Dopłaty do rowerów cargo

Dopłaty do rowerów cargo

W ostatnim czasie pisaliśmy o rowerach cargo jako potencjalnej alternatywie dla samochodu. Długo można wyliczać zalety takiego środka transportu: może wygodnie przewieźć co najmniej dwójkę dzieci (większe modele nawet czwórkę) czy duże zakupy, pozwala oszczędzić na paliwie, wjeżdża wszędzie i potrzebuje znacznie mniej miejsca do zaparkowania niż auto. Przy tym wszystkim posiada jedną wadę – jest relatywnie drogi, przeciętny kosztuje 4-6 tys. zł. Co prawda za tę cenę można kupić co najwyżej 12-letniego opla, ale stosunek ilości starych rzęchów jeżdżących po polskich drogach do liczby rowerów transportowych świadczy o tym, że kalkulacja dla wielu rodzin jest prosta.

Jak sprawić by rowery cargo stały się bardziej dostępne? Wspaniale byłoby mieć flotę takich pojazdów, by wypożyczać je za nieduże pieniądze. O tym jednak możemy tylko pomarzyć. Wyjściem mógłby być również leasing. Od nieco ponad roku ten rodzaj usługi finansowej dostępny jest również dla konsumentów, niestety oferta dotyczy najczęściej zakupu samochodów, a rynek jest jeszcze w powijakach. Kolejnym wyjściem są dopłaty do zakupu. Pytanie, kto i po co miałby wykładać na ten cel pieniądze? Odpowiadam: miasto. Co więcej, byłoby to w jego własnym interesie.

Przypomnijmy – w centrum Krakowa obowiązuje strefa płatnego parkowania, której obszar, jak donoszą media, może wkrótce ulec rozszerzeniu. Podstawowa opłata za parkowanie wynosi 3 PLN za pierwszą godzinę, 3,50 PLN za drugą, 4,10 PLN za trzecią i 3 PLN za każdą kolejną godzinę, a pobierana jest w między 10.00 a 20.00 w dni powszednie. Dla mieszkańców dostępne są abonamenty trzydziestodniowe w cenach: 10 PLN za pierwszy samochód w gospodarstwie domowym, 100 PLN za drugi i 250 PLN za kolejne. Mikroprzedsiębiorcy mogą korzystać z abonamentów w cenie 50 PLN. Oznacza to, że w miesiącu liczącym 21 dni roboczych miasto może uzyskać przychód 661,50 PLN z pojedynczego miejsca parkingowego. Równocześnie, udzielając ulgi (podkreślam: abonament jest ulgą) traci w postaci utraconych korzyści 651,50 PLN w przypadku mieszkańca lub 611,50 PLN w przypadku przedsiębiorcy.

Teraz już łatwo odpowiedzieć, skąd miałyby się wziąć pieniądze na dopłaty do rowerów cargo. Każda rodzina, która trwale zrezygnowałaby z samochodu na rzecz roweru cargo generuje dla miasta przychód 7818 PLN w skali roku. Gdyby zrezygnowała tylko z drugiego samochodu w gospodarstwie domowym, miasto zyskiwałoby 6738 PLN rocznie. Nawet w razie przyjęcia, że dopłata do zakupu ma wynieść połowę ceny dowolnego roweru transportowego, wciąż sporo zostaje.

Czy nasi decydenci potrafią liczyć i mają dość odwagi, żeby wprowadzić tego rodzaju rozwiązania? Chciałbym w to wierzyć.

Kameleon - gad z grupy jaszczurek, słynący ze zdolności do zmiany ubarwienia, długiego języka i oryginalnych kształtów ciała (żródło: Wikipedia). Występuje w zielonym.

  • Deltar

    Ja też chciałbym w to wierzyć, niestety wielu ludzi kieruje się bardzo pokrętną logiką. Nie mniej jednak jest nadzieja, zmiany na lepsze idą powoli, ale do przodu :)

  • Kameleon na prezydenta :)

  • AndrzejO

    @kameleon, dotychczas, po przeczytaniu kilka Twoich rozwaznych wypowiedzi, mialem Cie za osobe rozsadna i madra. Powyzszy wpis, wybacz, burzy ten obraz.

    Sam pomysl zamiany samochodu na rowerowe kargo wydaje mi sie cokolwiek mityczny. Takie cos rowniez wymaga miejsca postoju, zabezpieczenia przed zlodziejami i wandalami, ktorych pelno w centrum miasta, a przydatnosc tych urzadzen w czasie deszczu i snieznej zimy jest zblizona do zwyklych rowerow, czyli niewielka.

