Jak w Holandii edukują młodych rowerzystów?

Każdego roku w kwietniu w Holandii około 200.000 dzieci w wieku szkolnym bierze udział w „Verkeersexamen” (Test ruchu drogowego). Dwunastolatki zaczynają szkołę w następnym roku szkolnym. Zdecydowana większość z tych dzieci będzie dojeżdżała do szkoły na rowerach. Dojazdy do 15 kilometrów w jedną stronę nie są wyjątkiem. W celu zwiększenia bezpieczeństwa na drogach dzieci były uczone zasad ruchu drogowego od małego. Na poniższym filmie widać kilka ujęć z egzaminu praktycznego w Utrechcie: 6 km trasa rowerowa przy normalnym ruchu ulicznym. Dzieci są monitorowane i te, które przechodzą test otrzymają „Verkeersdiploma” (świadectwo w ruchu drogowym).

O beznadziei systemu polskiej karty rowerowej pisałem już w zeszłym roku
Tymczasem w Holandii obecny system szkolenia młodych rowerzystów działa od 1932 roku, a więc już 80 lat! Tu ważna uwaga: „Verkeersdiploma” nie jest żadną kartą rowerową, ale zwykłym dyplomem mającym polepszyć samopoczucie dziecka: „że zdało, że ma umiejętności”. Nie ma czegoś takiego jak karta rowerowa, która uprawnia do czegokolwiek – wynalazek ten jest specyficzny dla krajów postsowieckich. Na Zachodzie po prostu nauczają dzieci zachowania na drodze, a nie bawią się w biurokracje, czy zakazową „papierologię”. Warto podkreślić, że w edukację angażują się tzw. celebryci np. niektóre z dzieci w Hertogenbosch otrzymały certyfikat z rąk przyszłej królowej, księżnej Maximy, która otworzyła tegoroczny sezon testowy. Jej obecność podkreśliła znaczenie holenderskiej edukacji rowerowej dzieci.

Egzamin teoretyczny
1. Egzamin teoretyczny nie wygląda jak w Polsce gdzie policjant pyta się o kilka przepisów np. „gdzie nie można jeździć na rowerze”, a wyuczone dziecko odpowiada „że na autostradzie” i na tym egzamin się kończy. W Holandii egzamin dla rowerzystów składa się z plansz obrazujących typowe sytuacje drogowe, w zasadzie wygląda to jak egzamin teoretyczny na prawo jazdy! W Polsce dzieci przepytywane są z teoretycznej znajomości przepisów, a w Holandii sprawdzają ich użycie w typowych sytuacjach drogowych.
2. Test to 30 pytań jednokrotnego wyboru. By zdać trzeba odpowiedzieć poprawnie na 20 z nich, ale dzieci które nie zdały także są dopuszczane do egzaminu praktycznego. Nie chodzi przecież o system nakazowo/zakazowy, a o rzeczywistą edukację dzieci (w domyśle w terenie).
3. Pytania dotyczą także wiedzy z zakresu poruszania się pieszo, a także obejmują nietypowe sytuacje na drodze takie jak np. podmuch powietrza przy przejeździe ciężarówki, czy ustawienie się za ciężarówką na skrzyżowaniu. Można stwierdzić, że testy nie obejmują wiedzy ograniczonej jedynie do prawa o ruchu drogowym, ale też dobrą praktykę. Mnie zaskoczyły np. pytania w zakresie rolkarzy, a przecież to takie oczywiste – dzieci jeżdżą na rolkach więc trzeba je uczulić na kwestie typowych sytuacji z jakimi się spotkają na rolkach.
4. Rzuca się w oczy to, że na żadnym zdjęciu dzieci nie są ubrane w kaski i kamizelki … No cóż, widać priorytety bezpieczeństwa najmłodszych w Holandii, są całkowicie sprzeczne z tym co od lat lansuje Policja i KRBRD. Zresztą polskich „bezpieczniaków” na pewno zbulwersowały by odpowiedzi przy części pytań: w poprawnych odpowiedziach nie ma nic o „nie wjeżdżaniu pod nadjeżdżający pojazd”, zamiast tego mamy jasno sprecyzowane pierwszeństwo.
5. Może sami spróbujecie zdać ten test? Przykładowe testy umieszczone zostały czasowo(?) (od marca do czerwca?) w Internecie [Jeśli się komuś chce to proponuje skopiować je na jakiś inny serwer, a może nawet przetłumaczyć.] Chociaż pytania są po holendersku, to w 90% przypadków bez problemu skorzystamy z http://translate.google.pl/ , a sam często posiłkuję się wierniejszym(?) tłumaczeniem z holenderskiego na angielski, a nie na polski. Ja zdałem, jak Wam poszło?
6. Kilka linków: lista znaków jakie ma znać młody rowerzysta w Holandii, podsumowanie zagadnień, które są ważne dla dzieci, materiały szkoleniowe i pytania z 2011.

