Etyka na rowerze

Etyka na rowerze

Jeden z naszych kolegów wyszperał ostatnio bardzo ciekawy artykuł, ale uwaga – nie chodzi o żaden tekst z offowego, irlandzkiego czy argentyńskiego portalu rowerowego. Tym razem o rowerach pisze publicysta New York Timesa Randy Cohen. Polecamy zapoznanie się z tekstem zatytułowanym „Gdyby Kant był nowojorskim rowerzystą” w oryginale, a dla leniwych krótkie streszczenie poniżej.

Randy Cohen bez ogródek przyznaje się do łamania przepisów drogowych np. notorycznego przejeżdżania na czerwonym świetle. Twierdzi jednak, że jego nielegalne zachowanie, jest jednak etyczne. Powołuje się na imperatyw kategoryczny Kanta, który – przypominam – brzmi mniej więcej tak: postępuj według takich zasad, które powinny być według ciebie powszechnym prawem. Co z tego wynika? Przejechanie na czerwonym świetle (gdy oczywiście nic nie jedzie i nie idzie żaden pieszy) nie stwarza żadnego zagrożenia, nie ma więc przeszkód by reguła taka została powszechnie przyjęta, a zatem takie zachowanie należy uznać za etyczne. Nie ukrywam, że podobne myślenie jest mi bliskie.

Prawdziwą perełką jest jednak poczyniona przez autora obserwacja przyczyn, które powodują że rowerzyści postępujący w taki właśnie sposób muszą liczyć się z powszechną dezaprobatą, a nierzadko i mandatem. Zdaniem Cohena wynika to z tego, że rowery są relatywną nowością w naszych miastach i nie do końca wiemy jak je traktować. Z automatu stosuje się wobec rowerzystów przepisy odnoszące się pierwotnie do kierowców, tymczasem rower to nie samochód, chociaż rowerzysta nie jest także pieszym. Czym zatem jest? Czymś jeszcze innym, odrębną kategorią.

Największą różnicę miedzy rowerem a samochodem widać, gdy porównamy skutki ich wypadków z udziałem pieszych. Według powołanych w tekście danych w ostatnim kwartale 2011 r. w samym tylko Nowym Jorku w kolizji z autami śmierć poniosło 43 pieszych, a 3607 kolejnych zostało rannych. Te same liczby dla rowerów to odpowiednio: 0 i 26.

Trudno byłoby odnosić wprost uwagi Randy’ego Cohena do polskich warunków, wiadomo: inna kultura, inny system prawny (np. w USA obowiązuje zasada oportunizmu procesowego). Tak się jednak przypadkiem składa, że w naszym prawie wprost zapisana jest reguła nieco podobna do imperatywu kategorycznego. Zgodnie z art. 1 § 1 kodeksu wykroczeń:

Odpowiedzialności za wykroczenie podlega ten tylko, kto popełnia czyn społecznie szkodliwy, zabroniony przez ustawę obowiązującą w czasie jego popełnienia pod groźbą kary aresztu, ograniczenia wolności, grzywny do 5 000 złotych lub nagany.

Wspomniana w przepisie „społeczna szkodliwość” to nic innego jak właśnie „zło” (w sensie etycznym) wyrządzone przez osobę, która złamała prawo. Wychodzi więc na to, że nie każde naruszenie przepisu musi automatycznie kończyć się mandatem. A na pewno nie wtedy, gdy nie spowodowało żadnego zagrożenia. Żeby jeszcze strażnicy miejscy o tym wiedzieli…

Kameleon - gad z grupy jaszczurek, słynący ze zdolności do zmiany ubarwienia, długiego języka i oryginalnych kształtów ciała (żródło: Wikipedia). Występuje w zielonym.

  • No i co (niestety) z tego ?

    • VAT

      Pewnie nic, ale może pewnego dnia ktoś to weźmie pod uwagę. Słyszałem, że we Francji pojawiają się już specjalne znaki na skrzyżowaniach, które legalizują jazdę na czerownym przez rowerzystów.

      • Co widać na załączonym do tekstu obrazku :)

  • andrzej

    widać że facet ma intelekt nastawiony na full. Tylko jak upowszechnić jego poglądy?

  • andrzej

    Proponuję upowszechnić najnowszy raport GDDKiA we wszystkich mediach, może wtedy niektórym otworzą się mózgi. Ten portal robi super robotę tylko musi to zrobić na większą skalę! Przytoczę kilka danych z tego raportu, otóż w 2011r na polskich drogach było 4189 trupów w tym naszych niebezpiecznych rowerzystów 314 szt a w tej liczbie rowerów było, uwaga, 18 szt pijanych czyli 296 rowerzystów trzeźwych ktoś zabił na naszych drogach, pytanie do naszych dzielnych milicjantów, KTO TO ZROBIŁ ? Odpowiedź, może UFO ? NIE. T o zrobili nasi ALONSO w swoich bolidach f1!

