by ono nie było nie należy rozczulać się nad łamiącymi je. Szczególnie jeśli są nietoperzami.

        A to że nietoperz nie miał świateł to podstawowa sprawa. Czemu? Bo skoro nie zygzakował i nie łamał innych przepisów to SM nie miała by powodu go zatrzymać!

    • Śledze ze Smalcem

      A propos ‚opamiętajmy się’.. nie wierzę, w to co czytam. Cisnęło mi się na usta (palce?) wiele słów, ale powstrzymam się od komentarza pisząc komentarz, w którym stwierdzam, ze powstrzymuje się od komentarza.

      Opamiętałem się.

      • liberte

        Ależ drogi KK! Nikt nie nawołuje do łamania przepisów. Dyskutujemy o ich zmianie! Zapewniam cię że miliony Europejczyków przestrzega prawa wracając rowerem do domu po paru piwach. Gdy zapomną włączyć świateł ponoszą tego konsekwencje – płacą mandat gdy policjant uzna, że stwarzają zagrożenie, choć raczej nie dostaną go, gdy jadą powiedzmy pustą drogą rowerową. Nie, nie idą do więzienia i pewnie byliby w ciężkim szoku gdyby się dowiedzieli, że jest kraj w Europie gdzie podchmielony, spokojnie zachowujący się człowiek na rowerze jest zagrożony taką karą.

      • madziu

        @liberte
        Nie zrozumiałeś KK. Autor artykułu nie został skazany na karę więzienia za jazdę rowerem po użyciu, tylko na prace społeczne i zakaz jazdy rowerem (czy słusznie to zupełnie inna sprawa). Poszedł do więzienia za to, że olał wyrok sądu. Jeśli ciążyłby na Tobie prawomocny wyrok, który mógł by zostać zamieniony na karę więzienia, to unikałbyś kontaktu z kuratorem? Ja nie. Nikt myślący by tego nie robił. Trochę w tym artykule nieścisłości. Tu piwo po którym ma się 0.5 promila (musiało być baaardzo mocne), tu list zwykły z sądu uznany za doręczony…

        Czuć na odległość kreowaniem rzeczywistości…

      • Adam Łaczek

        @madziu
        W ten list zwykły zamiast poleconego to akurat wierzę, skoro sądy potrafiły skazywać osoby prowadzące rower obok siebie z art 178a par2 kk

        Co do gościa. Ta osoba miała nawracającą depresję. Z takimi osobami powinno się pracować. A Ty mówisz że nic Cię to nie obchodzi, gościu weź się w garść.

    • ernir

      O to płacz, że twoja i tobie podobnych „obywateli” świadomość prawna jest na poziomie ostatniego przystanku windy w kopalni Kalemba.
      Na jakiej podstwie bredzisz, że ktoś coś „olewał”?
      Zostało wysłane wezwanie do zgłoszenia się do kuratora zwykłym listem. Takie listy nie są rejestrowane i nie ma dowodu doręczenia. Plugastwo zwane polskim wymiarem sprawiedliwości doszło do wniosku, że zawiadomienie było skuteczne.
      Nie było. I dobrze pisze autor, choć po niewczasie, że dobry (każdy!) adwokat mógłby to zkutecznie zakwestionować.
      Ja dostałem wezwanie do stawienia się na badania zlecone przez sąd pracowni psychologicznej listem poleconym. Odebrałem w drugim dniu terminu odbioru i dowiedziałem się, że badania mają być tegż właśnie dnia rano w mieście odległym o 4 godziny jazdy pociągiem. Oczywiście z faktu niezgłoszenia się panie psycholożki wybredziły jakieś tam swoje chore wnioski i przekazały sądowi, który również uznał że zawiadomienie było skuteczne.
      Mój adwokat musiał zrobić niezłą aferę, żeby to odkręcić.
      Autor zrobił błąd, że tolerował tego rodzaju wybryki, bo to tylko prowadzi do większego rozwydrzenia urzędasów.