    Ale pomijam ten aspekt. Bardziej denerwujaca i niesprawiedliwa jawi mi sie druga czesc wpisu dotyczca „ulgi abonamentowej” jak to nazwales. Jako mieszkaniec centrum Krakowa wiem cos o tym. Do dzis nie bardzo moge pogodzic sie z faktem, że za z trudem parkowany samochod w poblizu mojego miejsca zamieszkania, ba, kamienicy, ktorej jestem wspolwlascicielem, musze placic – niewielka, bo niewielka – oplate, podczas gdy mieszkajacy dwie ulice dalej, nie placi nic. W pewnym sensie place za to, ze zyje. Niektorzy, ci przyjezdni, mi nawet zazdroszcza, ale oni, w swoich miejscach zamieszkania nie placa nic, a ja nie mam wyboru – placic musze, pomijajac ironiczne sugestie o sprzedazy samochodu lub parkowania go z dala od domu. – Mozesz za to bezplatnie parkowac w calej strefie, w ktorej mieszkasz – powiadaja. Dziekuje, nie korzystam z tej mozliwosci, bo jazda samochodem w obrebie centrum Krakowa jest dla mnie gehenna.

    Ale zostawmy na boku i ten aspekt. Trudno, place niewielka sume traktujac ja jako oplate za plakietke (identyfikator mieszkanca), ktora ulatwia sluzbom rozroznienie mieszkancow i przyjezdnych; nabywam za to kilku praw. Podobne rozwiazania (tani abonament mieszkanca, zwlaszcza za pierwszy samochod i drogi dla „obcych”) wprowadzono w wiekszosci cywilizowanych miast europejskich – widac tak ma byc. Najbardziej dziwi mnie Twoja sugestia, by rodziny mieszkajace w centrum (bo nie dotyczy to mieszkancow pozastrefowych, np. Krowodrzy) zrezygnowaly z samochodu i z „ulgi” abonamentowej na rzecz roweru cargo, co pozwoli wygenerowac dla miasta w skali roku przychod 7818 zl. Nawiasem mowiac stad tylko krok do nakazu administracyjnego. ;) Zakladasz wiec, ze na miejsce mojego samochodu pojawi sie przyjezdny, oplaci stosowna oplate parkingowa i suma owych oplat, w skali roku, przyniesie miastu prawie 8000 zl. Kilka bledow w tym rozumowaniu. Przede wszystkim wielu z mieszkancow wyjezdza do pracy swoimi samochodami, pozostawiajac wolne miejsca parkingowe. Po drugie, obserwujac sytuacje w okolicach Nowego Kleparza, ktorych jestem mieszkancem, stwierdzam, ze wszyscy chcacy zaparkowac swoje samochody, jakos je parkuja. Nawet rodzicom dowozacym, i odwozacym codziennie swoje pociechy do miejscowego zlobka, to sie udaje. Gdyby wyobrazic sobie hipotetyczna sytuacje, w ktorej znikaja wszystkie samochody mieszkancow strefy i pojawia sie mnostwo wolnych miejsc parkingowych, tylko w niewielkim stopniu zajetych przez rowerowe kargo :), to nie sadze, by istotnie wplynelo to na zwiekszony przyplyw gotowki od parkujacych przyjezdnych. Byc moze do kasy miejskiej wplyneloby troche (10-15%) wiecej kasy z tytulu oplat parkingowych, byc moze nie. Tak czy tak, jest to wrozenie z fusow.

    Nie znam sie na polityce komunalnej, wiem ze latwiej krytykowac niz proponowac, ale kilka prostych sugestii przychodzi mi glowy. Np. sugerowany w innym watku podzial stref na mniejsze. Albo rozroznienie na tanie abonamenty lokalne, ograniczajace mieszkancowm mozliwosc parkowania do kilku okolicznych ulic i drozsze, nawet duzo drozsze, abonamenty mieszkanca strefy dajace prawo do poruszania sie i parkowania w obrebie calej strefy. A moze rozwazyc, wzorem Londynu, wprowadzenia myta dla przyjezdnych? Nie wspominam tu o mozliwosci wybudowania podziemnych lub naziemnych parkingow, bo to pomysl oczywisty, choc z roznych wzgledow nierealizowany.

