Okiem rowerzysty: Troche dziwnie jest jeździć po świecie

Okiem rowerzysty: Troche dziwnie jest jeździć po świecie

Autorem wpisu jest raffi.

Muszę przyznać, że mam problem z pisaniem na temat alkoholu na rowerze. Przez długi czas bowiem byłem zwolennikiem opcji „twardego prawa nadal trzeba przestrzegać”. To co zmieniło moje nastawienie w temacie alkoholu, to wyjazdy za granice.

Za granicą z promili

To za granicą wypiłem mojego pierwszego radlera (z niem. rowerzystę). To w Danii po raz pierwszy widziałem rowerzystów sączących piwo podczas jazdy rowerem i zupełnie obojętną na ten fakt Policję. To w Holandii miejscowi przekonywali mnie, że wypicie piwka nie ma absolutnie żadnego wpływu na bezpieczeństwo jazdy rowerem. To w Niemczech po raz pierwszy wypiłem piwo z innymi rowerzystami, po czym pojechaliśmy na wycieczkę po mieście. A w austriackim Wiedniu po raz pierwszy korzystałem pod wpływem z roweru miejskiego, do którego dostęp w dodatku umożliwili mi miejscowi urzędnicy po prostu dając nam karty do systemu.

I wiecie co się stało? Nic. Absolutnie nic. Chciałbym móc opowiedzieć, że ktoś z podchmielonych cyklistów się wywalił, albo stworzył niebezpieczną sytuację na drodze. Chciałbym opowiedzieć o tym jak zauważyłem u siebie opóźniony refleks, albo odwrotnie – jak zauważyłem chęć do szybkiej, agresywnej jazdy i ryzykowania życia. Chciałbym opowiedzieć, że nie pamiętam jak dotarłem tego dnia do łóżka, albo inną dramatyczną historię. Ale po prostu nie mam o czym napisać. Nic się nie stało! Jakby nigdy nic wsiadłem na rower i zwyczajnie dojechałem do celu.

Coś we mnie pękło. Zacząłem się zastanawiać nad sensem polskiego prawa.

Granice niebezpieczeństwa


Wyobraźcie sobie następującą sytuację: Do obiadu pijecie sobie piwo. Nie w Polsce, za granicą, na przykład w Niemczech. Tam to legalne. Miejscowi przyklaskują, albo nawet piją razem z Wami. Lokalni fachowcy od spraw bezpieczeństa twierdzą, że to całkowicie bezpiecznie. Pokazują wam badania i statystyki, z wielu lat. Policja patrzy jak wsiadacie na rowery i nie reaguje. Po czym przekraczacie polską granicę.

Co się zmieniło? Nic. Prawa fizyki są te same. Ruch pojazdów na drodze podobny. W głowie też szumi (albo nie szumi) dokładnie tak samo jak 30 sekund wcześniej, po drugiej stronie granicy. A jednak wjeżdżając do Polski stajemy się kryminalistami. Dlaczego?

Czy granice niebezpieczeństwa leżą na Odrze i Nysie? Co jest tak bardzo innego w Polsce, że praktykowane wszędzie indziej codzienne obyczaje u nas uchodzą za śmiertelne zagrożenie i profanacje prawa? Co sprawia, że Duńczyk, czy Holender po chmielu tam nie stwarza zagrożenia, a u nas jest uznany niemal za terrorystę?

Nie znam odpowiedzi na to pytanie, ale wiem jedno: Z każdym kolejnym wyjazdem za granicę, z każdym wypitym tam legalnie piwem, moja opinia względem alkoholu na rowerze zmienia się na bardziej liberalną.

Nie, nadal nie piję w Polsce, gdy planuję jeździć na rowerze. Ale coraz trudniej jest mi uwierzyć w słowa policjantów i fachowców od bezpieczeństwa. W człowieku, który wypił piwo do obiadu coraz mniej widzę śmiercionośnego kryminalistę, a coraz bardziej zwykłego faceta jak ja. Powoli dochodzę też do momentu, w którym chciałbym móc czasem legalnie wypić niewielkie piwo do obiadu, po czym wsiąść na rower bez stresu o wyrok. Bo nie widzę już w tym nic złego.

