Wiosna nasza

Wiosna nasza

Nikt nie wie tak dobrze jak my, Polacy, co znaczy piękna, utracona przeszłość. Ta dawna, wspaniała młodzież, jakość produktów w sklepach przed laty, punktualne przedwojenne koleje. Eh, wszystko to było, minęło i nie wróci. Osobiście nie przepadam za tymi minorowymi nastrojami i nie podzielam poglądu, że świat zmierza prosto po równi pochyłej w stronę zatracenia. Moim zdaniem idzie ku lepszemu, a na pewno w sprawach rowerowych.

Ku lepszemu? – może nie bez cienia zaskoczenia spytać ten i ów. Kontrapasów przybywa wolniej niż ulic jednokierunkowych, na Śląskiej dopiero co powstał bubel za ciężkie pieniądze, a ZIKiT już planuje jakieś niewyobrażalne dziadostwo na Mogilskiej. And last, but not least: tradycyjnie nieodśnieżane drogi dla rowerów. Mało? Mimo wszystko mówię: będzie lepiej. Ba, już jest. A oto moja subiektywna lista dowodów.

1. Przestałem poznawać rowerzystów na mojej drodze do pracy. Nie, to nie alzheimer. To znaczy, mam nadzieję, że nie. Tak czy inaczej do niedawna kojarzyłem z widzenia większość napotkanych osób i ich rowery, a obecnie to się skończyło. Duży wysyp rowerzystów tej zimy jest faktem. Oczywiście brak twardych danych, że o tyle i tyle wzrosło, ale przecież nawet najbardziej zatwardziali samochodziarze muszą przyznać, że rowerzysta zimowy przestał być rzadkim widokiem.

2. W chwili gdy ten tekst pojawia się na IBK prawdopodobnie przekroczona zostaje liczba 5000 lajków na facebookowym profilu Kraków Miastem Rowerów. Niby nic szczególnego, łatwiej kliknąć niż toczyć się na rowerze przez breję. Niech tylko połowa z tych 5000 przyjedzie pewnego dnia na masę…

3. Właśnie: masa. We wrześniu zeszłego roku było nas rekordowe 657 osób, a to na pewno nie jest szczyt możliwości. Z imprezy wąskiego grona aktywistów, masa stała się w zeszłym roku masową (nomen omen) manifestacją rowerzystów wszelkiej maści. Myli się ten kto sądzi, że na masie nie ma miejsca dla tych czy tamtych, tych w lajkrze czy rodzin z dziećmi. Masa, tak jak rower, łączy a nie dzieli.

4. W kupie siła, a ostatnio tę siłę zaczęli doceniać nawet politycy. Uchwała kierunkowa przyjęta 13 lutego przez Radę Miasta przewiduje coroczne przeznaczenie 0,3% całości budżetu na inwestycje w infrastrukturę rowerową. Nikogo nie trzeba przekonywać, że w tej dziedzinie mamy wiele do zrobienia, nawet jedna z krakowskich dzielnic nie posiada nieprzerwanego połączenia z centrum miasta. Pod warunkiem oczywiście wcielenia w życie, uchwała daje szansę na stworzenie sieci połączeń rowerowych już w perspektywie jednej-dwóch dekad, a nie stuleci.

5. Do niedawna tylko krakowska Gazeta Wyborcza częściej wzmiankowała o sprawach rowerowych. Obecnie, również w związku z nośnym tematem zanieczyszczenia powietrza w Krakowie, rowery pojawiają się właściwie we wszystkich mediach i co ważne – nie jest to obecność na zasadzie ciekawostki, ot takiego dziwactwa grupki zapaleńców. Już często od samych dziennikarzy wychodzi postulat stwarzania udogodnień dla ruchu rowerowego. Rzecz całkiem nowa.

6. Mało kto ostatnio nie miał okazji usłyszeć o projekcie Krakowskiego Dialogu Cyklicznego, który Stowarzyszenie Kraków Miastem Rowerów realizuje dzięki środkom z Fundacji Batorego. Nie da się ukryć, że najtwardszym punktem antyrowerowego oporu był i jest krakowski ZIKiT. Ostatnio i ten opór zaczyna kruszeć, o czym świadczy podpisanie porozumienia. Jak słusznie zauważyła w swoim komentarzu red. Barbara Suchy „może wreszcie pożegnamy się w Krakowie ze schematem: projekt – protest – burza medialna – negocjacje i zaczniemy od tego ostatniego”. Urzędnicy słuchający głosu mieszkańców, to będzie nowość.

Mógłbym wyliczać jeszcze długo, ale opornych i tak nie przekonam. Naszym celem jest zmiana postrzegania roweru – chcemy by ludzie zrozumieli, że rozwiązuje on wiele problemów które tworzą auta. Życzymy sobie osiągnięcia przewidzianego w Karcie Brukselskiej poziomu 15% udziału rowerów w ruchu. Chcemy, żeby na rowerze można było wygodnie i bezpiecznie poruszać się po Krakowie.
Zbliża się wiosna, a nie mam wątpliwości, że z każdym dniem jesteśmy też bliżej tych celów.

Martwię się tylko, co będzie gdy znów pojawią się korki rowerowe na najbardziej uczęszczanych trasach.

Kameleon - gad z grupy jaszczurek, słynący ze zdolności do zmiany ubarwienia, długiego języka i oryginalnych kształtów ciała (żródło: Wikipedia). Występuje w zielonym.