Egzamin praktyczny

1. Miasteczka ruchu drogowego są tylko wstępem do jazdy po ulicy, a nie ukoronowaniem edukacji jak w Polsce,
2. Kilka złotych myśli jakie znalazłem na holenderskiej stronie o egzaminach: „Praktyka czyni mistrza”, „Znajomość ruchu i dużo praktyki jest niezbędna”, „Dzieci uczą się zasad ruchu drogowego i bezpiecznego zachowania w znacznej mierze poprzez doświadczenie, które nabywają powtarzanymi przejazdami rowerem.”, „Rodzice: uczcie swoje dziecko poprzez więcej ruchu drogowego”, „Punktem wyjścia jest zawsze sytuacja na drogach, którą dzieci spotykają w praktyce”, „Regularne uczestnictwo w ruchu drogowym to najlepszy nauczyciel”.
3. Rodzice mają istotny wkład w proces edukacji, uczą nie tylko teorii, ale też praktyki: po prostu jeżdżą z dziećmi po ulicach. Rodzice zachęcani są do czynnego włączenia się w edukację zarówno przez zachęty ze strony dzieci, jak i poprzez ulotki i listy ze strony osób organizujących szkolenia w szkołach. Po wyznaczeniu trasy egzaminu dzieci są o niej informowane, a następnie mogą na tej trasie ćwiczyć razem z rodzicami! Takie zachowanie jest całkowicie nielegalne w Polsce, gdzie rodzic z dzieckiem przed zdaniem egzaminu na kartę rowerową może poruszać się jedynie po chodnikach!
4. Kilka zasad przy określeniu trasy przejazdu egzaminu praktycznego:
– trasa powinna odpowiadać rzeczywistości (a więc rzeczywistym warunkom jakie spotkają dzieci w ruchu ulicznym w okolicy np. ronda, przejazdy kolejowe, torowiska tramwajowe)
trasa wiedzie przez tereny, które dzieci znają z codziennej praktyki, najlepiej w obrębie dzielnicy w której mieszkają.
– dzieci mają okazję do wcześniejszego poruszania się po tej trasie (z rodzicami) od min. 6 tygodnia przed egzaminem, jeśli rodzice nie mogą ćwiczyć z dziećmi, to zastępuje ich instruktor,
– trasa (po jej ogłoszeniu) i dobre zachowania na niej omawiane są często podczas zajęć teoretycznych.
na czas egzaminu nie wolno zwiększać typowego ruchu ulicznego, ani go zmniejszać (np. skierowywać gdzie indziej, zamykać ulic),
– trasa musi mieć co najmniej m.in.: skręt w lewo, skrzyżowanie równorzędne, skrzyżowanie z ustalonym pierwszeństwem, skręt ze zmianą pasa (z pasem filtrującym, lub bez)
5. Dzieci jeżdżą w grupach i oceniane są w punktach kontrolnych.
6. Przed egzaminem dzieci kontrolują poprawne wyposażenie rowerów i jego stan techniczny. Jest do tego przygotowany szczegółowy formularz.
7. Trasę przejazdu znakuje się strzałkami. Pamiętajmy, że dzieci nie jeżdżą z instruktorami, są tylko punkty kontrolne
8. Uczestnicy egzaminu są zbiorowo ubezpieczeni od następstw wypadków, czy nieszczęśliwych zdarzeń.
9. Uczeń zdaje egzamin praktyczny jeśli zdobył 80% punktów, jednak jeśli dopuścił się poważnego złamania przepisów, takiego jak przejazd na czerwonym świetle, to nie zdaje mimo uzyskania wystarczającej liczby punktów.
10. Dla organizatorów szkoleń przygotowany jest praktyczny przewodnik obejmujący wszystkie rzeczy związane z egzaminem od przykładowych instrukcji ćwiczeń do przykładowego listu do rodziców.
11. Dzieci nauczane są także brać pod uwagę błędy i pomyłki innych. Odnosi się to głównie do sytuacji w których rowerzysta ma pierwszeństwo, ale decyduje się je odpuścić. Dzieci są uczone by uważać na innych użytkowników dróg, którzy nie stosują się do zasad ruchu drogowego. Teoretycznie jak w Polsce, ale w praktyce wygląda zupełnie inaczej. W Polsce mówią dziecku „nie możesz wjechać pod nadjeżdżający pojazd”, a w Holandii mówią „masz pierwszeństwo, ale jeśli ten kierowca zachowuje się podejrzanie to dla własnego bezpieczeństwa lepiej odpuścić”. Niby to samo, a różnica wychodzi w wieku dorosłym kiedy dawni uczniowie zasiądą jako dorośli za kierownicą samochodu i będą mieli wpojone zasady pierwszeństwa rowerzystów.

