Hipokryzja nie rowerowa, a policyjna

Hipokryzja nie rowerowa, a policyjna

Pan Piotr w liście do Gazety Wyborczej „Rowerowa hipokryzja rozkwita na wiosnę” rozpacza nad hipokryzją rowerzystów. Czy zrozumiał jednak cokolwiek z tekstu Magdaleny Kursy o obławie na pijanych rowerzystów na Kładce Bernatka?

Czemu w starej UE nikt nie robi takich akcji jak nasza Policja? Dlaczego Szwajcarska Rada ds. Zapobiegania Wypadkom nazywa takie „łapanki” skierowane na rowerzystów „niewydajnym wykorzystaniem zasobów”? Czemu we Francji Policja nawet namawia do jeżdżenia rowerem po wpływem alkoholu byle nie wsiadać po alkoholu do samochodu? Czemu we Francji mimo powszechnego przyzwolenia na picie niewielkich ilości alkoholu przed jazdą rowerem rocznie zatrzymują tam tylko ok. 100 pijanych rowerzystów? Teoretycznie mają przecież podobne limity dla rowerzystów jak u nas. Pewnie dlatego, że tamtejsza policja nie ma miesięcznych limitów do wyrobienia, a łatwiej złapać 5 pijanych rowerzystów, niż 5 kierowców samochodów, bo ci drudzy mogą uciekać, a pościg oznacza zużycie przydziałowego paliwa. Natomiast ilość mandatów i statystyka miesięczna będzie taka sama.

Ja Policję chcę przede wszystkim rozliczać ze zwiększania bezpieczeństwa ruchu drogowego, a nie ze statystyk. Policjanta stojącego na kładce Bernatka nie ma gdzie indziej i nawet jeśli poprzez te działania bezpieczeństwo poprawiło się symbolicznie o +1, to gdzie indziej spadło o -20, czy nawet o -200 więc w sumie więcej na tym straciliśmy niż zyskaliśmy. Niewykorzystane szanse oznaczają straty … w ludziach. Gdyby Komendant np. Lyonskiej Policji zorganizowałby podobną łapankę jak ta na Bernatce to miejscowe gazety nie zostawiłyby na nim suchej nitki za marnotrawienie publicznych środków. Jeśli działania Policji byłyby przeprowadzone w czynie charytatywnym, po godzinach pracy – to nie czepiałbym się, ale od działań za publiczne pieniądze wymagajmy efektywności i realnego wzrostu bezpieczeństwa.

Społeczna szkodliwość stanowi niezbędny element przestępstwa. Art. 1 § 2 Kodeksu karnego stanowi, że nie jest przestępstwem czyn, którego społeczna szkodliwość jest znikoma, a w przypadku pijanych rowerzystów, którzy zagrażają osobom trzecim w stopniu podobnym do pijanych pieszych w większości przypadków można mówić o niskiej, lub żadnej szkodliwości społecznej czynu. Jak pokazują niemieckie statystyki także zależność między ilością alkoholu we krwi, a ilością wypadków jest u rowerzystów podobna jak u pieszych. Dlatego też w krajach gdzie liczy się bezpieczeństwo, a nie statystyki rowerzystom każe się „dmuchać w balonik” najczęściej tylko przy okazji innego wykroczenia jak np. jazda w nocy bez oświetlenia, czy przejazd na czerwonym świetle.

Fasadowość działań Policji świetnie podkreśla wypowiedź komisarza Tomasza Seweryna:

Statystyki jasno pokazują, że z roku na rok wypadków z udziałem rowerzystów jest coraz więcej. Od początku tego roku mieliśmy ich już 25