  • andrzej

    Drodzy fani dwóch kółek, teraz widać po komentażach pana KK jak myślą o rowerzystach CI co posyłają ich za kraty. Jestem pewny że ten pan KK bez zmrużenia oka w imię przestrzegania przepisów, durnych czy nie, posłałby za kraty tysiące cyklistów i pewnie nawet by mu ręka nie zadrżała przy podpisywaniu wyroków a potem poszedłby spokojnie do domu, do żony, dzieci, na spacerek a może nawet na rowerek. Znamienne słowa KK, ” nie ma czego bronić” i ” jak się nie podoba to wyjazd z tego kraju”czyli TOTALNY BRAK EMPATII. Autor listu, panie KK, nie poszedł za kraty za nie odbieranie listów poleconych tylko za art 178&2, bo ten art daje możliwość wsadzania za kraty nawalonych cyklistów pozbawionym jakiejkolwiek EMPATII CZARNYM TOGOM, i z takiej możliwości gorliwie skorzystał ten sędzia a wcale nie musiał tego zrobić, wystarczył jeden tel do autora albo po prostu schować tą sprawę do szuflady na jkiś czas, albo po prostu WYOBRAZIĆ sobie w mózgu, że ten cyklista idzie SIEDZIEĆ ZA JAZDĘ CIEMNYM ROWERKIEM ! Nie chciałbym spotkać się z takim jak KK, policjantem, prokuratorem, czy sędzią, kraty pewne. Gratuluję dobrego samopoczucia ,panie KK, całe szczęście, że oprócz wielkiej rzeszy panu podobnych zdarzają sie tacy jak pan Adam Łaczek posiadający zdolność EMPATII.

    • gronel
    • madziu

      Nie masz racji. Autor artykułu poszedł do więzienia nie za jazdę bicyklem na cyku, tylko za to, że olał wyrok sądu i myślał, że mu się upiecze. Sam to w tym artykule napisał. Sąd zamienił mu wyrok, ponieważ nie poddał się karze jaką pierwotnie otrzymał. Takie zamienianie kar NIE DOTYCZY TYLKO CYKLISTÓW.

      • liberte

        @madziu
        obywatel nie powinien trafiać do więzienia ani za jazdę na rowerze po piwie , ani za nie odebranie listu na czas, powinien tam trafiać za poważne przestępstwa!

      • lukasz

        @liberte

        Masz racje za jazdę po piwie do pierdla trafiac się nie powinno, za nieodebranie listu na czas również, ale już olewanie prawomocnych wyroków karze podlegac powinno…nie bardzo rozumiem, czemu autor artykułu nie odbębnił prac społecznych. Byłoby po sprawie. Teraz opowiada, że nie odebrał listu bo go w domu często nie było…co to za wytłumaczenie? Co, że niby nie wiedział, że ma zasądzone prace społeczne? Jakby ktoś dostał 5 lat odsiadki to też mógłby według Ciebie „nie odbierac” poczty na czas?

        Przykro mi to stwierdzic ale autor artykułu trafił do pierdla za cwaniactwo. Niestety trafiła kosa na kamień!!

        Co nie zmienia faktu, że nigdy nie powinien byc zatrzymany i oskarżony za jazdę po spożyciu 2 czy 3 piwek!!:-) w normalnym systemie prawnym nikt nie powinien zajmowac sie tak nieważkimi sprawami…

      • Adam Łaczek

        @Madziu
        „tylko za to, że olał wyrok sądu i myślał, że mu się upiecze. Sam to w tym artykule napisał. ”
        Bzdury opowiadasz. Gdzie tak napisał? Napisał że chorował i nie mieszkał pod adresem korespondencyjnym.

      • Leesior

        A co grozi za wysyłanie istotnych informacji listem zwykłym i narażanie w ten sposób adresata, że te żywotnie istotne dla niego informacje nie dotrą do niego ?
        Ja bym dał z pół roku bez zawieszenia.

