Nie chcę nikogo obrażać

Nie chcę nikogo obrażać

Informacja wstępna: nie chce nikogo obrażać, ani robić złej reklamy rowerom. Jedynie chcę pobudzić do zastanowienia się nad pewną sprawą.

Jeżdżąc rowerem po Krakowie często mam wrażenie, że prócz zmiany w ilości rowerzystów następuje też inna zmiana, której nie wszyscy są świadomi. A powinni..

Ale od początku…
30 maja w okolicach ulicy Piastowskiej w ciągu Młynówki Królewskiej doszło do kolizji dwóch rowerzystów. Rowerzysta jechał Młynówką Królewską droga dla rowerów, kiedy to pod koła wjechała mu zza krzaków rowerzystka właśnie wyjeżdżająca z bloku stojącego przy Młynówce.
To jest wersja rowerzysty. Rowerzystka nie miała możliwości podzielić się swoją wersją,  ponieważ leżała zakrwawiona na chodniku i zajmował się nią lekarz.
Byłam przez cały dzień w szoku, ponieważ to był pierwszy wypadek rowerowy, którego skutek mogłam zobaczyć na własne oczy.

Nie będę pisać o kaskach, bo ja nie o tym chcę tutaj pisać… chodzi mi o to, że chyba pomiędzy propagowaniem cycle chic…. lansowaniem wizerunku rowerzysty jako osoby, która w spódnicy w grochy, garniturze, z wiklinowym koszykiem i wiatrem we włosach… pisaniem instrukcji jak wygodnie rozczapierzać palce u stóp jadąc na rowerze…. zapomnieliśmy o tym, żeby przekazać, że nasze ścieżki rowerowe stały się DROGAMI ROWEROWYMI i jako takie rządzą się pewnymi zasadami:
* zasada ograniczonego zaufania
* zasada ruchu prawostronnego – drogę rowerową też zasada ta obowiązuje
* włączając się do ruchu (czyli też wjeżdżając na drogę rowerową)
musimy się upewnić, czy nie dojdzie do kolizji
* itd.
Zastanawiam się czy rowerzystka sprawdziła czy droga jest wolna. Zastanawiam się czy rowerzysta czujnie obserwował otoczenie i dostosował swoją prędkość.

Powyższe zasady są dla mnie oczywistością, ale wydaje mi się, że nie dla wszystkich. Wydaje mi się też, że wielu rowerzystów nadal traktuje drogi rowerowe jak polne ścieżki – wiatr we włosach, głowa w chmurach i toczę się do przodu. Zupełnie jakby zapomnieli, że już nie są pieszymi na chodniku, tylko kierowcami pojazdu.
Oczywiście nie mam nic przeciwko osobom jeżdżącym wolno, dopóki stosują się do PoRD. Najlepiej to chyba widać na bulwarach wiślanych, gdzie droga rowerowa, początkowo przeznaczona do rekreacji, stała się rowerową droga tranzytową. Niestety część osób podchodzi do jazdy po drogach rowerowych na zasadzie: „nie ma aut, nie myślę, nic mi nie grozi, łłiii słoneczko…”

Jakiś czas temu byłam w Amsterdamie. Tam ludzie nie lansują się na głównych trasach, tylko przemieszczają i to szybkim tempem. Jazda 15km/h po Amsterdamie
wyglądałaby jak jazda samochodem prędkością 50km/h po autostradzie. Wraz ze wzrostem liczby rowerzystów, którzy się przemieszczają, a nie lansują myślę,
że niedługo u nas będzie tak samo. Mam nadzieje, że do tego czasu ludzi zrozumieją, że nie ma ścieżek rowerowych, są DROGI ROWEROWE.

Na koniec motto tego wpisu: „Myślenie boli, ale można się przyzwyczaić” powiedział Kubuś Puchatek

ps: uważam, że akcja warsztatów jazdy rowerem oraz quiz wiedzy to wspaniałe inicjatywy, które jako jedne z niewielu uświadamiają w tym względzie.