Działania Policji od lat udowadniają, że Policja nie prowadzi żadnej realnej analizy systemu SEWiK. Czemu Policja nie wiąże wzrostu liczby wypadków ze wzrostem liczby rowerzystów? Przecież jeśli liczba rowerzystów wzrosła bardziej niż liczba wypadków z ich udziałem to mówimy o wzroście bezpieczeństwa! Policja od lat potrafi skupiać się na kwestii braku oświetlenia rowerzystów, mimo że w Krakowie nie doszło do wypadku spowodowanego brakiem oświetlenia od 2007 roku! Czy wzrost liczby wypadków ma coś wspólnego ze zwiększonym spożyciem alkoholu u rowerzystów? Tego też się nie dowiemy, jednak sprawdziłem to: w latach 2007-2011 w Krakowie doszło do zaledwie 3 wypadków z winy pijanych rowerzystów w których ranna została osoba trzecia (w sumie 3 rannych pieszych). Czy jednak kiedykolwiek spotkaliśmy się z przykładami prewencyjnych akcji Policji dotyczących nieprawidłowego wyprzedzania rowerzystów, czy wymuszania pierwszeństwa przez kierowców na przejazdach rowerowych? Niestety nigdy, mimo że ofiar (także śmiertelnych) takich niebezpiecznych zachowań ze strony kierowców jest w Krakowie o wiele więcej niż 0,6 ofiary na rok jak u pijanych rowerzystów. Po jednym z moich pism Policja sama przyznała, że ich priorytetem jest przepustowość, a nie wzrost bezpieczeństwa i uspokojenie ruchu. Policja koncentrując się w Krakowie na przyczynie zranienia w wypadkach 0,6 osób trzecich na rok całkowicie zaniedbuje prewencję przeciwko przyczynom zranienia, lub zabicia setek rowerzystów, rannych głównie z winny trzeźwych kierowców. Czy można mieć lepszy dowód na hipokryzję i fasadowość działań Policji? Dopóki Policja nie zajmie się działaniami na rzecz ochrony niechronionych uczestników ruchu drogowego w stopniu proporcjonalnym do zagrożeń nakreślonych przez SEWiK to trudno traktować policyjne obławy nakierowane na kontrole trzeźwości rowerzystów jako coś innego, niż zwykłe „pompowanie” statystyk. Ignorowanie przyczyn ponad 90% wypadków z udziałem rowerzystów to znak firmowy krakowskiej drogówki już od wielu lat.

Sam jestem zwolennikiem podejścia niemieckiego: czyli liberalnego, ale twardo przestrzeganego limitu 1,6 ‰ dla rowerzystów, zwłaszcza, że przemawiają za tym badania naukowe Prof G. Schewe. Ale wolę rowerową hipokryzję w wydaniu Francji, Belgii, Holandii czy Szwajcarii w pakiecie ze zwiększonymi działaniami na innych frontach i z prawdziwym bezpieczeństwem na drogach, niż policyjną hipokryzję w naszym polskim wydaniu. Bo równie dobrze można udawać, że dba się o bezpieczeństwo organizując masowe alkotesty pijanym pieszym.

Od urodzenia w Krakowie. Absolwent Wydziału Inżynierii Elektrycznej i Komputerowej Politechniki Krakowskiej. Związany ze Stowarzyszeniem Kraków Miastem Rowerów, oraz Stowarzyszeniem Przestrzeń-Ludzie-Miasto. Pierwsza publikacja na ibikekrakow: 17 marca 2010. Zainteresowania: - rowerowe BRD (edukacja, walka z mitami, SEWiK), - ruch pod prąd (animator akcji "Rowerem legalnie pod prąd"), - przewóz dzieci, - edukacja ws zanieczyszczeń, - promocja: Kraków na skróty, Rower mój środek transportu, - przyczepki, rowery cargo, rowerem na zakupy, rower i handel, - rowery w liczbach, statystyki, - zrównoważony transport (budżet), - sprzeciw wobec promowania i obligatoryjności kasków, - zmiana przepisów dla nietrzeźwych rowerzystów, - polityka parkingowa (w tym płatne parkowanie, parkowanie i handel), - transport zbiorowy,

  • Świetny tekst!

  • Hubert

    Po raz kolejny muszę powiedzieć – niestety prawda. Zgadzam się, że gdyby zasoby Policji były nieograniczone, to może sobie jeździć i kontrolować kogo chce i gdzie chce (chociaż przy pewnej częstotliwości też można nazwać to represją), ale tu i teraz jest chyba znacznie więcej ważnych rzeczy do zrobienia.

  • pg

    Jedz bezpiecznie znowu na Wykopie, komentarze zabawne

  • pieszy

    Mam jedną prośbę, jeśli już cytuje Pan przepisy kodeksu karnego, to wypadałoby trochę więcej o nich poczytać, bo w przeciwnym wypadku można dojść do błędnych wniosków.

