Opłata za jazdę po Krakowie, czy za posiadanie auta?

Opłata za jazdę po Krakowie, czy za posiadanie auta?

Wicemarszałek województwa Wojciech Kozak (PSL) chce wprowadzić opłaty dla kierowców za jazdę po Krakowie. Mieliby oni kupować winiety, których cena zależałaby od jakości spalin z poszczególnych aut. Im bardziej toksyczne spaliny, tym winieta droższa.

”Kozak proponuje, aby kierowcy, którzy mają lepsze samochody i w mniejszym stopniu szkodzą środowisku, płacili ok. 10 – 20 zł rocznie. Poważni truciciele – nawet kilka razy więcej. To, jego zdaniem, zachęci niektórych kierowców do przesiadania się do transportu miejskiego.”

Wicemarszałek przekonuje, że w ten sposób poprawimy stan powietrza w Krakowie i powołuje się niesłusznie na przykład Berlina i Londynu, mimo że jego pomysł nie ma z tamtymi rozwiązaniami nic wspólnego.

Umweltzone
W Berlinie nie ma rocznego podatku od samochodu uzależnionego od stopnia jego szkodliwości. Funkcjonuje strefa ograniczonej emisji spalin. Płaci się jednorazowo za wyrobienie etykiety świadczącej o klasie emisji spalin silnika samochodu. Najwięksi truciciele nie płacą więcej, tylko po prostu nie mogą wjeżdżać do określonych obszarów miasta. Takie strefy chociaż w teorii działają świetnie, w praktyce mają złą opinię w niemieckich mediach – o czym przekonuje dr Michał Beim, który kilka ostatnich lat spędził w Niemczech:

„Umweltzone krytykowane są zarówno przez ekologiczne NGO, jak i przez związki kierowców. Kwitnie handel lewymi naklejkami, a naklejki kupuje się raz, mimo, że np. za kilka lat auto przestaje się mieścić w normach emisji spalin. Nikt nie kontroluje samochodów w ruchu, przez co efektywność stref jest niska.”

W Polsce wszystkie te problemy mogą być tylko większe.

Opłata roczna vs opłata za użycie
Większość całorocznych, miejskich rowerzystów, których znam, posiada samochody i służą im one głównie do weekendowych wypadów za miasto czy do przewiezienia większych gabarytowo zakupów. Mój tata ma stare auto, które przez większość czasu stoi w garażu, a do pracy od 45 lat jeździ komunikacją miejską. Na pomyśle forsowanym przez Wicemarszałka Kozaka najwięcej stracą osoby, które używają samochodu okazjonalnie!

Emisja dwutlenku azotu NO2, czy pyłu PM10 w przeliczeniu na kierowcę w dużym stopniu wiąże się z częstotliwością używania auta. Czy osoba używająca starego auta okazjonalnie truje bardziej niż posiadacz nowszego, ale używanego codziennie? Czy jeśli ktoś zapłaci roczną winietę to poczuje się zachęcony do przesiadki na komunikację miejską? Jest raczej odwrotnie: skoro zapłaciłem winietę to będę jeździł autem, bo po co płacić i nie jeździć? Czy roczna opłata rzędu 10-200 zł w zależności od wieku auta może zmotywować kogoś do sprzedaży auta? Chyba tylko tych, którzy używają auta rzadko, ale tu efekt ekologiczny będzie znikomy. Zresztą jeśli ktoś ma auto do wypadów za miasto to najczęściej i tak go nie sprzeda, bo przy takich rodzajach podróży trudno mówić o alternatywnych formach transportu.

Opłata za użycie
Przeciwieństwem opłat proponowanych przez Pana Kozaka jest np. opłata kongestyjna, ale by ją wprowadzić trzeba zmienić ustawę o drogach publicznych. Takie opłaty mają większy sens, ponieważ pobierane są od codziennego użycia samochodu, a trzymanie auta w garażu nie jest objęte opłatą. Taki model opłat skutecznie zniechęca do codziennego korzystania z samochodu, co można zobaczyć np. na tych mapach Londynu. Innym modelem opłat „za użycie” jest strefa płatnego parkowania, której skuteczność w zmniejszaniu zanieczyszczenia niedawno opisałem.

