Studenci na rowery!

Studenci na rowery!

Rower jest moim zdaniem dobry dla każdego, bez względu na wiek, kondycję, wykształcenie, sytuację rodzinną czy zasobność portfela. Gdyby jednak zapytać tzw. przeciętnego Polaka, jaka grupa społeczna najczęściej korzysta z rowerów, to z dużym prawdopodobieństwem w pierwszej kolejności zostaliby wskazani studenci. 

Wiąże się to z innymi stereotypowymi wyobrażeniami na temat rowerów, a mianowicie, że głównym motywem wyboru tego środka transportu jest czynnik ekonomiczny, a także, że jazda na rowerze wymaga nie wiadomo jak dobrej kondycji. Skoro więc studenci są niebogaci, a do tego młodzi i sprawni, to wniosek nasuwa się sam. Moim zdaniem ten obraz jest daleko idącym uproszczeniem.

Chociaż brak jakichkolwiek badań na ten temat, to moje osobiste obserwacje wydają się raczej temu przeczyć. Wśród znanych mi osób, szczególnie aktywnie angażujących się w ruchu rowerowym, studenci są mniejszością (choć oczywiście nie mogę wykluczyć, że dlatego że w ogóle mam mniej znajomych wśród studentów). Dominują młode pracujące osoby w wieku 25-35 lat. Powiedziałbym w związku z tym, że wśród studentów nie jest więcej rowerzystów niż w innych grupach wiekowych, a w każdym razie jest ich mniej niż mogłoby być w zestawieniu z kolegami z Zachodu. Dlaczego?

Zacząć należy oczywiście od nieprawdziwości wspomnianych przeze mnie stereotypów. Koszty są, owszem, zasadniczym powodem rezygnacji z samochodu, ale niekoniecznie wyboru roweru. Podobnie studenci bywają biedni, ale jak w naszym społeczeństwie, nie zawsze są. By się z kolei przekonać, że na rowerze może jeździć każdy nie trzeba jechać do Holandii.

Wszyscy znamy nieregularny studencki tryb życia. Mało który dzień wygląda tak samo, a czasem plany zmieniają się całkiem nagle, gdy znajomi zaproszą na piwo. To powoduje, że mentalna mapa, która wymaga opanowania jest znacznie większa niż w przypadku przeciętnej pracującej osoby. Co więcej warunki życia studenckiego nie służą ujawnieniu największej zalety roweru w mieście, jaką jest niezmienny i niezależny od warunków pogodowych i korków czas przemieszczania się z punktu A do B.

Inaczej niż w Amsterdamie czy Berlinie, w Krakowie nie wystarczy też po prostu ogólnie znać przepisy i wsiąść na rower, by ruszyć z miejsca. Przy szczątkowej infrastrukturze wymaga to bowiem specyficznej znajomości topografii miasta. Krakowski rowerzysta musi wiedzieć, którędy wiodą skróty, gdzie nawierzchnia nie nadaje się do jazdy i na których ulicach kierowcy pozwalają sobie na więcej. To przy okazji wyjaśnia dlaczego wielu rowerzystów zaczyna „karierę” od chodnika. Studenci pochodzący spoza Krakowa, a nawet tu urodzeni, mają z tym niejednokrotnie problem.

Efekt: zanim krakowski rowerzysta wypracuje sobie stałe trasy do poruszania się po mieście, musi mieć instynkt odkrywcy niczym Magellan i Marco Polo (chyba, że trafi np. na tę stronę). Trzeba też oczywiście pokonać strach, wynikający z powszechnego przekonania, że na rowerzystów na każdym kroku czai się śmierć. Ale to odrębna historia.

Studenci są bardzo mobilni, dlatego zdecydowana większość z nich korzysta z komunikacji miejskiej. To bardzo dobrze. Trudno się dziwić, skoro ulgowy bilet na wszystkie linie w Krakowie kosztuje 47zł. Dopiero gdy kończą się studia, a z nimi i zniżki, człowiek uświadamia sobie jakim był szczęściarzem. Dla mnie i wielu znajomych właśnie w tym momencie nastąpił przełom i po raz pierwszy zacząłem na serio rozważać wykorzystywanie roweru jako środka transportu.

Około 25. roku życia mija powoli młodzieńcze zachłyśnięcie prawem jazdy i własnym autem. Podczas, gdy na Zachodzie młodzi ludzie coraz częściej zamiast o sportowym samochodzie marzą o iPodzie, w Polsce samodzielność jaką rzekomo daje tona złomu na 4 kołach wciąż stanowi przedmiot młodzieńczej fascynacji. W czasie studiów z reguły po raz pierwszy marzenia te mają okazję się ziścić. Na szczęście okres fetyszyzowania samochodu w przypadku większości szybko się kończy, choć oczywiście jest cała rzesza ludzi, dla których dobre auto jest jedyną miarą życiowego sukcesu.

I wreszcie ostatni problem – dlaczego studenci mieliby jeździć rowerami skoro nikt nie próbuje ich do tego zachęcić? Pierwszą jaskółką zmian były w zeszłym roku prelekcje rowerowe dla studentów UJ. Natomiast poza chlubnym wyjątkiem AGH, pod większością akademickich krakowskich szkół wyższych próżno szukać bezpiecznego stojaka. Uczelnie, z wyłączeniem Politechniki, nie podejmowały jak dotąd żadnych starań o rowerowe skomunikowanie swoich obiektów. O aktywności miasta na polu promocji ruchu rowerowego w ogóle szkoda gadać.

