Rower: sport czy hobby? Manifest zimowy

Rower: sport czy hobby? Manifest zimowy

Z jazdą na rowerze jest jak z seksem. Upodobania są różne i właściwie powinniśmy szanować wybory innych w tej sprawie, ale tak się nie dzieje. Każda grupa uważa pozostałych za gorszych. Czasem nawet dochodzi do konfrontacji, której nieuniknioną konsekwencją są dalsze podziały. Hobbyści z politowaniem patrzą na sportowców, sportowcy z wyższością na hobbystów, a obie grupy prychają na widok hipsterów i niedzielnych rowerzystów.

To samo jest z jazdą w zimie.

Dzielimy się – my, rowerzyści – na tych, którzy za nic mają warunki pogodowe i z udawanym zdziwieniem pytają „a co to takiego sezon rowerowy?”, oraz na tych, którym zima jakoś przeszkadza w pedałowaniu i wolą poczekać na mniej ekstremalne warunki.

Ja należę do hedonistów. Uwielbiam mknąć przez krajobraz z rozwianym włosem, ubrana w kolorową sukienkę. Ozdabiam swojego stalowego rumaka i w nosie mam teksty o ergonomii i opływowości, bo to ostatnie rzeczy, o jakich myślę. Nie piję z bidonu, nie ścigam się i nie wstydzę zadyszki. Mam w nosie „kondycję”. Bycie cyklistką to dla mnie nie trening, tylko przyjemność i dlatego dla mnie pojęcie „sezon rowerowy” nie jest pojęciem pustym.

Niestraszne mi zaspy i inne atrakcje.

Wiem, że są sposoby, żeby sobie z nimi radzić. Tylko że ja nie chcę! Czego bym nie zrobiła, zawsze większy komfort odczuwać będę w ciepłym tramwaju niż pedałując w oparach smogu przy -10 po nieodśnieżonych DDR. (Zakład, że droga przez Zakrzówek w zimie jest nietknięta łopatą?) Eskimosi po śniegu jeżdżą na nartach, nie na dwóch kółkach. Dlatego mój rower śpi snem zimowym od października do kwietnia, bo pewnych ograniczeń nie przeskoczę, choć jest ich zaledwie trzy.

Mimo to wciąż, o zgrozo, uważam się za rowerzystkę. I wiecie co? Sądzę, że mamy – my, rowerzyści – dużo ważniejsze problemy niż jakieś nieistotne podziały na sezonowych i niesezonowych. W rowerowych sprawach można działać nawet jeżdżąc tramwajem.

Pora na porozumienie ponad podziałami! 

A my widzimy się na pierwszej bezśnieżnej masie krytycznej w tym roku :-)

Krakowska cyklistka i blogerka od 7 lat. Lubi grać w Scrabble, piec ciasta i czuć wiatr we włosach. Nie znosi bezsensu i kostki Bauma. Jeździ zgodnie z przepisami.

  • Zyrol81

    I tu się z szanowną koleżanką zgadzam. Ja tez nie lubie jeździć po nieodśnieżonych ścieżkach rowerowych, przebijać się przez zaspy i zmagać z lodem. Owszem, czasem i zima jak musze jade rowerkiem, bo nim często szybciej. Ale jak patrze na moje miasto zimą odechciewa mi się czegokolwiek. Uważam się za rowerzyste. W ciepłe dni wiosenno-letnio-zimowe robie około 100km./dzień. Robie, bo lubię. W plecaku bilet miesięczny na pociąg i autobus, a ja sobie dróżką spokojnie rowerkiem pomykam. Rower dla mnie to hobby, a nie konieczność.

  • Szanowna Olgocecylio,

    Czy apelowanie o porozumienie ponad podziałami z jednoczesnym silnym zakcentowaniem własnej przynależności do konkretnej grupy (słuszność wywodu poparta przykładem z Eskimosami) może odnieść jakikolwiek skutek?

    Taki apel wydaje się nieść przesłanie: „pogódźmy się, czyli przyłączcie się do mnie” :)

    To pisałem ja – commuter, sportowiec, hobbysta i hipster, który podziałów nie widzi i na innych rowerzystów nie prycha.

