Policja i MORD torpedują dwukierunkowy ruch rowerowy

Policja i MORD torpedują dwukierunkowy ruch rowerowy

Wspierany przez Kraków Miastem Rowerów, prowadzę obecnie z ZIKiT rozmowy ws. dopuszczania na ulicach jednokierunkowych ruchu pod prąd bez kontrapasa, w sytuacji gdy mamy mniej niż 3,75 metra szerokości wolnego pasa ruchu. O dziwo głównym oponentem nie jest wcale ZIKiT, ale para Marek Dworak z Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego (MORD) i Witold Norek z Policji. Obaj panowie kwestionują bezpieczeństwo takiego rozwiązania, twierdząc, że im „chodzi tylko o bezpieczeństwo statystycznego rowerzysty”.

Zmuszanie do jazdy arterią
Pan Dworak twierdzi że zamiast „niebezpiecznie” pod prąd lepiej jechać „bezpiecznie” na około tak jak reszta samochodów. O jakich „bezpiecznych objazdach” mowa? Aleja Adama Mickiewicza, Aleja Juliusza Słowackiego, Aleja płk. Władysława Beliny-Prażmowskiego, Aleja Zygmunta Krasińskiego, Bolesława Limanowskiego, Brodowicza, Bronowicka, Grota – Roweckiego, Grzegórzecka, Józefa Dietla, Kobierzyńska, Kościuszki, Krakowska, Mackiewicza, Marii Konopnickiej, Mogilska, Prądnicka, Starowiślna, Wielicka i Zwierzyniecka. Na wszystkich tych ulicach moglibyśmy mieć bezpieczną, przynajmniej częściową alternatywę w postaci ulicy z legalnym ruchem pod prąd w strefie uspokojonego ruchu, ale jej nie mamy. Analiza SEWiK wykazuje, że na ww. ulicach na odcinkach gdzie równolegle mogłaby istnieć alternatywa doszło w 2011 do 22 zdarzeń, w których lekko rannych zostało 7, a ciężko 3 rowerzystów. W samym tylko 2011 roku mamy więc 10 ofiar braku powszechnego dopuszczenia ruchu rowerów w obu kierunkach na ulicach jednokierunkowych. Oczywiście legalizacja ruchu pod prąd nie wyeliminowałaby wszystkich tych wypadków, ale na pewno znacznie ograniczyłaby ich liczbę. Czy zgodzicie się, że moralna wina za obecny stan rzeczy i krew tych ludzi spada na wszystkie osoby, które przyczyniły się do tworzenia przeszkód dla legalizacji ruchu rowerów pod prąd w Krakowie?

Niebezpieczne lewoskręty
Z zażenowaniem wysłuchałem tezy Marka Dworaka, że lewoskręty nie są problemem dla rowerzystów. Przeczą temu fakty w postaci twardych danych z systemu SEWiK: Zmuszenie rowerzysty do manewru skrętu w lewo, który jest jednym z najbardziej niebezpiecznych manewrów jakie wykonuje rowerzysta (8% wypadków z udziałem rowerzystów i 11% wypadków śmiertelnych) nie wpływa na zwiększenie bezpieczeństwa, a nawet przyczynia się do wypadków. Warto spojrzeć na sąsiednie kraje: w celu poprawy bezpieczeństwa lewoskrętów w UE masowo wprowadza się śluzy rowerowe, a przykładowo Duńczycy tak zreorganizowali swoje skrzyżowania, że rowerzysta w większości przypadków wykonuje manewr skrętu w lewo „na 2 razy”, tak by nie być narażonym na niebezpieczny skręt „na 1 raz”. Ale zapewne „głupi” Duńczycy po prostu się nie znają, bo przecież to niemożliwe by Marek Dworak (MORD) i Witold Norek (Policja) kompletnie nie znali się na zagadnieniach, o których wypowiadają się z pozycji tzw. „ekspertów”. Panowie, nie ma co sobie głowy zaprzątać SEWiKiem, jeśli przeczy on wymyślonym przez Panów tezom zabobonom!