Niech zapłacą truciciele
Czy pomysł Wicemarszałka Kozaka zmniejszy zanieczyszczenie? Wątpię. Dlatego postawmy na sprawdzone rozwiązania: poszerzoną strefę płatnego parkowania, a po zmianach w prawie wprowadźmy w Krakowie opłaty kongestyjne. Niedawno pojawił się pomysł rozliczania opłat za śmieci w relacji do metrażu mieszkania. Propozycję skrytykowano, bo w takim systemie osoby samotne płaciłyby za śmieci wyprodukowane przez wieloosobowe mieszkania studenckie. Roczna opłata od samochodu wpisuje się w ten trend przerzucania kosztów: za zanieczyszczenie wygenerowanie przez ludzi, którzy autami jeżdżą nawet po przysłowiowe bułki, zapłacą posiadacze aut, którzy po mieście poruszają się w większości rowerami i komunikacją publiczną.

Od urodzenia w Krakowie. Absolwent Wydziału Inżynierii Elektrycznej i Komputerowej Politechniki Krakowskiej. Związany ze Stowarzyszeniem Kraków Miastem Rowerów, oraz Stowarzyszeniem Przestrzeń-Ludzie-Miasto. Pierwsza publikacja na ibikekrakow: 17 marca 2010. Zainteresowania: - rowerowe BRD (edukacja, walka z mitami, SEWiK), - ruch pod prąd (animator akcji "Rowerem legalnie pod prąd"), - przewóz dzieci, - edukacja ws zanieczyszczeń, - promocja: Kraków na skróty, Rower mój środek transportu, - przyczepki, rowery cargo, rowerem na zakupy, rower i handel, - rowery w liczbach, statystyki, - zrównoważony transport (budżet), - sprzeciw wobec promowania i obligatoryjności kasków, - zmiana przepisów dla nietrzeźwych rowerzystów, - polityka parkingowa (w tym płatne parkowanie, parkowanie i handel), - transport zbiorowy,

  • aldona

    Kozak chciał dobrze, a wyszedł mu quasipodatek! Oczywiste jest, że to co zaproponował to skok na kasę i najbardziej uderzy w osoby okazajonalnie używające samochodu. A przecież żeby zachęcić ludzi do przesiadania się na zbiorkom trzeba uderzyć po kieszeni tych, którzy rzeczywiście wjeżdżają do centrum, a nie ‚wszystkich po równo’. Co to to nie panie Kozak!

  • lukasz

    W Bergen mieszkańcy płacą za kazdorazowy wjazd do centrum. Lokalsi mają urządzonko takie jak ciężarówki w ViaTool i za każdy przejazd nalicza się opłata. Osobom spoza miasta bramki robią zdjęcia i przesyłaja rachunek:) Do darmowego wjazdu do centrum upoważnieni są właściciele aut elektrycznych. Korków specjalnie nie ma, a aut elektrycznych całkiem sporo!

    Myślę, że w Krakowie takie rozwiązanie też by się sprawdziło:)

    Pozdrawiam

    • Adam Łaczek

      ViaTOLL dla osobówek w Krakowie: jestem za. Takie rozwiązanie jak w Bergen obniżyłoby zanieczyszczenie. A Bergen – piękne miasto. Byłem kiedyś

      • Jean

        to byłoby optymalne – inaczej ktoś kto i tak ma auto (bo mu do czegoś tam potrzebne) stwierdziłby, że skoro i tak płaci, to będzie jeździł autem, a nie płacił jeszcze np. za bilet MPK. Tylko taki system pewnie jest drogi i pewnie będzie działał tak jak ViaTOLL.

