„Widzimisię” – „niedasię”

„Widzimisię” – „niedasię”

„Kryzys”, „nie ma pieniędzy”, „zadłużony Kraków” – mantra decydentów tłumacząca wszystko. Szczególnie brak inwestycji w ruch rowerowy. Nie budujemy dróg dla rowerów – „niedasię”. A guzik prawda. Kryzys będzie wtedy, jak wpływy do budżetu miasta spadną o połowę. Zadłużenie – a kto te długi zaciągał? „Obiektywne okoliczności” czy decydenci? Nie ma pieniędzy? A kto wywalił 10 mln złotych na ekrany? Kilkanaście na cztery pasy na Ruczaj? Kilkadziesiąt na tunel pod estakadą na ROK? Pieniądze są. I wydawane są zgodnie z „widzimisię”. Nie dajmy sobie wmówić, że kryzys, zadłużenie czy pozorny brak pieniędzy odpowiada za brak dróg dla rowerów.

Urzędnicy nie wiedzą, jak powinno wyglądać (w XXI wieku!) planowanie miejskich inwestycji. Nie przyjmują do wiadomości, że każda wydana złotówka powinna mieć merytoryczne uzasadnienie, zgodnie z aktualizowaną wiedzą o mieście i mieszkańcach, efektach działań, procesach społecznych. Że ich wiedza jest żadna, albo zatrzymała się trzydzieści lat temu, gdy o pewnych rzeczach jeszcze nikt nie wiedział. Że ich decyzje oparte są o „widzimisię”.

Dlaczego Holendrzy budują, mając drogi rowerowe jak marzenie, dodatkowo kilometry autostrad rowerowych za grube pieniądze? Żeby ruch wzrósł o jeden (jeden!) punkt procentowy. Bo to się tak opłaci społecznie, że niegospodarnością byłoby tego nie robić. Dlaczego Kraków wywala dziesiątki milionów na inwestycje czysto prosamochodowe, zamiast zbudować spójną sieć dróg dla rowerów i ulepszać komunikację miejską? Bo ktoś przeliczył, że się opłaca? Nikt nie liczył, a nawet jeśli, to szybko schował wynik do szuflady. Bo ważniejsze „widzimisię”. A „widzimisię” jest takie, że dróg dla rowerów „niedasię”. To nieprawda, jakby była wola, to dałoby się.

Za to podziemny parking za 15 mln zaplanować „da się”. Hurra, zrobimy tyle dla miasta, przecież podziemny parking to w ogóle super, kto tego nie rozumie, to chyba półgłówek. Tyle, że tak to myślano (w Europie) 30 lat temu. I czy żaden z decydentów, naprawdę żaden, nie podzielił 15 mln przez 150 miejsc (tyle powstanie) żeby się dowiedzieć, że płacą 100 tysięcy za miejsce? Nieważne, że za 100 tysięcy można wymalować tyle kontrapasów, że skorzysta na tym dziennie 5000 osób. „Widzimisię” mamy takie, a nie inne. A te 5000 osób to przecież rowerzyści, nikt ich nie zmusza do jazdy, jakby mieli rozum, kupiliby auta i się cieszyli ze 150 miejsc. Przepraszam, z jednego na spółkę, bo o stu tysiącach złotych mowa była, a nie o 15 milionach. Nie dajmy sobie wmówić, że taka inwestycja jest dla dobra mieszkańców.

Dowiedziałem się też ostatnio, że (według krakowskich urzędników) żadne miasto nie robi tyle dla ochrony przed zanieczyszczeniami, co Kraków. Mało, że jest liderem w walce ze smogiem. Po prostu ekstra. Samozadowolenie urzędnika było tak wielkie, że nie zwrócił uwagi na realia. Że Kraków jest jednym z najbardziej zanieczyszczonych miast w Europie. I co z tego, że jest liderem w walce, skoro ta walka nic nie daje. Proponuję, wzorem krakowskich urzędników, dawać medale nie tym, którzy wygrywają (sorry Justyno K.), ale tym, którzy najwięcej trenowali. A raczej tym, którzy najgłośniej o tym krzyczeli. Przecież im się najbardziej należy. Oni chcieli, a że trasa była pod górę, a nie w dół, to nie ich wina. Winna jest, jak zwykle, niecka. A walczyć ze smogiem urzędnicy będą – wprowadzając rozwiązania według własnego uznania. Zgodnie z „widzimisię”. Ale mało skuteczne. I nie dajmy sobie wmówić, że władze „chcą, ale nie mogą”. Pokażmy, że mają skutecznie działać, a nie skutecznie znajdować wymówki.

