My, krakowianie jeżdżący bezpiecznie

My, krakowianie jeżdżący bezpiecznie

Dziwi mnie kreowana ostatnio w mediach wojna na linii rowerzyści – kierowcy. To prawda, że dziennikarze z natury lubią podgrzewać atmosferę. Z drugiej strony w większości sami używają roweru i samochodu zamiennie, więc zdają sobie sprawę jak iluzoryczny jest kreowany przez nich konflikt.

W istocie bowiem nie ma żadnego powodu, dla którego bezpiecznie jadący rowerzysta i kierowca mieliby sobie nawzajem przeszkadzać. Przepisy regulują większość potencjalnych konfliktów, a tam dokąd nie sięgają działać powinna drogowa uprzejmość. I 95% kierujących nie ma z tym większego problemu. Skąd więc to poczucie zagrożenia zarówno u rowerzystów, jak i kierowców?

95% mijanych przez nas pojazdów zachowuje się w sposób uprzejmy i bezpieczny. Jednak najbardziej zwracamy uwagę na te 5%, które zajeżdża nam drogę. Zachowanie mniejszości rozciągamy na całą grupę i uczymy się traktować tę drugą stronę jak wrogów.

Jeśli na naszych drogach istnieje jakiś konflikt, to powoduje go właśnie te niesforne 5%. Stronami konfliktu nie są rowerzyści i kierowcy, lecz jeżdżący bezpiecznie i niebezpiecznie. To my, jeżdżący bezpiecznie rowerzyści i kierowcy powinniśmy przeciwstawiać się tamtym, jeżdącym brawurowo i nieprzewidywalnie. I warto o tym pamiętać, kiedy w kolejnej dyskusji zbyt pochopnie oskarżymy wszystkich „rowerzystów” o bezmyślność, a „kierowców” o brawurę.

  • Dokładnie! Jadąc gdzieś rowerem pokonujemy co najmniej kilkanaście lub kilkadziesiąt skrzyżowań, przejazdów rowerowych, lewoskrętów. Zazwyczaj przejeżdżamy bez problemu, nikt nam nie przeszkadza, nie zajeżdża drogi, nie wymusza pierwszeństwa. Trafiają się często kierowcy aut, którzy umożliwiają włączenie się do ruchu, uprzejmie puszczają nawet na przejazdach na których nie mamy pierwszeństwa, mijają w bezpiecznej odległości, nie trąbią. Raz na 1000 mijanych pojazdów trafia się jakis cham, który zachowa się idiotycznie, ale to nam najbardziej zapada w pamięć i zaraz na forach, blogach itp podnosimy raban, że kierowcy to blachosmrodziarze co chcą nas zabić na każdym kroku. Nikt nie chwali się nigdy ilu spotkał uprzejmych kierowców, a jestem przekonany, że jest ich przeważająca większość. Przynajmniej ja większość spotykam rozsądnych i nie martwię się marginesem, ktory sie czasem trafi. Jeśli macie inaczej to albo jakaś mania albo wyjątkowy pech.

    • Czy liczymy kilometry, jakie przeszliśmy chodnikami bez wdeptywania w psią kupę? Nie, oburzamy się jak raz na pół roku wdepniemy. Norma nie wzbudza zachwytów, norma jest przez nas traktowana… normalnie.

      Ja nie walczę z kierowcami. Ja walczę z głupotą ludzką, którą przejawiają niektórzy inni rowerzyści, niektórzy kierowcy i niektórzy piesi. Wszyscy powinniśmy to robić, niezależnie od tego, do której grupy akurat należymy :-)

      Dzisiaj dając dobry przykład wyedukowałam (pewnie chwilowo, ale dobre i to) jakiegoś chłopaczka, który miał rączki jak do kierownicy przyklejone. Jechałam przed nim sygnalizując kolejne manewry i w końcu on też zaczął.

      • merked

        W pełni się z Tobą zgadzam. Głupota to głupota. Zupełnie nie rozumiem tego podejścia „jestem rowerzystą, nienawidzę kierowców bo są chamami i smrodzą”. Zdarzają się przykre sytuacje, ale muszę przyznać, że dużo częściej irytuje mnie bezmyślność rowerzystów właśnie. Tak naprawdę to kierowcy są bardziej obliczalni. Jak jedzie przede mną po DDR rowerzysta albo co gorsza lezie pieszy, to wiem, że mogę spodziewać się wszystkiego.