  • andrzej

    Mam propozycję dla ibikekrakow, zróbcie z tego raportu aferę na całą polskę, pokażcie co robią nasi dzielni milicjanci dla naszego bezpieczeństwa, jak siedzą w krzakach i czają się za rogiem polując na rowerzystów, tych najgroźniejszych przestepców. A teraz jeszcze jedna statystyka, pijanych CONTADORÒW siedzi za kratkami 4 500szt, pijanych ALONSO ponad 5 000 szt, od 2006 do 2011r pijany CONTADOR zabił, uwaga dane są drastyczne, jednego uczestnika wypadku, a nasi ALONSO od 2008 do 2011 r zabili ponad 18 000 osób, to jest masakra na polakach. A nasz generalny prokurator zajmuje się jakąś katastrofą w smoleńsku z setką trupów i chyba wszyscy byli trzeźwi a na pewno piloci.Z tego raportu wyłania się przerażający obraz przyczyn wypadków na polskich drogach, NAJWIĘKSZYM ZAGROŻENIEM NA POLSKICH DROGACH SĄ. ……. TRZEŹWI ALONSO W SWOICH BOLIDACH? ONI ZABIJAJĄ SIEBIE I INNYCH?

    • kameleon

      Andrzej, bardzo dobrze, że przywołujesz te dane. Niestety ani nasi spece od bezpieczeństwa na drogach, ani politycy, ani policjanci nie są w stanie dojść do tak nieoczywistych wniosków jak Twoje. Może chciałbyś napisać na ten temat? Kontakt przez „Kontakt” w stopce strony :)

    • Adam Łaczek

      Już o tym pisaliśmy:)

  • Hubert

    Dodałbym jeszcze, że część kierowców chciałaby, żeby rowerzyści mieli te same obowiązki co oni (np. OC, podatek drogowy i „prawo jazdy” na rower) ale nie prawa. Takie np. parkingi rowerowe w jezdni czy możliwość poruszania się wszystkimi typami dróg – „co to to nie!! szukać sobie ścieżek rowerowych i wynocha!!”

  • vrr

    od iluś tam lat znane są (zresztą niegdyś utajnione) wyniki badań szkodliwości marihuany. Wiadomo też ile osób ginie w Polsce zabitych marihuaną (zero) a ile zabitych nadmierną prędkością (legion). Teraz porównajcie karę za przekroczenie prędkości i karę za posiadanie dżojnta. Za jednego dżojnta w kieszeni można pójść na TRZY LATA do więzienia. Nawet staranowanie rodziny z dziećmi autem jest lżej karane. Więc nie o statystykę tu idzie. Rowerzyści pełnią rolę dziwadeł, upierdliwych pismaków z dziwnymi pretensjami do normalnego, zdrowego świata „prawdziwych ludzi” którzy chcą szybko dojechać do pracy autem.

    • raj

      „chcą szybko dojechać do pracy autem”

      Gdyby to jeszcze była prawda z tym szybkim dojazdem. Do tego wszystkiego co napisałeś, ci „prawdziwi ludzie” jeszcze zupełnie nie potrafią zrozumieć, że im więcej ich chce tymi autami dojechać, tym bardziej sami sobie korkują drogi i na pewno nie dojadą szybko…

  • kubaaa

    Legalna jazda na czerwonym świetle jest mocno radykalna. Ale co powiecie na odchrzanienie się od rowerzystów pokonujących na rowerze przejścia dla pieszych? To ma już większy sens, bo na przejściu tak czy srak obowiązek zachowania ostrożności spoczywa na kierowcy. I oczywiście nie mam tu na myśli zawsze przez kierowców przytaczanych sytuacji wtargnięcia na przejście, bo tutaj to i nawet przed pieszym ciężko jest wyhamować – choć przypominam o konieczności zmniejszenia prędkości przed przejściem. Są kraje w których ten zapis mówi, że należy tak zmniejszych prędkość, aby gdy to konieczne, móc zatrzymać auto PRZED przejściem.

    • kud47

      Kolego, ja przejeżdżam legalnie 20cm obok przejścia. Nie przeszkadzam pieszym i nie popełniam wykroczenia.

  • andrzej

    kameleon, widzę że myślisz i masz włączony intelekt, ciekawe czy czytasz RACJONALISTĘ . A teraz meritum sprawy, to nie są moje wnioski tylko dane z raportu, polecam ci je poczytaj, to się przerazisz, link do nich jest w art na tokfm o 4 500 rowerzystach za kratkami, Dane z raportu mówią jasno, NAJWIĘKSZĄ PLAGĄ NA POLSKICH DROGACH SĄ. ….. TRZEŹWI ALONSO. A ROWERY są najbardziej bezpiecznym środkiem komunikacji, nawet piesi są bardziej niebezpieczni bez względu na to czy są trzeźwi czy pijani.A teraz clou raportu, ile pieszych siedzi za kratami ? zero. a rowerzystów? 4 500szt

  • Heh, dziś przejechałem na nielegalnym czerwonym (Zikit nie dostosował świateł do wymogów prawa) i dostałem ochrzan od.. rowerzysty :) Ów młodzieniec, pomimo czterdziestu stopni zakuty w kaski i kamizelki, wytłumaczył mi, że występuje tutaj „opóźnienie czerwonego” (tak, właśnie to jest nielegalne) i że „jak by mnie samochód rozjechał, to on by zeznawał przeciwko mnie w sądzie” Z racji tego, że nie za bardzo wiedziałem, jak można zeznawać „przeciwko” komuś, kto czyn podejmuje z premedytacją, zaś samochód żaden się nie pojawił, bo i pojawić się nie mógł – odjechaliśmy w swoje strony w poczuciu zdziwienia. On, że można jeździć na czerwonym i ja, że można być tak upierdliwym nudziarzem.