źródło
foto: Raffi

Od urodzenia w Krakowie. Absolwent Wydziału Inżynierii Elektrycznej i Komputerowej Politechniki Krakowskiej. Związany ze Stowarzyszeniem Kraków Miastem Rowerów, oraz Stowarzyszeniem Przestrzeń-Ludzie-Miasto. Pierwsza publikacja na ibikekrakow: 17 marca 2010. Zainteresowania: - rowerowe BRD (edukacja, walka z mitami, SEWiK), - ruch pod prąd (animator akcji "Rowerem legalnie pod prąd"), - przewóz dzieci, - edukacja ws zanieczyszczeń, - promocja: Kraków na skróty, Rower mój środek transportu, - przyczepki, rowery cargo, rowerem na zakupy, rower i handel, - rowery w liczbach, statystyki, - zrównoważony transport (budżet), - sprzeciw wobec promowania i obligatoryjności kasków, - zmiana przepisów dla nietrzeźwych rowerzystów, - polityka parkingowa (w tym płatne parkowanie, parkowanie i handel), - transport zbiorowy,

  • pg

    A jeszcze dziwniej jest czytać artykuły na necie takie jak ten:
    http://motoryzacja.interia.pl/hity_dnia/news/rowerzysci-gina-przez-wlasna-glupote,1832942

    • pg

      Choć muszę przyznać że motto życiowe autora tego „tekstu” z jego profilu na Fejsbuku pasuje jak ulał jak i określenie zawodu jako „pismak” jest ze wszech miar słuszne ;)

      • Podobno jak się nie ma argumentów merytorycznych, człowiek zabiera się za wycieczki personalne ;-)

    • mmm

      No kurcze, co za brednie! Co za logika! Podziwiam dopasowywanie argumentacji tak, zeby pasowala piszacemu artykul. Rownie dobrze moze Pan napisac, ze kilka razy jechal Pan rowerem (lub samochodem,niewazne) z zamknietymi oczami i nic sie nie stalo, wiec zacznijmy zamykac oczy!

      • Adam Łaczek

        Liczba przypadków w których niemieccy rowerzyści jeżdżą legalnie z zawartością alkoholu między 0,2-1,6 promila idzie jednak w miliony. To jednak duża próbka statystyczna

  • vrr

    czego się dziwić. obejrzeć film pokazujący represje okresu komunizmu,posłuchać nowomowy apostołów „wojny z narkotykami” która hipnotyzuje polityków, uzmysłowić sobie ciągłość historyczną i to że w zasadzie od samego początku, od 966 roku państwo polskie było wymierzone w ludzi w nim mieszkających. To przykra prawda. W Londynie jeździłem bardzo pijany, bardzo. I czułem się trzeźwiej niż pieszo. Wniosek? Rower wręcz „otrzeźwia” człowieka co ma sens gdy pomyśleć np o ostrokołowym zen. Trudno na rowerze zasnąć z wciśniętym pedałem gazu, dynamika roweru odzwierciedla dynamikę osoby pedałującej, każdy wat energii pochodzi z płuc i serca, nie da się go kupić za petrodolary. Ale kogo to obchodzi? Jest zamówienie na represje to są i represje a retoryka to typowe straszenie ludzi/ Konopie zdelegalizowano hasłem : Murzyni po marijuanie gwałcą białe kobiety! Czarni niewolnicy, wielcy i dzicy z kością w nosie dojadą ołtarz Sodomy Twojej córki , żony. Taki był dyskurs. By jeden wielki koncern pozbył się konkurencji w produkcji papieru. Z rowerzystami to samo. Nieoświetleni zygzakiem jeżdżący pijani rowerzyści będą powodować karambole w których zginą Twoje dzieci. Wcale bym się nie zdziwił gdyby ktoś nakazał noszenie kamizelek odblaskowych. Wcale.