Bezpieczniak vs 10 latek
Ulubioną figurą retoryczną każdego bezpieczniaka jest 10 letni rowerzysta. On przecież nie umie jeździć, choć ma kartę rowerową, więc nie poradzi sobie z jazdą pod prąd na ulicy bez kontrapasa. W mniemaniu bezpieczniaka dla bezpieczeństwa dziecka trzeba więc ruchu pod prąd zabronić wszystkim. Bezpieczniak nie pomyśli jednak, że tym samym zmusza 10 latka do jazdy jezdnią np. ul. Dietla, czy do lewoskrętu przez 2 pasy tej ulicy. Jak wiadomo 10-latki świetnie radzą sobie z takimi manewrami, w szczególności bardzo łatwo dziecku obracającemu głowę przez lewe ramię ocenić prędkości 2 sznurów rozpędzonych samochodów. To błahostka w porównaniu do poruszania się na wprost w strefach uspokojonego ruchu. Przecież nasi „eksperci” nie mogą się mylić!

Dwulicowa Policja
Gdy Witold Norek deklaruje że chodzi mu głównie o bezpieczeństwo rowerzystów, to dla mnie jest on po prostu mało wiarygodny, gdyż kilka miesięcy temu Policja negatywnie zaopiniowała pomysł uspokojenia ruchu na łączniku Kotlarska – Podgórska tłumacząc to troską o przepustowość ruchu samochodowego. Wszystko to w miejscu, gdzie codziennie dochodzi do niebezpiecznych sytuacji z udziałem rowerzystów, a co kilka miesięcy dochodzi do wypadków. W tym samym piśmie Policja pisała, że na omawianym przejeździe „wzajemna widoczność kierujących jest ograniczona.” – wszystko to przy braku jakichkolwiek reklam, drzew czy krzaków i zapewnionym trójkącie widoczności. Papier wszystko przyjmie, a nikt nie rozlicza Policji z rzeczy, które wypisuje w pismach. Dlatego w dobre intencje Policji uwierzę dopiero wtedy gdy wykaże się ona realnymi działaniami poprawiającymi bezpieczeństwo rowerzystów.

Chodnikowiec
Nie wszyscy wiedzą, ale Marek Dworak „prawie w każde popołudnie spędza czas na rowerze”. Naprawdę. Może to potwierdzić nawet Marcin Hyła, który widział Pana Marka (lycra, góral, kolarski kaszkiet i ciemne okulary) jadącego rowerem po chodniku na Alei Juliusza Słowackiego w Krakowie. Jedzie legalnie, tylko trochę dziwne, że jako „ekspert” sam boi się jeździć po jezdni. Nawet bym mu ten chodnik wybaczył, gdyby nie to, że zakrawa na hipokryzję, że ta sama osoba blokuje dopuszczenie ruchu pod prąd bez kontrapasa na ulicach jednokierunkowych równoległych do Alej np. Gzymsików, czy Lubelskiej, a jednocześnie jedzie rowerem po wąskim, 1,5 metrowym (bo reszta zajęta przez samochody) chodniku z dużym natężeniem ruchu pieszego. Ale cóż: jacy eksperci – takie bezpieczeństwo.

Marku Dworaku i Witoldzie Norku! Może źle Was oceniłem, ale spróbujcie polemiką wytłumaczyć mi jakim cudem jazda „na około” przez arterię z dużym ruchem samochodowym i niebezpiecznymi skrętami w lewo jest bezpieczniejsza niż jazda w strefach uspokojonego ruchu z ruchem pod prąd, dla którego nie odnotowano problemów z bezpieczeństwem. Macie SEWiK, macie zagraniczne publikacje z zakresu bezpieczeństwa ruchu drogowego i jeśli naprawdę można zwać Was ekspertami taka polemika to dla Was pestka.

Od urodzenia w Krakowie. Absolwent Wydziału Inżynierii Elektrycznej i Komputerowej Politechniki Krakowskiej. Związany ze Stowarzyszeniem Kraków Miastem Rowerów, oraz Stowarzyszeniem Przestrzeń-Ludzie-Miasto. Pierwsza publikacja na ibikekrakow: 17 marca 2010. Zainteresowania: - rowerowe BRD (edukacja, walka z mitami, SEWiK), - ruch pod prąd (animator akcji "Rowerem legalnie pod prąd"), - przewóz dzieci, - edukacja ws zanieczyszczeń, - promocja: Kraków na skróty, Rower mój środek transportu, - przyczepki, rowery cargo, rowerem na zakupy, rower i handel, - rowery w liczbach, statystyki, - zrównoważony transport (budżet), - sprzeciw wobec promowania i obligatoryjności kasków, - zmiana przepisów dla nietrzeźwych rowerzystów, - polityka parkingowa (w tym płatne parkowanie, parkowanie i handel), - transport zbiorowy,

  • Deltar

    Co poradzić na beton? Mojżesz wędrował 40 lat po pustyni po to, żeby wymarło pokolenie pamiętające niewolę egipską. U nas musi wymrzeć pokolenie pamiętające komunę by coś się zmieniło. Wracając do tematu ruchu „pod prąd”. Dopuszczenie go było by zalegalizowaniem obecnej praktyki. To tak jak z migającym oświetleniem. Z ruchem „pod prąd” sprawa jest o tyle poważna, że legalizacja stworzyła by furtkę prawną dla rowerzysty przy ewentualnej kolizji, a tak wina zawsze leży po jego stronie.