    • kameleon

      Panie Andrzeju
      Muszę Panu zwrócić uwagę, że artkuł miał być pewną intelektualną prowokacją. Dopłaty do rowerów cargo które proponuję są tylko jednym z dziesiątek działań, które można podjąć, żeby przeciętny mieszkaniec Krakowa mógł sobie pozwolić na normalne funkcjonowanie bez posiadania samochodu na własność. Inne to np. skokowe poprawienie jakości komunikacji miejskiej, wybudowanie spójnej _sieci_ dróg dla rowerów (tak, żeby każdy mógł dojechać gdzie chce przez cały rok), utworzenie sieci car-sharingu czy budowa masy przedszkoli i żłobków, szczególnie na nowych osiedlach (wedle mojej obserwacji duża część podróży samochodowych to dojazdy z dziećmi do i z tych placówek).
      Jeśli chodzi o abonament jako ulgę, to muszę Panu przypomnieć że parkowanie przed własnym domem nie jest jednak, wbrew pozorom, prawem człowieka. Mieszkańcy nowych osiedli (do których na szczęście nie należę) płacą za taką wygodę po kilkanaście tysięcy złotych. Na Manhattanie w Nowym Jorku policzono kiedyś, że parkujące samochody zajmują powierzchnię 3 Central Parków. W Krakowie, nie tylko w centrum, również tracimy przez to wiele przestrzeni, która ma policzalną wartość. Oczywiście dochód ze strefy w razie zmniejszenia się liczby osób korzystających z abonamentu jest czysto hipotetyczny, ale osobiście cieszyłym się nawet bardziej, gdyby miejsce zwolnione przez auta mieszkańców pozostało _dla_ mieszkańców. Czy nie jest pewnym paradoksem, że będąc biedniejsi niż mieszkańcy Berlina czy Paryża mamy średnio więcej samochodów?
      Z poważaniem
      kameleon

      • Andrzej

        Nie do konca wyczuwam czy w tym wypadku forma Pan to rodzaj szacunku, ironii czy wrecz lekcewazenia. :) W internecie niekiedy traktuje sie ja jako obrazliwa.

        Fakt, juz po napisaniu tego co napisalem, przyszlo mi do glowy, ze autor nie pisal calkiem serio, ze to byl wlasnie rodzaj prowokacji. Coz, nie blysnalem refleksem i inteligencja. A sam komus niedawno ten brak blysku wypominalem.

        Odnosnie prawa do parkowania samochodu pod wlasnym domem. Fakt, nie jest to niezbywalne prawo ludzkiego gatunku. ;) Argument o kilkunastotysiecznej oplacie za mozliwosc parkowania na podkrakowskim osiedlu jest troche naciagany. To raczej wyjatki dotyczace gwarantowanych miejsc postojowych, do tego najczesciej na parkingach podziemnych.

        Nie bardzo rozumiem informacji, ze srednio biorac, my Krakowianie, posiadamy wiecej samochodow niz mieszkancy Berlina czy Paryza. W Paryzu przez wiele lat pracowalem i dobrze znam koszmar jezdzenia samochodem i parkowania nim w tym miescie. Mimo wszystko o rzad wielkosci gorszym niz nasz krolewski, jakze prowincjonalny, acz kochany, Krakow.

      • @Andrzej

        info o tym, ze krakowianie posiadaja srednio wiecej samochodow niz berlinczycy, to tzw. wspolczynnik motoryzacji, ktory dla krakowa wynosi ok 600 samochodow na 1000 mieszkancow, a w berlinie jest to tylko 327 aut na 1000 mieszkancow.

        ponizej cytat z tekstu Michala Beima

        W 2011 r. Polska osiągnęła współczynnik motoryzacji (wyrażany jako liczba samochodów osobowych na 1000 mieszkańców) na poziomie 470,1. Jest to zdecydowanie mniej niż w wielu krajach Europy Zachodniej (np. Austria – 537, Niemcy – 517, Włochy – 606), gdzie jednak wzrost rozwoju motoryzacji wydaje się wyhamowywać i poddawać okresowym wahaniom rynku (np. na skutek cen paliw, koniunktury gospodarczej). W Polsce jest to jednak trwały trend od dwóch dekad.

        Istotny jest fakt, że w Polsce motoryzacja koncentruje się z zasady w dużych i średnich miastach, podczas gdy w wielu krajach Europy Zachodniej dotyczy głównie terenów wiejskich, na których zapewnienie sprawnego transportu publicznego jest bardzo trudne i samochód stanowi jedyny sprawny środek lokomocji. Podczas gdy w według wstępnych szacunków w Poznaniu w 2011 r. współczynnik motoryzacji wynosił 559,6, a w Warszawie –563,1, w Berlinie w było to tylko 323,7, we Wiedniu – 394,0 we Frankfurcie – 446,8, w Monachium – 457,3.

      • AndrzejO

        @Marcinie, dzieki za info odnosnie samochodowego nasycenia. Z faktami sie nie dyskutuje, ale jak wiadomo statystyka bywa zludna i pokretna. Jak sie te krakowskie 600 samochodow na 1000 mieszkancow rozkladaja w zaleznosci od miejsca zamieszkania? Czy dotyczy to Wielkiego Krakowa, z jego przyleglosciami, miasta w granicach administracyjnych czy tez scislego centrum? Moglbym cos powiedziec na temat mojej okolicy, Nowego Kleparza.