    Aha, byłbym zapomniał – Pan swym niemożebnym skrzeczeniem się przebił przez moje słuchawki dokanałowe, co nie udaje się wielu kierowcom trąbiącym „z zasady”.

    • pg

      ??? Wy sobie tak osobno dogryzacie na różnych stronach? Bo się już pogubiłem

      • tramwajem

        Nie rozumiem. Ja nikomu nie dogryzam, bezinteresowny czyn upomnienia jest godny poszanowania, nawet jeśli wynika z niewiedzy.

      • pg

        a na forum tvp krk w JB? relacja z innej strony? :)

      • tramwajem

        Nie oglądam TVP, więc i na forum nie zaglądam.

  • zibi22

    Dziś pomykałem moją scieżką do pracy i jak co poniedziałek obława na podwójny gaz. Jakież było moje zdziwienie kiedy policjant uprzejmym gestem nakazał mi jechać dalej bez kontroli. Pierwszy raz się tak zdarzyło a to 4 kontrola w tym roku. Oczywiście nie było stresu bo nic nie piłem z rana. Może wreszcie się zmieni coś w podejściu. Choć przyznam, że raczej na mojej ścieżce nie widział bym mile wstawionych na dwóch kółkach. Jednak moja droga wymaga sporej koncentracji przy kierowcach jeżdżących na gazetę.

  • andrzej

    myślę że vrr ma miarodajne dane co do zioła, ale powinna podać źródło tak jak ja to zrobiłem, ale zakładam że vrr ma rację i zielarze nikogo nie posłali na tamten podobno lepszy świat, Ale jeżeli jest tak jak mówi o tych 3 latach za garść zioła to rowerzyści i zielarze powinni trzymać się razem bo siedzimy zz kratami za to samo, czyli za nic a podstawowe prawo o niskiej szkodliwości czynu w polskim prawie nie działa zarówno dla zielarzy jak i dla rowerów.Myślę że powinniśmy zrobić razem z ziołami dużą demonstrację najlepiej w warszwie na krakowskim przedmieściu, ja przyjadę na bank i niech nas niebiescy wszystkich zatrzymają, tylko musi nas być dużo.

    • akme

      szacowana dawka śmiertelna marihuany to jakieś 20 tysięcy do 40 tysięcy pojedynczych „dawek”. Jedna trzecia masy ciała (mogę wrzucić link do badań zresztą łatwo je znaleźć). Oczywiście takie statystyki nikogo nie obchodzą bo zaraz ktoś wypuści demagogiczny mit o „pierwszym kroku” i tak jasne marihuana nie zabija ale prowadzi do heroiny która zabija. I już. I tłumacz że ziemia jest okrągła jak on wie swoje. Tak samo z rowerami, no tak pijany rowerzysta sobie zrobi krzywdę co najwyżej przecież każdy woli być potrącony przez rowerzystą niż przez auto itd. Ale przecież pijany rowerzysta MOŻE wjechać pod koła kierowcy i ten kierowca MOŻE skręcić nagle i wjechać w TWOJE dziecko. Chcesz tego? I tak się nakręca publiczność. Straszy się kierowców że na ulicach pojawi się fala pijanych rowerzystów (obowiązkowo bez światełek), będą wszędzie, będą jak zombie zygzakiem i bezkarni. Wystarczy poczytać odpowiednie dyskusje oczywiście jeżeli ktoś ma akurat taką masochistyczną potrzebę. Nie można też dozwolić na posiadanie „małych ilości suszu konopi na własny użytek” bo przecież dilerzy to będą wykorzystywać. I dawać to dzieciom za darmo pod szkołami a potem dzieci umrą i wrócą jako upiory na rowerach i będą wywoływać straszne katastrofy samochodowe bo nie muszą płacić OC (które w następnej kadencji obowiązkowo wprowadzimy dla rowerzystów). I ludzie w to wierzą i przyjemnie im się tego słucha.

  • akme

    nie zdziwiłbym się gdyby kierowcy zarejestrowali swój kościół i pozywali takie teksty jako obrazę uczuć religijnych. Przecież nasza cywilizacja jest samochodowa i opiera się na ropie naftowej, to pewniejsze niż preambuły o wartościach chrześcijańskich. A wy piłujecie Złotą Gałąź. Nie zdziwiłbym się gdyby ktoś w poszukiwaniu elektoratu ogłosił że rower jest środkiem zmieniających świadomość, pokazał np masę krytyczną przebraną za postacie z filmów, przyrównał do manifestacji gejowskiej i zapytał „czy takiej Polski chcemy”? Kilka artykułów mieszających kwestię Ostrokołowego Zen z wypowiedzią „profesora” o wpływie przekroczenia progu tlenowego na szybkość reakcji („to jakby wypić cztery mocne piwa”!). Taka bomba demagogiczna spokojnie załatwi najlepsze nawet dane statystyczne.