    Na zachętę wklejam fragment komentarza do kodeksu karnego:
    „Określenie przez ustawodawcę typu czynu zabronionego jest, z punktu widzenia jego materialnej ujemnej treści, daleko posuniętą generalizacją. Opis typu czynu zabronionego zawiera jedynie elementy konstytutywne dla tej ujemnej treści i dla jej nasilenia uzasadniającego karalność. Pominięte być muszą wszystkie elementy, które indywidualizują czyn. Te elementy indywidualizujące nie są bez znaczenia dla oceny materialnej (ujemnej) zawartości konkretnego czynu. Ich wpływ na tę ocenę może być na tyle duży, że ocena ta będzie zasadniczo odbiegać od oceny typowej, związanej z generalnie i abstrakcyjnie ujętym typem czynu zabronionego. Jeżeli ujemna zawartość czynu będzie atypowo niska, to może brakować uzasadnienia dla potraktowania tego konkretnego czynu jako przestępstwa. W tym przypadku chodzi o ocenę konkretnego czynu w trakcie stosowania prawa. Ustawodawca zakłada, że opis czynu zabronionego, z uwagi na swój abstrakcyjny i generalny charakter, może trafić „poza cel” obejmujący zachowania, które z uwagi na cechy indywidualne czynu nie są karygodne. Nie chodzi więc tu o korektę obowiązującego prawa, ale o jego zastosowanie do konkretnych wypadków.”

    Chcę zauważyć, że skoro ustawodawca spenalizował czyn polegający na prowadzeniu roweru pod wpływem alkoholu, to z samego tego faktu wynika, że został on uznany za społecznie szkodliwy. Art. 1 par. 2 nic tu na poziomie ogólnym nie zmienia. Przepis ten ma znaczenie tylko, gdyby uznać, że w konkretnym przypadku społeczna szkodliwość konkretnej jazdy była atypowo niska. Natomiast sugerowanie, że jazda rowerem pod wpływem alkoholu sama w sobie jest szkodliwa w stopniu znikomym, jest nieuprawnione. Co więcej, problem z przestępstwami formalnymi (bezskutkowymi) polega na tym, że generalnie rzadko trafiają się przypadki znikomej społecznej szkodliwości, skoro ustawodawca penalizuje samo zachowanie (nie trzeba czekać na skutek – np. wypadek).

    A jaką ma Pan opinię na temat karalności jazdy bez zapiętych pasów? Komu wtedy szkodzę?

    Może zabrzmi to lekko złośliwie, ale proszę o trochę szacunku dla osób, które studiowały prawo. Prawo to nie jest poradnik i nie wystarczy przeczytać jeden przepis z kodeksu, by wszystko wiedzieć. W przeciwnym wypadku studia byłyby zbędne.

    • madziu

      Może to zabrzmi lekko złośliwie, ale kilku(nastu) książek na pamięć potrafi się nauczyć wiele osób. Nie wszystkie chcą być prawnikami – może nie szanują tego zawodu? Szacunek to można mieć do osób wykonujących zawody ratujące ludzkie życie – ale tylko do tych osób, które robią to z pasją.

      • pieszy

        To ma Pan bardzo małe pojęcie o prawie, sądząc, że chodzi w nim o wykucie kilkunastu książek na pamięć. No cóż…

      • madziu

        Proszę mi uwierzyć na słowo – mam bardzo dobre pojęcie na temat tego, na czym polega wykonywanie zawodu prawnika (adwokata, radcy). Oczywiście do książek trzeba jeszcze trochę logicznego myślenia i obycia z tematem/tematami – jak w WIĘSZKOŚCI ZAWODÓW. Przyswojenia o wiele większej wiedzy i logiki na o wiele większym poziomie wymaga praca dobrego programisty komputerowego. Naprawdę prawnik to nie ponad-zawód. Chyba Pan wciąż studiuje, albo jest początkującym aplikantem… No cóż, może Pan dorośnie, ale sądząc po tym jak wyglądają środowiska prawników to szczerze wątpię.

    • Adam Łaczek

      1. Ale w tym wypadku chodzi mi właśnie o zastosowanie prawa do konkretnych wypadków, na podstawie dowodów jakie zebrałem w większości przypadków może brakować uzasadnienia dla potraktowania tego konkretnego czynu (jazdy na rowerze pod wpływem alkoholu) jako przestępstwa. Odsyłam do badań Prof Schewe (pod linkiem) – poniżej 1,5 promila mamy wątpliwości czy sprawca w ogóle był w jakiś sposób upośledzony względem tego co prezentuje na rowerze jako trzeźwy rowerzysta. Wątpliwości działają na korzyść oskarżonego. Większośc skazanych z Art 178a par 2 to osoby mające mniej niż 1,5 promila
      2. Jak wykazałem „że jazda rowerem pod wpływem alkoholu sama w sobie jest szkodliwa w stopniu” podobnym do szkodliwości poruszania się pieszo pod wpływem alkoholu, skoro więc to drugie nie jest przestępstwem to na jakiej podstawie ustawodawca określił spenalizował czyn polegający na prowadzeniu roweru pod wpływem alkoholu? Niestety wiem, że na żadnej. Prawo nie może stać ponad fizyką. Zresztą to co w Polsce jest przestępstwem nie jest nim w większości krajów UE.

