Zaparkuj na P+R

Zaparkuj na P+R

„Zaparkuj na P+R” – tak odpowiedział mi znajomy mieszkający od urodzenia w Amsterdamie w odpowiedzi na proste pytanie, gdzie w stolicy Holandii najlepiej zaparkować… samochód. Zaraz szybko dodał, że jestem chyba niespełna rozumu, jeśli chcę do A’damu wjechać autem. Wjechałem, bo musiałem. Szybko też zrozumiałem o co chodziło z tym „niespełna rozumu” i konkluzja była zgoła odmienna od tego, co sobie wyobraziłem wychowany w krakowskiej komunikacyjnej rzeczywistości.

Pomyślałem, rzecz jasna, od razu, że miasto jest tak zakorkowane, że nie ma najmniejszego sensu próbować się gdzieś przemieścić samochodem. Jakież było moje zdziwienie, gdy musiałem przejechać w godzinach porannego szczytu ok 8 km między dzielnicami – nie obwodnicą, a środkiem miasta. Jeśli były korki, to rowerowe, ale bardziej nazwałbym je masą krytyczną – tylko taką na co dzień i poruszającą się z prędkością 20-25km/h. Samochody zaś niewiele szybciej toczyły się od jednych świateł do drugich. Powoli ale jechały.

Nawet, gdyby jakiś kierowca z ułańską fantazją miał ochotę poszaleć, to proszę sobie wyobrazić, że w Amsterdamie nie jest to możliwe. Konstrukcja ulic, infrastruktura, zastosowane rozwiązania techniczne po prostu na to nie pozwalają! Ileż to miejsc widziałem, w których krakowska myśl BRD rozłożyłaby bezradnie ręce, a tam DA SIĘ!

Nie spotkacie Państwo pasów ruchu w mieście szerszych niż 2,75m. Dla homo sovieticus to naprawdę traumatyczne doświadczenie, gdy nie ma się pasa jak na autostradzie – 3,75m szerokości. Trzeba tym samym uważać na samochody obok, zwolnić, bo tak podpowiada intuicja, a do tego uważać na tych cholernych pieszych i rowerzystów, którzy są wszędzie.

Ponadto chodniki, drogi dla rowerów, pasy tramwajowo-autobusowe – wszystkie wyniesione! Skręt w ulicę poprzeczną-osiedlową nie jest możliwy bez zwolnienia swojego stalowego rumaka do prędkości 10km/h, bo w przeciwnym razie podskoczymy na DDR i/lub chodniku, które są o kilkanaście (!) centymetrów nad poziomem jezdni.

A już skręt w lewo w taką ulicę, z uwzględnieniem tramwajobuspasa (również wyniesionego ale na nieco inna wysokość niż chodnik, czy DDR) gdzie należy przepuścić w kolejności: tramwaj/autobus, samochody jadące w przeciwnym kierunku, rowerzystów, pieszych, do tego wykonując po drodze dwie ‘hopki’ na wyniesionych obszarach – doświadczenie wprost niezapomniane. Uwierzcie mi, że dopiero w tym momencie naprawdę zrozumiałem, co miał mój znajomy na mysli używając sformułowania “niespełna rozumu”. Jak lubię jeździć samochodem, tak naprawdę tym razem z ulgą odetchnąłem, gdy odstawiłem go na jeden z kilku parkingów P+R i przesiadłem się na komunikację miejską (na marginesie – ileż och i ach można by wydać z zachwytu nad tąże, zwłaszcza w porównaniu z krakowską, która lata świetności ma już, niestety, za sobą).

Na koniec konkluzja, jaka nasunęła mi się obserwując ruch w godzinach szczytu w Amsterdamie – co by było, gdyby ci wszyscy ludzie, ta codzienna masa krytyczna, przesiadła się z rowerów do samochodów? Co by było? Kraków by był!

  • Krzysiek.

    Swietna robota, tylko czy ‚wiedzacym lepiej’ otworzy to oczy?
    oni pewnie mysla, ze w Holandii trup na ulicy sciele sie gesto przez takie rozwiazania

    • Krzysztof Ryba

      Tak, jak napisałem – krakowska myśl BRD wie lepiej. Używa do tego bardzo mocnych argumentów – „tu jest Kraków, nie Amsterdam!”. Zawsze mi się wtedy nasuwa myśl, że w Krakowie wg tych wszystkich „speców” od bezpieczeństwa na garnuszku miasta pieszy (i rowerzysta) może zginąć. Byleby zginął zgodnie z przepisami!