  • zibi22

    Też mogę być za. Takim rozwiązaniem. I wtedy za likwidają świateł jeśli zmniejszy się ruch jeśli za opłaty rozwinie się km i zbuduje P+R. Ale znając życie będzie to jeszcze jeden podatek.

    • lukasz

      Dokładnie, te pieniądze powinny być przeznaczone na modernizacje istniejacych dróg, ale nie na ich poszerzanie ale „upłynnianie”. Dodatkowo można by z tych pieniędzy dofinansowywać zbiorkom co by dodatkowo zwiększyło jego atrakcyjność.

  • Joanna Jerzmanowska

    a sensowa była zmiana w rozkładzie jazdy MPK ?? Zikit mógłby zapłacić podatek od „niemyślenia ” To chyba najbardziej pożądana opłata

  • Kamil Szeląg

    Dobre

  • Gość myślał że wyrwie kolejny podatek i przewiezie się na poparciu m.in. środowisk rowerowych. Trafna analiza

  • pg

    Mogę wam zagwarantować że nawet jakby wszyscy jeździli rowerami a tym s..synom brakowało pieniędzy w budżetach to opodatkowali by rowerzystów (pod jakimkolwiek pretekstem)
    skok na kasę być musi

  • a może samochody na prąd? dżisas przynajmniej by tak nie śmierdziało

  • Joanna Jerzmanowska: co do małej remarszrutyzacji zdania są podzielone – ja na przykład uważam, że owszem była potrzebna i jest w miarę sensowna. Znam nawet osobę która pracuje w dziale zikitu zajmującego się tym aspektem i oni naprawdę robili co mogli, żeby było lepiej. Problemem jest brak pieniędzy w budżecie na komunikację miejską – przez to chcąc zapewnić przyzwoitą częstotliwość połączeń w szczycie trzeba ściąć kursy wieczorami czy w weekendy… :/

  • Piotr Enhap: W Londynie z opłaty kongestyjnej są zwolnione m.in. samochody elektryczne. Można sobie poczytać: http://www.tfl.gov.uk/roadusers/congestioncharging/
    O elektrykach jest tutaj: http://www.tfl.gov.uk/roadusers/congestioncharging/6733.aspx

  • Marcin

    Popieram przedmówce. Jestem ciekaw ile MPK zarobiło nowych pasażerów po ostatnich zmianach? Widocznie za mało i szukają innych źródeł dochodu na sale konferencyjną i hale widowiskową p. Majchrowskiego albo na to żeby spłacić stadiony.

    • Adam Łaczek

      co ma MPK do budżetu miasta?

  • Gregor

    Niestety powyższy pomysł to czysta demagogia i populizm. W Holandii, gdzie >30% podróży po mieście odbywa się na rowerze, większość rowerzystów ma auta, bo potrzebują je od czasu do czasu. Pomimo iż dużo jeżdżę na rowerze, to nie wyobrażam sobie rezygnacji z auta. Sama opłata za posiadanie absolutnie niczego nie zmieni i to tylko kolejny absurdalny podatek.
    Powinno dążyć się do tego, żeby ludzie, posiadający samochody, zostawili je na parkingu pod blokiem i wsiedli na rower. Ale podatkami się tego nie zrobi.

  • Taki podatek niczego nie zmieni. To opłata za posiadanie, a nie za poruszanie się autem. Posiadacz auta, który przesiada się na rower absolutnie niczego nie zyskuje finansowo. Podatek od posiadania auta nie ma żadnego wpływu na ruch w centrum.

  • Tomasz

    Co do podatku, rozwiązań tego typu w Krakowie, to pytanie – jaka by była taka strefa? Jeśli mieszkam w środku miasta to będę płacił dodatkowo podatek za to że w nim mieszkam i korzystam z samochodu?