  • andrzej

    a teraz napiszę trochę inaczej. zielarze po paru gramach zachowują się racjonalnie, nikomu nie robią krzywdy i jeszcze mają duże poczucie humoru ale mają w kieszeni trochę proszku i za to niebiescy wsadzają ich za kraty i. … pompują sobie statystyki i tak samo jest z nami rowerami, jedziemy do domu po paru piwach, oświetleni, po chodniku lub ścieżką rowerową ( nie identyfikuję się z rowerami jeżdżącymi środkiem jezdni, to są chyba samobójcy ) czyli zero zagrożenia dla innych uczestników dróg. A niebiescy czają się w krzakach i zamiast nam pomóc to robią z nas przestępców.

    • raj

      Ja za to nie identyfikuję się z piechotą zroweryzowaną ;) jeżdżącą po chodnikach. Owszem, nie jechałbym jezdnią np. Alejami w godzinach szczytu, Kapelanką, Wielicką i w innych podobnych miejscach, i tam jestem w stanie zaakceptować jazdę po chodniku. Ale na normalnych, bocznych ulicach o niewielkim ruchu, stanowiących jednak większość naszego miasta, to mam do powiedzenia tylko jedno – WON z chodnika na jezdnię! Zwłaszcza że chodniki zwykle są tam wąskie, jest na nich więcej pieszych niż samochodów na jezdni(!) i często jeszcze są zastawione zaparkowanymi samochodami, tak że piesi ledwo się przecisną miedzy samochodem a ścianą budynku, a co dopiero żeby jeszcze pchał się tam rowerzysta. Nie utrudniajmy życia pieszym, którzy są tak samo terroryzowani przez samochody jak my.

  • Maxikad

    Ot To ja zwróciłem Panu uwagę. Jazdy na czerwonym świetle nie można niczym usprawiedliwić. Ten młodzieniec już jest zdrowo pod 40 i nie miał kamizelki a jedynie czerwony podkoszulek rowerowy z czego można by wywnioskować o czyiś kłopotach ze wzrokiem. Przebiłem się przez słuchawki – Kolejny objaw rozsądku przy jeździe na rowerze – Brawo. Opóźnione czerwone nielegalne – według jakiego prawa??? Dla mnie to zdecydowanie bezpieczniejsze rozwiązanie (pod warunkiem że wszyscy stosują się do sygnalizacji).

    • Adam Łaczek

      http://ibikekrakow.com/2011/11/18/postulaty-o-bezpiecznej-sygnalizacji-swietlnej-dla-pieszych-i-rowerzystow/
      1. Włączanie zielonego sygnału na przejeździe rowerowym bez opóźnienia w stosunku do kolizyjnego strumienia podporządkowanego pojazdów skręcających w prawo, zgodnie z punktem 8.3.2 załącznika Nr 3 do Rozporządzenia Ministra Infrastruktury z dnia 3 lipca 2003 r. w sprawie szczegółowych warunków technicznych dla znaków i sygnałów drogowych oraz urządzeń bezpieczeństwa ruchu drogowego i warunków ich umieszczania na drogach.

  • Maxikad

    Tu się zgodzę i zostałem sprowadzony do pinu – ok. Jednak nadal nie ma usprawiedliwienia dla przekroczenia czerwonego światła na przejściu i przejeździe.

    • Adam Łaczek

      Przecież to czerwone załączone jest ze złamaniem prawa. Jak Cię urzędnik bezprawnie poprosi o łapówkę to też mu dasz bo trzeba się słuchac?

      • Maxikad

        Jeżeli przy awarii sygnalizacji Ty i TIR będziecie mieli zielone to też wjedziesz bo miałeś Zielone. W tym przypadku jest tylko opóźnienie zielonego dla rowerzystów i pieszych ale gdyby do tego jeszcze zmieniono sygnalizację dla aut które (hipotetycznie) miały by sygnał bezkolizyjnego skrętu w prawo – a takie istnieją.

    • VAT

      Czerwone światła są dla samochodów i z powodu samochodów. Jeśli nic nie jedzie to naprawdę głupota stać. O ile rozumiem artykuł, to wychodzi że jest to nawet legalne.

      • akme

        popieram w stu procentach!

  • Mariusz rowerzysta

    Tłumaczenie Jarka:
    Rowerzysta łamiący przepisy, którego ludzie potępiają: to ja. Rutynowo przejeżdżam na czerwonych światłach, tak samo jak wy. Lekceważę prawo gdy jestem na rowerze; wy to robicie na piechotę, przynajmniej jeśli jesteście tacy jak większość nowojorczyków. Moje zachowanie drażni pieszych, kierowców, a nawet część moich współtowarzyszy rowerzystów. Podobne zachowanie „wkopało” wielu rowerzystów w mandaty i nakazane przez sąd lekcje jazdy na rowerze.

    Ale chociaż jest to nielegalne, jestem przekonany że jest to etyczne. Nie mam takiej pewności odnośnie waszych beztroskich spacerów przez skrzyżowanie z równoczesnym SMS-owaniem, słuchaniem iPoda i popijaniem martini. Mniej więcej.

