Dr Paweł Kubicki – rowerzyści rozwijają gospodarkę symboliczną

Dr Paweł Kubicki z Instytutu Europeistyki UJ podczas poniedziałkowej konferencji naukowej – jednego z wydarzeń Święta Cyklicznego – przedstawił Rower jako czynnik miastotwórczy. Na zakończenie całodniowego spotkania w Auditorium Maximum socjolog najstarszej uczelni wyższej w Polsce podzielił się z nami trafną uwagą, że

samochód w miastach europejskich dominuje raptem od 50 lat. W związku z tym ja jestem w stanie sobie wybrazić taką sytuację, że za 50 lat w ogóle nie będzie samochodów w miastach, w tym także w Krakowie…

Na pocieszenie dr Kubicki dodał jeszcze:

widać jak Kraków zaczyna się bardzo mocno europeizować w sensie społecznym i kulturowym. Bierzemy dobre praktyki z miast zachodnich… Rowerzysta rozwija tzw. gospodarkę symboliczną. Z tego się dzisiaj utrzymują miasta europejskie.

Ten fragment zacytowałem dla tych, którzy uważają, że tylko zmotoryzowani stymulują rozwój gospodarczy.

Absolwent animacji kultury UJ. Po lekturze m.in. Cyfrowego życia Nicholasa Negroponte jego credo to - wierzę w bloga, co zaowocowało nagrodą Bloger Roku 2006 za prowadzenie krakoff.info. Poza aktywnością internetową ceni również dobrą kuchnię wegetariańską i zrównoważoną, czyli zieloną architekturę. Uwielbia miasto, ale chciałby je zamienić w ogród pełen zieleni, w którym najwygodniej i najszybciej przemieszczać się można rowerem. Od sierpnia 2013 roku pełni funkcję tzw. oficera rowerowego w Zarządzie Infrastruktury Komunalnej i Transportu w Krakowie.

  • Co to jest gospodarka symboliczna? Pierwsza strona gugla nic nie przynosi, a następnym nie ufam.

  • Obejrzałem film, ciekawośc wygrała z obecnością w pracy. Komentarzy, wyjaśnień publikować nie trzeba :)

  • Hubert

    My to wiemy, fachowcy to wiedzą: teraz trzeba tylko przekonać pozostałem ~38mln Polaków.

  • Michal

    Ani zmotoryzowani ani rowerzyści nie stymulują rozwoju gospodarki. Gospodarka to zaspokajanie potrzeb ludzkich. Takie teorie „naukowe” utwierdzają mnie w przekonaniu, że Unia Europejska to nowe ZSRR, a Europa cofa się w rozwoju do poziomu Chińskiej Republiki Ludowej z lat 70. Tam też królował rower.

    Przyszłość komunikacji miejskiej to małe 1-2 osobowe samochodziki zajmujące niewiele więcej miejsca niż rower. Do rozwoju nowych typów pojazdów trzeba by znieść regulacje nie dopuszczające do rynku małych firm i ich wynalazków do ruchu. Na to się nie zanosi ze względu na lobby dużych firm motoryzacyjnych i filozofię Europejczyków, którzy nie lubią innowacji.

    • Adam Łaczek

      „Przyszłość komunikacji miejskiej to małe 1-2 osobowe samochodziki zajmujące niewiele więcej miejsca niż rower.”
      Skąd taka teza? Jakiś przykład, bo nie wierze że zajmują niewiele więcej miejsca.

      • Michal

        Rower nie sprawdza się w deszczu, na mrozie, gdy chcesz zabrać zakupy, gdy musisz zabrać większy ekwipunek, gdy masz do pracy nie kilometr czy dwa, tylko 20 km pod górę, gdy jesteś chory, gdy chcesz zawieść dzieci lub podrzucić gdzieś babcię, gdy jesteś chory. Do tego nie zawsze masz ochotę na wysiłek fizyczny.

        Chcesz przykłady to wygoogluje sobie „car clever” albo „Segway GM Puma”.