  • Krzysztof Kozlowski

    „obywatel nie powinien trafiać do więzienia ani za jazdę na rowerze po piwie , ani za nie odebranie listu na czas, powinien tam trafiać za poważne przestępstwa!”

    Obywatel powinien przestrzegać prawa.
    Obywatel powinien zbierać kupy po swoim psie (dla wielu 500zl za jej pozostawienie to wyzysk państwa)
    Obywatel powinien przestrzegać ograniczeń prędkości(dla wielu 100zł za 10km przekroczenia to wyzysk państwa)
    Obywatel powinien parkować tak żeby nie utrudniać ruchu innym (dla wielu blokady zakładane przez SM to wyzysk państwa)
    Obywatel powinien przestrzegać ograniczeń prędkości (dla wielu fotoradary to podstępne pułapki i sposób na kasę!!!!)

    Obywatel nie powinien łamać prawa!!!
    Jak je łamie to rusza maszyna która ma na celu ukaranie go za niestosowanie się do PRAWA.
    Jak zostanie ukarany za łamanie go i nie podda się każe to karę łagodna zaostrza się bo obywatel złamał kolejne prawo.
    Tak to działa…

    Jak ktoś łamie prawo to musi być gotów ponieść konsekwencje jak nie jest to świadczy o jego niedojrzałości.
    Zresztą tak samo jak jazda bez świateł po ciemku szczególnie po piwku.

    Chcecie zmiany prawa to walczcie o to ale nie wyciągajcie z kapelusza ludzi którzy najpierw złamali prawo a potem na dokładkę nie zainteresowali się własnym wyrokiem

    (tak na marginesie nie dostałem nigdy z sadu nic zwykłym listem… jakoś mi to śmierdzi na odległość)

    Pnie Andrzeju tak myślą ludzie którzy mają dość tego gnoju w jakim żyjemy w Polsce. Ludzie którzy mają dość recydywistów na ulicy. Ludzie którzy mają dość zasranych chodników. Ludzie którzy mają dość permanentnego łamania prawa przez wszystkich którzy uważają że to prawo im wadzi.
    Niestety brak poszanowania do prawa jest naszą chorobą społeczną i trawi nas od lat. to przez to mijają nas na ulicach kierowcy na zapałki to przez to są pozastawiane chodniki…
    Zaczyna sie od drobnostek które nie są karane kończy na powaznych przestępstwach.

    Przepisów nie da się stosować wybiorczo.
    Bohater art. nie poddał się zasądzonej karze i poniósł tego konsekwencje. I TAK POWINNO BYĆ.
    Nie ma to nic wspólnego z przewinieniem.
    Jak by go wsadzili za niezapłacenie mandatu za 50 zł za złe parkowanie też bym uważał że słusznie.

    Tak to działa na zachodzie. tam nikt nie macha ręką na drobne przewinienia. Czemu nie wiecie o ludziach siedzących za drobnostki?
    Po pierwsze ludzie przestrzegają przepisów po drugie jak zostaną ukarani poddaj się każe a nie udają greka!

    Gdyby został zamknięty za próby zmiany prawa to bym go bronił ale on ZŁAMAŁ PRAWO NA WŁASNE ŻYCZENIE!

    Możemy zmieniać prawo ale nie brońmy hołoty która je łamie.

    • Adam Łaczek

      Nie masz racji. To powinno być tylko wykroczenie, a wtedy karane są tylko te wykroczenia, które są szkodliwe społecznie. To że np. pieszy przejdzie na czerwonym świetle, a rowerzysta przejedzie po pasach gdy nic nie jedzie jest literalnie złamaniem przepisów, ale zgodnie z Art 1 kw nie powinno być karane.