  • Andrzej

    Absolutnie nie! Dopłaty do rowerów cargo spowodują tylko tyle, że podrożeją o wysokość dopłaty. Pała w dzienniku z ekonomii dla autora artykułu.

    • kameleon

      Tia, już widzę jak właściciele sklepów w Niemczech (najbliższe miejsce, gdzie można kupić taki sprzęt) z holenderskimi rowerami cargo podnoszą ceny z powodu lawinowego popytu wśród Polaków.

      • Andrzej

        No tak, ale ktoś te rowery musi sprowadzić i sprzedać. Żeby komuś to się opłacało zrobić musi sprzedać je z zyskiem. A dzięki dopłatom zarobi nawet więcej, bo podwyższy cenę o wysokość dopłaty.

        To jest jedna z podstawowych reguł ekonomicznych, a to że Pan w to nie wierzy, nie oznacza, że tak nie będzie.

  • Arctos

    Nie ma to jak polska zaściankowa mentalność i narzekanie na śmieciowe umowy o pracę. A co to? Dwie lewe ręce się ma? Niezaradność nabyta?

    Założyć zakład i samemu produkować takie rowery. Będzie popyt to będą klienci. Niemiec podbił cenę? Nie ma sprawy. My robimy taniej, a tak samo dobrze.

    No cóż, po co Wam te 5 lat studiów politologii, socjologii i pedagogiki jak nawet śrubki nie potraficie przykręcić.

    • kubaaa

      Kurcze, ale Ty jesteś mądry. Pewnie po politechnice albo innym AGHu. Hmm iPhony drogie i niedostępne, chyba zacznę produkować nadgryzione jabłka.

      • madziu

        @kubaa
        Na szczęście jednak apple (ani ZTCW nikt inny) nie opatentowało koła, więc można wyprodukować rower na własną rękę nie zostając oskarżonym o kradzież dóbr niematerialnych. Nikt CI nie każe produkować wiernej kopii gazelle cabby bądź innej podobnej konstrukcji.

        To taka subtelna różnica między propozycją Artosa (trochę jednak za ostrą) a Twoim kontrargumentem.

      • PK

        A Ty pewnie po UP albo innym parahumanistycznym gniocie skoro porównujesz iPhone do roweru.

      • Arctos

        @madziu
        Tu nawet nie chodzi o patenty. kubaaa jest zapewne tylko użytkownikiem technologii, a nie jej twórcą więc tego nie rozumie. Ale spróbuję to jakoś na chłopski rozum wyjaśnić:

        Aby taki iPhone mógł powstać potrzebna była praca tysięcy naukowców i inżynierów nad opracowaniem algorytmów i układów scalonych. Potrzebne było też wybudowanie bardzo precyzyjnych fabryk procesorów. iPhone jest drogi bo to wszystko musi się zwrócić i zarobić na następne generacje iPhone.

        Natomiast rower cargo może zmajstrować każdy kto ma spawarkę i umie się nią posługiwać. I nawet nie trzeba mieć ukończonych studiów.

    • madziu

      @PK
      To było do mnie? Jeśli tak, to zdecydowanie nie zrozumiałeś przekazu. BTW co to jest UP? Wiem już, że to „parahumanistyczny gniot”, ale ciekawy jestem co to, bo nie studiowałem w Krakowie. Musisz jeszcze być bardzo młody jeśli twierdzisz, że uczelnia daje w życiu COKOLWIEK poza świstkiem zwanym dyplomem – którym swoją drogą można się jedynie podetrzeć (nie licząc lekarzy i prawników, bo oni bez świstka nie mogą zrobić nawet tego).

      @ Arctos
      Próbowałem przekazać podobną informację. Nie przesadzałbym jednak z tymi tysiącami naukowców :). Twój opis można by porównać do stwierdzenia, że ktoś, kto wyprodukował samochód wymyślił (wspomniane powyżej) koło gumę czy plastik, nie wspominając o silniku spalinowym ;).
      Producenci sprzętu elektronicznego bazują na istniejących rozwiązaniach, dostosowują je do swoich potrzeb, dodają trochę designu, mnóstwo reklamy i gotowe. Nie twierdzę, że nie trzeba się na tym znać, ale „nie święci garnki lepią”.

      • Arctos

        @madziu
        Chciałem pokazać, że niektóre rzeczy można zbudować w garażu, a inne niestety nie. Taki rower cargo można poskładać z części dostępnych na rynku (a nawet na złomie). Odrobina wyobraźni, trochę narzędzi, sprawne ręce i można cuda konstruować. A jaka przy tym zabawa.

        iPhone w garażu nie złożysz. Chociaż… Apple w garażu zaczynał ;)

        Pewnie się zaraz ktoś odezwie, że trzeba zainwestować zakład itd… to rzuć to palenie i przestań chlać to piwo, zobaczysz ile zaoszczędzisz.

