Cykliści masochiści?

Cykliści masochiści?

  • 31.05.2012
  • Autor:

Od pół roku myślę prawie wyłącznie o tym. Poświęciłem temu niezliczoną ilość roboto-godzin.Gdybym pracował w korporacji za tą samą pracę mógłbym sobie już kupić… eh.

Jak co roku : szukanie finansowania, przekonywanie do współpracy, świecenie oczami kiedy coś pójdzie nie tak. A jednak co roku powracam do tej idei, po to żeby uczynić ją jeszcze większą, bardziej profesjonalną i bardziej skomplikowaną -a przez to trudniejszą w realizacji, niż ostatnio.

Prawie codziennie wychodzę z mojej regularnej pracy i od razu siadam do „tej” -ciężkiej i niepłatnej. Po jaką cholerę? Przecież możliwe, że tego nikt nawet nie doceni. Przyjadą, posiedzą, odjadą, zapomną. Jeszcze niektórzy narzekać będą. Po co si tak męczysz! To prawie masochizm, a już na pewno frajerstwo!

Na finiszu, tuż przed finałem Święta Cyklicznego dopada mnie zwątpienie. Ot, typowy kryzys -składowa każdego dużego przedsięwzięcia. A tak naprawdę, po co My to właściwie robimy? Czy nasze wysiłki zwracają uwagę polityków rządzących miastem? Przecież jawnie deklarują, że rowery i rozwój przyjezdnego ludziom miasta ich nie interesują? Czy zmieniamy coś w mentalności Krakowian, którzy posiadają więcej samochodów niż Berlińczycy? Czy sprawiliśmy, że choć jedna osoba pomyślała: „hmm to może ja też pojadę jutro do pracy rowerem”?

Nie wiem.

Nie tylko ja mam takie wątpliwości. Ma je także kilkadziesiąt osób, które swój czas i energię poświęcają idei promowania dwóch kółek. Mimo to jest w nas jakaś silna wewnętrzna motywacja oraz wiara w to, że ta praca przyniesie kiedyś efekty. Niestety, bardzo trudno-mierzalne efekty.

Święto Cykliczne jest inicjatywą obywatelską, zupełnie oddolną. Finansowanie odbywa się przede wszystkim przez lokalnych sponsorów. Całość realizowana jest właściwie bez pomocy miasta (choć w tym roku została zainicjowana mała współpraca z zarządcą infrastruktury).

Każda z osób współtworzących święto wkłada ogrom pracy i robi to zupełnie bezinteresownie. Jest jednak jakaś zapłata… to ogromna satysfakcja z działania w zespole i realizowania wspólnych celów z ludźmi z przeogromną pasją. Entuzjazm i zaangażowanie tej grupy jest w stanie przełamać największy kryzys -o czym już mogliśmy się przekonać. To doprawdy niezwykłe, jak wiele pozytywnej energii zostało wygenerowane przez to nasze wspólne, świąteczne działanie. Jak nieprawdopodobnie wiele rzeczy udało się nam osiągnąć, mimo braku środków lub z ich minimalną ilością. A ponoć żyjemy w czasach, w których rządzi pieniądz. To banał jeśli napiszę, że nadrabiając własnym entuzjazmem, zaangażowaniem i pracą można zdziałać więcej niż pieniędzmi ale tu naprawdę dzieją się rzeczy magiczne To jest ogromna siła Krakowskiego Święta Cyklicznego!

Bycie w centrum wydarzeń, -to moja zapłata. Cenie ją sobie bardziej niż wszystkie inne, jakie w życiu odebrałem.