  • pg

    Trochę za bardzo uogólniasz, część jest chamów wyjątkowych (ale ogromnie mało), część mocno nieuprzejma (parę procent), najwięcej jest totalnie obojętnych (dobre kilkadziesiąt %), i parę procent wyjątkowo uprzejmych (w tym również zdarzają się kierowcy TIRów) ;)

    Ale pierwsza rzecz jaka mi się rzuciła w oczy na początku studiów w KRK jeszcze w 98 roku :D to taksówkarze (niemal wyłącznie taksówkarze) jak oni jeżdżą

  • Jakub

    Nie zgadzam się z takim podejściem do sprawy. Jeśli 99 procent kierowców wyprzedzi rowerzystę prawidłowo, a setny go zabije, to też będziemy mówić, że ,,zdecydowana większość kierowców jeździ prawidłowo”? Należy rozróżniać ciężar wykroczeń popełnianych przez rowerzystów i kierowców w stosunku do siebie nawzajem. Trudno rowerzyście zrobić krzywdę kierowcy; w drugą stronę — bardzo łatwo. Samochód jest jak pistolet schowany w szafce — powinno się go dawać do ręki tylko ludziom odpowiedzialnym.

    • tramwajem

      Masz rację, samochodem o wiele łatwiej wyrządzić komuś krzywdę. Ale czy to znaczy, że powinniśmy wyrabiać sobie zdanie o wszystkich kierowcach na podstawie brawurowych 5%?

      Co w takim razie w sytuacji, gdy przesiadamy się z roweru do samochodu? Przecież większość z nas stosuje różne pojazdy w zależności od potrzeb, więc „rowerzyści” i „kierowcy” to często ci sami ludzie.

      • madziu

        @tramwajem
        Dla mnie masz 100% racji. To, co się dzieje to eskalacja nieistniejącego konfliktu. Ja na przykład nie miałem na rowerze to tej pory żadnych doświadczeń ze znienawidzoną tutaj SM, Policja zatrzymała mnie raz i było śmiesznie i sympatycznie a z innymi użytkownikami dróg… jak to z ludźmi. Raz trafisz na chama a raz na kogoś kulturalnego. Te uogólnienia są niesprawiedliwe i prawdę mówiąc zaczynają być męczące.

      • Adam Łaczek

        Te uogólnienia wynikają słusznie np ze statystyk Ministerstwa Sprawiedliwości za Art 178a par2

    • Miłek

      Ale już rowerzysta wyskakujący na drogę i zmuszający kierowcę do gwałtownego manewru może „zrobić krzywdę kierowcy”…

      • Jakub

        Podobnie jak wszystko inne, typu pieszy, zwierzę, reklamówka przyniesiona przez wiatr, złamane drzewo.

  • titrant

    Częściowo konflikt nie wynika z nieuprzejmości, ale stąd, że kierowców jest za dużo, a każdy zajmuje mnóstwo miejsca i truje powietrze. I niezależnie od chęci są blachosmrodziarzami :). A w wielu przypadkach mogliby to ograniczyć. Nb. zadymione powietrze wcale nie wyzwala u ludzi uczuć przyjaźni ku innym.

    • vrr

      hehe, popieram. Jeżeli widzę korek na mogilskiej złożony z aut a w każdym jednym jedna osoba siedzi (i nie, nie ma ciężkich narzędzi hydraulicznym na dachu) to to jest dla mnie Inwazja. Każdego denerwuje sąsiad który wierci w nocy dziurę wiertarką w ścianie, bez sensu bo po co w nocy. Życie komuś uratuje tą dziurą? Tak samo z autami w mieście. A kto powoduje te wszystkie miejskie stany alarmowe „prosimy nie oddychać a najlepiej nie wychodzić z domu”? Auta- które jeszcze bezczelnie zapuszczają „wewnętrzny obieg” i jadą se jadą.

  • Hmmm, zawsze mi to przypomina tą bajkę :-)))
    https://www.youtube.com/watch?v=0ZgiVicpZGk