  • tratva acme

    jakże irytowało to protekcjonalne traktowanie rowerzystów. To najwyższy stopień zdrowego republikanizmu – jeździć na rowerze. Nie rozumiem jak możliwa jest polityka w kraju gdzie ludzie nie potrafią podjąć tak oczywistej odpowiedzialności za siebie samych i za wspólne powietrze. Przecież argument ekonomiczny! Wielkie ilości pieniędzy są dziś marnotrawione, na naszych oczach. Prawo nakazuje mi dziś stać z dzieckiem na alejach i dusić się dymem w oczekiwaniu na zmianę światła. Zlikwidować światła pod Kinem Kijów!

  • „Martwię się tylko, co będzie gdy znów pojawią się korki rowerowe na najbardziej uczęszczanych trasach.”

    Ciekawe, czy jest coś takiego jak rowerowy road rage – miganie mocniejszym światełkiem, dzwonienie dzwonkiem, pokazywanie palca jadącemu za wolno ;-) Mam nadzieję, że nie.

    • zuzanna

      z moim obserwacji AMS – dzwonienie dzwonkiem istnieje, ale nic ponad to i nie tak czesto…. jakos na rowerze (czyt kiedy jestes szczesliwy i wolny) trudno miec agresora ;)

      • rbk

        z moich obserwacji wynika, że w AMS dzwoni się dzwonkiem przed rozpoczęciem wyprzedzania rowerzysty jeśli ten przed nami jedzie „za bardzo środkiem” :)

      • Kamil B

        Racja! Jazda na rowerze jest zbyt przyjemną rzeczą, by móc się podczas jej złościć. No chyba, że na błędy projektantów, ale nawet wtedy zamiast agresji wychodzi raczej śmiech przez łzy ;)

      • Nipsu

        Ja dzwonię dzwonkiem np. na Bulwarach głównie dla zwrócenia uwagi pieszym. Na przykład gdy pieszy idzie bardzo blisko linii rozdzielającej część dla rowerów i dla pieszych a ja nadjeżdżam zza jego pleców to dzwonię żeby nie wszedł pod koła. Dzwonek w rowerze ma bardziej taki charakter przypominający i informacyjny „tu jestem”, niż klaksony w samochodach. By the way, klakson samochodowy w rowerze posiadam od roku i sprawdza się bardzo dobrze gdy ktoś np. wymusza mi pierwszeństwo na przejazdach :)

      • kameleon

        W Holandii dzwonek oznacza tylko „uwaga, jadę”, nie „wy***j” jak u nas…

    • Mariusz

      Jak ktoś jedzie za wolno to nie ma problemu, gorzej gdy kilka osób jedzie wolno obok siebie zajmując całą szerokość pasa dla rowerów i pieszych, a jeszcze gorzej gdy tych kilka osób jedzie z przeciwnej strony i nie raczy się popatrzyć przed siebie mimo dawania sygnału dzwonkiem, wtedy bez „ciepłych” słów się nie obejdzie

      • mg

        no to faktycznie, tez mnie denerwuje, kiedy to ja musze uciekac, bo jasnie panstwo zajmuja cala szerokosc

  • Tomek Więcek

    „Martwię się tylko, co będzie gdy znów pojawią się korki rowerowe na najbardziej uczęszczanych trasach.”
    No to trzeba będzie działać technikami samochodziarzy – więcej pasów, estakady, zaścieżkujemy wszystko! ;-) A tak serio, to przejmiemy na wyłączność ulice ;->

  • ‚Osobiście nie przepadam za tymi minorowymi nastrojami i nie podzielam poglądu, że świat zmierza prosto po równi pochyłej w stronę zatracenia. Moim zdaniem idzie ku lepszemu, a na pewno w sprawach rowerowych.’ — Dobrze powiedziane

  • tptak

    „Last and not least” – bez „At” :) „At last” to w końcu, wreszcie, podczas gdy chodzi o „ostatnie, lecz nie najmniej istotne”.

    A na Ruczaju ścieżki odśnieżali dopóki były pieniądze. A na Tynieckiej jak raz odśnieżyli to stałem się zwolennikiem nieodśnieżania. Na Buszka (od Basenu AGH do Armii Krajowej) chyba raz byli. Na Armii Krajowej mam wrażenie że odśnieżał ktoś od nowootwartej stacji Orlenu, ale ręki uciąć nie damo. Wiem tylko, że odśnieżane było, i to dość regularnie.

    @Jan Marczyński a tam bike rage. Tylko dzwonek częściej się rozsypuje.

    • raj

      Tak dokładnie to mówi się: last *but* not least :)

  • rbk

    Kameleonie, zrób update w swojej bazie wiedzy, że ja zmieniłem Gazelle Orange na Batavusa Staccato. spróbuj mnie na ulicy nie rozpoznać! ;-)

    • kameleon

      Gratuluję nowego nabytku :) Będę go wyglądał na ulicach. Mam nadzieję, że gazela poszła w dobre ręce, a nie jeździ na niej teraz jakaś ostatnia fleja ;)

  • Krzysztof Nil Ryba

    „Myli się ten kto sądzi, że na masie nie ma miejsca dla tych czy tamtych, tych w lajkrze czy rodzin z dziećmi. Masa, tak jak rower, łączy a nie dzieli.” O! I to jest piękne! Nie zapominajmy o tym, że masa jest dla wszystkich rowerzystów, bez podziałów, niezależnie od upodobań dot., sprzętu, ubioru, kasków, etc etc. Bądźmy silni naszą różnorodnością, dostrzeżmy w tym plus i przestrzeń dla nowych możliwości! :-)

  • Andrzej

    No włanie o tym wydazeniu on mówił w swoim programie.
    Że niby taki paradoks: z jednej strony hołd Żołnierzom Wyklętym a z drugiej strony zaprasza na to Masa czyli Lewica.

    Hmm. Ale to się Warszawy tyczyło. Ja mam nadzeję że krakowska Masa to nie jest żadna lewica ani prawica, bo niby czemu mieszać rowery do tego.