  • biker

    odpowiadając na Twoje pytanie: „Czy granice niebezpieczeństwa leżą na Odrze i Nysie?”
    Tak, granice tam leżą. Prawa fizyki, bo obu stronach są identyczne, ale mentalność i świadomość społeczna ludzi już nie.

    Dlatego w Niemczech, czy Austrii można pić alkohol w miejscach publicznych i nie wynikają z tego żadne problemy, gdyby w Polsce na to pozwolono na każdym kroku spotykałbyś nawalonych ludzi, którzy teraz przynajmniej ograniczają picie lub chowają się w parkach lub pod mostami…

    • Nipsu

      Trafnie ujęte, jestem podobnego zdania. Jakby w Polsce nie trzeba była taka swoboda picia alkoholu jak w krajach przez Ciebie wspomnianych, to byłyby problemy żeby przebyć kilkaset metrów drogi do sklepu i wrócić w jednym kawałku.

      • robzrad

        No moje obserwacje temu przeczą. Pracuję z Anglikami, i na pewno piją więcej niż Polacy. Z drugiej ręki mam informację o Szkotach – podobnie. Z rozmów z Włochami pamiętam głównie narzekania na pijanych kierowców i pytania o to jak się pije kawę w Polsce.

        Po za tym – napisałeś „to byłyby problemy żeby przebyć kilkaset metrów drogi do sklepu i wrócić w jednym kawałku.” – chodzi o tych mitycznych pijanych zabójców na dwóch kółkach? Bo rozmawiamy przecież o luzowaniu prawa dla rowerzystów, nie dla kierowców?

      • Adam Łaczek

        Przecież pijani piesi nie są karani a nie powodują armagedonu na drogach. I pytanie czemu w Gdańsku podczas EURO ludzie wracali w jednym kawałku …

    • vrr

      to w takim razie proponuję wydać specjalną kenkartę dla rowerzystów o odpowiedniej kulturze, wielkomiejskich i wykształconych z lampkami ładowanymi na USB. Karta uprawniałaby do jazdy po spożyciu tak samo jak wydaje się np zezwolenie na broń. A jeżeli ktoś myśli że aktualne prawo w jakikolwiek zabezpiecza nas przed pijanymi nieoświetlonymi na wiejskiej drodze to:

      ha – ha – ha

      są to osoby uzależnione, biedne a jedynym ich dostępnym środkiem lokomocji jest zdezelowany składak. Osoby te powinny być objęte jakimś programem redukcji szkód a nie zamykane do więzień. Zresztą policja łatwo mogłaby stwierdzać z kim ma do czynienia. To nie jest tak że każde prawo trzeba egzekwować w 100% bo jest np zapis o szkodliwości społecznej. Jeżeli jedzie dobrze oświetlony rowerzysta nie popełniający wykroczeń to po co go kontrolować na trzeźwość? Bo a nuż się zaraz zacznie zataczać? Jeździłem totalnie pijany i zapewniam, wszystko jest kwestią odpowiedniej geometrii ramy i długości mostka. Nawet gdyby tym dziadom zrobić szkolenie i ustawić dobrze siodełko, przygotować szkolenie DIY w zakresie samodzielnego wykonania prostego bagażnika (tak by nie wozili reklamówek z winem na kierownicy), wyposażyć w odblaski, cokolwiek (lampki mogliby sprzedać). Tak jak heroinistom się rozdaje igły. Redukcja szkód. A nie ścigać kawiarnianych cyklistów z Krakowa w imię walki z wiejskimi nocnymi dziadami !

    • Hubert

      Typowe marnowanie sił i środków na rozwiązywania nieistniejącego problemu. Oczywiście żule siedzący między garażami walą wińsko bez przeszkód, tymczasem mandaty zbierają kulturalnie popijający piwo studenci. I żeby było jasne: piszę to jako abstynent i już nie student.

