Przeciw kulturze silniejszego

Przeciw kulturze silniejszego

Wyobraźmy sobie plac zabaw, na którym od zawsze bawią się małe dzieci. Pewnego dnia dołącza do nich starsze, większe i silniejsze dziecko. Nie celowo, ani nie ze złośliwości, nowy przybysz robi czasem krzywdę pozostałym dzieciom – po prostu dlatego, że jest większy i silniejszy. Z czasem zaczyna pojawiać się w piaskownicy coraz więcej starszych dzieci.

Tak właśnie wyglądają nasze miasta. Rozwiązania problemu (kiedy już zgodzimy się co do tego, że nieumyślne robienie krzywdy małym dzieciom przez większe jest problemem) są w zasadzie trzy: możemy usunąć z piaskownicy małe dzieci, przepędzić duże dzieci albo „okiełznać” te ostatnie, żeby zminimalizować ryzyko uczynienie krzywdy maluchom. Czwarta potencjalna opcja, wedle której należy nauczyć małe dzieci by bardziej na siebie uważały jest mrzonką, nie wartą nawet uwagi.

Nikt już chyba nie łudzi się, że można całkowicie pozbyć się z miast samochodów. Najłatwiejszym wyjściem wydaje się usunięcie z ulic (placu zabaw) niechronionych uczestników ruchu (małych dzieci) – odgrodzenie ich od dróg na których poruszają się samochody, budowa kładek i przejść podziemnych. Filozofia „separacji” obowiązywała na Zachodzie przez 40 lat od późnych lat ‚1940’ do ‚1980’, ale została zarzucona gdy na jaw wyszły jej podstawowe wady: coraz większy apetyt „dużych dzieci” na przestrzeń „do zabawy”, koszty i degradacja przestrzeni publicznej.

Nie można sprowadzać problemu tylko do tego, czy da się w taki sposób zorganizować przestrzeń, aby kierowcy i niechronieni uczestnicy ruchu, mówiąc kolokwialnie, „nie wchodzili sobie w drogę”. Założenie „ulice przyjazne dla pieszych i rowerzystów, ale TYLKO JEŚLI nie pogorszy to warunków jazdy samochodem” to jawna dyskryminacja. Wybór sposobu działania ma tak naprawdę charakter cywilizacyjny i etyczny. Należy zastanowić się, czy to sprawiedliwe zakazać maluchom wychodzenia z domu czy bawienia się tylko na niektórych huśtawkach? Czy można zmuszać ich do nadkładania drogi i wspinania się po schodach w górę i w dół? Te „maluchy” to przecież także rodzice z wózkami, dzieci, osoby starsze i inwalidzi. Dlaczego to oni mieliby płacić cenę za sprawne poruszenie się samochodem po coraz bardziej zakorkowanych miastach?

W odróżnieniu od wschodu, cywilizacja zachodnia przyjęła dawno temu za zasadę ochronę słabszego przed silniejszym, nie odwrotnie. Na takim fundamencie budowane jest nasze prawo, porządek polityczny, kultura. Zatem to większy i silniejszy powinien ustąpić pierwszeństwa mniejszemu. Silniejszy nie potrzebuje ochrony, bo zawsze takimi czy innymi metodami da sobie radę, a więc aparat państwa służy ochronie słabszych: uczciwych ludzi przed przestępcami, obywateli przed nadużyciami ze strony władz, konsumentów przed koncernami, petentów przed arogancją i wszechwładzą urzędników. To na ile tę dyrektywę daje się w praktyce zrealizować decyduje dziś o naszej pozycji w Europie. Niestety, tak jak biznes i polityka są przesiąknięte w wielu obszarach nepotyzmem, korupcją i „kolesiostwem”, które są przejawami władzy silniejszego, tak na naszych ulicach rządzi silniejszy.

Kontra, jakiej się spodziewam sprowadza się do argumentu „No, ale przecież wszyscy jeżdżą samochodami”. To stwierdzenie jest jednak z gruntu fałszywe. W przypadku Krakowa trzydzieści kilka procent mieszkańców używa samochodu jako podstawowego środka komunikacji, zdecydowana większość korzysta z komunikacji miejskiej. Dość powiedzieć, że co miesiąc sprzedaje się w naszym mieście 470.000 biletów okresowych. Kilka-kilkanaście procent wsiada czasem na rower. Natomiast wszyscy bywają pieszymi. Właśnie wśród tych ostatnich największy jest odsetek osób wymagających troski i ochrony. Jeśli w naszych miastach im będzie się żyło dobrze, to wszystkim innym także.