  • tramwajem

    O tak, Amsterdam to niezapomniane przeżycie. Szukałem miejsca oddalonego zaledwie 1,5 km od obwodnicy. Po pół godzinie krążenia autem w kółko nie wytrzymałem i wysiadłem. Dojście na nogach pod właściwy adres zajęło mi 10 minut :)

    Moja skromna rada dla wszystkich wybierających się do A’damu – patrzcie na kolor rejestracji samochodów, którym zajeżdżacie drogę. Jeśli jest żółta (holenderska) – wszystko w porządku. Jeśli nie – musicie uważać, bo obcokrajowcy nie rozumieją, że to oni dostaną mandat :)

  • AndrzejO

    Krzysiu, a czego tym blaszakiem w Amsterdamie szukales? Meble woziles? :)

    Mnie, jako wyczulonego rowerowca w Amsterdamie urzeklo, procz tych typowych, wielokrotnie przez innych opisywanych, kilka scen i widokow. Liczne patrole policyjne na rowerach, nieprawdopodobnie geste, wielopietrowe hałdy rowerow w okolicach dworca (jak znalezc swoj doprawdy nie wiem) i tlumy rowerzystow udajacych sie na nocne pojadanie i drinkowanie do licznych kafejek i restauracji w starej czesci miasta. Jakos zaden policjat nie czyhal na nich z balonikiem po wyjsciu z knajpy.

    • zuzanna

      Policja czyha na rowerzystow ale z innego powodu.. widzialam juz kilka razy jak na wyrywki brali rowerzystow z ulicy aby…. sprawdzic czy maja sprawny rower!! czy hamulce dzialaja czy swiatla dzialaja itd… szok ;) i taka prace policji rozumiem bo faktycznie poprawia to bezpieczenstwo a nie rozdawanie kamizelek odblaskowych i kasow

    • mg

      Pierwsza i jedyna kontrole trzeźwości miałem spiesząc się przed zamknięciem Galerii Krakowskiej. Było to na ulicy szlak i byłem tak zaskoczony zatrzymaniem, że nie zwróciłem uwagi na nie przepisowe zatrzymanie tj policjant wychodzący z lizakiem miedzy samochodów 5 metrów przede mną. A jeszcze większe zdziwienie – kontrola trzeźwości na chuch!

      • Hubert

        @mg: całkiem normalne, przepisy nie wykluczają takiej możliwości.

    • Krzysztof Ryba

      Andrzeju – prawie zgadłeś z tymi meblami. Niestety – ku ogólnemu smutkowi moich przyjaciół w ZIKiT jeszcze z Krakowa się nie wyprowadzam. Jeszcze ;-)

  • zuzanna

    Tak jak pisalam w innym watku, w Holandii w razie wypadku kierowca auta jest by default winny i on musi udowadniac ze to nie jego wina. W Polsce to rowerzysta musi udowadniac ze nie PĘDZIŁ pod kola auta.. specjalnie! ;)

    • Krzysztof Ryba

      Bo w Holandii rowerzyści nie pędzą pod koła aut! Jadą max 5km/h i wszędzie ustępują szanownym samochodom.

      Myślę, że taką Holandię widział krakowski, samozwańczy specjalista od BRD na literę D. Każdy widzi to, co chce.

      • zuzanna

        No jesli jezdzil tylko po obwodnicy AMS (bojac sie zapuscic do jaskini zla i wystepku) to moze i to widzial ;)

  • Deltar

    Ech, wspomnienia. Mieszkałem tam przez pewien czas :) W samym centrum red light district :D

  • januhhh

    „co by było, gdyby ci wszyscy ludzie, ta codzienna masa krytyczna, przesiadła się z rowerów do samochodów? Co by było? Kraków by był!”

    Jakże smutna, a jakże zarazem prawdziwa konkluzja!

  • to te ‚leśne dziady’, które wystawiły bloko-kamienicę na Krótkiej, od lat zastanawiam się komu opłacało się postawić budynek150 m od I obwodnicy Krakowa, tuż przy Starym Kleparzu i zabić go dechami