    Po 1. zacznijmy od infrastruktury, 2. rozwiązań logistycznych… Chcąc zmniejszyć zanieczyszczenia w całym naszym mieście wolałbym porządny plan dróg i autostrad wokół niego. Gdy się chce dostać na północy Krakowa na południe – pozostają zawsze zakorkowane aleje…

    Elektryczne samochody zwolnione z podatku od zanieczyszczeń? Coraz bardziej zaczyna mnie dziwić co się dzieje w XXI wieku. A mianowicie: spaliny są złe, a pomyślał ktoś kiedyś, że olej silnikowy, opony, płyn do chłodnic, też zanieczyszczają środowisko? To znaczy, że wszystkie produkty można podciągnąć pod zanieczyszczenia i je opodatkować?
    Idąc za takim tropem opodatkujemy oddychanie, bo ubocznym produktem oddychania jest dwutlenek węgla. Co się będzie działo z takimi podatkami? Jakiś pierwszy lepszy urzędnik ma za małą pensje? Aaa, przecież pójdą na „remont dróg”, który jak zawsze odbywa się w zimie przy -10C. Gdy robotnicy wylewają asfalt a ten w kontakcie z ziemią natychmiast twardnieje i za 2 dni się kruszy robiąc jeszcze większą wyrwę.

    Poprawmy infrastrukturę drogową, tak, żeby nie stać w korkach, przemieszczać się sprawnie i szybko. Za 2 dni rozpoczną się targi w Hannover – kolejne piękne niemieckie miasto… Na targi CeBIT pewnie w tym roku znów przyjedzie 300.000 osób. Niemcy jakoś nie mają najmniejszego problemu w rozplanowaniu tak dużej imprezy. Czy można rozplanować tak dobrze nasze miasto? Samochody stojące w korkach produkują spaliny, a dwa produkują nerwowych kierowców.

    Zastanawiam się, czy podatek, opłata, sięganie do kieszeni – nauczy kogoś? To rozwiązanie jest najprostsze – nie trzeba nic myśleć, nie trzeba planować, ale czy przyniesie pożądany efekt?
    Według mnie jeśli to by się stało, to pewnie 10 osób by się zastanowiło dlaczego coś takiego jest, a 3 osoby by zrezygnowały.

    Pytanie, jakby to funkcjonowało w przypadku dowozu towaru, kurierów, itp? Nagle gdy firma musi zapłacić podatek w wysokości 0.20zł, to koszt usługi rośnie o 5.00zł.

    Pozdrawiam ;)

    • Adam Łaczek

      „Poprawmy infrastrukturę drogową, tak, żeby nie stać w korkach, przemieszczać się sprawnie i szybko.”
      Nigdzie się to nie udało, więc niby czemu w Krakowie miałoby być inaczej?

      • Tomasz

        Jeśli dalej będziemy myśleć, że się w Krakowie nie da to się nie będzie dało, bo nie będziemy próbować. Proste wytłumaczenie.

        Można to robić małymi krokami. Powoli. Ja nie mówię, o rozplanowaniu dróg na nowo i przebudowie połowy miasta. Poszerzanie ul. Igołomskiej już twa 60 lat. Ci co słyszeli o „planach” zmiany tej 1 pasmówki w 2 – już wymarli. A Igołomska jak stoi tak stoi… :x

      • Adam Łaczek

        Tylko że dalej: gdzie takie coś się udało? Wszędzie osiągnięto sukcesy ograniczeniami dla aut np w Sztokholmie korków pozbyto się dopiero jak wprowadzono opłaty za jazdę autem

  • jak już było pisane – nie tylko nie zmieni, a może pogorszyć. Skoro już ktoś zapłaci podatek za auto, to nie wykupi miesięcznego MPK, bo stwierdzi, że jak już płaci, to pojedzie autem. A do pozbycia się aut niewiele osób to przekona, bo sporo aut po prostu potrzebuje (chociaż z pewnością nie musi koniecznie jeździć nimi co dzień do pracy).