Imię i nazwisko do wiadomości Redakcji

 

  • pg

    Moim zdaniem to jest wada osobnych DDR (nawet tych technicznie dobrych) że jazda po nich wyłącza myślenie (bo podświadomie jestem z dala od aut, cisza spokój, czasem jakiś pieszy, mało znaków – tylko na przejazdach trzeba się oglądnąć)
    Na normalnych drogach jest się cały czas w bezpośrednim otoczeniu aut i jest zupełnie inaczej – co do koncentracji, stosowania zasad ruchu itp
    Dlatego nie lubię osobnych DDR – wolę normalne ulice z mniejszym choć wcale nie małym natężeniem ruchu (nie mieszkam w Krk)

    • Hubert

      Zgadzam się z przedmówcą.
      A tak poza tym – „lans” wcale nie musi być w kontrze do szybkiego przemieszczania się.

    • Paweł

      „Moim zdaniem to jest wada osobnych DDR (nawet tych technicznie dobrych) że jazda po nich wyłącza myślenie” – mój drogi, ten argument był za socjalistycznych czasów używany przeciwko autostradom, że usypiają i będzie więcej przez to wypadków.

      Dobrze zrobione DDR mają mnóstwo zalet. Po pierwsze, można wybrać się tam z dziećmi. Po drugie, wolniej poruszający się rowerzyści nie hamują ruchu z większą prędkością, a sami nie stresują się autami wyprzedzającymi na grubość lakieru. Rozumiem jednak, że kolarzy wyścigowych takie argumenty nie przekonają…

      • pg

        -Oczywiście że jazda autostradami jest monotonna, ale czy to był argument na niebudowanie autostrad? To chyba tylko twoja teoria :D
        -kolarzy wyścigowych te argumenty oczywiście że nie przekonają, jakbyś się przejechał wyścigówką to byś zrozumiał
        – z dziećmi zarówno pojeździsz na pustej normalnej jezdni i nie pojeździsz bezpiecznie i swobodnie na ruchliwej DDR – wiec argument to żaden
        -wiadomo ze DDR mają zalety a wady również

  • rbk

    IMHO osobne DDR nie są wcale złe tylko faktycznie nie można na nich wyłączać myślenia. Wspomniana Młynówka Królewska (niestety z dziesiątkami przeszkód terenowych stworzonych wskutek błędnego projektu i nieudacznego wykonania oraz aktualnie brakiem utrzymania) akurat jest tego doskonałym przykładem. Jest alternatywą dla Wrocławskiej, Podchorążych, Armii Krajowej, Bronowickiej, rewelacyjna sprawa z logistycznego punktu widzenia, spieprzona z powodów jak wyżej.
    Dopóki krakowska myśl techniczna sponsorowana za publiczne pieniądze będzie stawiały na bylejakość, dopóki użytkownikom tej bylejakości nie włączy się lampka ostrzegawcza dopóty, niestety, takie wypadki będą miały miejsce.

  • Mavors

    W wielu miejscach w Krakowie drogi rowerowe są zbudowane tak, że nie widać nadjeżdżających z przeciwka rowerów. Wtedy wjeżdżając w taki fragment jadę szerokim łukiem często zjeżdżając z drogi rowerowej lub/i dzwonię (np. pod Mostem Grunwaldzkim).

  • Adam Łaczek

    1. Jest to bezsprzeczna wina rowerzystki włączającej się do ruchu.
    2. Zawsze polecam analogię do samochodu „czy rowerzysta czujnie obserwował otoczenie i dostosował swoją prędkość”, analogicznie można miec pretensje do kierowcy który na drodze z V=50 km/h jechał z prędkością np 48km/h a nie z prędkością 10 km/h
    Czy to było skrzyżowanie? Z tekstu zrozumiałem że nie, nie sądzę że rowerzysta z premedytacją wjechał w rowerzystkę, zapewne sądził że ta normalnie włączy się do ruchu jak on przejedzie, albo jej nie widział. Jak jadę autem/rowerem, to specjalnie nie zwalniam do 5 km/h jak widzę że ktoś się chce włączyc do ruchu… nie popadajmy w paranoje.
    3. Inna sprawa to to, że na DDR ignoruje się zasady zapewnienia odpowiedniego trójkąta widoczności, nie wiem jak było w tym przypadku
    4. Wypadki z innymi rowerzystami to już niestety nie mały odsetek wszystkich wypadków http://ibikekrakow.com/2012/05/22/rowerowe-wypadki-w-krakowie-2011/
    5. Nie przesadzajmy z krytyką cycle chic i lansu:) W CPH – stolicy jednego i drugiego rowerzyści jeżdżą naprawdę szybko i zdecydowanie