    • Oczywiście, że byłoby legalizacją, co więcej, kierowcy już są do tego przyzwyczajeni. Nie zdarzyło się, żeby na mnie ktoś trąbił, gdy jechałem pod prąd nielegalnie. Jakoś nikt nie ma do mnie o to pretensji, co więcej, robią mi kierowcy miejsce.

      Mogę podać kilkanaście przykładów z Krakowa, gdzie rowerzyści jeżdżą masowo nielegalnie pod prąd, i nie ma problemu. A gdzie ja się dopuszczam złamania przepisów, to nie powiem ;-)

      • AndrzejO

        Ja tez nie powiem, gdzie sie dopuszczam. :) Nie tylko jadac pod prad. Biorac pod uwage moja krotka trase do pracu (2 km z hakiem), lamie je kilkanascie, a niekiedy moze i kilkadziesiat razy. I nie mam poczucia winy. Ba, raczej swiadomosc, ze postepuje roztropnie, a na pewno bezpiecznie. W tych kilku powazniejszych wypadkach w jakich uczestniczylem w zyciu rowerowym, znajdowalem sie w pozycji 100% zgodnej z przepisami.

      • ulra

        Dokładnie, też to zauważyłam, i zdarza mi się łamać przepisy i jechać pod prąd (pewną ulicą, prowadzącą do mojego mieszkania – mogłabym przejechać zgodnie z przepisami nadkładając sporo drogi, a na koniec pokonywać lewoskręt na ruchliwej ulicy, a ulica jednokierunkowa, którą jeżdżę pod prąd ma z 5m szerokości – choć mogę się mylić, nie mam miary w oczach, z samochodami parkującymi po obu stronach ofc., kontrapas natomiast jest tam sukcesywnie i skutecznie blokowany), ostatnio jechałam nawet tak pod prąd w kolumnie 3 rowerzystów, zupełnie niezależnych od siebie…

      • ulra

        ok, sprawdziłam na mapie – ulica ma 9 metrów szerokości, hehe. coś nie tak z moim okiem ;-)

      • rbk

        Olszańska, czy równie śmiertelnie niebezpieczna Kielecka?

  • Olek Olkuski

    najpierw musieliby poinformować miliony kierowców o tym, że rowerzysta ma prawo do jazdy pod prąd na jednokierunkowej. Póki co zgadzam się z Panami, że nie jest to bezpieczne rozwiązanie….:/
    edit: ale to nie znaczy, że nie korzystałbym z takiego rozwiązania ;)

  • Olek Olkuski przecież kierowca by wiedział bo ma znak T-22. Litości, mówmy o legalnym oznakowaniu

  • przecież w Krakowie takie rozwiązanie jest dopuszczone od chyba 1999. Jak nie dłużej …

  • Olek Olkuski

    okey, oznakowanie swoją drogą, ale jeśli kierowca nie ma na jezdni namalowanego kontrapasa (kontrapasu?) to nie zwróci uwagi na ten znak. Większość kierowców jeździ na pamięć, a pozostała część nie pomyśli, że połączenie znaków D-3 i T-22 informuje o tym, że rowerzysta może jechać pod prąd. Poza tym ciągle większość kierowców ma rowerzystów za wrogów i żaden znak tego nie zmieni :/

    ps-idę na rower ;]

  • btw: w ostatnim programie dworak mówił: rowerzyści! nie jedźcie po jezdni tam gdzie jest poduszczone 70km/h! jedźcie chodnikiem. po czym przenosimy się na 29listopada i „rowerzyści rozjeżdżają pieszych na chodnikach” ;d rowerzyści na księżyc!

  • Pewnie, że jazda pod prąd jest niebezpieczna. Ale faktem jest, że na alejach wcale nie jest najbezpieczniej. Różnica polega na tym, że taki kierowca na alejach (nieważne czy jest z Krakowa, czy jedzie przejazdem) wie, że na tej drodze mogą być rowerzyści/cykliści. Założę się, że gdyby wprowadzić jazdę rowerem pod prąd bez kontrapasu, to znaczna większość osób nie miałaby o tym pojęcia i w najlepszym razie rowerzysta zostałby obtrąbiony.

