Liczba wypadków będzie wzrastać, ale to nie problem

Liczba wypadków będzie wzrastać, ale to nie problem

W Polsce w ostatnich latach (2011 i 2012) wzrosła liczba wypadków z udziałem rowerzystów. Niestety nikt tego nie umie powiązać ze wzrastającym ruchem rowerowym, a przykładowo w Warszawie:

„Urząd miasta pochwalił się również danymi z pomiarów wielkości ruchu rowerowego w Stolicy. Ten w stosunku do roku 2009 wzrósł średnio o 110%, a w szczycie porannym aż o 160%.”

Holandia jest niebezpieczna?
Przyglądanie się samym liczbom bezwzględnym bez powiązania z natężeniem ruchu rowerowego prowadzi do idiotycznych wniosków:

2011 Polska Holandia
ludność 38 538 447 16 727 255
zabici 314 200
zabici/mln 8.1 12.0
ranni 4142 10000*
ranni/mln 107.5 597.8

*liczba wyestymowana przez Theo Zeegers z Fietsersbond na podstawie danych z 2009, bo danych z 2011 nie ma

Wzrost liczby zabitych

rok Polska Holandia
2011 314 200
2010 260 162
wzrost 20.8% 23.5%

Liczba rannych w przeliczeniu na milion mieszkańców jest w Holandii nawet 6x wyższa niż w Polsce! Patrząc tylko na liczby bezwzględne i po uwzględnieniu liczby mieszkańców okazuje się, że Holandia jest krajem „bardzo niebezpiecznym” dla rowerzystów… A jak jest naprawdę?

Źródło: Transport Demand of Modes not covered in International Transport Statistics. European Cyclists Federation, 1997.

Holandia w rzeczywistości jest jednym z krajów o najwyższym poziomie bezpieczeństwa rowerzystów. Dlatego jakiekolwiek wnioski o wzroście liczby wypadków bez powiązania tej liczby ze wzrostem/spadkiem liczby rowerzystów (a najlepiej liczby przejeżdżanych przez nich kilometrów) są w 100% wadliwe i nie najlepiej świadczą o kompetencjach ich autora.

Choroby cywilizacyjne!
Wypadki rowerzystów to i tak mało znaczący detal, bo prawdziwy problem to choroby cywilizacyjne. Wzrost liczby rowerzystów nawet jeśli pociąga za sobą wzrost liczby zabitych, to w ogólnym rozrachunku liczby „żywych” przynosi bardzo duże zmniejszenie liczby zgonów w społeczeństwie. Na ten temat jest zresztą masa ciekawych publikacji.
powod12
foto: Rowerowa Łódź.
U rowerzystów korzyści zdrowotne wynikające z jazdy na rowerze są daleko większe niż ryzyko związane z wypadkami (na każdy rok życia stracony w wypadku przypada 20 lat zyskanych dzięki jeździe na rowerze), a badania prowadzone w Danii wykazały, że cykliści z 30% prawdopodobieństwem żyją dłużej.
W tym kontekście działania opresyjne, dyskryminujące rowerzystów i zniechęcające ich do jazdy na rowerze nawet jeśli przyniosłyby jakiś skutek w postaci zmniejszenia się liczby zabitych rowerzystów to w ostatecznym rozrachunku przyczyniają się do masy innych zgonów spowodowanych chorobami cywilizacyjnymi. W zasadzie takie działania „bezpieczniaków” można uznać za zwykły sabotaż względem zdrowia publicznego Polaków.

Wypadek a doświadczenie
Jak podaje Thomas Krag w tekście „Cycling, Safety and Heath” rowerzyści okazjonalni, jeżdżący np. raz na tydzień są bardziej narażeni na wypadek niż rowerzyści, którzy jeżdżą często. Można też zaryzykować twierdzenie, że brak doświadczenia również znacznie zwiększa szansę na wypadek. Rowerzyści z wieloletnim stażem lepiej odnajdują się na drodze, stąd duży „wysyp pierwszoroczniaków” wpływa negatywnie na liczbę wypadków. Co prawda dzisiejsi nowicjusze nabiorą doświadczenia, jednak wraz z dynamiczną falą wzrostu popularności transportu rowerowego w miastach „pierwszoroczniaków” będzie coraz więcej. Trzeba więc pomyśleć nad jakimś programem adaptującym ich do ruchu drogowego na rowerze.