  • droho

    Niestety muszę zgodzić się z autorem że poziom wiedzy o przepisach ruchu drogowego u rowerzystów bywa zastraszająco niski. Widać to np. na kontrpasach – jeżdżąc codziennie rowerem ulicą Smoleńsk widzę że duża część rowerzystów traktuje kontrpas jako ścieżkę rowerową i to do tego stopnia że niektórzy jeżdżą po nim pod prąd w dwie osoby równolegle… Naprawdę – wspierając rozwój infrastruktury rowerowej wspierajcie także rozwój wiedzy o bezpiecznym poruszaniu się po mieście, gdyż w chwili obecnej najlepszymi pod tym względem rowerzystami są… kierowcy, którzy przesiedli się na rowery.

    • Nipsu

      „kierowcy, którzy przesiedli się na rowery” Ale byś się zdziwił, jakbyś wiedział o czym mówisz…

  • Deltar

    Znajomość przepisów jest na poziomie 0. Całkiem niedawno też zderzył bym się z rowerzystką. Sytuacja wyglądała następująco: Jechałem ulicą Kapelanka w stronę Tesco, dojeżdżając do skrzyżowania z ul. Twardowskiego zasygnalizowałem skręt w prawo. Upewniłem się jeszcze czy na pasy nie wchodzą piesi, bo też mieli zielone i rozpocząłem skręt. W momencie wjazdu na pasy z ul. Twardowskiego, drogą rowerową wyjechała rowerzystka i zamiast zatrzymać się na czerwonym, skręciła w lewo na przejście dla pieszych, wprost pod moje koło. Na szczęście jechałem dość szybko i przemknąłem przed nią zanim we mnie uderzyła.

    • vrr

      mnie na ścieżce kapelanka wyprzedził po lewej rowerzystka a następnie skręcił bez ceregieli… w prawo zajeżdżając mi drogę. pamiętam jak dziesięć lat temu na undergroundowych stronach kurierskich były opisane różne taktyczne triki uliczne, często łamiące prawo ale zawsze sprytne i bezpieczne sposoby na rozwiązanie sytuacji „rozpędzony rowerzysta w wielkim mieście”. przecież taki „dizajn zachowań miejskich” musi być trendy więc dlaczego nie jest?

      • Adam Łaczek

        Manewr „wyprzedzam, by zaraz potem skręcic w prawo” jest bardzo częsty także u kierowców

  • madziu

    Niestety należy się przyzwyczaić do tego, że wraz ze wzrostem ilości rowerzystów wzrośnie ilość rowerzystów-drogowych_analabetów. Pocieszeniem może być to, że podobno co drugi rowerzysta ma swój samochód – a więc i prawo jazdy a co za tym idzie pewne naturalne odruchy jak ustępowanie pojazdom z prawej strony, ruch prawostronny, wyprzedzanie z lewej itp. Z drugiej strony sam po sobie widzę, że wsiadając na rower traktuję przepisy mniej poważnie niż za kierownicą samochodu. Inną kwestią jest, że ludzie są jacy są. Nieważne, czy jeżdżą rowerami, samochodami czy na hulajnogach – zawsze znajdą się pośród nich chamy i debile.

    • Adam Łaczek

      Mam wątpliwości czy rowerzyści będący kierowcami są tacy super :) Jeden z sąsiadów z klatki który ma samochód kupił sobie ostatnio rower i jedzie dziarsko chodnikiem, po drodze z V=40 km/h… Tu każdemu trzeba po prostu trochę praktyki.

      • madziu

        Ale ja nie mówię o tych, którzy kupili sobie rower, tylko o tych, którzy zaczęli na nim regularnie jeździć ;).
        A tak serio to niestety oznakowanie i infrastruktura rowerowa jest w niektórych miejscach tak kiepska, że o wiele częściej mam wątpliwości jak się zachować jadąc rowerem niż samochodem.