    Jak tak bardzo autor artykułu twierdzi, że to by było bezpieczniejsze to niech zbierze grupę ochotników, zamontuje im kamerki i puści, żeby sobie pojeździli pod prąd. Zobaczymy jaki byłby efekt. Od razu mówię, że do takiej inicjatywy się nie zgłoszę z uwagi na moje zdrowie i życie ;)

    Moim zdaniem milion razy rozsądniejsze jest robienie kontrapasów. Jeśli jest tylko na tyle miejsca, to jest to lepsza opcja. A jak nie ma miejsca, to jak się ma rower z samochodem zmieścić skoro większość tych jednokierunkowych dróg pełni rolę parkingów.

    • KubekWP

      „Jak tak bardzo autor artykułu twierdzi, że to by było bezpieczniejsze to niech zbierze grupę ochotników, zamontuje im kamerki i puści, żeby sobie pojeździli pod prąd. Zobaczymy jaki byłby efekt. Od razu mówię, że do takiej inicjatywy się nie zgłoszę z uwagi na moje zdrowie i życie ;)”

      Gdybyś przejrzał komentarze pod artykułem, przekonałbyś się, że spora grupa „ochotników” (ja również) już od dawna w taki sposób jeździ i jakoś żyją.

  • Olek Olkuski

    @ Grzegorz Konrad Marek – chętnie zobaczę na to przepis – i nie, że się czepiam, tylko nie mam o tym zielonego pojęcia i nie wiem gdzie to jest zapisane.

  • tyle tylko, ze do kolizji nie dochodzi. badania niemieckie, na ktore powoluja sie nawet Dunczycy (wspomina o tym dr Kopta), jazda ‚pod prad’ jest bezpieczniejsza dla rowerzysty niz jazda zgodnie z ogolnym ruchem.

    • Deltar

      Pojawia się więc pytanie: czego boją się wspomniani wyżej panowie, że tak bardzo sprzeciwiają się dwukierunkowości na drogach jednokierunkowych?

      • Ja wiem, ja wiem! Panowie „eksperci” słusznie obawiają się rowerzysty jadącego legalnie – takiemu wydaje się, że ma „prawo” jechać, gorzej, uważa, że ma takie same prawa jak samochód! Zgroza do kwadratu!

        A taki nielegalny, jedzie sobie w strachu, by go nie nakryli, ustępuje, i w ogóle zna swoje miejsce. Jakby jeszcze postawą i zachowaniem przepraszał za to, że ośmiela się jeździć rowerem, to już byłby ideał.

      • rbk

        Nie chce drażnić misiów ale rowerzyści na szczęście coraz częściej włączają myślenie i (co by pan Dworak, czy policjant nie opowiadali jakie to niebezpieczne) wybierają pod prąd jednokierunkową zamiast alternatyw, na których kierowcy jeżdżą „szybko i bezpiecznie” :/

    • bogdan

      Skoro do takich kolizji nie dochodzi, to skąd berlińscy policjanci mają doświadczenie z tego rodzaju zdarzeniami i to tak duże, że pan dr Kopta chciałby ich do nas zaprosić, by podzielili się nim z naszymi niedoświadczonymi w tym zakresie stróżami prawa ?

      • AndrzejO

        @bogdan, z logika krucho. Jesli nie dochodzi, to znaczy, ze brak powodow do tego by dochodzilo. I na pewno powodem nie jest jazda rowerzysty pod prad, bo tam ma ona nagminnie miejsce. CBDU. :)

        Nie wypowiadam sie co do meritum, tez mam watpliwosci, ale warto rozumowac logicznie.

        Tak czy tak, wczesniej czy pozniej czeka Ciebie, mnie i wszystkich nas, czy sie to nam podoba czy nie, prosta regula, juz obowiazujaca w wiekszosci krajow zachodnich. W kolizji samochod rower, winny jest zawsze kierujacy samochodem. I zapewniam Cie, ze to nie my bedziemy uczyc w tej dziedzinie innych Europejczykow naszych zasad.