      Kompletnie tego nie rozumiesz i zestawiasz rzeczy szkodliwe i nieszkodliwe stawiając między tym znak równości. Pogląd że należy karać za każde złamanie przepisu bez względu na jego szkodliwość społeczną jest typowy dla homo sowietusów. Tak się nie myśli np. w UK gdzie nawet policjanci przechodzą na czerwonym jak nic nie jedzie. A my mamy pod tym względem identyczne prawo jak w tym UK.

    • Adam Łaczek

      „Tak to działa na zachodzie. tam nikt nie macha ręką na drobne przewinienia.”
      Bzdury koszmarne opowiadasz. We Francji i Holandii policja masowo przymyka oko na nietrzeźwych rowerzystów a limit u nich to tylko 0,5 promila

  • Śledze ze Smalcem

    „Hołoty”?

  • andrzej

    A teraz madziu, rusz swoje pokłady EMPATII i pomyśl jakie olbrzymie szkody wyrządził ten cyklista jadąc bocznymi pustymi uliczkami, zachował się RACJONALNIE, nie miał światła więc nie pchał się na główną drogę, ten cyklista NIKOMU I NICZEMU nie wyrządził żadnej szkody i miał bardzo małe szanse tym rowerkiem zrobić szkodę jadąc bocznymi drogami chyba że sobie samemu zaliczając asfalt. A teraz powiedz, jaką szkodę, czyli KOMU I CZEMU wyrządził ten cyklista nie wykonując prac społecznych zgodnie z decyzją tej CZARNEJ TOGI, nie wykonując tych prac społecznych NIKOMU I NICZEMU nie zaszkodził, natomiast, gdyby je wykonał, mógł swoją pracą społeczną przynieść pożytek KOMUŚ LUB CZEMUŚ, czyli trafił za kraty nie za wyrządzone szkody tylko za to, że nie chciał lub nie mógł wykonać prac społecznie pożytecznych. A teraz pomyśl jakie skutki wywołała dla tego cyklisty, decyzja CZARNEJ TOGI, wsadzająca go za kraty , czytałaś co napisał na końcu swojej historii, facet przez pół roku był pod opieką lekarza i dochodził do siebie po tych kratach, chyba, że zakładasz, że blefuje ale wtedy sama, madziu idź za kraty i sprawdż w jakiej kondycji psychicznej wyjdziesz, jak masz odwagę. Jedynym poszkodowanym w tej historii jest ten cyklista i szkoda nie polega na bólu ręki. A teraz, jeżeli jeździsz 1,5 tonową blachą a pewnie robisz to, powiedz to wszystkim czy rozmawiasz przez komórkę w trakcie jazdy, nie martw się, nic ci za to nie grozi, ale jeśli to robisz to jesteś olbrzymim zagrożeniem na drodze dla innych w porównaniu do tego cyklisty przemykającego bocznymi drogami po paru piwach. MADZIA włącz mózg, ,,, kogo chcesz spotkać na swojej drodze, SHUMACHERA gadającego przez komórkę a drugą ręką trzymającego kierownicę swojego bolidu czy cyklistę po kilku piwach na 13 kg bajcyklu przemykającego osiedlowymi drogami? Życzę ci powodzenia w życiu i dużo EMPATII, takiej jak ma pan Adam Łaczek.