      3. „Co więcej, problem z przestępstwami formalnymi (bezskutkowymi) polega na tym, że generalnie rzadko trafiają się przypadki znikomej społecznej szkodliwości, skoro ustawodawca penalizuje samo zachowanie”
      No właśnie moim zdaniem polskie sądy postępują bezprawnie ignorując badania prof Schewe, które działają na korzyść oskarżonych mających poniżej 1,5 promila.

      4. Co do pasów to proszę zauważyć, że w przypadku gdy jedziemy z innymi osobami doznają one większych obrażeń niż gdybyśmy mieli te pasy zapięte więc jeśli oprócz nas w samochodzie jedzie ktoś trzeci to szkodliwość społeczna jednak występuje. Pamiętajmy jednak że niezapięcie pasów nie figuruje w kodeksie karnym, jak jazda na rowerze pod wpływem alkoholu. W zachodniej Europie pijani rowerzyści karani są głównie z kodeksu wykroczeń, w zasadzie prawie wyłącznie karą finansową (mandatem) i tylko w sytuacji gdzie ewidentnie jest jakaś szkodliwość społeczna np jazda bez oświetlenia po zmroku i z takim podejściem trudno się nie zgodzić. Tu nie chodzi by nie karać w ogóle, ale przyjmowanie że szkodliwość społeczna występuje tu prawie zawsze to spore nadużycie i w zasadzie przeczenie prawom fizyki i skutkom wypadków.

      • pieszy

        Argument o pasach mało przekonujący. A co jeśli jeżdżę sam?
        Może Pan polemizować z zasadnością karania rowerzystów pod wpływem alkoholu lub z obowiązującymi limitami (może Pana zaskoczę, ale zgadzam się, że kary są zbyt surowe, a i limity być może za niskie), ale chodzi mi o to, że argument z art. 1 ust. 2 jest kompletnie chybiony, bo skoro ustawodawca penalizuje jazdę, a nie skutek z niej wynikający (np. kolizja) i jeszcze ustala limity alkoholu we krwi, to nie może być mowy o znikomej społecznej szkodliwości, gdy zostanie zatrzymany rowerzysta z 0,6 promila we krwi.

      • Adam Łaczek

        Wg mnie założenie że szkodliwośc społeczną można sobie zadekretować ustawą jest chybiona. Bo jak jestem w Görlitz i mam jadąc na rowerze 0,6 promila to szkodliwości społecznej nie ma, a jak dojadę do Zgorzelca to jest już wysoka? Przypominam że Niemcy w przeciwieństwie do Polaków oparli się o badania więc mam wszelkie prawo przypuszczać że to Polacy się tutaj mylą, skoro w swoim podejściu jesteśmy zresztą wyjątkowi w skali Europy. Wszystko wskazuje na to, że w Polsce ustawodawca wprowadził penalizację jazdy pod wpływem alkoholu na rowerze bez żadnych badań w tej sprawie więc trudno w ten sposób argumentowac społeczną szkodliwość czynu. Jeśli np ustawodawca będzie penalizował np w ogóle jazdę na rowerze twierdząc że jest to szkodliwe społeczne bo np tworzy korki, to nie zmienia to faktu że uchwali bubel a o żadnej społecznej szkodliwości nie ma mowy.

      • madziu

        @Adam
        Jeśli chodzi o pasy, to jeśli jesteś kierowcą możesz kazać zapiąć wszystkim pasy, jeśli uważasz, że to słuszne. Jeśli pasażerem zapinasz pasy albo nie (w zależności od woli kierowcy). Jeśli chcesz, żeby inni zapięli, a oni nie chcą a kierowcy to obojętne – nie wsiadasz i nie jedziesz. W transporcie indywidualnym wszyscy by się dogadali. W publicznym nie ma obowiązku zapinania pasów.

      • Adam Łaczek

        Ja do obowiązku jeżdżenia w pasach mam mieszane uczucia głównie przez efekt Peltzmana.

      • pg

        Zaobserwowałem efekt Peltzmana podczas remontu u siebie w domu- im więcej podłogi się zakryje tym mniej się starasz nie chlapać farbą i odwrotnie
        :D naprawdę coś w tym jest ;)

      • madziu

        @Adam
        To też prawda. Dlatego moim zdaniem pasy nie powinny być obowiązkowe w OZ. Ale to teoretyzowanie, bo akurat to jest nie do zmienienia.