  • VAT

    Jestem za, ciekawy pomysł :)

  • kubaaa

    Do Pana Andrzeja i podobnie myślących osób:

    ZAKUP SAMOCHODU TO NIE JEST TRANSAKCJA ŁĄCZONA W KTÓREJ DO AUTA DOSTAJE SIĘ MIEJSCE PARKINGOWE ALBO PRAWO DOŻYWOTNIEGO DARMOWEGO PARKOWANIA.

    Zakup domu paradoksalnie wiąże się z szeregiem dodatkowych obowiązków (podatek gruntowy, podatek od nieruchomości, a niebawem może nawet kataster deszczowy itd itd). W przypadku auta jest podobnie – wiem z doświadczenia – zakup samochodu wiąże się z szeregiem dodatkowych kosztów (obowiązkowych), m.in. OC, podatki paliwowe… Natomiast absolutnie nabycie auta nie jest związane z jakimś prawem czy przywilejem do parkowania go za darmo gdziekolwiek się chce. Wręcz przeciwnie. Ba, nawet wjazd w niektóre obszary jest płatny (centrum miast, płatne drogi, płatne parkingi). Jeśli chce zabierać Pan miejsce w centrum Krakowa (nawet pod swoją kamienicą, ale na WSPÓLNEJ /nie należącej do Pana/ ulicy), to musi Pan płacić. Proste.

    Zachęcam do parkowania dwie ulice wcześniej.

    • madziu

      kubaaa, ten temat jest niestety dość trudny. Oczywiście w miejscach, w którym jest deficyt przestrzeni powinno regulować się odgórnie kwestie samochodowe (ponieważ zabierają jej dużo) i tego nie neguję. Popełniłeś IMHO w tym, co napisałeś jeden błąd. Napisałeś „WSPÓLNEJ /nie należącej do Pana/ ulicy”, a WSPÓLNA = należąca RÓWNIEŻ do Andrzeja ulica.
      Żyjemy w NASZYM państwie, które – wbrew temu co się niektórym wydaje – nie należy do samorządów, rządu czy gmin, tylko do SPOŁECZEŃSTWA a w każdym razie właśnie do niego należeć powinno. Teren gminny to NASZ teren. MY go poniekąd utrzymujemy z naszych podatków. Niektórzy (zwłaszcza rządzący) zdają się o tym zapominać.

      Dlatego IMHO w ramach istniejących możliwości (bo przestrzeń publiczna nie jest z gumy) nie powinno się utrudniać osobom zamieszkującym w centrum parkowania możliwie blisko swojego domu tak samo, jak nie powinno się utrudniać tego (parkowania blisko domu) Tobie – gdziekolwiek nie mieszkasz. Mieszkańcy na pierwszym miejscu – a jeśli coś zostanie to można udostępnić pozostałym. Część Krakowa, o której piszemy została wybudowana w czasach, kiedy nikt nie myślał o samochodach, więc nie można winić mieszkańców za to, że nie zadbali sobie o własne, prywatne miejsca parkingowe. Jako były_mieszkaniec_strefy jestem absolutnie za utrzymaniem przywilejów dla mieszkańców przy jeszcze mocniejszym ograniczeniu ruchu (nie tylko parkowania) w obszarze aktualnie objętym strefą C.
      A płatne parkowanie powinno objąć jak największą część miasta w systemie „im dalej od centrum tym taniej”. Wtedy nie byłoby takich kumulacji parkujących, jak aktualnie na Starym Podgórzu. W miejscu, w którym mieszkasz powinieneś móc zaparkować za symboliczną kwotę. Tak to mniej więcej działa na przykład w Londynie. Tyle, że oni mają komunikację miejską przez naprawdę duże KM.

      Można by teraz długo pisać o nadużywaniu przez niektórych korzystania ze WSPÓLNEJ przestrzeni publicznej (osoby zbyt przywiązane do czterech kółek w mieście) etc. etc.

      • Hubert

        Trudno się nie zgodzić. Sęk w tym, że gdybym chciał postawić na niej namiot cyrkowy, ogrodzić sobie kawałek celem „wypasania dzieci”, postawić kanapę czy zrobić grilla to „nielegalnie zajmuję pas drogowy”. Nie mogę więc korzystać ze _wspólnej_ ulicy jak mi się żywnie podoba, za to mogę na niej – za darmo lub za niewielką opłatą – parkować (akurat szczęściliwie nie mam takiej potrzeby), co jest akurat najmniej produktywnym sposobem wykorzystania tej przestrzeni. Prawda jest taka, że oddaliśmy nasze miasta samochodom, trzeba je teraz odzyskać.