      • Adam Łaczek

        Powielasz tyle stereotypów że głowa boli :)
        „nie sprawdza się w deszczu, na mrozie” – haha, powiedz to Duńczykom, Niemcom czy Holendrom :) Auto też nie sprawdza się na mrozie bo trzeba szorowac mu szyby, na rowerze nic nie szorujesz.
        „większy ekwipunek” – mi w 99% przypadków udaje się wszystko zabrac do sakw, czy koszyka z przodu, takie są realia, a jak masz coś większego to zawsze możesz sobie kupic backfietsa jak Marcin Wójcik
        „do pracy nie kilometr czy dwa” – chyba więcej niż 8-12 km :D Ile osób tak ma?
        „20 km pod górę” – to znajdź mi takie miejsce w Krakowie … Może jak ktoś pracuje w Schronisku na Turbaczu to masz rację :) To na pewno 99% społeczeństwa.

        Gdy chcesz zawieśc dzieci to 2 osoby CLEVER niczym się nie różni od zestawu rower + fotelik (poza ceną :))
        Zresztą polecam backfietsa – tam na luzie wozisz 2 dzieci, a jak chcesz to i babcie :)
        Zresztą pytanie: jedziesz z dzieckiem ze żłobka, po drodze kupujesz wędliny i pierś z kurczaka, gdzie ją pakujesz (+ rzeczy dziecka typu kurtka na przebranie, buty na zmianę) w tych pojazdach? Sobie na kolana, czy dziecku na kolana (będzie uroczo jak dziecko wyciągnie sobie nieumytą pierś z kurczaka i zacznie się nią bawic)?
        Ja w rowerze pakuje to po prostu do koszyka z przodu, a ta tych wizkach/zdjęciach nie widzę niczego na bagaż

        Segway GM Puma zasilana jest z akumulatorów – to bardzo „zimowa” propozycja …
        Pytanie ile to będzie kosztowac? Segway też jest super, a jednak tak ich mało na polskich ulicach …

        Pomysł z takimi pojazdami jest idiotyczny, częśc z nas i tak nie zrezygnuje z samochodu, bo żeby pojechac np na 200 km od KRK z gigantycznymi bagażami, to te pojazdy są bezużyteczne, a rower sprawdza się lepiej w mieście …

      • Michal

        To nie są stereotypy tylko moje własne doświadczenia. Jeśli rower sprawdza się twoim zdaniem na mrozie czy deszczu, to dlaczego praktycznie nie widać rowerzystów w zimie i w deszczowe dni? W Holandii nie ma mroźnych zim tak na marginesie.

        Te pojazdy to prototypy, ale chyba masz na tyle wyobraźni i zdajesz sobie sprawę, że do nich też będzie można rozmaite bagażniki doczepiać, a nawet łączyć dwa pojazdy w jeden? Jakbyś uważnie się przyjrzał to właśnie PUMA ma taką opcję.

        To czego nie może zapewnić zwykły rower, a może taki pojazd to: własny napęd, ogrzewanie, skuteczne oświetlenie, ochrona przed deszczem i wiatrem.

        W przypadku rugowania ruchu samochodowego centra miast wyludnią się jeszcze bardziej, bo wiele osób chce mieć samochód i nie ma na to rady. Będę obumierać ulice handlowe na rzecz postawionych na obrzeżach centr handlowych z łatwym dojazdem, bo większość osób woli dojechać do sklepu samochodem niż rowerem z przyczepką. Na to też nic się nie poradzi.

        Przy rozwiązywaniu problemów trzeba uwzględniać realia i opinie innych ludzi, a nie tylko żyć we własnym umyśle i dokonywać projekcji swoich wyobrażeń na wszystkich innych. Ja na przykład nic nie mam przeciwko rowerom i rowerzystom. Dlaczego zatem Ty masz jakieś obiekcje na moim punkcie, jeśli piszę, że wolę samochód?

        A górki masz w stronę północną Krakowa.

      • Adam Łaczek

        Skoro na podstawie Twoich własnych doświadczeń stwierdzasz że rowerem da się jechac tylko na odległośc do 2 km to współczuję …
        Co do klimatu:
        http://www.mmkrakow.pl/344560/2010/6/2/czy-krakow-ma-klimat-na-rower?category=magazyn
        http://ibikekrakow.com/2012/03/05/szaleni-finowie/
        „W przypadku rugowania ruchu samochodowego centra miast wyludnią się jeszcze bardziej”
        Kłamstwo, jest dokładnie odwrotnie. Najbardziej wyludnione są centra prosamochodowych miast Amerykańskich, za to odżywają centra miast takich jak Kopenhaga.
        „Dlaczego zatem Ty masz jakieś obiekcje na moim punkcie, jeśli piszę, że wolę samochód?”
        Bo ja Cię rowerem nie truję i nie hałasuje, powoduje wielokrotnie mniejsze zagrożenie w BRD, nie wymagam kosztownej infrastruktury której koszty przerzucam na innych.