    • pieszy

      Nigdy nie twierdziłem, że prawnik to ponad-zawód, ale nie znaczy to, że każdy może być domorosłym prawnikiem. Jeśli wie Pan co nieco o prawie, a może nawet sam Pan jest prawnikiem, to doskonale Pan wie, że nie ma gorszego klienta niż ten, który ktoś coś tam gdzieś kiedyś przeczytał i wyciąga na tej podstawie najczęściej błędne wnioski. Chodziło mi tylko o to, że autor notki wyciągnął zupełnie błędny wniosek z treści przepisu i nawet teraz zdaje się, że przecenia element materialny przestępstwa w postaci społecznej szkodliwości. Tak jak ja nie mam zamiaru po przeczytaniu samouczka z zakresu html wymądrzać się na temat pracy osoby tworzącej strony internetowe, tak oczekuję, że jeśli ktoś prowadzi dyskusję, to będzie przywoływał te argumenty, które rozumie lub które zostały przez kogoś zweryfikowane.
      Powiem Panu tak, prawo to nie tylko adwokat czy radca. Prawo to też nauka i to na wysokim poziomie wysublimowania i abstrakcji. To, że spadki można klepać znając 15 przepisów, to nie wszystko. Strony w html też każdy może klepać, ale czy to świadczy, że informatykiem może być każdy? Czy ktoś taki napisze skomplikowany program? No nie

      • madziu

        Prawodawstwo polskie zostało mocno przekomplikowane. Dotyczy to wielu ustaw – w tym takich, które powinny być proste do zrozumienia dla zwykłego Kowalskiego jak chociażby Prawo o Ruchu Drogowym. Jak obaj wiemy prawodawstwo zostało stworzone przez prawników (innego wyjścia chyba nie ma). Prowadzi do prostego wniosku – prawnicy skomplikowali prawo w swoim własnym interesie, żeby nikt kierując się tylko zdrowym rozsądkiem i logicznym myśleniem nie był w stanie poruszać się w tej materii.
        To jest działanie skrajnie nieetyczne, żeby nie powiedzieć perfidne. Pomijam kwestie panującego w tych kręgach wszechobecnego nepotyzmu etc.

        Być może Adam nie do końca dobrze zinterpretował przepis, ale proszę mi odpowiedzieć na jedno pytanie – co tak z czystej logiki powinno być uznawane za przestępstwo? Moim zdaniem czyn, który jest szkodliwy społecznie (szkodzi innym ludziom, dobru wspólnemu etc. etc.). Jeśli uznaje się za przestępstwo coś, co szkodliwe nie jest to IMHO prawo jest złe. To nie ustawa powinna powodować, że czyn z definicji staje się szkodliwy społecznie, tylko fakty.

      • madziu

        Aha, i nie jestem prawnikiem, ale muszę mieć z prawnikami do czynienia.

      • Adam Łaczek

        Ja swój wniosek wyciągnąłem przede wszystkim na podstawie danych z SEWiKa dotyczących liczby ofiar trzecich poszkodowanych przez pijanych rowerzystów w przeliczeniu na wypadek, oraz badań prof Schewe, oraz statystyk dot rozkładu statystycznego wypadków wg BAC – też z Niemiec.
        To na tej podstawie wysnuwam wnioski o niskiej/żadnej szkodliwości społecznej czynu. Polski system prawny jak nagi król nie ma nic do przeciwstawienia tym danym. Czy przeceniam ten fakt? Może. Ale nie rozumiem czemu uznajemy, że karanie za przestępstwa przy zerowej szkodliwości społecznej czynu jest dobre. Dla mnie to jest jakaś obca mi mentalność.

  • madziu

    IMHO angażowanie policjantów w zorganizowane (!) kontrole rowerzystów w niedzielne (sobotnie?) popołudnie to absolutnie fantastyczna sprawa! Jak rozumiem krakowska policja (drogówka?) uporała się już ze wszystkimi problemami, złapała wszystkich przestępców, chamów, cwaniaków i piratów drogowych (i żeby być uczciwym nie mam tu na myśli tylko kierowców samochodów). Nikt już nie wyprzedza na przejściach dla pieszych, nie przejeżdża na ciemnozielonym nie ma młodocianych „rowerzystów” zap…lających chodnikami centymetry obok małych dzieci, nie ma spacerowiczów na drogach dla rowerów itd. itp. Skoro wobec przytoczonych faktów policjanci mieliby się nudzić i spędzać czas bezproduktywnie to dobrze, że zajęli się piknikującymi rodzinami. Brawo!