    • Tzn uważasz, że taki np Holender pijący piwo w Polsce ma inną mentalność pijąc to piwo w Polsce niż pijać je u siebie w kraju? I analogicznie Polak – że w Polsce jest obdartusem stwarzającym zagrożenie, a jak będzie pił w Niemczech to się nagle zrobi kulturalny i wyedukowany?

      Cokolwiek ciekawa teza ;-)

      • vrr

        generalnie ta postkolonialna teza o Polakach tak głupich że po pijaku nie potrafią pojechać prosto. Bo do tego sprowadza się cały temat. Jakaś wiara w to że Polak potrzebuje silnej opresyjnej władzy ale tylko rowerzysta a najlepiej by tą władzą były samochody wymijające „na gazetę”. Temat magicznego wpływu granic państwowych. Jak to jest że Polacy po wyjechaniu z Polski nie dość że już po dwóch piwach nie powodują śmiertelnego zagrożenia na rowerze to jeszcze potrafią pracować, zarabiać robią się przedsiębiorczy i wogóle. Może faktycznie te zabory to nie był taki głupi pomysł. Jakiś mądry zabór, może wcielimy Polskę do Zjednoczonego Królestwa?

      • Adam Łaczek

        Ja dodam 2 rzeczy:
        1. Jeśli mamy problem z pijanymi rowerzystami to ze zbyt szybko jadącymi kierowcami problem mamy po prostu gigantyczny …
        Może zatem kilka lat więzienia za przekroczenie V o kilkadziesiąt km/h? np 3 lata za przekroczenie o 30 km/h?

        2. Warto prześledzić co sami o sobie mówią Szwedzi i czemu mają tak restrykcyjne prawo dot. sprzedaży alkoholu?
        Skoro Polacy mają taki problem to może skopiujemy wzorce ze Szwecji? Wódka tylko w monopolu państwowym? Słabsze piwa, zakaz sprzedaży w nocy …

    • Adam Łaczek

      Bzdura. W Gdańsku na czas EURO odpuścili karanie za picie alkoholu. Wszyscy robili to masowo i było normalnie

      • biker

        tylko wtedy byly takie ceny, ze Ci „wszyscy” to byli wyłącznie obcokrajowcy :)

        trochę po świecie podróżowałem, spędziłem też trochę czasu w różnych barach, „popijalniach” itp. w całej europie i mogę powiedzieć, że w Polsce i Rosji spotykałem znacznie więcej typowych „żuli” niż w Europie Zachodniej

      • Adam Łaczek

        Polaka nie stać na piwo za 10zł?

      • biker

        jakby to piwo było po 10zł to byłoby dobrze, ale ad rem tych nieodpowiedzialnych co po pijaku jeździliby na rowerach i stwarzali zagrożenie dla innych raczej na takie piwo nie stać

    • Rafal

      Widzę, że moda na samoklasyfikowanie się Polaków jako z definicji gorszych, mniej kulturalnych itp. dociera wszędzie. Mam nadzieję, że znasz jakieś miarodajne wyniki badań, które pozwalają ci na wysuwanie takich ocen? Słynna ustawa zakazująca pić w miejscu publicznym prowadzi raczej do absurdów (słynny mandat dla piwoszy, którzy z braku miejsc siedzieli na chodniku przy knajpie, obok stolika, gdzie pito piwo). Z moich obserwacji wynika, że żulerka jak piła, tak pije, bo jej żadne mandaty nie wystraszą. Skazywanie ludzi za jazdę pod wpływem – np. opisywany przypadek – 0,21 promila = 700 zł grzywny plus pół roku zakazu jazdy rowerem lub nawet na więzienie to czysta abberacja umysłowa polskich posłów. Zdarza się także, że złośliwi policjanci kłamią, doprowadzając do skazania ludzi, którzy prowadzili rower. Jeśli mówimy o jakimś stanie kultury, to raczej należy to odnieść do policji, której daleko jeszcze do wzorców z zachodnich krajów.