      • @Michal

        Twoje spostrzezenia sa calkowicie oderwane od rzeczywistosci. gdyby ograniczanie ruchu samochodowego w centrach miast powodowalo ich umieranie, to miasta holenderskie czy dunskie juz powinny nieistniec. zobacz sobie przyklady miast amerykanskich w ktorych wszystko bylo robione pod ruch samochodowy, tam dopiero podupadly centra miast, bo nikt nie chcial mieszkac w tym halasie, a chcial mieszkac we wlasnym domku z ogrodkiem pod miastem.

      • Michal

        @Adam Łaczek

        Z twojej strony zaczyna się demagogia. Nie twierdziłem, że rowerem da się przejechać do 2 km, tylko, że rower nie sprawdza się przy dłuższych dojazdach do pracy.

        Nie wiem skąd wśród fanów Europy ta pogarda do USA… Wiele miast w USA jest obecnie powyłączanych z ruchu samochodowego. Nie mówiąc o projektach takich jak „Bicycle City”. To co zrobiono kilkadziesiąt lat temu z niektórymi amerykańskimi metropoliami to przykład interwencjonizmu państwowego. Te autostrady i parkingi pobudowano w czasie kiedy samochód był uważany za jedyny słuszny środek komunikacji, tak jak dzisiaj rower. Jestem przeciwnikiem nie konkretnego środka komunikacji, tylko właśnie takiego głupiutkiego podejścia, że jeden środek transportu rozwiąże wszystkie problemy.

        Czy centrum Kopenhagi było kiedykolwiek wyludnione? Bo szczerze mówiąc nie słyszałem o tym. Pomijając drastyczne przykłady miast bez ruchu samochodowego jak Phenian, to wyłączone z ruchu samochodowego strefy obejmują jak na razie centra turystycznych miast. Taki obszar zapełniają turyści, w przyziemiach powstają kawiarnie, ale normalne sklepy (np. spożywcze) są spychane na obrzeża. Ekstremalnym, ale wyrazistym przykładem jest tu Wenecja. W Wenecji kamienice mieszkalne stoją puste i niszczeją, bo w całej starej Wenecji brak jest normalnych usług. To grozi każdemu zabytkowemu miastu i nawet w Polsce już się chyba ten proces rozpoczął.

        Nie masz też racji co do tego, że kierowcy przerzucają koszty obsługi infrastruktury na innych. Jest dokładnie na odwrót. W cenie paliwa ponad połowa to akcyza, która powinna iść na utrzymanie infrastruktury, a idzie na rozmaite cele. Pokaźną kwotą w dochodach miasta są kwoty zebrane z mandatów za różne wykroczenia, a także z opłat np. za korzystanie z miejsc parkingowych.

        Komunikacja miejska jak rozumiem nie jest zaliczana do ruchu samochodowego, a zatem bez indywidualnych kierowców koszty utrzymania infrastruktury zostaną przerzucone na pasażerów. Puste ulice pozostawione jedynie dla autobusów, to będzie czyste marnotrawstwo tej infrastruktury i nieefektywne jej wykorzystanie.

        „Bo ja Cię rowerem nie truję i nie hałasuje…” – z tego tytułu powinieneś dostawać odszkodowanie. Ale powinno to dotyczyć nie tylko ruchu samochodowego, ale każdej innej formy działalności, która innym przynosi szkody. Nasze społeczeństwo jeszcze przez wiele lat nie będzie w pełni ekologiczne i konieczne są kompromisy. Twój rower też nie jest wykonany z materiałów bio-degradowalnych, a przy jego produkcji wyemitowano wiele szkodliwych chemikaliów.