    Przejeżdżam na czerwonym wtedy i tylko wtedy, gdy na przejściu nie ma żadnego pieszego, a na skrzyżowaniu żadnego samochodu – czyli wtedy, gdy to nie zagraża ani mnie, ani nikomu innemu. Inaczej mówiąc, traktuję znaki „stop” i czerwone światła tak jakby były znakami „ustąp pierwszeństwa”. Podstawową kwestią etyki jest skutek, jaki nasze działania wywierają na innych. Moje działania nikomu nie szkodzą. To moralne rozumowanie moze nie przekonać policjanta wypisującego mi mandat, ale przechodzi próbę Kantowskiego imperatywu kategorycznego: uważam, że wszyscy rowerzyści mogą – i powinni – jeździć jak ja.

    Nie jestem anarchistą; przestrzegam większości przepisów ruchu. Nie jeżdżę po chodniku (OK, z wyjątkiem ostatnich siedmiu metrów między zjazdem z jezdni a moimi drzwiami frontowymi, a i to ostrożnie). Nie jeżdżę pod prąd. W istocie, nawet moje przejeżdżanie na czerwonym jest legalne w niektórych miejscach.

    Paul Steely White, dyrektor wykonawczy Transportation Alternatives, grupy aktywistów do której należę, zwrócił mi uwagę, że wiele jurysdykcji – na przykład w Idaho – zezwala rowerzyście na zwolnienie i przejazd bez zatrzymywania przez znaki „stop” po ustąpieniu pierwszeństwa pieszym. Pan White napisał do mnie: „Często mówię, że dopasowanie się do pieszych jest znacznie ważniejsze niż dopasowanie się do świateł, głównie dlatego, że tylu pieszych przechodzi na czerwonym!”

    Skoro moje łamanie przepisów jest etyczne i bezpieczne (i legalne w Idaho), dlaczego to kogokolwiek irytuje? Być może dlatego, że my, ludzie, nie jesteśmy dobrzy w ocenie stopnia niebezpieczeństwa, które nam zagraża. Gdybyśmy byli, zdalibyśmy sobie sprawę, że rowerzyści są mikroskopijnym zagrożeniem; to samochody i ciężarówki są realną groźbą. W ostatnim kwartale 2011 roku rowerzyści w Nowym Jorku nie zabili ani jednego pieszego, a zranili 26. W tym samym okresie kierowcy zabili 43 pieszych, a zranili 3607.

    Samochody zabijają nas także podstępnie, w zwolnionym tempie. Spaliny samochodowe pogarszają problemy oddechowe, powodują erozję fasad budynków, przyczyniają się do globalnego ocieplenia. Aby utrzymać wciąż płynący strumień ropy, podejmujemy wątpliwe decyzje w polityce zagranicznej. Samochody promują „rozlewanie się” miast i zniechęcają do chodzenia, przyczyniając się do otyłości i innych problemów zdrowotnych. I do tego jeszcze powodują hałas.

    Ta pełzająca dewastacja jest w większości legalna; natomiast tylko w niewielkim stopniu jest ona etyczna, zwłaszcza tam, gdzie – jak na Manhattanie – istnieją rzeczywiste alternatywy dla prywatnych samochodów. Ale ponieważ tak długo pozwalaliśmy samochodom na dominację w miejskim życiu, przyjmujemy je – i ich złowrogie skutki – jako coś oczywistego. Nagły wzrost popularności jazdy rowerem jest niedawnym zjawiskiem, i stąd jesteśmy uczuleni na wszelkie wybryki cyklistów.

    Ale oburzenie na rowerzystów łamiących prawo, takich jak ja, bierze się w większości – jak przypuszczam – z fałszywej analogii: postrzegania rowerów jako czegoś podobnego do samochodów. W takim podejściu rowery muszą być regulowane tak jak samochody, i trzeba potępiać rowerzystów, którzy łamią te przepisy i sprytnie potrafią się z tego wykręcić. Ale rowery nie są takie jak samochody. Samochody jadą trzy albo cztery razy szybciej i ważą jakieś 200 razy więcej. Jadąc niebezpiecznie samochodem, łatwo spowodować obrażenia u innych; jadąc niebezpiecznie rowerem, mogę spowodować obrażenia u siebie. Stawką w grze jest moja skóra, krew i kości.

    Oczywiście, rowerzyści nie są też pieszymi (przynajmniej wtedy kiedy jadą). Jesteśmy czymś trzecim, innym środkiem transportu, wymagającym odmiennych praktyk i odmiennych przepisów. Rozumieją to w Amsterdamie i Kopenhadze, gdzie prawie każdy, w każdym wieku, jeździ na rowerze. Te miasta traktują rowery jak… rowery. Szeroka sieć odseparowanych dróg rowerowych zapewnia infrastrukturę do bezpiecznej jazdy. Część sygnalizacji świetlnej ma czasy dopasowane do rowerów zamiast do samochodów. Niektóre przepisy zakładają, że w kolizji rower-samochód wina jest po stronie cięższego i bardziej śmiercionośnego pojazdu. Być może w miarę wdrażania systemu nowojorskiego roweru publicznego tutaj też tak się stanie.

    Prawa działają najlepiej, gdy ludzie przestrzegają ich z własnej woli, uważając je za rozsądne. Nie ma tylu policjantów, aby zmusić każdego do przestrzegania przepisów przez cały czas. Gdyby prawa dotyczące ruchu rowerów były w mądry sposób wyprowadzone z tego, jak faktycznie jeździ się rowerem, zamiast być niezgrabną i nieudaną adaptacją praw dotyczących pojazdów silnikowych, przypuszczam że przestrzeganie ich – nawet przeze mnie – by wzrosło.