  • Moniek

    Czy granice niebezpieczeństwa leżą na Odrze i Nysie? Czy u nas „obowiązują” inne prawa fizyki??? Jak najbardziej TAK.
    Niedowiarkom proponuję przejechać się główną ulicą Drezna Wilsdruffer Str, przechodzącej przez Altmark obok ichniejszego Kulturpalast . Ogromne uliczysko, rodzaj warszawskiej Marszałkowskiej czy gdańskiej Grunwaldzkiej z (oczywiście przekraczanym) ograniczeniem szybkości do 70 km/godz. Mimo, że starczyłoby miejsca na trzy pasy w każdą stronę drezdeńczycy mają tylko jeden z ograniczeniem szybkości do….. 20 km/godz!!! Do tego żadnych płotów oddzielających biegnące środkiem tory tramwajowe. Piesi przechodzą jak chcą, gdzie chcą i kiedy chcą… Rower nie jest tam „pojazdem” (jako, że nie ma silnika) tylko przedłużeniem nóg pieszego, rodzajem „większych” butów… Inne prawa fizyki = inne prawodawstwo. Spowodowanie poważnego wypadku przy ograniczeniu prędkości do 20 km/godz na pojedynczym pasie ruchu i przy absolutnym priorytecie trafikantów „per pedes” jest prawie niemożliwe. Na gdańskiej Grunwaldzkiej gdzie samochody rutynowo przekraczają absurdalny i tak limit 70 km / godz każda kolizja samochodu z pieszym bądź rowerzystą skutkuje poważnymi uszkodzeniami karoserii, z czym nasze prawo ma obowiązek walczyć. Przed przyjazdem do Polski jeździłem w wielkim mieście codziennie przez cały rok do pracy 40 km na rowerze (chyba, że bardzo lało albo sypał śnieg). Tak było we Francji, w Szwecji i Kanadzie. W Polsce mieszkam w małym mieście wojewódzkim gdzie średnio jedna osoba miesięcznie ginie „na pasach”. Trudno, inny kraj = inne prawa fizyki. Dlatego, by się przyłożyć do zwiększenia bezpieczeństwa i nie zawracać niepotrzebnie głowę policji, radykalnie odstawiłem rower na zawsze!! I co? Żyję dalej. Żeby nie skostnieć postanowiłem biegać. Ale po tym jak zostałem „pouczony'” przez odpowiednie „organy” biegam jedynie w klubie na taśmie.

    • Adam Łaczek

      Głupoty Pan pisze. Niemieckie DDR jak najbardziej krzyżują się z ulicami z V=70 km/h i na tych skrzyżowaniach pijany może jak najbardziej zderzyć się z kierowcą …

    • Bo Polska to wciąż trudny kraj do życia – „po przejściach” i ciągle rozwiązywanie najprostszych problemów może zabrać długość życia. Ale nie znaczy, że warto wszędzie odpuszczać – ten kraj się zmienia i od aktywności ludzi zależy, w jaką stronę te zmiany idą /ale fakt, nie każdy człowiek chce stracić życie na walce „z systemem” – choć może to być ciekawa misja życiowa/

  • Pojutrze

    Mieszkam w Londynie gdzie poruszam sie od paru lat zawsze rowerem. Anglicy jak wiadomo od alkoholu nie stronia, lubia sie napic czesto i duzo. Standardowy limity predkosci na ulicach londynskich to 30mph (ok 50km/h) a drogi wieksze to przewaznie 40mph (ok 60km/h). Natezenie ruchu jest o tez o wiele wieksze niz w wiekszosci, jesli nie wszystkich polskich miastach, a jednak rowerzysci po paru piwach nie stanowia problemu. Kodeks drogowy mowi, ze jest wykroczeniem jazda rowerem pod wplywem substancji odozajacych, ale dopiero gdy odozenie to uniemozliwia kontrole nad pojazdem (Section 30 Road Traffic Act 1988 says: „It is an offence for a person to ride a cycle on a road or other public place when unfit to ride through drink or drugs – that is to say – is under the influence of a drink or a drug to such an extent as to be incapable of having proper control of the cycle”.
    Ja sam, nie raz i nie dwa jechalem rowerem do domu po spozyciu alkoholu w Londynie i nigdy nic mi sie nie przytrafilo, nie stanowi to tez zadnego problem w miescie, znanym skadinad z nocnego zycia, duzego ruchu, a ostatnio z duzej liczby rowerzystów.
    Polskie prawo to po prostu zamordyzm, a polskie organa wladzy sluza sobie a nie dobru spolecznemu. Prózno szukac przeslanek empirycznych w decyzjach politycznych w Królestwie Chrystusowym.