      • Adam Łaczek

        1. Nie chodzi o to żeby miasta całkowicie wyłączac z ruchu samochodowego (tego nikt nie robi) ale o odpowiednie priorytety: auto ma miec najniższy priorytet i to wystarcza
        2. Nie wiem jak Kopenhaga, ale taki Amsterdam wyludniał się puki prowadził politykę prosamochodową, a odkąd prowadzi politykę odwrotną to znowu zwiększa populację
        3. Kłamstwem jest że kierowcy finansują coś w miastach z podatków na paliwie, bo te pieniądze idą np na A4, ale nie na drogi w Krakowie
        4. Kłamstwem jest że dochody z tytułu opłat parkingowych stanowią pokaźne źródło w przychodach miasta, to ok 3-5 mln zł
        Nie wiem jak mandaty, ale może rzucisz liczbą zamiast słowem „pokaźne”
        5. Koszty utrzymania infrastruktury już teraz przerzucone sa na innych … Znowu wychodzi Twoje całkowite oderwanie od rzeczywistości

    • VAT

      @Michal: pewnie nie zdajesz sobie z tego sprawy, ale bredzisz. Rower zawsze będzie najtańszym, najbardziej energooszczędnym i ekologicznym pojazdem. Tu nie trzeba wymyślać koła na nowo. Propozycja, o której piszesz jest quasi-samochodowym rozwiązaniem problemu spowodowanego przez samochody – w mieście budowanym wyłącznie pod potrzeby zmotoryzowanych (a więc większość polskich miast) cele podróży oddalają się z powodu ilości przestrzeni jaką zajmują samochody. Wyjściem jest ponowne doprowadzene miasta do skali człowieka. Byłeś kiedyś we Lwowie? To był do 1939 r. przykład 400tyś. miasta, gdzie można było wszędzie dotrzeć na piechotę czy rowerem.

      • Michal

        A jakieś uzasadnienie tego, że bredzę? Nigdzie nie pisałem, że rower jest nieekologiczny czy drogi. Ale tańsza i ekologiczniejsza jest w 100% drewniana hulajnoga.

        Ciekawe jak chcesz doprowadzić miasto do ludzkiej skali i czemu miało by to być lepsze od miasta dla zmotoryzowanych. Bo Ty i pan Kubicki tak uważacie? Nikt nie ma monopolu na rację. Ład społeczny należy budować w oparciu o inne paradygmaty niż czyjeś, zwyczajne, „widzi mi się”.

        Nie sądzę by polskie miasta były projektowane pod kątem zmotoryzowanych. Patrząc nawet na współczesne realizacje można odnieść wrażenie, że jest odwrotnie – brak parkingów, wąskie uliczki. Poza tym widzicie same minusy motoryzacji nie dostrzegając plusów. Samochód pozwolił np. pozbyć się z miast problemu końskich odchodów.

        Posiadanie samochodu to potrzeba wielu ludzi. Za komuny społeczeństwo było biedne i przez to nie było samochodów. Czy było przez to lepiej śmiem wątpić, a ludzie marzyli o posiadaniu samochodów i kiedy tylko stało się to możliwe zrealizowali swoje marzenia. Tak samo w Chinach i wszędzie indziej na świecie. Jeśli samochód wyparł rower czy dorożkę, to walka z nim i próba powrotu do przeszłości to zawracanie kijem Wisły.

        Nieważne czy to przez to, że rower się nie sprawdza w każdych warunkach czy przez to, że ludzie są leniwi z jakiegoś powodu chcą mieć samochody. Trwałe i efektywne rozwiązanie wiedzie nie przez zakazy, które wszyscy będą starali się ominąć, tylko wymyślenie czegoś nowego, co będzie mogło zastąpić samochód.

      • Adam Łaczek

        1. Miasto dla samochodu jest nieefektywne ekonomicznie (powierzchniochłonnośc), szkodliwe dla mieszkańców (zanieczyszczenie, hałas, wypadki), generujące duże problemu urbanistyczne (suburbanizacja).
        Więc spoko – rób sobie miasto dla samochodów ale za swoje pieniądze. Gwarantuje Ci że szybko byś porzucił tą myśl gdybyś nie mógł przerzucac kosztów na innych.
        2. Wystarczy spojrzec na nowe inwestycje takie jak na Ruczaju gdzie mamy wąskie chodniki, brak DDR i 3,5 metrowe pasy ruchu dla aut … 2×2 oczywiście
        3. Gwarantuje Ci że są w Europie miasta gdzie minimalizuje się używanie samochodów a końskich odchodów nie ma: np w Kopenhadze.
        4. Możesz miec samochód, ja mam samochód, chodzi o jego nadmierne używanie. Walka z nadmiernym używaniem samochodu przynosi efekty: popatrz na liczbę samochodów na 1000 mieszkańców w Berlinie i Kopenhadze i porównaj ją z liczbą w Krakowie