    Mój styl jazdy wybrałem ze świadomością bezpieczeństwa własnego i moich sąsiadów, ale także w poszukiwaniu szczęścia. Nieprzerwany ruch, ciche i płynne przemieszczanie się, jest radością. Dlatego jeżdżę. I to jest powód dla którego – jak mówi – jeździ Stephen G. Breyer, czasem do pracy w Sądzie Najwyższym: „Zalety? Aktywność fizyczna, brak problemów z parkowaniem, ceny paliwa, przyjemność. Samochód jest drogi. Musisz znaleźć miejsce do zaparkowania i to nie jest przyjemne. Więc dlaczego nie pojechać rowerem? Polecam.” Nie wiem, czy on przejeżdża na czerwonych światłach. Mam nadzieję, że tak.

  • muus

    To może wypadałoby zadać sobie takie Kantowskie pytanie: czy chciałbyś, by niestosowanie się do przepisów w oparciu o subiektywną ocenę sytuacji stało się prawem powszechnym?

    Rzecz w tym, że ludzie są różni i mają zróżnicowaną zdolność do rozpoznawania zagrożenia. Dlatego pozostawienie wyboru co do tego, czy zatrzymywać się na czerwonym światłe, czy nie, może prowadzić do niebezpiecznych sytuacji, na których ucierpią inni uczestnicy ruchu drogowego. Wraz z pozostawieniem wyboru, niechybnie pojawią się przypadki graniczne, w których – z obiektywnego punktu widzenia – nie będzie jasne, czy można przejechać, czy już nie zdąży się przejechać. W takich sytuacjach, jeden rowerzysta zatrzyma się, inny będzie próbował się przeprawić na drugą stronę jezdni. Ostatniemu raz uda się przemknąć, innym razem nie uda się. Chyba nie jest tutaj dla nikogo tajemnicą, że niemal każdy wypadek spowodowany przez auto lub rower wjeżdżający na czerwonym jest poprzedzony przekonaniem kierującego o tym, że ma wolną drogę. To są fakty empiryczne, którym trudno przeczyć i właśnie z powodu takich zachowań lepiej jest zachować bezwzględny nakaz zatrzymywania się przed światłem czerwonym. Dzięki temu jest po prostu bezpieczniej na drogach, nawet jeśli nakaz ten wymusza niekiedy stanie na pustym skrzyżowaniu. (Trochę nie mają sensu prowadzenie – co niestety Autor czyni – rozważań na temat konsekwencji zniesienia nakazu zatrzymywania się na czerwonym w oparciu o wyidealizowany obraz rowerzysty, który zawsze jest w stanie adekwatnie ocenić sytuację. Fakty są takie, że rowerzyści są często niedoświadczonymi uczestnikami ruchu i ocena wielu sytuacji drogowych sprawia im niemały problem).

    Swoją drogą, jeśli już Autor chce pisać o etyce Kanta, powinien lepiej zaznajomić się z nią. W szczególności, powinien zwrócić uwagę na to, że jedno ze sformułowań imperatywu kategorycznego posiada następujący sens: nie będzie traktował podmiotu moralności jako środka do celu, a jedynie cel sam w sobie. Fakty empiryczne pokazują, że kierowcy lub rowerzyści przejeżdżając przez czerwone światło powodują wypadki. Wypadki są na tyle losowymi zdarzeniami (z uwagi na niezdeterminowane warunki początkowe), że trudno przewidzieć ich konsekwencje. Może skończyć się na stłuczce, śmierci samego rowerzysty, ale niekiedy i na szkodzie u osób postronnych. Teraz wypada sobie zadać pytanie, czy przejeżdżając na czerwonym i powodując wypadek, w którym ucierpiały osoby trzecie, traktuje się je jako cele same w sobie, czy może instrumentalnie jako środki do celu szybszego przemieszczenia się na drugą stronę ulicy? Jeśli ktoś nie jest kompletnie pozbawiony wyobraźni, powinienem był sobie zdawać sprawę z tego, że wjazd na czerwonym świetle może spowodować wypadek z udziałem osób trzecich, a zatem intencją czynu takiej osoby nie mogła być poczucie obowiązku traktowania innych jako celów samych w sobie – koniec końców, dopuściła się ona zaryzykowania ich zdrowiem/życiem po to, by szybciej przejechać przez ulicę. Dalej, w przekonaniu Kanta, człowiek ma również obowiązki wobec samego siebie, np. zachowanie siebie przy życiu, w przeciwnym bowiem razie musiałby – wbrew przytoczonemu wyżej sformułowaniu imperatywu kategorycznego – traktować siebie jako środek do pewnego celu. W tym wypadku, mógłby zaryzykować własnym życiem, by szybciej przejechać przez skrzyżowanie, tymczasem etycznie jego życie jest ważniejsze niż szybsze przejechanie na drugą stronę ulicy. W ten sposób, jeśli w czyn przejeżdżania przez ulicę na czerwonym świetle jest wpisane ryzyko wyrządzenia szkód innym osobom lub samemu sobie, czynowi takiemu nie może towarzyszyć intencja działania w zgodzie z imperatywem kategorycznym. A zatem, czyn taki nie jest moralnie słuszny z punktu widzenia Kanta (choć Autor tekstu sugeruje inaczej). Swoją drogą, zagadka dla Autora: Kant twierdził, że jedynymi etycznie słusznymi czynami są czyny wykonywane z poczucia obowiązku (a nie subiektywnych pobudek), wskaż zatem, z poczucia jakiego obowiązku działa rowerzysta przejeżdżający na czerwonym świetle.