Często zarzuca się aktywistom, którzy walczą o redystrybucję przestrzeni w miastach, protestują przeciw szkodliwym ich zdaniem inwestycjom w rodzaju wielopoziomowych skrzyżowań, estakad i kładek itd., że hamują nasz rozwój i upierają się przy swoim na zasadzie „bo tak”. W istocie wybór konkretnych rozwiązań technicznych ma drugorzędne znaczenie, istotniejsze jest wyraźne opowiedzenie się po stronie słabszych.

Kameleon - gad z grupy jaszczurek, słynący ze zdolności do zmiany ubarwienia, długiego języka i oryginalnych kształtów ciała (żródło: Wikipedia). Występuje w zielonym.

  • BIKEra!!!

  • Dominik Warmuz

    Oczywiście po stronie słabszych. Mam nadzieję, że poprzecie mnie w walce z pociągami zabijającymi kierowców, wprowadźmy przejazdy samochodowe zamiast kolejowych. No i te duże autobusy wyjeżdżające z przystanków z pierwszeństwem. Trzeba z tym jak najszybciej skończyć. Świetny artykuł, dziękuję w imieniu kierowców.

  • Dominik Warmuz zawsze można liczyć na Twoje trollowanie :)

  • Dominik Warmuz

    Nazywaj to jak chcesz. Fakt jest faktem, że hipokryzja i oportunizm bije z tego artykułu.

    • kameleon

      Hipokryzja i oportunizm? Coż mogę powiedzieć na taki zarzut? :) Lekarzu lecz się sam.

  • Politykę zapewniania bezpieczeństwa niechronionym zastosowaną przez wszystkie państwa, które królują w rankingach BRD nazywasz hipokryzją i oportunizmem, a masowe zabijanie pieszych przez kierowców to dla Ciebie normalność. Ciekawe …

  • Dominik Warmuz

    Mam wrażenie Adam, że czytasz i nie rozumiesz. Może robisz to zbyt powierzchownie? Zgadzam się z założeniami artykułu. Nie zgadzam się z ich argumentacją.Tym razem kierowcy są „źli”, bo mają niepohamowany apetyt na przestrzeń publiczną. To ja zapytam jaki apetyt mają rowerzyści? Jaki procent ludzi ma Twoim zdaniem korzystać z roweru byś uznał, że Twoja misja jest spełniona? 50%? A czemu nie 51%? 80%? A czemu nie 81%? 100%? Czyli masz niepohamowany apetyt na przestrzeń? Nie ma w tym artykule wizji konkretnych rozwiązań „upchania” w ograniczonej przestrzeni autobusów, samochodów, rowerów i pieszych w myśl idei zrównoważonego transportu. Jest za to nagonka na kierowców za sam fakt bycia kierowcą – hasełko, że „nikt już chyba nie łudzi się, że można całkowicie pozbyć się z miast samochodów”. Czyli ktoś chciał? Ktoś dalej chce?

    Zatem podsumowując – w moim komentarzu chodzi TYLKO o problem ukazywania tych samych cech jako dobre i złe, w zależności czy tę cechę posiada kierowca, czy rowerzysta, czy pieszy. Pytam więc gdzie jest to zrównoważenie, skoro wszyscy uczestnicy ruchu chcą wszystko?

    • Ziom

      „Mam wrażenie Adam, że czytasz i nie rozumiesz.”

      To u niego normalne. Tak samo jak to, że żadne racjonalne argumenty do niego nie docierają, o ile stoją one w sprzeczności z jego poglądami.

    • AndrzejO

      Adam zapewne ma swoje wizje i marzenia, ale ja moge odpowiedziec za siebie. Mnie, staremu Krakusowi, bardzo doswiadczonemu kierowcy i rowerzyscie, marzy sie procent jezdzacych na codzien po miescie na rowerze w okolicy 20%. Dlaczego tyle? Bo to niewiele wiecej niz w tej chwili w bogatym i sytym Monachium, do pewnego stopnia niemieckim odpowiedniku Krakowa.