  • @Michal

    tylko po co wymyslac cos nowego, skoro sprawdzone sposoby przemieszczania sie, np rower, juz sa i bardzo dobrze sprawdzaja sie w miastach, nawet wiekszych niz Kraków, w których mieszkańcy potencjalnie przemieszczaja sie na dluzszych dystansach.

    Problem z samochodami w miescie, to przede wszystkim problem zajmowanej przez nie przestrzeni, o czym zdajesz sie zapominac.
    ten CLEVER to nadal jest pojazd koncepcyjny. w seryjnej produkcji natomiast od dawna jest np. smart i czy poprawila sie sytuacja w polskich miastach?
    NIE
    w zachodnich miastach poprawila sie tylko dzieki temu, ze samochodami nie mozna wszedzie wjechac, ze nie mozna za darmo parkowac gdzie popadnie, a rownolegle jest dobry transport zbiorowy i rozwijana jest infrastruktira przyjazna dla ludzi, w tym takze dla rowerzystow.

    to co Ty dzis uwazasz za „widzi mi sie” to jest wlasnie paradygmat zrownowazonego transportu

  • Michal

    @Adam Łaczek

    Ad 1. Co do kosztów i szkodliwości to odpisałem w poprzednim poście. Co do ekonomii – to rynek powinien decydować co jest ekonomiczne, a nie czyjeś „widzi mi się”. Bo idąc tym tropem, to najekonomiczniejsze będzie gigantyczne blokowisko z 2 metrowymi odstępami pomiędzy blokami. Gospodarka ma zaspokajać potrzeby mieszkańców. Jeśli jedną z potrzeb jest posiadanie samochodu, to sztuczne jej eliminowanie jest anty-ekonomią. Ekonomia jest dla ludzi, a nie ludzie dla ekonomii.

    Ad 2. Trzeba było zbudować lepsze za własne pieniądze ;) A tak na poważnie – uważasz, że zbudowanie tam jednokierunkowej jezdni 1×1 rozwiązało by problem? To popatrz na nowo-pobudowane osiedla na północy Krakowa, gdzie mieszkańcy stoją codziennie w korkach. Oni są jak rzeka, a Ty próbujesz tą rzekę zawrócić kijem. Myślisz, że jak wybudujesz wąskie koryto Wiśle to ona tym korytem popłynie? Między innymi przez takie podejście polityka komunikacyjna miasta leży na całej linii. Należało wyznaczyć miejsca pod szybkie, bezkolizyjne arterie zbiorcze i w ten sposób inteligentnie rozprowadzać ruch. Ale jak się uważa, że samochód jako środek komunikacji nie istnieje oraz ma się awersję do planowania pod realne potrzeby mieszkańców, a nie własne „widzi mi się”, to efekty są później opłakane.

    3. Przecież pisałem o rozwoju motoryzacji jako takiej.

    4. Przynosi efekty, tylko jakie? Drezno, które króluje w tych rankingach wygląda jak wymarłe. W centrum praktycznie nie uświadczysz normalnych usług. W Berlinie też miałem problem ze znalezieniem sklepu i nie zauważyłem by to miasto było jakimś szczególnie przyjemnym miejscem do życia.

    Ludzie chcą mieć samochody, bo samochód daje wygodę i swobodę przemieszczania się. Główną wadą współczesnych samochodów są ich gabaryty, dlatego uważam, że przyszłość to wspomniane przeze mnie małe samochodziki i powinno się usunąć przeszkody stojące na drodze ich rozwoju.

    Do rowerów nic nie mam, ale nie w każdych warunkach się sprawdzają.

    Z kolei krótkodystansowa komunikacja zbiorowa to nieefektywny przeżytek, którego nikt nie powinien siłą rozwijać. Dlaczego jest to nieefektywne? Pasażer chce pokonać drogę z A do B.