Drogi czytelniku masówki: przyjedź koniecznie na Święto Cykliczne tworzone przez krakowskich rowerzystów,  dla krakowskich rowerzystów. Przyjedź, jeśli chcesz pokazać władzom miasta ilu nas jest. Przyjedź, jak rowerzyści w innych Polskich miastach, jeśli zależy Ci na dobrych rozporządzeniach i nowym prawie, pozwalającym budować bezpieczną infrastrukturę rowerową w Twoim Kraju. Przyjedź, jeśli chcesz się po prostu dobrze bawić i świętować radość, jaką dają dwa kółka. Przyjedź choćby po to, aby wygrać rower w konkursie na najoryginalniejsze przebranie. Każdy powód jest dobry aby wybrać się na jedno z wydarzeń Święta Cyklicznego.

Życzę Ci dobrej zabawy oraz wielu pozytywnych zaskoczeń … ale naprawdę chcę Ci życzyć abyś choć raz w życiu doświadczył pracy w otoczeniu tak niesamowitych, pełnych energii, bezinteresownych osób. Ludzi z pasją, którzy działają, bo chcą zmieniać to miasto, ba! to państwo, na lepsze. Życzę Ci tego niezwykłego entuzjazmu i optymizmu jaki potrafią wygenerować osoby, z którymi przyszło nam współtworzyć to przedsięwzięcie.

Na koniec, zapraszam także Ciebie do współtworzenia i rozwijania Święta Cyklicznego.
Do zobaczenia!

  • Adam Łaczek

    Świetny tekst Paweł!

  • Mavors

    Wspaniały tekst! Idealnie zwerbalizowałeś to o czym ostatnio myślę ;)

  • agniecha

    odkąd Was czytam porzuciłam samochód dla roweru :-)

    nie ma nic przyjemniejszego niż jechać rano do pracy bulwarami wiślanymi gdy cały tłok na mostach nade mną :-) i namawiam do tego innych u mnie w pracy!

    pozdrawiam gorąco

  • gacia

    Choć to niemierzalne i niepoliczalne – są jeszcze ogromne pokłady wdzięczności w zwykłym, codziennym rowerzyście, którzy dzięki Waszemu zaangażowaniu może coraz szybciej, bezpieczniej i przyjemniej przemierzać miejskie szlaki.
    Widzimy Wasze trudy i dziękujemy!!! Przywracacie mi wiarę, że tacy, którzy bezinteresownie działają dla słusznej sprawy – żeby nam wszystkim jeździło się lepiej – to nie dinozaury lub inny wymarły gatunek. CHAPEAU BAS lub po prostu sza-po-ba :) !

  • Nipsu

    Jak chcecie wpaść w depresję to zobaczcie sobie na dalekosiężne plany III obwodnicy Krakowa. Uchowaj Boże… A jeśli nie to trudno, za ten czas już w Krakowie raczej mieszkać nie będę :)

  • aq

    Było super! Dzięki!

  • krakus_gdzie_indziej

    Na pewno warto robić wszystko, by Kraków i za 5 i za 25 lat nadawał się do mieszkania, a nie tylko przejechania przezeń miejską autostradą. Byłem niedawno w Krk, jest znacznie więcej rowerzystów na ulicach, różne osoby, młodzi i starci – to bardzo fajnie się ogląda. Sam nie chcę tu jednak teraz mieszkać i płacić podatków na obecne władze miasta i ich odgrzane kotlety drogowe, odrzucone na zachodzie 40 lat temu, bo uważam to za nonsens, z każdą inwestycją tylko udowadniający, że nie da się tak rozwiązać problemów poruszania się po mieście i rozwoju Krakowa. Ale dobrze, że są inni, którzy się „nie wypalili”.

    Nieco przeraża mnie też myśl, że byłbym już recydywistą wielokrotnie notowanym przez policję – tylko dlatego, że lubię zdrowy styl życia, jazdę rowerem, bezpiecznie, co w Krakowie niestety wciąż oznacza łamanie i naginanie wielu przepisów. I nużącą walkę z urzędnikami, przy świadomości, że nawet tych ludzi również muszę opłacać ze swoich ciężko zarabianych pieniędzy. Ale na szczęście nie muszę.