Przykład mniejszego kalibru. Ulica Włóczków zapewnia połączenie rowerowe stadionu Cracovii z mostem Dębnickim, umożliwiając ominięcie Alei Trzech Wieszczów. Sęk w tym, że na odcinku około 50 metrów jest ona jednokierunkowa*. Skąd i kiedy pojawiła się tam dziwaczna „śmieszka”, nie wiem. Natomiast jedno jest pewne – rowerzyści wnioskowali o wprowadzenie kontrapasa. Jest tam wąsko, należałoby zlikwidować miejsca parkingowe. Ale nie można, bo nie. „Niedasię” – bo takie jest „widzimisię”. Rowerzyści muszą dwa razy przekraczać jezdnię, wyjeżdżając zza zaparkowanych gęsto aut, a kawałek muszą jechać wspólnie z pieszymi. Niewygodnie i niebezpiecznie. Miejsc parkingowych jest tam (do likwidacji) siedem, w porywach do 9. Policzmy – no, może trzy, może cztery razy „wymieniają” się zaparkowane pojazdy. To zysk dla max 40 osób. Rowerzystów jeździ tam ponad 100 na godzinę (liczyłem – zakład, że żaden z urzędników tego nie liczył i nie wie), pieszych też coś koło tego. Czyli traci ponad tysiąc osób. Czas, humor, a przede wszystkim poczucie, że urzędnik umie zrobić coś z sensem. Ale urzędnik ma swoje „widzimisię”. I poświęca czas na wymyślanie stu dwudziestu powodów, dlaczego „niedasię”, zamiast przejechać tamtędy na rowerze i dać kontrapas.

No i na koniec – przebudowa Mogilskiej. Oczywiście urzędnicze „widzimisię” to dwa pasy ruchu w każdą stronę. Merytorycznie mało uzasadnione. Za przebudową tej ulicy w innym stylu przemawia wiele. Ale urzędnicy bronią swojego „widzimisię”. Posługując się tak celnym argumentem, jak „zrównoważony transport” – zrównoważony, czyli nie można uprzywilejowywać rowerzystów (ani pieszych) kosztem kierowców! Ale na całym świecie „zrównoważony transport” oznacza minimalizację użycia środków transportu szkodliwych dla środowiska. A skoro, jak na razie, to samochody trują najbardziej, to zrównoważony transport wymusza ograniczanie ich ruchu. Miasta UE mają się rozwijać zgodnie z tą zasadą. Według „widzimisię” krakowskich urzędników „zrównoważony transport” to każdemu po trochę, ale oczywiście nie kosztem kierowców. Nie dajmy sobie wmówić, że urzędnicy wiedzą lepiej. Jak pokazują przykłady, to nieprawda. Bierzmy więc sprawy we własne ręce – nie pozwólmy decydować za nas.

To nie jest oczywiście tak, że każda decyzja „nie po myśli” rowerzystów zasługuje na określenie „widzimisię”. Ale w podanych przykładach bardzo łatwo wyliczyć i wskazać, że zaproponowane przez władze rozwiązania są złe. Albo zyskuje na nich wąska grupa kosztem wielu innych (40 parkujących zyskuje, 1000 rowerzystów traci), albo pieniądze są wydawane niegospodarnie – można by je spożytkować znacznie lepiej. Miasto ma zapewnić mieszkańcom możliwość dojazdu do pracy, do urzędów, kin, sklepów. Czy lepiej realizuje swoją misję budując ogrodzoną ekranami dwupasmówkę, czy oszczędzając te pieniądze na kolejną linię tramwajową, którą pojedzie więcej osób? Ilu mieszkańców skorzysta z podziemnego parkingu, a ilu z dróg rowerowych za te same pieniądze? Decyzja niepoparta wyliczeniem nie jest decyzją merytoryczną. To właśnie „widzimisię”.

I jeszcze jedna refleksja na koniec. Niedawno natknąłem się na opinię socjologa, który (oczywiście generalizując i upraszczając) wskazywał, co różni osobę naprawdę bogatą od „udającej bogacza”, z kompleksami. Otóż ta druga kupuje rzeczy – domy, drogie auta, ubrania prestiżowych marek – na kredyt. Osoby naprawdę bogate inwestują w wiedzę, doświadczenia, wrażenia, a rzeczy kupują tylko w celach użytkowych. Czy to samo dotyczy miast? Czy Kraków ma takie kompleksy, że dowartościować się może jedynie drogimi inwestycjami w tony betonu, podziemne parkingi i, wymarzone przez urzędników, metro (na kredyt)? Kiedy słoma z butów nam wyjdzie i uznamy, że to spójna sieć dróg rowerowych może być chlubą miasta?

* – Rowerzystce, której jazda pod prąd ul. Włóczków została uwieczniona przez Google Maps, na rowerze z nalepką KMR, funduję bombonierkę! Jeśli się zgłosi.

Skrócona wersja tego wpisu pojawiła się w gazetce Krakowskiej Masy Krytycznej.

  • Adam Łaczek

    No i właśnie dzisiaj w Wyborczej magistrat w sponsorowanym tekście a pół strony chwali się co robi dla ograniczania ruchu. Oczywiście w tekście pojawia się budowa DDR, kontrapasów … żyć nie umierać :)

  • Mariusz

    Parking czy ekrany to groszowe wydatki w porównaniu do dwóch deficytowych stadionów Wisły i Cracovii 700 mln zł + odsetki oraz hali widowiskowo sportowej 470 mln zł.