    1. Przystanki są zwykle oddalone od miejsc A i B.

    2. Pasażer nie może wyruszyć w trasę w dowolnym momencie, musi czekać na przyjazd zbiorowego środka komunikacji. Czasami oczekiwanie na przyjazd może trwać bardzo długo. Nie ma też możliwości zatrzymania się w dowolnym momencie.

    3. Autobus nie daje elastycznego wyboru celu, o ile w ogóle jest to możliwe. Trzeba przesiadać się i podczas każdej przesiadki stosować się do 2.

    4. Autobus musi zatrzymywać się na każdym przystanku co jest bezsensowną stratą czasu z punktu widzenia pasażera, który chce się przemieścić możliwie szybko z A do B.

    5. Autobus przez większość czasu nie jest optymalnie zapełniony. Na początku trasy i w godzinach poza-szczytowych wozi „powietrze”, bezsensownie zużywając siebie oraz paliwo (a spalanie jest spore ze względu na ciężar i moc). Z kolei w godzinach szczytu i centrum jest przepełniony na czym tracą podróżni. Nie da się wyeliminować tego problemu.

    6. Autobus jest bardzo ciężki, przez co dokonuje znacznie większych zniszczeń nawierzchni niż lekkie pojazdy osobowe.

    Tramwaj ma praktycznie wszystkie problemy autobusu + kilka dodatkowych.

    • muus

      Ad voce: „popatrz na liczbę samochodów na 1000 mieszkańców w Berlinie i Kopenhadze i porównaj ją z liczbą w Krakowie”. Kiedy Pan, Panie Łaczek, raczy zauważyć, że pomiędzy wymienianymi przez Pana miastami istnieje duża różnica w gęstości zaludnienia? Może niech Pan porówna, ile aut przypada na km2 w Krakowie, a ile w Berlinie i wrócimy do dyskusji, które miasto jest bardziej zapełnione samochodami.

      • Hubert

        A co ma piernik do wiatraka?? Znaczenie ma przede wszystkim to czym ludzie chcą i mogą się przemieszczać, a nie jak daleko mają do pracy/szkoły. Ja chcę jeździć rowerem i nie ma w Krakowie miejsca poza moim zasięgiem. Sporo znam też ludzi, którzy wsiadają w samochód nawet żeby skoczyć po gazetę.

      • muus

        A to, że może jednak wcale ludzie nie chcą aż tak bardzo jeździć czymś innym niż autami, tyle że zwyczajnie brakuje na nie miejsca w okolicy, w której mieszkają, a ilość aut na km2 jest tak duża, że niestety nieuchronne jest stanie się długich korkach (zwłaszcza w centrum Berlina). Te dwa motywy nie są równoznaczne z tym, że ktoś nie chce jeździć autem, a raczej z tym, że warunki uniemożliwiają mu jeżdżenie autem. Rozumiem, że takie wyjaśnienie mniejszej ilości aut na mieszkańca dogmatycznie odrzuca się tutaj.

      • Adam Łaczek

        w Krakowie miejsca również brakuje, ale nikt tego nie egzekwuje więc Pański trop jest generalnie dobry, tyle że jeśli władze w Berlinie przejąłby Prezydent Majchrowski i za drogi odpowiedzialna była krakowska Straż Miejska to myślę że z miejsca liczba samochodów zaczęła by rosnąc …

      • Adam Łaczek

        Ma Pan takie dane? Proszę podać. Ale patrząc na zdjęcia z Krakowa i z Berlina można odnieśc wrażenie, że realnie na 1 km2 w Krakowie jest więcej aut niż w Berlinie, ma to związek przede wszystkim z egzekucją przepisów, bo gdyby w Krakowie egzekucja była na niemieckim poziomie to też mielibyśmy „niemiecki” wskaźnik motoryzacji

      • muus

        Nie mam danych, mam natomiast obserwacje z czasów, gdy mieszkałem w Berlinie. Gdy mieszkałem na Mitte w części pełnej kamienic, gdzie jest duża gęstość zaludnienia i brakuje miejsc parkingowych, a najbliższe parkingi podziemne oddalone były ok. 1 km (lub więcej), niewiele osób posiadało auto. Gdy przeprowadziłem się na Zehlendorf, gdzie gęstość zaludnienia jest dużo mniejsza i nie ma problemu z parkowaniem, niemal wszyscy moi sąsiedzi posiadali auta i niemal wszyscy dojeżdżali nimi co najmniej po zakupy, bo centrum miasta i lepiej tak pojechać S-bahnem. Gdy wreszcie przeprowadziłem się na Wannsee, gdzie z racji zabudowy mamy do czynienia z bardzo małą gęstością zaludnienia i z miejscami parkingowymi nie ma problemu, bo większość ma je na własnych podwórkach, ze świecą w ręku trzeba było szukać ludzi jeżdżących na rowerach po zakupy. W dojazdach do centrum S-bahn i tak pozostawał bezkonkurencyjny (20 min. to 45 min.). W Polsce natomiast KM wiemy, jaka jest – rzadko szybsza od auta.