Czas na komentarz, ale co tu napisać? Że jesteśmy 80 lat do tyłu za Holandią? Bo u nas w zasadzie nie istnieje nic co można porównać z systemem z Niderlandów. Że nawet w egzaminie teoretycznym dla rowerzystów nie zrobiliśmy kompletnie nic wartościowego? Że skupiając się na edukacji ograniczonej do promocji kasków i kamizelek robimy z siebie pośmiewisko w całej Europie? Właściwie śmiało można zacząć kopiować wszystko co zrobiono w Holandii na Polski grunt. Optymistycznie powiem, że skoro w dziedzinie edukacji najmłodszych rowerzystów sięgnęliśmy dna, to teraz już może być tylko lepiej.

EDIT:
Deltar wkleił polskie realia:

Jakie to dołujące :(

1982, od urodzenia w Krakowie, Płaszów, Absolwent Wydziału Inżynierii Elektrycznej i Komputerowej Politechniki Krakowskiej. Związany ze Stowarzyszeniem Kraków Miastem Rowerów, oraz Stowarzyszeniem Przestrzeń-Ludzie-Miasto. Pierwsza publikacja na ibikekrakow: 17 marca 2010. Zainteresowania: - rowerowe BRD (edukacja, walka z mitami, SEWiK), - ruch pod prąd (animator akcji "Rowerem legalnie pod prąd"), - przewóz dzieci, - edukacja ws zanieczyszczeń, - promocja: Kraków na skróty, Rower mój środek transportu, - przyczepki, rowery cargo, rowerem na zakupy, rower i handel, - rowery w liczbach, statystyki, - zrównoważony transport (budżet), - sprzeciw wobec promowania i obligatoryjności kasków, - zmiana przepisów dla nietrzeźwych rowerzystów, - polityka parkingowa (w tym płatne parkowanie, parkowanie i handel), - transport zbiorowy,

  • Oj, a ja myślałem, że w kwestii dróg rowerowych jesteśmy 40 lat za Holandią, a tu proszę, z edukacją jeszcze gorzej… Ale porównując Polskę i Holandię wniosek jest jasny – im więcej dzieci na rowerach jeździ po mieście, tym bezpieczniej!

  • Deltar

    Polskie realia dla porównania
    http://www.youtube.com/watch?v=oBWGGj-Pt1I
    Komentarz jest chyba zbędny.

    • Adam Łaczek

      Przerażające. Kultura strachu i dyletanctwo do kwadratu.

    • barklu

      Zamiast nauki jazdy po ulicach, mamy naukę przejeżdżania przez opadającą deskę i ciasnych zakrętów. Co to, trening MTB?

  • Rigel

    Na moje oko dzieci miały na sobie kamizelki odblaskowe. Wiem, że ich stosowanie w Holandii nie jest obowiązkowe i jestem przeciwny wprowadzaniu obowiązku ich noszenia w czasie jazdy po mieście, ale sam je stosuję bardzo często. Uważam to za wyraz uprzejmości wobec kierowców, by w przypadku kolizji nie próbowali wciskać tezy, że mnie nie zauważyli. Jak będzie więcej cyklistów na jezdniach w naszym kraju, to przypuszczalnie poprzestanę na odblaskowych opaskach na spodnie i nadgarstki. Na razie argumenty przeciwko noszeniu kamizelek nie przekonują mnie.