      • AndrzejO

        @bogdan, A przeczytaj zdanie, ktore komentowales. Moj wpis odnosil sie do calosci, a nie tylko Twojej, wyrwanej z kontekstu uwagi. „Jazda ‘pod prad’ jest bezpieczniejsza dla rowerzysty niz jazda zgodnie z ogolnym ruchem.” – tak wynika z badan dunskich i niemieckich. Takie wiec maja doswiadczenia z braku zderzen, a wiec jazda pod prad rowerzystow nie jest przyczyna owych zderzen, do ktorych nie dochodzi, a wiec… warto zaprosic owych panow by nam to i owo w tym zakresie wytlumaczyli. :)

        Tobie to trzeba wszystko kawa na lawe, jak dziecku. :)

      • Adam Łaczek

        Po pierwsze to w badaniach jest mowa że do takich zdarzeń dochodzi rzadziej (kolizji), a do wypadków w ogóle nie dochodzi – to jest różnica.

  • Adam Łaczek: taki znak T-22 w Krakowie, gdzie niektórzy instruktorzy nauki jazdy uczą kursantów, że po alejach nie wolno jeździć rowerem, jakoś nie sprawia, że czułbym się bezpiecznie jadąc pod prąd. No i skoro taki znak by był zawieszony, to z jakiej paki miałby nie być namalowany kontrapas?

  • ale przecież już tak jest! na chałubińskiego, na grodzkiej(między poselską a franciszkańską), na małym rynku, na szewskiej, na karmelickiej (sic!). nie mówiąc o całym starym mieście w gdańsku :D
    a pana @wojciecha wantucha odsyłam do opracowania gddkia na ten temat, tam pisze „z jakiej paki’ ;) dość dokładnie. I że kontrapasy tak ale że są potrzebne przy v=40km/h lub większej.
    e: a już zupełną paranoją jest zamienianie ulic dwukierunkowych (czyli gdzie mogą się mijać 2 samochody) w jednokierunkowe i stwierdzanie że ‚nie ma miejsca żeby sie rower z samochodem minął”

  • Wojciech Wantuch to jak sobie radzisz na Slawkowskiej dla przykladu, skoro tam nie ma kontrapasa wymalowanego. poza tym takie malowanki wcale nie musza byc robione na calej dlugosci ulicy, wystarczylyby przy wlotach skrzyzowan – nizsze koszty.

  • Malwina Rzonca

    Niebezpieczna jest jedynie agresja kierowców a nie jazda pod prąd!!! Prosty przykład ul. Olszańska, jest bardzo szeroką ulicą, bez najmniejszego problemu, czy zagrożenia, można jechać nią pod prąd rowerem, codziennie jeżdżę tą ulicą, teraz już chodnikiem, bo jak jechałam jezdnią pod prąd, to albo ktoś mnie wyzywał, albo straszył mnie, że celowo we mnie wjedzie (takich pojebów niestety nie brakuje). Jakby był przepis, że wolno – to nikomu by już nie przyszło do głowy, żeby tak się zachowywać.

  • imperium kontratakuje!

  • Wojciech Wantuch ja tam regularnie jeżdżę pod prąd i jest normalnie. Nikt nie trąbi. A jak sobie radzisz na ulicach gdzie brak oznakowania poziomego? np na Żaglowej (zielony szlak rowerowy) gdzie miejscami jest nawet 2,5 metra a na Podgórzu mamy np dwukierunkową na Z Krasickiego która jest węższa niż częśc jednokierunkowych :)

  • Szczególnie puszczanie rowerzystów Grzegórzecką jest świetnym pomysłem, bo wcale to nie spowalnia ruchu.

    A o jaką ulicę akurat w przypadku Grzegórzeckiej chodzi? Tzn. którędy jadąc pod prąd można by ją ominąć. Ja jak jadę rekreacyjnie, to Grzegórzecką omijam jadąc parkiem na Daszyńskiego.

  • Karol Leon

    Czy autor mógłby przestać pisać o Marku Dworaku „pan Marek”? Domyślam się, że nie znacie się, nie jesteście sąsiadami itp.

  • roberto

    Skręcanie w lewo w Krakowie w biegu ulic Dietla, Alei, Placu Inwalidów czy Opolskiej to jest naprawdę nie lada wyczyn. Taki sam wyczyn jest również w skręcaniu z Czarnowiejskiej w Aleję Kijowską. Tam nikt nie zważa na rowerzystów. Są oni traktowani jak zawalidrogi. A wcale tak nie musi być. Gdyby trochę życzliwości kierowców wobec rowerzystów, można by jeździć spokojniej. A tak, trzeba wybierać jazdę nielegalnie pod prąd lub właśnie po chodnikach. I jeszcze jedno: skoro ulica jest jednokierunkowa, to dlaczego kierowcy parkują po obu jej stronach? Czy nie dałoby się rozszerzyć strefy jazdy, tak by mieścili się na niej wszyscy? I samochody, i rowerzyści. Dlaczego nie ma nakazu parkowania samochodów tylko i wyłącznie po jednej stronie? Wówczas rowerzyści i kierowcy mieściliby się wzajemnie. To, co opowiadają ww. panowie, to są jakieś brednie z d**y wytrzaśnięte.