        Przy ocenie ilości aut na ulicach w porównaniu z Krakowem, musi Pan uwzględnić to, że w Berlinie problem miejsc parkingowych w centrum rozwiązuje się poprzez budowę parkingów podziemnych, z którymi polskie władze miast wciąż ociągają się. Poza niewielkimi fragmentami centrum Berlina, gdzie zachowana jest historyczna zabudowa, nie ma problemu ze znalezieniem parkingu podziemnego, który najczęściej jest również tańszy niż parkowanie na ulicy. Czyli odwrotnie niż w Polsce, gdzie parkowanie na ulicy wciąż wychodzi taniej.

        Wreszcie, problem źle parkujących aut został rozwiązany nie przez niemiecką policję, ale przez prywatne firmy, którym niemieckie władze zlecają odholowywanie źle zaparkowanych aut, bądź zakładanie im blokad. Firmy te mają wysoką skuteczność z dwóch powodów: po pierwsze, właściciel pojazdu płaci już samo wezwanie tej firmy przez policję, niezależnie od tego, czy zdąży odjechać zanim przyjedzie laweta, co już jest wystarczającą racją, żeby źle nie parkować. W Polsce policja nie ma efektywnej metody na pozbywanie się źle zaparkowanych aut, a na wystawianie mandatów często brakuje jej czasu. Po drugie, dochód tych firm bezpośrednio uzależniony jest od ilości wezwań lub holowań aut, dlatego uwijają się, jak w ukropie, by przywieźć na swoje parkingi jak najwięcej aut. W Polsce czynności takie powierzane są straży miejskiej, której dochody nie są uzależnione od jej efektywności w tym aspekcie, a skoro tak, to po co mają się przepracowywać? Nie jest winą prezydenta Krakowa, ani jakiegokolwiek innego miasta, że polskie ustawodawstwo nie przewiduje takiej współpracy policji i straży miejskiej z prywatnymi firmami.

      • Adam Łaczek

        Widzi Pan u nas nie ma w Krakowie korelacji między brakiem miejsca na parkowanie a brakiem samochodu, czy dobrą ofertą komunikacyjną a brakiem samochodu.
        Znam osoby które nie mają gdzie parkować a i tak mają po 2 auta, znam osoby które mają super połączenie tramwajowe a i tak korzystają z auta.
        Wszystko wynika z zerowej egzekucji prawa.
        I nie jest prawdą że w Berlinie parkowanie pod ziemią jest tańsze niż na powierzchni, a przynajmniej nie wszędzie bo widziałem naprawdę drogie parkingi podziemne.
        Gdyby w Polsce/Krakowie zastosowano niemiecki model egzekucji prawa to prawdopodobnie wskaźniki byłyby podobne jak w Berlinie.

        Natomiast mam prawo obwiniać Magistrat za obecny stan rzeczy bo pisałem już do nich ws poparcia dla inicjatywy zmiany przepisów ustawy o drogach publicznych która zmniejszyła by problem no i ZIKiT wraz z Prezydetem Trzmielem odmówili …
        Dla mnie to dowód na to że obecna sytuacja im nie przeszkadza

      • muus

        W Polsce sam fakt, że ktoś ma linię tramwajową pod nosem, nie wystarczy do tego, by zachęcić tę osobę do korzystania z tramwaju, Powodów jest kilka: 1. warunki, w jakich się podróżuje pozostawiają wiele do życzenia (przestarzałe tramwaje, ścisk, latem jest w nich upalnie, zimą – mroźnie itd.), 2. największą bolączką polskiej komunikacji jest jej niska częstotliwość. W Berlinie praktycznie nigdy nie czeka się na S-Bahn, czy U-Bahn, bo odchodzą one co 2 min. W Polsce w szczycie mamy co 5 min., poza szczytem co 10 lub nawet dłużej. Takie sterczenie na przystanku, zwłaszcza gdy jest mroźno, skutecznie zniechęca ludzi do korzystania z KM. KM powinna zachęcać porównywalnym komfortem podróżowania do aut, a dodatkowo szybkością. Bywa, że KM (zwłaszcza tramwaje) jest szybsza, ale komfort pozostawia tyle do życzenia, że ludzie wolą jechać dłużej, choć wygodniej.