Wzrost wypadków może być ok!
Cieszę się z polskiego wzrostu liczby wypadków z udziałem rowerzystów, jeśli towarzyszy on jeszcze większemu wzrostowi liczby rowerzystów. W najbliższych latach czeka nas w Polsce gigantyczny wzrost liczby rowerzystów w miastach, a to oznacza pewny, duży wzrost liczby wypadków z ich udziałem i należy głośno powiedzieć, że nie koniecznie jest to coś czym trzeba się martwić, lub na tej podstawie zmieniać prawo. Zbliżamy się w ten sposób do europejskich standardów, bo większa społeczność rowerzystów to też niestety więcej wypadków. Jeśli nie zaczniemy fachowo mierzyć parametrów ruchu rowerowego to tracimy możliwość wiarygodnego ocenienia rzeczywistego poziomu bezpieczeństwa rowerzystów, a gdy rozum śpi rodzą się „bezpieczniackie” demony.

Od urodzenia w Krakowie. Absolwent Wydziału Inżynierii Elektrycznej i Komputerowej Politechniki Krakowskiej. Związany ze Stowarzyszeniem Kraków Miastem Rowerów, oraz Stowarzyszeniem Przestrzeń-Ludzie-Miasto. Pierwsza publikacja na ibikekrakow: 17 marca 2010. Zainteresowania: - rowerowe BRD (edukacja, walka z mitami, SEWiK), - ruch pod prąd (animator akcji "Rowerem legalnie pod prąd"), - przewóz dzieci, - edukacja ws zanieczyszczeń, - promocja: Kraków na skróty, Rower mój środek transportu, - przyczepki, rowery cargo, rowerem na zakupy, rower i handel, - rowery w liczbach, statystyki, - zrównoważony transport (budżet), - sprzeciw wobec promowania i obligatoryjności kasków, - zmiana przepisów dla nietrzeźwych rowerzystów, - polityka parkingowa (w tym płatne parkowanie, parkowanie i handel), - transport zbiorowy,

  • Jakub

    Nie wolno również zapominać o tysiącach ,,pierwszoroczniaków” samochodowych, którzy pojawili się na drogach w ostatnich latach (kto może, kupuje samochód).

    • Uthark

      Ja mógłbym kupić sobie samochód (ludzie o znacznie mniejszych dochodach je mają), ale nie kupuję. Nie potrzebuję.

  • pg

    Ilu rowerzystów ulega wypadków jadąc wzdłuż drogi a ile w poprzek?
    Wzdłuż czyli normalnie jezdnią (pasem rowerowym lub normalną droga) a w poprzek czyli na przejeździe rowerowym
    Powiem przewrotnie – budujmy więcej osobnych dróg rowerowych – to dopiero będzie lawina wypadków

    Bawię się ostatnio w sport ekstremalny – jazdę tym czymś co nazywa się droga rowerowa – poza turkotaniem po kostce, i czekaniem na wjazd na zatarasowany autem, autobusem przejazd rowerowy w sposób dość kontrolowany wjeżdżam lub staram się wjechać na przejazd – zatrzymuje się policja, L-ka (czasami) i rejestracje obce A lub F (Austria i Francja)
    Reszta chce zmasakrować pędząc bezmyslnie przed siebie i 99.9999% na pewno nie ma pojęcia o pierwszeństwie czy o fakcie istnienia przejazdu
    Wbrew pozorom nowicjusze rowerowi są bardziej bezpieczni bo bardziej strachliwie podchodzą do jeżdżenia natomiast debiutanci kierowcy sa mocno ryzykowni bo nie znają praw fizyki albo możliwości auta