  • Jakub Gawron

    Te rowery za 4-6 tys. zł pewnie są sprowadzane z Niemiec, Holandii itp. Zamiast wymyślać jakieś ulgi, leasingi (które pewnie byłyby trudne w realizacji), lepiej byłoby po prostu sprowadzac dużo tańsze rowery transportowe z Chin/Tajwanu. Gdyby się przyjęły na polskim rynku, to polscy producenci sami zaczęliby je produkować/montować.

  • Dominik Warmuz

    Rower transportowy wspomagany silnikiem elektrycznym kosztuje w chinach około 800 USD, do tego dolicz sobie cło 48,5% (cło antydumpingowe), transport morski (jakieś 2000 USD za kontener), dolicz koszty portowe, transport do magazynu (około 300-500 USD), końcowy montaż (rowery przypływają rozmontowane) i już nie będzie tak różowo. Badziewia nikt nie chce, a za dobrą jakość nawet w Chinach się płaci sporo.

  • No to mamy niszę na rynku. Naprawdę myślicie, że nikt z polskich przedsiębiorców nie chciałby jej wypełnić?

  • a miasto miałoby udzielić dopłat pod np. warunkiem, że będzie się nim jeździć po tymże mieście?

  • „No to mamy niszę na rynku. Naprawdę myślicie, że nikt z polskich przedsiębiorców nie chciałby jej wypełnić?”

    Po co wypełniać jakieś nisze jak można prowadzić hurtownie odzieży czy innych gwoździ?

  • AndrzejO

    @kubaaa, alez ja sie z Toba zasadniczo zgadzam. Tak, kupno samochodu nie wiaze sie z prawem do jego bezplatnego parkowania, zwlaszcza w Centrum miasta. Z tytulu nabycia i uzytkowania samochodu ponosze mnostwo kosztow, w tym najwiekszy – ponad 50% akcyza w paliwie idaca wprost do skarbonki panstwowej. „Jestem wiec za, a nawet przeciw” oplatom parkingowych dla mieszkancow miasta, nie w tym tkwi przyslowiowy sęk. :) Co mnie boli i denerwuje to niesprawiedliwosc! Dlaczego ja musze ponosic dodatkowe oplaty, a nie musi tego robic mieszkaniec tego samego miasta zamieszkaly, i parkujacy swoj samochod, nawet nie dwie, ale jedna ulice dalej? Bo tak postanowila pewnego dnia grupa radnych organizujac w okreslony sposob jakies strefy nawet mnie o tym nie informujac? Nie ja wybieralem miejsce zamieszkania, zadecydowal tu w duzym stopniu przypadek i okolicznosci. O tym, ze mam wnosic jakies dodatkowe oplaty z tytulu ze zyje, dowiedzialem sie z mandatu zalozonego pewnego dnia za wycieraczka! Nawet szkoda klawiatury na opisanie wszystkich nieprawidlowosci jakie mialy miejsce w zwiazku z nabyciem identyfikatora na poczatku tego roku (2012). Kolejki jakie trzeba bylo odstac, zmiany ustalen wstecz (posiadalem wazny identyfikator do konca marca tego roku, ale, znow bez zawiadomienia mnie tym, Rada uznala, ze jest on niewazny i musze go, pod grozba mandatu, wymienic na nowy w ciagu kilku dni), itp.

    Oczywiscie, swiadomy jestem problemu. Nie mozna zapychac miasta kolejnymi samochodami. Pomijam elementarny pomysl budowy parkingow podziemnych, rowniez dla mieszkancow, ktorego realizacja jest kosztowna i w najblizszym czasie, wobec zadluzenia miasta, zapewne niewykonalna. Trzeba wiec wprowadzic jakies polsrodki, byc moze rowniez oplaty za parkowania swoich samochodow dla mieszkancow. Ale trzeba to robic z glowa i uczciwie! Gdybym w stosownym czasie otrzymal uprzejme zawiadomienie, ze wobec sytuacji jaka panuje w centrum miasta Krakowa (dadajmy, ze to pojecie mocno wzgledne), wprowadza sie strefy, ze mieszkancy beda musieli oplacac niedrogi identyfikator, nie byloby wiekszego problemu. Znalezliby sie niezadowoleni, tego sie nie da uniknac, tacy zawsze sie znajda, ale zdecydowana, tzw. rozsadna wiekszosc przyjelaby te inicjatywe ze zrozumieniem. I przy nastepnych wyborach glosowalaby na dotychczasowych czlonkow Rady. :)