  • andrzej

    A teraz trochę efektów tej wojny kierowca- rower na podstawie raportu GDDKiA A WNIOSEK Z NIEGO JEST OCZYWISTY! SHUMACHERZY MOGĄ SPAĆ I JEŹDZIĆ SWOIMI BLACHAMI NICZEGO NIE OBAWIAJĄC SIĘ ZE STRONY ROWERÓW, A ROWER MUSI MIEĆ OCZY DOOKOŁA GŁOWY! Te dane powinny być wielką ostrzegawczą lampką dla rowerów ale nie dla SHUMACHERÓW.W latach 2008 do 2011 włącznie na drogach zabito, uwaga! 1400 szt. cyklistów ,natomiast liczba trupów na drogach w wypadkach spowodowanych przez cyklistów ( raport nie podaje ile bezpośrednio zabili cykliści, ja podejrzewam, że nikogo) w tych samych latach to, 7 szt.! w tym 1 zgineła po spotkaniu z nawalonym cyklistą! I jeszcze kilka innych danych, w 2011 ilość aut uczestniczących w zdarzeniach drogowych z udziałem cyklistów to 9390, natomiast zdarzeń rower z rowerem to 286, rower z pieszym to 337 a teraz ostrzeżenie dla cyklistów, w tym samym roku z udziałem cyklistów doszło do ponad 9 000 zdarzeń NA JEZDNI A NA CHODNIKU 650. Dla mnie wniosek jest prosty, SHUMACHERZY NIE MUSZĄ OBAWIAĆ SIĘ ABSOLUTNIE NICZEGO ZE STRONY CYKLISTÓW , NATOMIAST CYKLIŚCI JAK CHCĄ ŻYĆ NAWET NIECH NIE PRÓBUJĄ WJEŻDŻAĆ NA JEZDNIĘ. I taki jest efekt tej niby wojny, 1400 zabitych rowerów i ewentualnie 7 szt kierowców lub pieszych.Jeżdżę na rowerze od 1966r, miałem wtedy 6 lat i unikam jezdni jak ognia a jeżdżę codziennie po kilkanaście km, jeżdżę od wielu lat góralami a w tym roku chciałem kupić szosówkę ale zrezygnowałem bo mówiąc szczerze chcę jeszcze pożyć i doczekać setek km ścieżek rowerowych. Pozdrowienia dla wszystkich cykl.

  • Robert

    Ale jednak zacytuję artykuł;
    W Polsce Kierowcy w 2011 roku zabili 4181 osób w tym 314 rowerzystów i ponad 2500 pieszych.
    Rannych osób 49501 !!!!!
    Samochody zabijają nas także podstępnie, w zwolnionym tempie. Spaliny samochodowe pogarszają problemy oddechowe, powodują erozję fasad budynków, przyczyniają się do globalnego ocieplenia. Aby utrzymać wciąż płynący strumień ropy, podejmujemy wątpliwe decyzje.. Samochody promują “rozlewanie się” miast i zniechęcają do chodzenia, przyczyniając się do otyłości i innych problemów zdrowotnych. I do tego jeszcze powodują hałas….
    Polska liderem pod względem ofiar wśród pieszych… Jesteśmy niekwestionowanym, a przy tym niechlubnym liderem wśród wszystkich krajów Europy.
    W całej Uni Europejskiej od 2001 do 2009 roku zginęło około 80 tysięcy pieszych, a tylko w Polsce 16,5 tysiąca, co stanowi ponad 20 procent! ” Wystarczy?

  • Robert

    Głownym „kreatorem” wojny kirowca-rowerzysta jest NIEOCENIONY DWORAK …

  • pg

    Dziś jechałem sobie autem przez Mielec i Tarnobrzeg – to co tam zobaczyłem z infrastruktury rowerowej to będzie mi się śnić po nocach
    w Mielcu jest chyba z tysiąc znaków „zakaz ruchu rowerów” obstawiony każdy kawałek jezdni (droga wojewódzka 985 przez miasto i inne), na DDR-ochodnikach czerwona kostka dla pieszych, szara dla rowerzystów!! przystanki na DDR a może to DDR tuż przy przystankach, o ile zauważyłem przejazdy rowerowe oznakowane pionowo a poziomo nie, (sama zebra)
    W Tarnobrzegu wjazd za wjazdem poprzez DDR (kostkowy) z obniżeniami na wjazd ok 10cm na długości 1 krawężnika a zatem 1 metra – normalnie setki takich hopków o pochyleniu z 10%

    Jakbym tam mieszkał to bym się zastrzelił albo przynajmniej sprzedał rower
    Jedź panie Dworak tam i zrób reportaż :D :D :D

    • Nipsu

      Po co jechać aż do Tarnobrzegu, o wiele bliżej jest Tarnów, który również słynie z większej ilości B-9 niż rowerzystów :) Odwiedziłem ostatnimi czasy kilka miast i muszę powiedzieć, że w Krakowie z infrastrukturą rowerową to jest o niebo lepiej niż tam. Ogromna zasługa w tym towarzystw rowerowych, których w innych miastach nie ma i tam robi się taką fuszerkę jaką się chce, albo po prostu stawia las znaków B-9 (może lepiej postawić strefę B-9 już na wlocie do miasta).