    Czyli władze Krakowa wydają setki milionów złotych na oglądanie sportu, ale jak już mieszkaniec chce sobie pojeździć na rowerze lub rolkach to już za bardzo nie ma gdzie, bo nie ma pieniędzy na infrastrukturę.

    Koszt wyasfaltowania 1m2 powierzchni (3cm AC + 10 cm podbudowy z kruszywa) to już od 60 zł.
    Przyjmując średnio, że koszt 1m2 DDR to 100 zł to za jezdnię o szerokości 3m mamy 300 zł/mb.
    Za jeden stadion Cracovii można było by wybudować 566 km dróg rowerowych w Krakowie.

    Tylko władza w Krakowie ma swoich pieszczochów tj. prywatne kluby piłkarskie, a czym sport bardziej indywidualny tym bardziej traktowany przez władzę po macoszemu.

  • Kiedy słyszę o drogich krakowskich inwestycjach przypomina mi się film „Miś” i dialog Ochódzkiego z Hochwanderem. Pewne analogie można spostrzec…

    Ochódzki: Słuchaj! Ty będziesz robił dziadowskie oszczędności na sto – dwieście tysięcy, żeby nas byle łajza z kontroli wzięła za tyłek! Więc wbij sobie w ten twój oszczędny, kierowniczy, filmowy łeb: pieniądze należy zdobywać legalnie, a nie lewymi kombinacjami! Ten twój sznurek z helikoptera może sobie fruwać za ćwierć ceny z twoją żoną, a my, zapamiętaj sobie to, wynajmiemy helikopter na dziesięć godzin za pełną stawkę godzinową od instytucji. „Dziesięć godzin” – słownie.
    Hochwander: Ale to jest kilkaset tysięcy!
    Ochódzki: Zapłacimy, zapłacimy! Film zrobi na zlecenie instytucja i zapłacimy. Rachunki mam z Cepelii na dwieście osiemdziesiąt tysięcy – zapłacimy. I nie sprzedamy misia żadnemu muzeum, nawet narodowemu, za milion!

    Hochwander: To znaczy nie chcesz zarobić?

    Ochódzki: Powiedz mi po co jest ten miś?

    Hochwander: Właśnie, po co?

    Ochódzki: Otóż to! Nikt nie wie po co, więc nie musisz się obawiać, że ktoś zapyta. Wiesz co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz, co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie – mówimy – to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo i nikt nie ma prawa się przyczepić, bo to jest miś społeczny, w oparciu o sześć instytucji, który sobie zgnije, do jesieni na świeżym powietrzu i co się wtedy zrobi?

    Hochwander: Protokół zniszczenia…

    Ochódzki: Prawdziwe pieniądze zarabia się tylko na drogich, słomianych inwestycjach. [Hochwander chwyta za butelkę koniaku]

    Ochódzki: Nie, nie, nie, nie, nie! Nie stać cię! Ty musisz oszczędzać!

    Hochwander: Słuchaj Rysiek! Ty nie bądź taki demagog! Jak ty robisz kombinacje to jest wszystko dobrze, a jak ja coś zaproponuję… to mi robisz szkolenie…

    Ochódzki: Ja kombinacje? Powiedz mi jedna, a dam ci wypić cała butelkę koniaku. No?

    Hochwander: Daj mi pięćdziesiątkę!

    Ochódzki: No mów!

    Hochwander: A kto nakręcił aferę z fałszywym bratem? Przerwałem zdjęcia, ogłoszenie. Kosztowało mnie to ponad trzysta tysięcy.

    Ochódzki: Ciebie?

    Hochwander: Pieniądz jest pieniądz! Kilkaset tysięcy, za niepewne kilkaset dolarów i to jak ciotka będzie miała gest. I to według Ciebie jest w porządku!

    Ochódzki: Janek! Nie mieszajmy myślowo dwóch różnych systemów walutowych. Nie bądźmy Pewex`ami. Dostajemy za tego misia, jako konsultanci 20% ogólnej sumy kosztów i już. Więc im on jest droższy, ten miś tym… no? Koniaczek?

    Hochwander: Podwójny…Stać mnie!

    • aldona

      O, i tak co rano wyglądają prawdopodobnie rozmowy w krakowskiej instytucji na literę Zi, a także w instytucji na literę U.

  • deltar

    A no niestety, beton rządzi. Pustostany jak okiem sięgnąć. Infrastruktura rowerowa w Krakowie leży i kwiczy. Nie ma chyba nawet 100 metrowego odcinaka wykonanego w 100% dobrze. Wszędzie progi, odgięcia, brak skrajni, niebezpieczne skrzyżowania i obiekty zasłaniające widoczność. Ostatnio jechałem ddr obok UE. Dlaczego ddr biegnie wzdłuż muru? Dlaczego nie przy drodze? Dlaczego chodnik którym codziennie chodzą tłumy studentów nie ma nawet 2m szerokości? Dlaczego najwęższe miejsce jest na zakręcie za przejazdem obok kościoła? I po cholerę tam jest przejście podziemne skoro i tak jest sygnalizacja. Zwykłe pasy byłyby tańsze i wygodniejsze.