    Oczywiście nie zamierzam ryzykować życia i będę jeździł tam gdzie czuję się bezpiecznie – wzdłuż normalnej jezdni

    Tyle wynika z obserwacji z mojego miasta (nie Krakowa)

    • Paweł

      Rozwiązaniem są dobre jakościowo drogi rowerowe (na zasadzie: albo szybka, bezpieczna i wygodna droga rowerowa, albo żadna) i – przy ruchliwych drogach – bezkolizyjne przejścia dla pieszych i rowerzystów, które dodatkowo oszczędzają czas na światłach.

      • pg

        No właśnie – przy ruchliwych ulicach a nie wszędzie, szczególnie przy okazji zwykłych remontów chodnika

      • Adam Łaczek

        Paweł nigdzie nie projektuje się na masową skalę bezkolizyjnych przejazdów dla rowerzystów. Zobacz sobie Niemcy: tam bardzo często DDR (jednokierunkowa) przechodzi płynnie w pas na jezdni. Nikt nie myśli o bezkolizyjności.
        Podobał mi się Twój komentarz z SSC:
        „wzrost ilości rowerzystów w naturalny sposób będzie prowadził do wzrostu bezwzględnej ilości wypadków z udziałem rowerzystów i nie powinno to być powodem do paniki. Ważne, żeby ilość wypadków z udziałem rowerzystów względem ilości ruchu rowerowego malała. Co więcej, można argumentować, że wzrost ruchu rowerowego i związany z tym wzrost liczby wypadków rowerowych jest więcej niż kompensowany przez spadek ilości innych nieszczęśliwych wypadków (jak zawałów). Dlatego uważam, że tytuł – choć prowokujący – jest jak najbardziej na miejscu. Choć autor być może powinien wyciągnąć wnioski na przyszłość i nie sięgać w prowokacji do granicy alienacji czytelników. Ale to już jego wybór.

        To tak samo jak ze wzrostem ilości zachorowań na raka: jak co raz więcej ludzi umiera raka w starym wieku, to znaczy, że wcześniej nie zdążyli umrzeć z niedożywienia, gruźlicy ani wskutek morderstwa. Oczywiście wyłączam tu wypadki raka wskutek zatrucia środowiska itp. Można też podać analogię, że wzrost ilości mieszkańców Ziemi również zwiększa ilość zgonów. Żaden z tych przypadków nie jest powodem do paniki, to tylko ciekawa obserwacja.”

    • Uthark

      Do tego „debiutanci” samochodowi uważają się w znacznej mierze za świetnych kierowców, skoro zdali egzamin za czwartym razem.
      Debiutanci rowerowi w razie błędu zaszkodzą praktycznie wyłącznie sobie, debiutanci samochodowi w nie mniejszym stopniu innym.

      • gronel

        Egzamin i kurs na prawo jazdy służy uzyskaniu uprawnień a nie nauce jazdy. A w rzeczywistości zasileniu czyjegoś portfela.

  • Adam Łaczek

    Gdyby Polska miała nagle infrastrukturę Holandii i ruch rowerowy na poziomie Holandii i wreszcie Holenderski poziom bezpieczeństwa to przyjmując że liczba wypadków na mln mieszkańców byłaby teoretycznie taka sama to:
    – liczba zabitych rowerzystów wzrosła by w Polsce o 146 osób
    – liczba rannych rowerzystów wzrosłaby w Polsce o 18897 osób.
    Ale to nic bo:
    – liczba rowerzystów wzrosłaby mniej więcej 30x
    – a liczba zabitych tylko o 0,46x
    – a liczba rannych tylko o 4,5x
    Czyli gigantycznie wzrosłoby bezpieczeństwo statystycznego rowerzysty
    Nie mówiąc o zdrowiu publicznym (tysiące osób, które nie umrą od chorób cywilizacyjnych). Dodatkowo duży wzrost liczby rowerzystów to mniej kierowców i znowu wielkie zmniejszenie liczby zabitych/rannych