    Druga sprawa jest taka, że Kant doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że większość ludzi działa z subiektywnych pobudek (polepszenie samopoczucia itp.), a nie z poczucia obowiązku, co więcej zdawał sobie sprawę z tego, że część ludzi nie jest w stanie przeprowadzić kontrfaktycznych rozumowań co do tego, czy chciałaby, by maksyma ich postępowania stała się prawem ogólnym. Te obserwacje empiryczne miały przełożenie na kantowską filozofię społeczną. W ramach tej filozofii, prawa regulujące relacje społeczne powinny być ustanawiane z myślą o minimalizowaniu zachowań, w których podmioty moralne mogą być traktowane jako środki do celów. Co więcej, prawa te powinny być sformułowane z taki sposób, by dawały się łatwo stosować i uwzględniały ułomności niektórych ludzi. Stosując to do zakazu przejeżdżania na czerwonym, uczynienie go bezwzględnym byłoby motywowane następującymi racjami: niektórzy kierowcy nie są w stanie dobrze ocenić zagrożenia drogowego (warunek „ułomności” spełniony). W konsekwencji, (1) mogliby potraktować innych, albo samych siebie jako środki do celu (pogwałcenie warunku nietraktowania podmiotów moralnych jako środków do celu). (2) Jeśli zasada regulująca życie społeczne jest moralnie słuszna, to nie dopuszcza traktowania innych lub siebie samego jako środków do celu. Na mocy modus tollendo tollens (z 2 i 1 oraz postawienia za regułę rządzącą życiem społecznym zezwolenia na przejeżdżanie na czerwonym), mamy wniosek, zgodnie z którym przejeżdżanie na czerwonym nie jest moralnie słuszne. Tyle z Kanta.

    Czasami jednak nie bazować na luźnym podobieństwie imperatywu kategorycznego do niektórych przepisów ogólnych, prawda?

    • Zeb

      … o żesz w morde …

      nie wiedziałem, że jezdem takim intelektulistom robiąc prawoskręt na czerownym

      • Zeb

        Czy we Francji nie jest tak, że tam rowerzyści mogą jeździć na czerwonym jeśli jest pusto ? A prawoskręty to już na 99% coś mi się kojarzy.

      • Adam Łaczek

        są odpowiednie znaki legalizujące to, a ma to na celu zbadanie czy jest to bezpieczne, po czym planuje się pełną legalizację

      • zuzanna

        Rok temu bylam w Lyonie i widzialam wielu rowerzystow jezdzacych po przejsciach dla pieszych i na czerwonym swietle. Zapytalam kolege (francuza) czy to u nich legalne. On odpowiedzial, ze wprawdzie jest zabronione ale na to nikt (nawet policja) nie patrzy. Dopiero jak dojdzie do wypadku to jest to zawsze wina osoby jadacej na czerwonym lub po przejsciu.

    • raj

      @muus: „niechybnie pojawią się przypadki graniczne, w których – z obiektywnego punktu widzenia – nie będzie jasne, czy można przejechać, czy już nie zdąży się przejechać. […] raz uda się przemknąć, innym razem nie uda się. […] niemal każdy wypadek spowodowany przez auto lub rower wjeżdżający na czerwonym jest poprzedzony przekonaniem kierującego o tym, że ma wolną drogę.”

      Ty o niejasnych przypadkach granicznych i przemykaniu, a Cohen pisze wyraźnie:
      „Przejeżdżam na czerwonym wtedy i tylko wtedy, gdy na przejściu *nie ma żadnego pieszego*, a na skrzyżowaniu *żadnego samochodu*”.
      *Nie ma żadnego* – czyli nie żadne niejasne przypadki graniczne, tylko jednoznaczny BRAK jakiegokolwiek pieszego i pojazdu *w zasięgu wzroku*. Na przykład noc i pusta ulica.
      Jeżeli jest jakakolwiek wątpliwość czy niejasnośc, czy się „zdąży przemknąc”, czy nie, to nie należy przejeżdżać tylko stac i czekać. Tylko w przypadkach *absolutnie niewątpliwych* jechać.

      • madziu

        Chyba nie twierdzisz, że osoba, która mając czerwone światło wchodzi/wjeżdża pod samochód jadący na zielonym nie jest PEWNA, że na 100% zdąży i że samochód jest wystarczająco daleko, tylko liczy, że „może się uda”? :)

        Pomijam tych, którzy po prostu się zagapili.

        Niestety – jeśli chcemy przemieszczać się bezpiecznie, sami musimy poddać się pewnym rygorom. Prawo nie jest też w stanie opisać każdego przypadku z osobna. Jeśli stosujesz się do zasady: przejeżdżam tylko, jak w pobliżu NIE MA ŻADNEGO samochodu to jesteś w stanie też ocenić, czy w pobliżu nie ma patrolu pieszego policji czy sm i mandat Ci nie grozi. Nie widzę problemu.:)

    • kkk123

      Słuszne uwagi piękny, ale skąd wiadomo, że Kant się nie myli w ocenie tego co etyczne?