        Zazwyczaj parking podziemny jest tańszy niż opłata za parkowanie na ulicy. W centrum Berlina, parkowanie często kosztuje nawet 1 euro za 0,5 h i każde kolejne 0,5 h jest jeszcze droższe. Parkingi podziemne rzadko kosztują więcej niż 10 – 15 euro za 24h, a dzięki wykupieniu abonamentu można zejść nawet do 5euro/24h.

        „Natomiast mam prawo obwiniać Magistrat za obecny stan rzeczy bo pisałem już do nich ws poparcia dla inicjatywy zmiany przepisów ustawy o drogach publicznych która zmniejszyła by problem no i ZIKiT wraz z Prezydetem Trzmielem odmówili …”

        Rozumiem, że pisał Pan o podobnym do niemieckiego modelu egzekwowania przestrzegania przepisów od parkujących. Do pewnego stopnia jestem w stanie zrozumieć odmowę Magistratu, gdyż polskie społeczeństwo niezbyt przychylnie patrzy na dawanie prywatnym firmom prawa do wystawiania mandatów lub – w ogólności – do pełnienia jakichkolwiek funkcji, które pełni policja lub straż miejska. Przykładem jest choćby negatywny stosunek do tego, by prywatne firmy dostarczały fotoradarów, czerpiąc zysk z każdego zrobionego zdjęcia. Politykę uprawia się patrząc na nastroje społeczne, a za niepopularne (choć rozsądne) decyzje można przepłacić karierą polityczną. Stąd opieszałość Magistratu, choć wiele problemów zastosowanie niemieckiego modelu faktycznie mogłoby rozwiązać.

    • Adam Łaczek

      Ad 1. Rynek powinien zadecydowac. Zgoda, ale teraz masz ekstremalny dumping i socjalizm samochodowy. Doprowadźmy do zasad wolnego rynku w transporcie to przekonasz się co wybiorą mieszkańcy :)
      Ad 2. Tam masz torowisko tramwajowe, wystarczyło zaoszczędzone pieniędze wydac na kolejne torowisko lub coś podobnego.
      Powiedz mi czemu z naszych podatków mają byc finansowane drogi dla mieszkańców Skawiny?
      Ad 4. Na pewno Detroit i wiele innych amerykańskich prosachodowych centrów miast bije ten Berlin na głowę jeśli chodzi o „przyjaznośc” centrum.
      Może porównuj swoją wizję miasta z rzeczywistymi przykładami jej realizacji.

      Co do samochodu:
      samochód musi szukac miejsca parkingowego co jest bezsensowną stratą czasu z punktu widzenia pasażera, który chce się przemieścić możliwie szybko z A do B.
      Nie ma też możliwości zatrzymania się w dowolnym momencie.
      Infrastruktura dla aut przez większość czasu nie jest optymalnie zapełniona. w godzinach poza-szczytowych zapełniona jest przez „powietrze”, bezsensownie marnotrawiąc cenną przestrzeń. Z kolei w godzinach szczytu i centrum jest przepełniona na czym tracą podróżni stojący w korkach. Nie da się wyeliminować tego problemu.

  • Michal

    @marcin wójcik

    Po co wymyślać coś nowego? To dobre pytanie, bo sam nie wiem skąd bierze się awersja Europejczyków do innowacji. Jednak czy nie jest przyjemniej tworzyć nową jakość? Zastanówmy się też czasami czy to co robi „zachód” ma sens, zamiast wszystko bezmyślnie kopiować. Postawmy na nowoczesność.

    • Adam Łaczek

      Przecież to w Europie jest moda na małe auta więc zgodnie z Twoją ideologią tu jest nowoczesność, natomiast w USA malutkich aut jest jak na lekarstwo.