  • andrzej

    PANIE kk, piszesz pan o przestrzeganiu prawa, OBOJĘTNIE jakiego, ale każdego, a pamiętasz pan USTAWY NORYMBERSKIE dotyczące żydów ? TO BYŁO TEŻ PRAWO , prawo, które przepuściło przez komin kilka milionów ludzi, zamiast pozwolić im jeździć bajcyklem. A jak ustanowią prawo o obcinaniu nóg nawalonym cyklistom
    to pewnie też będziesz ZA, no to walcz pan o to, tak jak pan Adam stara się o wprowadzenie nas do CYWILIZOWANEJ EUROPY. Pan, panie KK chyba najbardzej obawia się nawalonych cyklistów a ja TRZEŹWYCH SHUMACHERÓW w swoich bolidach f1, proszę poczytać trochę statystyk podanych przez Adama Łaczka a wtedy pan zobaczysz kto panu zagraża na drodze i na CHODNIKU i na PRZEJŚCIU DLA PIESZYCH. DURNE PRAWO, ALE PRAWO, trzeba je przestrzegać, tak panie KK? Nawalony cyklista przemykający bocznymi drogami do, domu PRZEZ KOMIN, SHUMACHER gadający przez komórkę i prowadzący swój bolid jedną ręką OK. Panie KK, szansa, że zabije cię nawalony cyklista jest bliska ZERO, a trzeźwy SHUMACHER jest bardzo duża, czego ci nie życzę. ………..

  • andrzej

    Panie KK oraz madziu, jeżeli posiadacie jakieś pokłady EMPATII to wyobraźcie sobie, że idziecie za kraty za nie skorzystanie z wózka na zakupy w BIEDRONCE, mimo nakazu, robicie zakupy a tu przy kasie pani mówi, że pan KK i madzia nie ma wózka, wzywa tzw. POLICJĘ, protokół, i idziecie siedzieć na ROK i to was nauczy korzystać, następnym razem z wózka. …

    • liberte

      10/10 :)Jeszcze komisja lekarska powinna zbadać czy potrafi czytać i zabrać mu maturę na rok, jeśli ma dyplom ukończenia studiów to również zabrać. Przecież było napisane wstęp tylko z wózkiem.

  • andrzej

    Panie KK i madziu, ten cyklista był poszukiwany listem GOŃCZYM na terenie RP, i w końcu dorwany w UP . Czy wy dobrze śpicie po takiej historii ?

  • Leesior

    O żesz w mordę… Co za kraj ! Jak można list urzędowy wysłać zwykłym listem ? Jak w ogóle można udowodnić, że się taki list wysłało ? Jak udowodnić adresatowi, że go odebrał, jeśli powie, że niczego nie dostał ? Ja bym wynajął porządnego adwokata i dochodził wysokiego odszkodowania.

    Przeczytam ten artykuł, a zaraz ma wracać rowerem z pracy do domu. Mimo że nie piłem, to się lekko stresuję, bo a nuż mnie zamkną za… ja wiem…. kolor roweru albo cuś.

    Szczere wyraz współczucia dla autora.

    • lukasz

      A wlasciwie to skad autor wie ze wyslali mu pismo listem zwyklym? tzn. go odebral? A jak tak to wiedzial jaki ma wyrok…i niestety go olal. Glupie prawo + olewanie glupiego prawa = problemy.

      • Leesior

        A zajarzyłeś, że pisał, że wtedy był chory ? Może list przeleżał w skrzynce z pół roku.
        O czym tu zresztą dyskutować. Ja bym list zwykły olał nawet jakby przyszedł z CBA, CBŚ, UKS i PZPR jednocześnie. Nie umieją skutecznie zawiadomić ? To „na drzewo”. Obywatel ma udowadniać, że pisma nie dostał ? Urząd niech udowodni że wysłał.

        PS. Lepiej dokładnie przeglądaj skrzynkę pocztową, bo kto wie co tam pod sterta ulotek leży… :) A nóż jakieś wezwanie :)

      • lukasz

        Jak widac, na powyzszym przykladzie lepiej jednak takich pism nie olewac nawet jesli powinnybyly byc wyslane listem poleconym.

        Troche szkoda tracic 3 miesiece z zycia w pierdlu i kilka miesiecy na dojscie do siebie po pierdlu, tylko dlatego ze postanowilo sie „wojowac” ze sposobem zawiadomienia o wyroku:)

        I co z tego ze jak sie kolega postara to w strasburgu czy gdzie idziej wygra sprawe o odszkodowanie itd, skoro straci na to sporo nerwow i kawal zycia.