      Etyczne według katan to znaczy rzeczywiście etyczne?

      pozdrawiam

  • andrzej

    Panie Adamie, robi pan kapitalną robotę proszę trzymać tak dalej i nie zniechęcać się, pisze pan fantastyczne art. , proszę je upowszechniać w mediach papierowych i elektro. może część tego polskiego ciemnogrodu się wyedukuje. A wracając do pana Cohena, on się po prostu zachowuje racjonalnie, jeżdżąc rowerem, przecież to jest proste jeżeli prawo zakazuje jazdy na czerwonym a jednocześnie mówi o niskiej szkodliwości społecznej czynu, a pan Cohen przejeżdża na czerwonym ale nie zagrażając ani sobie i innym TO JEST TO ZGODNE Z PRAWEM a jeżeli ktoś ma problemy z oceną zagrożenia to lepiej dla niego i nas niech nie przejeżdża na czerwonym. Ten kto wymyślił prawo o niskiej szkodliwości społecznej powinien dostać NOBLA. A teraz inaczej, polecam panu dzisiejszy art na prtalu TOKFM o wsadzaniu pijanych rowerów.Pozdrawiam.

  • vrr

    to jakaś bzdura z tym „prawem”. Prawo prawem. W okresie drugiej wojny światowej prawo nakazywało wydawać Żydów. Ustawy Rasowe ustalały wiele rzeczy. I co z tego? Były prawem więc trzeba się było do nich stosować? No mnóstwo jest dylematów które można od ręki wymyślić, problemów stworzyć. Ważne jest to że rowerzystów trzeba dopieszczać bo to pożyteczne owady w miejskich ulu.

    • Hubert

      Prawo to na szczęście nie młotek, należy go używać z nieco większą delikatnością. Gdy jakiś dureń bierze się za stosowanie prawa, to najczęściej tak je traktuje. Efektem jest spadek auorytetu państwa. Gdy widzę strażnika wypisującego mandat rowerzyście za przejechanie na czerwonym, to mam przede wszystkim poczucie głębokiego absurdu, w którym wszyscy tkwimy i najczęściej w ogóle nie zdajemy sobie z tego sprawy.

  • kawu

    Czy jeśli uważam, że powszechnym prawem każdego człowieka powinna być możliwość wzięcia sobie dowolnego roweru by przemieścić się z jednego miejsca do drugiego, to mogę wziąć Twój? Bo wiesz, imperatyw Kanta może być bliski każdemu w taki sposób jaki dla tej osoby będzie wygodny…

    • akme lore

      Imperatyw Kanta to nie jest taka ultra prosta sprawa jak się wydaje. Najlepiej kupić w Taniej Książce Kanta „Ugruntowanie metafizyki moralności” za jakieś 6zł, Kant pisał to niewielkie dziełko z myślą o szerokich masach więc śmiało. I tam jest elegancko wytłumaczone wszystko. Z innych podobnych systemów można wymienić Thelemę Crowleya albo taoistyczne ostrokołowe Zen. Też, mówiąc o Thelemie gdzie jest „Nie ma prawa poza Czyń wedle swej woli” ktoś może powiedzieć że jak mam wolę kraść rower to co wtedy. No właśnie prawdziwa „Wola” jest ukryta, niewiele osób naprawdę poznaje własną „wolę”. Dla reszty nadają się proste systemy typu „czcij Jahwe, tego nie rób tego nie rób o tym nie myśl” itd. „nie przejeżdżaj na czerwonym” „zawsze zatrzymuj się na wezwanie straży miejskiej” „dura lex sed lex” i tak można by wymieniać. Imperatyw Kanta wymaga pewnej szczerości z samym sobą, jeżeli ktoś oszukuje samego siebie (używa imperatywu ze względu na „siebie” a nie na „kosmiczne prawo”) to już naprawdę ciężko tu mówić o etyce.

      • kawu

        Ja jestem prosty człowiek po Politechnice. Tam nie było filozofii, choć miałem zajęcia z etyki! Bądź co bądź żyjemy na świecie w którym obowiązują pewne zasady i należy ich przestrzegać. Jeśli to Ci się nie podoba, uważasz, że należy żyć inaczej, poszukaj może sobie innego świata ;)

      • Adam Łaczek

        Przecież nawet w naszym k.w. masz zapis o szkodliwości społecznej. Czemu nikt tego nie wykorzystuje tylko mandaty wystawiane są jak leci?

  • divak2

    Jedzie dwóch facetów samochodem. Dojeżdżają do skrzyżowania, zapala się czerwone, a kierowca depcze gaz i przeskakują z piskiem opon przed ruszającymi prostopadle samochodami.
    -Co ty, k…wa, robisz! – denerwuje się pasażer.
    -E, szwagier też tak robi i mu się zawsze udaje.
    Pasażer siedzi spocony, ale w końcu trafiają na zielone. Kierowca depcze hamulec.
    -No jedź, przecież zielone! – mówi pasażer.
    -A jak szwagier będzie jechał?