    • rbk

      Ponieważ tak w Krakowie rozumie się ZRÓWNOWAŻENIE. „Ładnie” o tym napisał pan v-ce prezydent Trzmiel na przykładzie Ruczaju.

  • Mateusz Gegotek

    tak!

  • Adam Bartosik

    tak jak Malwina napisała – to bardziej problem agresji i niskiej kultury. Btw, czy na Alejach można w końcu jeździć po pasach dla autobusów/przy krawędzi jezdni? Chciałbym zobaczyć choć jednego policyjnego „ekspierda”, który zgodnie z przepisami codziennie jeździłby taką drogą (nie po chodniku) i po tygodniu nadal mówił to samo. Powtarzanie głupot i trzymanie głowy w piasku to bezpieczny sposób, by doczekać się wczesnej emerytury…

  • Nie, zgodnie z prawem nie wolno jezdzic buspasem.

  • Dominik Warmuz

    Przecież w Krakowie też są takie ulice jak powyższa, ale brawo dla Mielca.

  • Olek Olkuski

    Problemem są rzeczywiście kierowcy. Przykładów mogę mnożyć wiele – nawet w moim najbliższym otoczeniu są ludzie starszej daty, którzy na znaki w ogóle nie patrzą i ci, którzy po prostu nienawidzą rowerzystów i nie respektują ich praw. I trafić na takich kretynów na jednokierunkowej, to to samo co skoczyć na główkę na Zakrzówku….

  • Już raz to napisałem – Lubię czasem posłuchać pana Dworaka jak mówi o ruchu drogowym z punktu widzenia kierowcy, ale droga z Priusa wygląda inaczej niż z poziomu siodełka rowerowego :) a sytuacja z przejazdem po alejach chodnikiem BOSKA :) Dla mnie pan Dworak jako rowerzysta stracił autorytet po tym jak chciał karać za jazdę ze słuchawkami… No i pokazówki w „jedź bezpiecznie” z łapaniem rowerzystów na przejściach pod Bagatelą i na Długiej/Basztowej były żenujące…

  • Adam Bartosik

    myślę, że jak po Polsce zaczną jeździć Pendolino, to się okaże, że pan Dworak jest również ekspertem od high speed trains… a jak uprawa bawełny nad Wisłą zacznie być opłacalna – to jak myślicie, kto będzie prowadził uczone gadki na ten temat? ;)

  • Karol Leon A skąd teza że nie znam Marka Dworaka? Otóż znam

  • Rigel

    ta debata po prostu dowodzi, że w Krakowie lobby rowerowe powinno przede wszystkim zająć się rewizją polityki zarządzania miejscami do parkowania samochodów. Panowie „eksperci” od bezpieczeństwa po prostu nie wyobrażają sobie zdobycie społecznego poparcia na rzecz redukcji liczby miejsc do parkowania samochodów w centralnych dzielnicach miasta. Warto im w tym jakoś pomóc, korzystając z doświadczeń innych miast Polski, nie koniecznie powołując się na przykłady zagraniczne.

  • Tomek Oramus: Żenujący są rowerzyści przepychający się przez przejście Basztowa/Długa a potem jadący po chodniku, slalomem gigantem pomiędzy ludźmi..

  • @Olek Olkuski, otóż jest właśnie tak, że kiedy siedzsz w aucie i widzisz nadjeżdżającego z naprzeciwka rowerzystę i patrzysz mu w oczy, to jakie by nie były ustawione znaki, nie wjedziesz w niego tak po prostu (co czasem zdarza się kiedy wyprzedzając, zajeżdżasz go do tyłu, nie czujesz też tak dobrze odległości prawej strony samochodu). Jak wiecie ruch dwukierunkowy dla rowerów jest bezpieczny (z kontrapasami i bez) a dzieje się tak właśnie przez tą bezpośrednią relację kierujących. Oczywiście prędkości dopuszczalne mają tu znaczenie.

  • Marcin

    Ci dwaj panowie po prostu boją się że jeszcze więcej ludzi przesiądzie się na rowery, co jeszcze bardziej utrudni życie im i innym kierowcom.