Kameleon - gad z grupy jaszczurek, słynący ze zdolności do zmiany ubarwienia, długiego języka i oryginalnych kształtów ciała (żródło: Wikipedia). Występuje w zielonym.

  • Tato

    Wydaje mi się, że Collegium Medicum UJ można dodać do listy prorowerowych; głównie ze względu na obcokrajowców niestety…

  • Malachiasz

    To by się zgadzało w moim przypadku. Całe studia przejeździłem MPK/samochodem, a odkąd zacząłem pracować przerzuciłem się na rower. Widać do niektórych decyzji też trzeba dorosnąć ;)

  • dużo w tym racji, szczególnie w kontekście ceny biletów MPK: skoro przez pół roku można jeździć za 180 złotych, po co się zastanawiać nad innymi rozwiązaniami (ktoś by się mógł wziąć za te wszystkie ulgi ;)

  • Kuba Ogiela

    a przepraszam co jest nie tak z ulgami?

  • patogen

    Ja już od dekad nie jestem studentem i widzę, że łatwiej i bezpieczniej mi zaparkować rower np. pod Motorolą czy nawet biurowcami GTC niż pod uczelnią, gdzie w ogóle nie wiem, ile z niego zastanę po powrocie. Także na uczelniach oraz w Rynku składam swojego składaka i zabieram do sali, ale studentowi pewnie tego nie wolno, a i taki składak trochę kosztuje. Mam najemców studentów i żaden z nich nie ma roweru, mimo, że mają go gdzie trzymać. A wymyślenie trasy dojazdu rowerem w Krakowie wymaga naprawdę trochę pracy – i raczej nie posługiwałbym się daroPlanem, gdybym chciał dożyć tylu lat, ile mam.

    • @patogen
      a co jest nie tak z daroplanem?
      ktore trasy zaznaczone na czerwono sa wg Ciebie watpliwe jesli chodzi o bezpieczenstwo?
      bo to co na zielono, to jest infrastruktura rowerowa lub chodniki z dopuszczonym ruchem rowerowym

  • cena ceną, ale oszczędności czasu nie da się porównać nawet.

    1. Na przystanek trzeba dojść. Na rower wsiadasz po wyjściu z domu.
    2. Na przystanku często trzeba czekać na autobus. Ty w tym czasie jedziesz.
    3. Autobus zatrzymuje się na przystankach. Ty w tym czasie jedziesz.
    4. Autobus stoi w korku. Ty w tym czasie jedziesz.
    5. Musisz dojść z przystanku do konkretnego miejsca. Ty w tym czasie jedziesz.

    Przykład z życia studenckiego. Osiedle Żabiniec do AGH, rok 2010:
    5 minut do przystanku Lekarska z buta+5 minut średnio czekania na spóźniony autobus(teraz tylko 164 jedzie chyba, wtedy pewnie z 10 linii)+ w zależności od pory dnia od 2 minut do 20 minut w korku na Kleparzu (teraz już chyba mniej, bo zmienili pas dla busów na środkowy)+standardowa jazda bez korków max 15 minut+5 minut od przystanku AGH albo Plac Inwalidów do najbliższego budynku C2.

    Przy najkorzystniejszych warunkach daje to 5 min do przystanku + 15 minut jazdy bez korków + 5 minut z buta do C2 = 25 minut.

    W najgorszym wypadku 5 min do przystanku + 15 min jazdy + 20 w korku + 5 min do C2 (a jak gdzieś wgłąb AGH to +5 kolejne) czyli maksymalnie 50 minut. Mój rekord za tamtych czasów to 45 minut, czyli tyle ile z Żabińca idzie się z buta na AGH!

    Rowerem 10 minut zawsze, o każdej porze dnia i w każdą pogodę. Dalszy komentarz jest zbędny.

  • Tadek

    Chyba zapomnieliście o Politechnice Krakowskiej, na której są dziesiątki bezpiecznych miejsc gdzie można przypiąć rower. Przynajmniej na kampusie na Warszawskiej. Myślę, że warto wspomnieć o tym.

    • Kamil B

      No właśnie, w ubiegłym roku nawet parking rowerowy trzeba było powiększyć, bo czasami było ciężko o miejsce ;)

      Ja jestem studentem PK, ale jak parę razy wspominałem najkorzystniejsze czasowo mimo wszystko wypada mi MPK.

  • studentem można być przez całe życie, tak jak jeździć na rowerze :)

  • 31 maja*

  • gdyby mi nie ukradli rowera z uczelni to spoko :P

  • oczywiście 31 V (myślami, jak studenci jesteśmy już przy końcu albo po sesji ;-)

  • Przykro nam bardzo:/

  • ellsworth

    Mnie też ukradli przypięty rower i tak skończyła się moja przygoda z tym środkiem transportu. Na zachodzie może i to zdaje egzamin, ale u nas dojeżdżanie gdzieś rowerem jest zwyczajnie bez sensu, bo każdy rower prędzej czy później (raczej prędzej, w moim wypadku wystarczył kwadrans) zostanie ukradziony. Policja ma wszystko gdzieś i poza papierkiem o umorzeniu sprawy z powodu niewykrycia sprawcy nic się tym nie zajęli.