    • eeewa

      Nie moge zrozumiec co sklania Pana, jak rowniez innych rowerzystow do jazdy ulica? Pomijam srednia przyjemnosc gdy samochody mijaja mnie na centymetry. Bo faktycznie czesto i tak ulica jest bardziej bezpieczna niz skrzyzowania DDR z ulica. Ale wdychanie spalin samochodow??? To ma byc zdrowe? Moze w Holandii, w nie tak zanieczyszczonych miejscach. Ale w Krakowie? Wtedy te korzysci zdrowotne staja sie watpliwe. Podczas jazdy rowerem pojemnosc pluc wzrasta, ale tylko po to by wypelnic sie zanieczyszczonym powietrzem. Mnie po jezdzie w Krakowie na rowerze boli po prostu glowa, i to duzo bardziej niz gdy chodze „po Krakowie”.

      • Adam Łaczek

        Badania z USA wskazują że kierowcy bardziej się inhalują spalinami (większa zawartośc we krwi szkodliwych związków). Brak ruchu jest gorszy niż zanieczyszczone powietrze

      • piotrekzkrakowa

        Przy normalnej „dojazdowej prędkości” nie widzę różnicy w ilości wdychanego powietrza w porównaniu do chodzenia. Oczywiście wyobrażam sobie też osoby ze sporą nadwagą i brakami kondycyjnymi, które dostaną zadyszki po przejechaniu kilkuset metrów na rowerze, ale te także dostana zadyszki przy kilkusetmetrowej przechadzce.

      • „Mnie po jezdzie w Krakowie na rowerze boli po prostu glowa” – a to współczuję. Ja mam problem z napięciowymi bólami głowy, ale one mi przechodzą „po jeździe w Krakowie na rowerze”. Może dlatego, że się spalinami nie przejmuję… I faktycznie, polecam jazdę spokojną, oddychając przez nos.

      • lukasz

        Co nas sklania? Może własnie to, że chcemy czystego powietrza i nie chcemy dokładać spalin ze swoich samochodów do już zasyfionego powietrza. Idąc rozumowaniem nie jeżdze na rowerze bo jest brudne powietrze i wsiadam do swojego auta tylko pogorszamy sprawę. Ja jeżdżę na rowerze już prawie 2 lata po Krakowie i nieskromnie powiem, że dzieki temu mam świetną kondycje, schudłem i czuję się jak nigdy wcześniej. Watpie ze Ci co dbają o swoje zdrowie jeżdżąc autem na codzien w ciagu ostatnich 2 lat poczynili jakies postepy i czuja sie lepiej:-) Naprawde polecam przesiadke na rower. Jeżeli ludzie to zrozumieja to bedzie mniej aut na drogach i lepsze powietrze. Dodatkowo beda mniejsze korki i Ci co musza jezdzic autem szybciej dojada do celu a co za tym idzie spala mnie benzyny i wyemituja mnie syfu do powietrza, nie mowiac juz o zaoszczedzonych pieniadzach. Zamiast wysylac je do rosji i bezposrednio do dziurawego budzetu Panstwa moze lepiej wykorzystac je na wzmocnienie lokalnej gospodarki:-) Niestety puki co wiekszosc ludzi ma wlasnie takie podejscie, ze „Nie rozumieja”. Puki nie zrozumiecie to bedzie syfne powierze i korki na drogach. Zreszta nie każe nikomu tego rozumieć, ale moglibyście chociaż wziać przykład:-)