  • lEn

    przeca kaski rowerowe to zuuułoooo!!!

  • Nipsu

    Najlepszy fragment to „Mam nadzieje, że do tego czasu ludzi zrozumieją, że nie ma ścieżek rowerowych, są DROGI ROWEROWE.”

    To jest kwintesencją całego tego tekstu. Ścieżki rowerowe to są w parkach osiedlowych i lasach, a nie na drogach publicznych.

    Natomiast jak ktoś chce jechać 15km/h po bulwarach to niech jedzie żaden problem, ale czasem nie parami obok siebie lub wężykiem po całej szerokości drogi rowerowej. Puki co jest jeszcze za mało rowerzystów w Krakowie, żeby piętnować tych którzy jeżdżą wolniej z różnych względów i trochę spowalniają szybsze osoby np. na wspomnianych bulwarach.

    Ja zauważam jeszcze jeden problem. Otóż ruch rowerowy rośnie z roku na rok i można domniemywać że pójdziemy w przyszłości śladami miast Europy Zachodniej. Czy grożą nam częste wypadki rowerzystów między sobą, lub z pieszymi? Myślę niestety, że tak. Wyobraźmy sobie obecną drogę dla rowerów między Mogilskim i Grzegórzeckim, a na nim całą masę rowerzystów niczym w Kopenhadze. Od razu rzuca się w oczy fakt, że tam jest BARDZO WĄSKO i jak wymija się innego rowerzystę przy prędkości 20-25km/h to albo najeżdżą się delikatnie na chodnik (niebezpieczeństwo kolizji z pieszym) albo wymija w obrębie ddr, ale rowery są bardzo blisko siebie (niebezpieczeństwo czołówki z innym rowerzystą). Im większy będzie ruch rowerowy tym bardziej niebezpiecznie będzie na wąskich odcinkach dróg rowerowych, także dla pieszych którzy mają chodnik obok nich (ktoś ratując się przed zderzeniem może odruchowo odbić na chodnik i staranować pieszego). Obawiam się, że wiele obecnych dróg rowerowych będzie musiało w niedalekiej przyszłości iść do remontu i poszerzania.

  • madziu

    1. To nie jest jego teoria wyssana z palca. Jak masz za mało lat to popytaj rodziców.
    2. Budowanie infrastruktury dostosowanej specjalnie dla pojazdów sportowych jest marnotrawieniem pieniędzy. Utrudnianie ruchu ogólnego przez pojazdy sportowe tylko dlatego, że kierujący ma kaprys ich używać też nie powinno mieć miejsca. Dlatego na „szosie” też musisz jechać DDR. trudno, że wolniej niż Twój vmax.
    3. Kto Ci powiedział, że te dzieci jadą samodzielnie? Na ruchliwej DDR swietnie i bezstresowo oraz relatywnie bardzo bezpiecznie jeździ się z fotelikiem, przyczepką, sprzęgiem typu trailgator. Na jezdni W MIEŚCIE już nie.
    4. Wady? Dla człowieka uzywającego właściwego do jazdy po miesciej roweru jedyne wady to gorsza niż na jezdni nawierzchnia i czasami krawężniki. Ale jezdnie też są dziurawe i pełne studzienek.

    • pg

      Nie mam cierpliwości redaktora AŁ ;) do toczenia niekończących się dysput ale jestem przekonany ze autostrad nie budowano głównie z powodu niewydolności organizacyjno-finansowych socjalistycznego tworu jakim był PRL (socjalizm z definicji się nie sprawdza i bankrutuje)
      Nie wydaje mi się również by ktokolwiek chciał DDR pod szosowe rowery, wystarczy pozwolić na swobodny wybór miedzy jezdnią a DDR, tak samo jak masz mieć wybór między kaskiem a jego brakiem i jak powinieneś mieć wybór między pasami w aucie a niezapinaniem się
      I tyle w tym temacie z mojej strony