    Propozycja parkowania dwie ulice dalej jest kiepska. Pomijam niewygody z tym zwiazane czy zapowiedz wprowadzenia nowych lub rozszerzenia dotychczasowych sterf. Taki argument przypomina mi ten w stylu: „nie podoba sie to wynocha” albo „nie podoba Ci sie zycie, to sobie strzel w łeb”. ;) Odpowiadam, podoba mi zycie, podoba mi sie miasto i czas w ktorym zyje. Chce tylko w swoim otoczeniu to i owo poprawic. Rowniez dla wlasnej wygody, ale przede wszystkim dla zaspokojenia wewnetrznego poczucia sprawiedliwosci. Tylko prosze nie odpowiadaj, ze Sprawiedliwosc to nie na tym swiecie. :)

    • bogdan

      Dlaczego „Propozycja parkowania dwie ulice dalej jest kiepska” ? Sam napisałeś wyżej że do poruszania się po strefie samochód nie jest Ci potrzebny, co więc przeszkadza, by trzymać go poza nią ? Czy Twoje „wewnętrzne poczucie sprawiedliwości” pozwala Ci spać ze świadomością, że Ty możesz sobie za darmo postawić swój samochód poza strefą pod czyimś oknem, a ten ktoś za postawienie swojego auta pod Twoim oknem musi płacić ? Ja osobiście najchętniej zlikwidowałbym wszelkie ulgowe abonamenty i wtedy okazałoby się, czy mieszkańcy faktycznie będą chcieli rozszerzenia stref…

      • AndrzejO

        Mnie samochod nie jest potrzebny, a juz na pewno nie do poruszania sie po centrum miasta. Ale mojej malzonce juz tak. Pracuje w takim miejscu i w takiej odleglosci, ze kazda inna forma trasportu jest wyjatkowo niedogodna.

        Nie bardzo Cie zrozumialem. Moje wewnetrzne poczucie sprawiedliwosci mowi mi, ze kazdy wlasciciel samochodu powinien moc postawic go za darmo w poblizu swojego miejsca zamieszkania, bez wzgledu na istnienie jakis urzedniczych stref. Dodajmy samochod, nie samochody. A jesli wprowadzamy oplaty za parkowanie w poblizu swojego domu, zrobmy to dla wszystkich mieszkancow miasta, bez wzgledu na miejsce zamieszkania, w strefie czy poza nia. Nie chce komus parkowac poza strefa pod jego oknem, a jesli juz, jestem gotow za to zaplacic. Ja chce parkowac w poblizu mojego domu.

      • bogdan

        A co mają zrobić te tysiące ludzi dojeżdżających do pracy w strefie spoza niej (i spoza Krakowa), którzy również nie mają żadnej sensownej alternatywy komunikacyjnej dla samochodu ale za jego zaparkowanie w pobliżu miejsca pracy muszą płacić bez żadnych ulg, zapewne w przeciwieństwie do Twojej małżonki. Liczne Wujki Dobra Rada z ZIKiTu i magistratu radzą im, by zostawiali samochody na obrzeżach miasta i stamtąd dojeżdżali do pracy komunikacją miejską. Może więc Twoja małżonka zastosuje się do tych rad tyle, że „w drugą stronę” (tzn. z domu na obrzeża miasta komunikacją miejską, a stamtąd samochodem do pracy).

        Jedyną możliwością zapewnienia sobie miejsca do parkowania w pobliżu miejsca zamieszkania jest wykupienie sobie kawałka terenu na własność i wtedy nikt poza Tobą nie będzie mógł rościć sobie do niego pretensji. Natomiast jeśli mówimy o fragmencie drogi publicznej, to wszyscy obywatele tego kraju mają prawo do korzystania z niej na takich samych zasadach. Dlatego jeśli wprowadza się strefy płatnego parkowania, to opłaty powinny być jednakowe dla wszystkich, niezależnie od miejsca zamieszkania. Różnicowanie ich poprzez ulgowe abonamenty jest w moim przekonaniu naruszeniem art. 32 Konstytucji RP. Rozwiązaniem jest więc albo likwidacja abonamentów, albo likwidacja stref. Ja oczywiście jestem za drugą opcją… :)

    • AndrzejO

      @bogdan, tak mozna w nieskonczonosc. Sytuacja osob dojezdzajacych spoza miasta do pracy w miescie to inny problem, ktory wymaga odrebnej dyskusji. Moja malzonka chetnie zaplaci za mozliwosc parkowania w miejscu pracy, ale, jak na razie, nie ma takiej potrzeby. Roznica pomiedzy jej obecna sytuacja, a osoby mieszkajacej poza miastem jest jedna: ona musi placic abonament (przyznaje, niewielki) za mozliwosc parkowania w poblizu swojego domu, osoba mieszkajaca poza miastem – nie placi nic, nawet jesli nie ma wykupionego na wlasnosc kawalka terenu. I w tym sęk. :) Juz prosciej wytlumaczyc sie nie da. BTW, powiem Ci co ja bym robil mieszkajac poza miastem. Dojezdalbym samochodem do „rogatek” miasta, a dalej piechota, rowerem (nawet wiem jaki kupilbym, skladany Dahon) lub komunikacja miejska.