        Pozdrawiam

      • andrzej

        Jazda chodnikiem w OPOLU jest niebezpieczna dla portfela, jak trafisz na czarny patrol prewencji to mandat 50zł jest pewny, to mnie spotkało parę tygodni temu, szeroki kilkumetrowy chodnik, pieszych prawie wcale, rower oświetlony ledami z przodu i tyłu i nagle olbrzymi terenowy pojazd wjeżdża na chodnik, blokuje mnie, wypadają z niego trzy czarne smerfy i. …. pierwsze pytanie, czy PIŁEM a jak okazało się, że nie to dowalili mi mandat, 50 zł za jazdę po chodniku i jednocześnie obok nas przejechały chodnikiem inne rowery już nie niepokojone przez dzielnych milicjantów. Jeżdżę dalej po chodniku, nie jestem samobójcą i asfalt mnie nie interesuje ale teraz nie dam zatrzymać się czarnemu patrolowi dla pompowania ich chorych statystyk.

      • Boddoxx

        „Nie moge zrozumiec co sklania Pana, jak rowniez innych rowerzystow do jazdy ulica?”

        Bo do tego obliguje prawo, jak nie ma ddr (czyli 99% lub więcej kilometrów dróg w Polsce).

        „Pomijam srednia przyjemnosc gdy samochody mijaja mnie na centymetry. ”

        Nie jeździj przy krawężniku. To zachęca kierowców do takich zachowań, gdyż z reguły zmieszczą się między rowerzystą a sąsiednim pasem ruchu. Ja jeżdżę „możliwie blisko prawej krawędzi jezdni” czyli po „ścieżce”, wyznaczonej przez prawe koła samochodów – zmusza to kierowców do zjechania na sąsiedni pas, gdy chcą mnie wyprzedzić, co przekłada się na to, że rzadziej wyprzedzają „na gazetę”; także mam margines bezpieczeństwa pomiędzy mną a krawężnikiem na studzienki, dziury i podmuchy wiatru.

  • Rower jest świetną alternatywą dla MPK, które systematycznie obniża jakość swych usług podnosząc jednocześnie ceny. ALE bardzo dużo rowerzystów nie ma zielonego pojęcia o przepisach drogowych, albo uważa, że te ich nie dotyczą.
    Przykład z życia wzięty: kiedyś prawie potrąciłem dziewczynę jadącą w nocy pod prąd z czerwonym światłem zamocowanym z przodu roweru.

    • lukasz

      Cale szczescie polscy kierowcy to pojecie maja, dlatego tez mozna na necie spotkac setki nagran aut i ciezarowek jadacych pod prad lub zawracajacych na autostradach i drogach szybkiego ruchu:) ostatnio na obwodnicy krakowa, komus sie pojechalo pod prad…owszem jest wielu rowerzystow, ktorzy nie maja pojecia o przepisach ALE czemu ma sluzyc ten argument? Mysle ze kierowcow nie majacych pojecia o przepisach jest rownie wiele.!Jednych i drugich trzeba edukowac, wiekszy wrecz nacisk polozylbym na kierowcow bo to ich błedy kosztuja zycie najwiekszej ilosci osob, w szczegolnosci postronnych.

  • Najpoważniejszym problemem wciąż jest brak spójnej i bezpiecznej infrastruktury rowerowej, ale zdajemy sobie także sprawę z tego, że rowerzyści ne zawsze bywają święci. Stowarzyszenie KMR prowadzi w tym celu działalność edukacyjną w szkołach: http://ibikekrakow.com/2012/03/04/rowerowe-lekcje-w-twojej-szkole/

  • nie zapominamy także o tych, którzy już jeżdżą, ale potrzebują się doszkolić http://ibikekrakow.com/2012/09/06/cyklolekcja-nowa-pozycja-w-planie-zajec/

  • Problemem jest w dużej mierze ignorancja – ci jeżdżący najgorzej nie będą się chcieli zmienić, bo po prostu nie chce im się. Wciąż jednak popieram z całego serca akcje uświadamiające. Może któregoś ranka obudzimy się w świecie, w którym ludzie wiedzą, że przepisy drogowe są po to, żeby wszyscy mogli sprawnie i bezpiecznie się przemieszczać.

    Czego wszystkim czytającym to życzę w to wigilijne popołudnie:)

  • pg