  • kk

    Ja przekonałem się na wschód od Polski, że w tamtą stronę niebezpieczeństwo jazdy na rowerze pod wpływem też najwyraźniej zanika! Pokonując Gruzję na rowerze zostaliśmy ze znajomymi poczęstowani przez miejscowych winem (ciężko codziennie odmawiać), a po kilkunastu minutach spotkaliśmy patrol policji… Pokazali nam sklep, pomogli rozbić namioty, zawołali miejscowych żeby nam przygrali na akordeonie i też nas poczęstowali!:) Następnego dnia rano sami „przetestowali” mój rower i postanowili nas trochę eskortować żebyśmy przypadkiem nie zgubili drogi. Bezpieczniej się nie dało! Jeszcze zdążyli pomóc przy naprawie innego roweru. W Polsce będąc na kacu w życiu nie wsiadłbym na rower, a co dopiero w obecności policjantów.. Oni na szczęście byli skoncentrowani na dbaniu o faktyczne bezpieczeństwo i pomocy innym, a nie na wyrabianiu statystyk. Nigdy się nie spodziewałem, że policja może być tak szanowana jak przez tamtejszą ludność!
    Swoją drogą przekonałem się, że mając parę dziesiątych promila nie stwarzam zagrożenia nawet dla siebie samego. Dlatego nie wiem czemu po piwie wypitym do obiadu nie mogę spokojnie wyjść na rower.
    Nie zmienia to faktu, że jazda bezpośrednio po wypiciu większej dawki uważam za idiotyzm. Też często prowadzę samochód i nie chciałbym przypadkiem zabić nieoświetlonego, pijanego rowerzysty – co nie oznacza, że trzeba zwykłych meneli wrzucać do więzienia.

  • vrr

    Z tego wyłania się taka piękna wizja że żule-mickewiczowskie upiory w noc ciemną sprowadzają śmierć na młodych paniczów w dorożkach, tfu, samochodach. Wtedy były świtezianki wabiące chłopców w mroczną toń jeziora a dziś są żule-fauny wyłaniające się z nieprzeniknionego mroku jak zjawy, dionizyjsko odurzeni i dziesiątkujący tabór aut polskich. Ach ojcze ach ojcze tam żul mknie wśród drzew, co- gdzie..? (ojciec skręca, samochód uderza w słup, kamera odjeżdża ukazując chybotliwego dziadka na wigry 666). Pomyślcie o tym, bardzo jest mickiewiczowską figurą ten dziad na rowerze. Jak wyrzut sumienia naszych prasłowiańskich przodków za prucie ich świętej ziemi betonowymi pasami i generalnie tuczenie cielska naftowego.

  • Joanka

    widzę to tak, u nas ludzie nie znają umiaru, jak pozwolą jeździć rowerem po alkoholu to nie skończy się na jednym browarku ale na całej zgrzewce. Jest to oczywiście generalizowanie, ale myślę, że przyzwoity procent przypadków by to potwierdził.

    • Adam Łaczek

      Skoro Polak nie zna umiaru to powinien jeździc non stop nawalony w takich krajach jak Niemcy, NL, UK, Szwecja, czy DK :)
      A nie jeździ. Czemu?