      • madziu

        Oczywiście nikt nie ma na myśli rzeczywistych powodów, a jedynie wymówki i „wieść gminną” :). Nie pamiętasz hipokryzji tamtych czasów? Ja słabo, ale jednak…

        Nie zgodzę się natomiast z postulatem dotyczącym swobodnego wyboru pomiędzy DDR a jezdnią.
        Rower szosowy ma w mieście mniej więcej taki sens jak auto terenowe na asfalcie czy motocykl typu ścigacz na drogach publicznych. Znam dwóch zapalonych szosowców i żaden z nich nie używa szosy do jazdy miejskiej. Mają do tego inne rowery – odpowiedniejsze. Jak kogoś to kręci – proszę bardzo, ale pod warunkiem dostosowania się do ustalonych zasad. Tamowanie ruchu samochodowego w sytuacji, w której można korzystać z „własnej” infrastruktury to IMHO szczyt egoizmu.

      • pg

        -blokowanie jest egoizmem ale nie zawsze rowerzysta na drodze ten ruch blokuje, bardzo często nie blokuje i jest możliwość wyprzedzenia z przepisowym odstępem
        – wyścigówka do jazdy po samym mieście się nie nadaje chyba tylko dzięki obowiązkowi DDR-owania tymże pięknym sprzętem ale żeby pojeździć poza miastem trzeba tam dojechać

        Jest sporo za i przeciw, ale najważniejsza jest możliwość wyboru i w tej i wielu innych kwestiach

  • vrr

    szosówka się świetnie nadaje do jazdy po mieście nawet z ostrym kołem. może nie na karbonowych ultralekkich kołach ale wtedy naprawdę nie wiem kto komu tamuje ruch

    • madziu

      To dziwne, bo jakoś nie widzę ludzi na szosach jeżdżących komunikacyjnie po mieście. Widuję ich jak wyjeżdżają w weekendy na długie trasy i w tym ten rower jest niezastąpiony. Tak samo jak po mieście niezastąpiony jest mieszczuch lub treking – z piastą planetarną.

      Żeby nie było – marzy mi się fajna szosa :).

      • pg

        Bo szosy są droższe, nie da się na nich nic transportować a ubiór to praktycznie tylko sportowy- czyli dużo mniej ludzi korzysta w mieście ale jednak są

      • madziu

        Dobrze, że jest tyle rodzajów rowerów – każdy znajdzie coś dla siebie :).

        Ja mam takie doświadczenia, że dopiero zakup mieszczucha przykuł mnie na stałe do roweru. Mieszczuch w mieście jest absolutną esencją praktyczności i nie trzeba się do niego za bardzo dostosowywać. Wcześniej miałem rowery górskie i „nie były w stanie mnie przekonać” do codziennego ich używania – wymagały zbyt dużo kompromisów. Szosę z chęcią bym „posiadł” ;), ale używałbym jej tylko na weekendowe wypady za miasto.

  • Deltar

    Jazda po mieście do pracy, na zakupy itp. to jedno, jazda rowerem zawodowo (kurierzy, dostawcy pizzy) to drugie. Obowiązek używania DDR’ów przez te grupy jest bardzo kłopotliwy. W tym fachu liczy się prędkość a DDR nie sprzyja jej rozwijaniu.

    • Nipsu

      Skutery zablokowane do 45km/h też jeżdżą po mieście i jakoś nikt nie ma wielkich pretensji. Rowery szosowe może nie są aż tak szybkie, ale na owych pojazdach średnia na poziomie 35-40km/h na krótkich odcinkach jest możliwa i myślę że nie spowalniałyby ruchu bardziej niż skutery. Obowiązek korzystania DDR ma powody swojej bytności, ale może powinien obowiązywać tylko kiedy prędkość na jezdni jest podniesiona powyżej 40 lub 50km/h? Na jezdni gdzie jest 70km/h każdy rower będzie spowalniał ruch, nawet szosowy. Ale jeśli mamy katastrofalnej jakości ddr przy drodze gdzie jest 40km/h (a to się zdarza niestety) to i tak mamy obowiązek z niego korzystać, co imho jest lekką paranoją i mam nadzieję, że może kiedyś to się zmieni.