      Czyli wszyscy placimy to samo bez wzgledu na miejsce zamieszkania? Wszedzie. Nawet Ci mieszkajacy poza strefa i nie przyjezdzajacy do strefy. Albo likwidujemy strefy? Czy tak? Jesli tak, jestem za. :) Natomiast jesli wprowadzamy te same oplaty dla wszystkich parkujacych w strefie, wlacznie z mieszkancami strefy, bez wzgledu na miejsce zamieszkania, to jestem zdecydowanie przeciw, bo to uwazam za wysoce niesprawiedliwe. Ja, mieszkaniec strefy, w przeciwienstwie do przyjezdznych, w praktyce nie mam innej mozliwosci parkowania niz w strefie, co staralem sie wytlumaczyc wyzej. Mysle, ze ta dyskusja kreci sie w kolko i nic nowego nie wzniesie.

      • bogdan

        Hehehe, sam widzisz ile problemów wiąże się z funkcjonowaniem tych stref. Oczywiście jestem za ich likwidacją – w Rzeszowie zrobiono to z 10 lat temu i żadnej katastrofy parkingowej to nie spowodowało. Wiem, bo bywam tu dość często i nigdy nie mam problemów z zaparkowaniem nawet w najściślejszym centrum, a przypuszcam, że wskaźnik ilości samochodów na tysiąc mieszkańców jest tu bez porównania wyższy niż w Krakowie, przy znacznie mniejszej powierzchni miasta. Nigdy nie miałem też problemów z zaparkowaniem (legalnym !) np. na Kazimierzu zanim wprowadzono tam strefę. No ale postępowcy zaraz wyciągną argument nie do obalenia: „bo tak jest na Zachodzie” i koniec dyskusji. Warto jeszcze wziąć pod uwagę i ten aspekt, że spora (jak nie większa część) wpływów z opłat za parkowanie w strefie idzie do prywatnej kieszeni właściciela firmy ją obsługującej, który dzieki temu ma zagwarantowany i pewny zarobek.

        Wracając do kwesti poczucia sprawiedliwości, uważasz za sprawiedliwe to, że jako mieszkaniec strefy możesz za darmo zaparkować na Ruczaju pod moim blokiem, a ja za zaparkowanie pod Twoją kamienicą muszę płacić ? Przy czym miejsce pod Twoją kamienicą utrzymuję w takim samym (proporcjonalnie) stopniu jak i Ty ze swoich podatków i teoretycznie mam do niego takie samo prawo jak i Ty… ?

      • AndrzejO

        @bogdan, odnosnie poczucia sprawiedliwosci. Nie, nie uwazam za sprawiedliwe, ze placisz parkujac pod moja kamienca, a ja parkuje za darmo na Ruczaju. Staralem sie to wczesniej wyjasnic. Oplaty powinny byc te same. Uwazam tylko, ze Ty nie powienes placic parkujac na Ruczaju, a ja – parkujac pod swoja kamienica w Centrum (dodajmy na jego peryferiach). I obaj, ja na Ruczaj, TY – do Centrum, powinnismy sie przemieszczac na rowerach lub komunikacja miejska. Chocby dlatego, ze zdrowiej i taniej. A te lodowke czy pralke, z ktorej transportem masz problem, moge Ci pomoc dostarczyc. Pozyczymy jakis wozek rowerowy i sru… jak mawial Smolen w kabarecie Tey. :)

      • Adam Łaczek

        @Bogdan
        Akurat zbadano rotacje przed i po wprowadzeniu strefy więc są konkretne naukowe badania że strefa na Kazimierzu poprawiła sprawę. Zresztą sam to zauważam bo zdarza mi się (rzadko) że potrzebuje zaparkować w centrum. A że przed strefą ludzie jakoś sobie radzili np parkując na tarczy skrzyżowania to inna sprawa. Nie wynika z tego że problemu nie było

  • bogdan

    Który z posiadaczy rowerów cargo przewiezie mi lodówkę z C.H. KROKUS (Bora-Komorowskiego) na Ruczaj ? Proszę o oferty z cenami za usługę.

  • Pingback: Budujmy przedszkola | I bike Kraków()

  • Pingback: Na dziko przez tory | I bike Kraków()