  • VAT

    Widzę tu jedno nieporozumienie: jazda zimą wcale nie oznacza uprawiania ekstremalnego sportu. Jeżdżę cały rok właśnie z lenistwa. Jak tylko na 1 dzień odstawiam rower z jakiegoś powodu, ugrzęznę parę razy w zaspach i pościskam się w nieco w autobusach, a do tego zmarznę, to zaraz przechodzi mi ochota na chodzenie. Mam wrażenie, że za harcorowca mają mnie Ci, którzy w życiu nie jechali zimą na rowerze.
    Inna sprawa, że rower źle znosi zimę:/

  • A ja rowerem jeżdżę cały rok, chyba, że mi pęknie dętka. Brak powietrza to jedyna przeszkoda, zima mi nie straszna.

  • Mariusz (Nipsu)

    Zgadzam się w całości. Ostatni raz jeździłem w listopadzie, nie licząc jednej drobnej przejażdżki na początku obecnego miesiąca kiedy temperatura wynosiła prawie 8 stopni. Do puki temperatura nie wzrośnie przynajmniej do 15 stopni mój sezon się nie rozpoczyna. Rower to dla mnie przede wszystkim przyjemność z jazdy, a ta wyklucza się z lodowatym wiatrem w twarz. Artykuł bardzo dobrze pokazuje, że rower to dla nas nie religia, ale świadomie wybierany środek transportu. Dziękujemy bardzo koleżanko :)

  • lukasz

    Fajnie napisane, choc zastanawiam sie skad sie bierze przekonanie, ze wsrod rowerzystow sa takie podzialy? Nikt kto jezdzi w zimie na rowerze, nie twierdzi, ze tak powinni robic wszyscy!…nikt tez nie twierdzi, ze wszystkie auta powinny zniknac z ulic, bo to tez nie jest realne. Jezeli, ktos jezdzi na rowerze tylko w „sezonie” to tez fajnie, a jak poza sezonem jest mu cieplej a tramwaju to ja to szanuje:-) Nie mniej jednak staram sie przekonywac swoje otoczenie, ze na rowerze mozna w zimie i jest fajnie, choc malo kto w to wierzy:-) Tak nalezy do ludzi, ktorym dzika satysfakcje sprawia, jak wieje, pada, sciezki rowerowe sa nieodsniezone, jest minus 20, rece grabieja, a stopy przemarzaja…i dobrze jak wkoncu wszyscy do okoła przestana w kolko z niedowierzaniem zadawac pytanie „a Ty znowu na rowerze?” i przyjma jako norme, ze tak samo jak w zimie mozna jezdzic do pracy autem, mozna tez i rowerem:) A jak pokazemy, ze jazda na rowerze jest mila i zdrowa, niezaleznie od pory roku, w ktorej sie jezdzi to jest szansa, ze wiecej osob sie na rowery przesiadzie i wkoncu ktos zacznie budowac porzadna infrastrukture rowerowa!! Pozdrawiam

    • Mariusz (Nipsu)

      No właśnie. Uważaj na te przemarzające stopy bo możesz mieć problemy na ‚stare lata’. Ja zaliczyłem jedną zimę na rowerze, skończyło się przewianiem kolan. Gdybym lepiej dbał o ocieplenie stawów nie doszłoby zapewne do tego, ale nawet mimo tego jazda zimą nie sprawiała mi ŻADNEJ przyjemności, a wręcz przeciwnie.

  • Malachiasz

    Dla każdego „sezon rowerowy” oznacza co innego. Dla jednych trwa całą zimę, dla innych od +5 stopni, dla innych od kwietnia do września. Dobrze, że z roku na rok granice „sezonu rowerowego” rozszerzają się dla wielu ludzi. Najlepiej wręcz jak rozszerzają się z „nigdy do nigdy” do „od kwietnia do września”, bo to jest najtrudniejszy krok do pokonania.

  • Zenek Rowerzysta

    „Zakład, że droga przez Zakrzówek w zimie jest nietknięta łopatą?”

    Mam w 100% odwrotne uczucia. Codzienna jazda po nietkniętym łopatą Zakrzówku jest jednym z najfajniejszych doświadczeń każdej zimy. Szczególnie gdy wszystko wokół jest pocztówkowo śnieżnobiałe.

    Nigdy jeszcze nie było mi zimą zimno na rowerze. :)
    W tramwaju owszem.

    • mg

      Dokładanie, nic nie daje tyle frajdy jak zabawa na świeżym śniegu – wszelakie poślizgi! problemy się robią jak grubsza warstwę śniegu śniegu zmłócą piesi – wtedy trzeba zwolnić.
      No i spłukać rower woda po każdej jedzie gdzie był kontakt ze stopionym sola śniegiem.

  • Rafał Stawecki

    Ja też nie lubię jeździć nieodśnieżonymi ddr. Dlatego jeżdżę odśnieżonymi jezdniami.