  • ah, te pociągi parkujące bezczelnie na chodnikach…

  • Dominik Warmuz

    @Grzegorz Konrad Marek zawsze można liczyć na Twoje trollowanie :)

  • ja bym powiedzial raczej, ze Grzegorz Konrad Marek ma bardzo dobre poczucie humoru

  • Dominik Warmuz kiepsko u Ciebie z podstawowymi matematyki. Zobacz sobie dane dotyczące tego jaką terenochłonność mają poszczególne formy transportu i nie ośmieszaj się więcej. Odsyłam do definicji pojęcia „zrównoważony transport”

  • Dominik Warmuz

    No cóż, każdy ma jakieś słabe strony, nawet ja… Choć nie zgodzę się by matematyka nią była. Natomiast Twoją zapewne jest umiejętność rozmowy „na temat”. Adam, mówimy o artykule, tylko o nim, przyjmij to do wiadomości i zrozum to!

    Terenochłonność nie ma NIC do rzeczy w przypadku, gdy jedna z tych form chce 100%. Dlatego pytam – ile osób ma jeździć na rowerze (weźmy Kraków) żebyś uznał, że spełniłeś się jako aktywista rowerowy? Umiesz odpowiedzieć na to proste pytanie? O konkret proszę – jaki jest Twój cel? Skoro jesteś takim racjonalistą na jakiego się kreujesz i co często podkreślasz – podaj liczbę.

  • Toponomaka

    Jeśli o mnie chodzi, to nie miałbym nic przeciwko temu, żeby w Krakowie było 100% rowerów (to odnośnie tego, ile ich ma być, żeby misja tzw. rowerowych aktywistów była spełniona). Byłoby cicho, luźno, przyjemnie, zdrowo. Wiem, że to nierealne, ale marzyc wolno. Kłócimy sie niepotrzebnie – pan Dominik doskonale wie, o co chodzi w artykule, argumenty wcale nie są z kosmosu, no ale jemu też wolno porobić sobie hece. Niech ma.

  • zgodnie z kartą brukselską. A potem to się zobaczy. Planowanie w perspektywie lat 20-30 to bezsens

  • Lukasz

    Fajny artykuł, ale osób typu Pan Dominik Warmuz on nie przekona. Wiem, że na zachodzi polityka transportu zrównoważonego jest bardzo rozwinięta i należy z niej korzystać, ale mimo wszystko w celu przekonania kierowców aut do racji rowerzystów i pieszych należy cofnąć się do argumentacji zachodnioeuropejskiej sprzed 20-30 lat kiedy tam opór kierowców był rownie wielki jak obecnie u nas, a przedstawiciele władzy niekoniecznie byli specjalistami w zakresie zrównoważonego transportu. Bardzo mocno popieram dzialania iBikeKrakow, bo dzieki temu i mnie będzie się jezdziło lepiej, ale fajnie byłoby skończyć te głupawe zrzucanie odpowiedzialności na 2 strone za wszelkie zło. Obie grupy maja wiele na swoim sumieniu, zarówno kierowcy jak i rowerzyści. Co konkretnie wszyscy wiedzą więc pisać nie będe. Może dobrym punktem wyjścia będzie zastanowienie się czy aby na pewno ja (jako kierowca czy też rowerzysta) zachowuję się tak jakby oczekiwała tego odemnie 2 strona. Skoro jako kierowca wymagam od rowerzysty żeby nie zeskakiwał z chodnika bezpośrednio na ulicę, albo przejeżdzał przez pasy nie schodząć z roweru, to sam nie będę wyprzedzał rowerzysty na pełnej prędkości w odległości 40cm i nie będę wyprzedzał rowerzysty po to żeby po 30 metrach skręcić w prawo! Albo na odwrót skoro jako rowerzysta chcę aby kierowca zwalniał i wyprzedzał mnie w przepisowej bezpiecznej odległości to ze swojej strony nie będe zeskakiwał bezpośrednio na drogę z chodnika i nie będę jezdził po pasach na rowerze (takie jest prawo, choc uważam, że powinno być zmienione). Innym tematem jest to co nasz kochany UM robi aby popularyzować rower i uczulić kierowców na bezpieczeństwo – niestety robi nic albo bardzo nie wiele, a to też nie pomaga.