    P.S. Ja akurat nie jestem za daleko idącą liberalizacją przepisów alkoholowo – rowerowych…

    • pg

      A ja jestem przeciwny zorganizowanym akcjom policji w JAKIEJKOLWIEK sprawie
      Niby dlaczego policja dziś sprawdza trzeźwość a jutro prędkość a w sobotę rowerzystów a w piątek źle zaparkowane auta, a w czerwcu będzie szukać kradzionych aut, a jeszcze znajdzie czas na pokazówkę dla programu pana Dworaka???
      I dlaczego każdego traktuje jako potencjalnego przestępcę? Jakie ma podstawy do zatrzymania rowerzysty, kierowcy auta w danej chwili? Są podstawy – kontrola, nie ma podstaw? Wypad!!!

      • madziu

        Chyba nie zrozumiałeś tonu mojej wypowiedzi :)

      • pg

        Zrozumiałem, tylko mi się pomyliły drabinki w odpowiedziach ;)

      • Adam Łaczek

        Tu raczej chodzi właśnie o akcje na zasadzie „Są podstawy – kontrola”, a nigdy nie widziałem by Policja reagowała na np. wyprzedzanie „na gazetę”.

      • Adam Łaczek

        i Żeby była jasność: jak są podstawy np brak oświetlenia a jest 22 w nocy, to nie widzę nic złego w kontroli trzeźwości u rowerzysty, ale myślę że na Kładce Bernatka w 99% przypadków nie było żadnych podstaw.

      • madziu

        :)

  • akme

    bo „u nas” ma się misia na miarę naszych możliwości i koniec. Rząd jest rządem okupacyjnym a jego działania są wymierzone w ludzi. Represje wymierzone są w użytkowników cannabis, represje wymierzone w rowerzystów (grupy „słabsze”) poparte są ubliżającym inteligencji bełkotem. Do tego „państwo” dysponuje uzbrojonymi oddziałami policji które są ostatecznym argumentem. A zwykli policjanci, cóż – wyrabiają statystyki, wykonują rozkazy. Przecież muszą za coś wyżywić rodzinę – a co z rodzinami ludzi którzy trafiają do więzień za dżojnty albo są zmuszeni płacić haracz za „jazdę po chodniku” albo inne straszne przewinienie. A dzielny policjant w nagrodę dostanie wczesną emeryturę. Brawo.

    • krakus

      Masz rację. Ja dlatego wolę nie marnować swoich ciężko zarabianych pieniędzy na takie okupacyjne podejście władz, gdy zorientowałem się, że „gdzie indziej” jest po prostu normalnie.

  • krakus

    Ja bym wnioskował o przepis o karaniu za jazdę autem w sandałach lub bez skarpetek. Przepis prosty, jasny i każdy głupi (policjant) go zrozumie, a jego jeszcze głupszy szef rozliczy. W ten sposób w lato cała biurokratyczna siła policji zostałaby skierowana na karanie kierowców za te wykroczenia, dzięki czemu rowerzyści mieliby spokój. Równolegle odebrałbym część funduszy policji i skierował na pensje nauczycieli w szkołach – jak widać, jesteśmy w głębokim trendzie słabego nauczania, co będzie owocować jeszcze większą ilością głupot popełnianą przez nich. Spytałbym też, kto skierował patrole policji w takie miejsca? Ci goście w patrolach mają „kreatywnych” szefów – kto to jest?

  • pg

    80 lat temu była niezła jazda:
    http://prntscr.com/8zzrt
    ;)

  • po prostu latwiej zatrzymac rowerzyste po 2 piwach, niz kibola z bejsbolem. nic nowego.

  • akme

    i każdy policjant może się poczuć jak bohater. interesuje mnie jak zwykle moralna odpowiedzialność takich „tylko wykonujących rozkazy” ludzi. czy gdyby kazali im pałować starsze kobiety handlujące oscypkami to też by „tylko wykonywali rozkazy”? Interesuje mnie czy istnieje jakiś wewnętrzny ruch oporu w Policji, coś jakby „Czarna Orkiestra” w nazistowskich Niemczech albo „Podziemna Kolej”.

  • Pingback: Czy Policja złamała prawo organizując obławę na rowerzystów na Kładce Bernatka? | I bike Kraków()