    Na koniec dodam, że i tak w ciągu ostatniego czasu nastąpiła pewna zmiana mentalności w obu grupach i na drodze jest mimo wszystko coraz lepiej. Kierowcy przyzwyczajają się, że nie są sami, a rowerzyści, że im nie wszystko wolno. Powoli zajedziemy do celu. Szybciej by było jakby władza pomogła ale na to cieżko liczyc!

    Pozdrawiam rowerzystów, a kierowców zachęcam do spróbowania jazdy na rowerze, gwarantuje, że do auta spowrotem nie będziecie chcieli wsiadać:)

    • Mavors

      Tyle, że rowerzysta swoim zachowaniem nikogo nie zabije, bo nie prowadzi >1000kg pojazdu, tylko rower o wadze w porywach 15 kg. Wiem że są przykłady skrajnej głupoty rowerzystow, bo sam jeżdżę po Krakowie codziennie ok. 30 km i się napatrzyłem na takich głupków leśnych. W każdej grupie są idioci, w śród rowerzystów też.

      Trzeba jednak pamiętać o tym, że to realne zagrożenie dla życia innych uczestników ruchu nie stanowią rowerzyści, tylko samochody, bo poruszają się szybciej i mają dużą większą wagę (pęd jakiś 200-400 razy większy) i to oni powinni uważać na innych, bo mają w rękach narzędzie, które przy kaskaderskiej jeździe można bardzo łatwo spowodować kogoś śmierć, czy trwałe kalectwo! Patrz np. nagminne wyprzedzanie na przejściach dla pieszych.

  • Kilka lat temu, kiedy przesiadłem się z auta na rower „wojujące” artykuły aktywistów rowerowych wydawały mi się przesadą. Historia uczy jednak, że aby słabszy dostał malutki kawałek tortu musi żądać całej cukierni.

    Kiedyś kobiety nie miały praw wyborczych, możliwości nauki na uniwersytetach itp. i większości ówczesnych społeczeństw taki stan wydawał się normalny. Sufrażystki były wykpiwane, potępiane, ośmieszane a jednak wywalczyły kobietom prawa, które dzisiaj wydają się istnieć „od zawsze”

    Dlatego, mimo że czasem mam mieszane uczucia co do żądań szeroko rozumianego środowiska rowerowego, to jednak mam wiele szacunku dla osób, którym chce się zabiegać o coś, prosić czy żądać choć wiedzą, że nie robią tego dla siebie tylko dla przyszłych pokoleń.

    Brawo kameleon.

  • Czy artykuł jest dobrze napisany, czy nie, za kilkadziesiąt lat nasze dzieci/wnuki będą łamać sobie głowę i zastanawiać się „dlaczego oni byli tacy głupi!” Równie dobrze moglibyśmy używać pochodni zamiast żarówek ledowych, w taki sam sposób bylibyśmy zacofani jak projektując nasze miasta tylko z myślą o tym żeby samochody jeździły – bez celu. Kraków to nie tor wyścigowy, kiedy większość osób które i tak nie używają samochodów to zrozumieją i przestaną wybierać kretynów??

    • Mavors

      Władze inwestują w samochody, bo
      1) sami są wygodni i nimi jeżdżą
      2) nie mają poparcia władz centralnych, które mają interes w tym, żeby mieć wpływy z podatków (połowa ceny paliwa to podatki!)
      3)są zacofani, nie jeżdżą po świecie
      4) nie mają wiedzy o zdrowej urbanizacji, wypowiadają się na tematy w związku z którymi nie mają odpowiedniego wykształcenia, czy nawet podstawowej wiedzy.

  • Nie wiem, czy do konca tutaj pasuje, ale chyba najbardziej. A jak zobaczylem naglowek w TVN24.pl to sie zlapalem za glowe i zaczalem sie zastanawiac, czy tak powinno wygladac „spokojniej”:
    36 zabitych, prawie 2 tysiące pijanych. „Było spokojniej niż w ubiegłym roku”
    http://www.tvn24.pl/36-zabitych-prawie-2-tysiace-pijanych-bylo-spokojniej-niz-w-ubieglym-roku,286742,s.html

    • ptysiek

      Spokojniej, bo to daje ok. 7 trupów na dzień a w skali roku mamy ok. 11 zabitych dziennie.