    • pg

      A na moje oko dzieci maja kamizelki z numerami bo są egzaminowane a wiec muszą się wyróżniać z ruchu miejskiego dla oceniających

    • Adam Łaczek

      Przecież te dzieci miały na sobie kamizelki tylko podczas egzaminu! A powód jest bardzo prosty:
      1. Dzieci nie poruszają się z egzaminatorem. Egzaminatorzy są w punktach kontrolnych więc muszą jakoś rozpoznac że te dzieci to akurat te egzaminowane, przecież bez tych kamizelek może się zdarzyc że przez punkt kontrolny przejedzie jakieś rok starsze dziecko (przecież dzieci tam pełno na ulicach) i egzaminator będzie miał problem. Kto to jest.
      2. Jeszcze ważniejsza kwestia to numery z tyłu. Egzaminator przecież może nie rozpoznać które dziecko to Theo, czy Dennis. A tak prosta sprawa numer 20 to Theo i on przejechał bez błędu, a nr 12 to Dennis który nie zasygnalizował skrętu w lewo.
      Te dzieci na egzaminie ubrały kamizelki tylko by się wyróżnić na czas egzaminu. Prawdopodobnie jest to ich pierwszy i ostatni raz w kamizelce!

      W Holandii noszenie kamizelek nie jest obowiązkowe – powiem więcej – nie jest to w ogóle praktykowane.

      Uważam to za wyraz uprzejmości wobec kierowców, by w przypadku kolizji nie próbowali wciskać tezy, że mnie nie zauważyli.

      Jak chodzi Pan pieszo po mieście to też Pan ubiera kamizelkę by kierowcy nie wciskali tezy że Pana nie zauważyli? Przecież to najczęstsze tłumaczenie kierowców także przy pieszych. Odblaskowy Anioł ze Szczecina został potrącony przez auto kilkakrotnie. Kierowcy go nie zauważyli – tak przynajmniej twierdzili :) Dla mnie noszenie kamizelki przez rowerzystów dla kierowców to jak noszenie burki przez kobiety by je mężczyźni nie gwałcili. Zwyczajna kultura strachu.
      Ja jeżdżę w odlaskowych opaskach na nogawkach, bo to po prostu praktyczne – spinam nogawki i się mi nie brudzą. Kamizelka nie ma dla mnie żadnej wartości użytkowej, a nawet powoduje pocenie się więc jak dla mnie nie ma w niej nic za co można ją promowac.

      • madziu

        Pocenie się pod kamizelką (a więc totalny dyskomfort dla rowerzysty i otoczenia po przyjechaniu na miejsce) powinno być IMHO bardzo poważnym argumentem przeciwko nakazowi ich używania w mieście. Ja na przykład mam taki metabolizm, że muszę starannie dobierać ciuchy w których jeżdżę. Gdyby nakazano mi ubieranie kamizelki musiałbym zrezygnować z używania roweru na co dzień.

        Natomiast zastanowiłbym się nad obowiązkiem ich używania poza obszarem zabudowanym na nieoświetlonych drogach (oczywiście tylko w nocy ;)).

      • @madziu

        przypominam, ze zaniechales dyskusji na temat wyzszej kultury mobilnosci i zamykania ulic dla indywidualnego transportu kolowego w imie ograniczania ruchu samochodowego.
        a w temacie kamizelek. a czym sie rozni nieoswietlony teren zabudowany, czyli obecnie Krakow codziennie ok g.18.00, od nieoswietlonego terenu niezabudowanego. w obu przestrzeniach panuja dokladnie takie same warunki ograniczonej widocznosci. kamizelkami nie poprawimy bezpieczenstwa na polskich drogach.

        dzis slyszalem o kolejnym rozwiazaniu drogowym, ktore w teorii naszych ‚ekspertow’ od bezpieczenstwa ma chronic pieszych (tzw. inteligentne przejscia)

        jestem przeciwnikiem tego rodzaju instalacji, bo przyczyniaja sie one do wylaczania myslenia i uwagi kierowcow, ci zamiast jechac wolniej i obserwowac otoczenie, przez takie swiatelka nie beda juz w ogole zauwazac niechronionych uzytkownikow ruchu.

      • madziu

        ale istnieją regulacje dot. używania kamizelek jako takich. Jak wymieniasz koło w samochodzie na autostradzie to musisz ją mieć, jak w mieście to nie musisz etc. Zwróć uwagę, że napisałem, że zastanowiłbym się, a nie że jestem pewien, że to super rozwiązanie :).

        Ja zaniechałem jakiejś dyskusji? To Hubert napisał, że nie chce mu się nic tłumaczyć, bo i tak nic nie zrozumiem. Wbrew pozorom jednak rozumiem całkiem sporo. Nie pisałem nic, bo się urlopowałem a niestety po zmianie wyglądu ibikekrakowa nie umiem odnajdywać swoich starszych wpisów :(.

      • madziu

        Aha, nieoświetlony niezabudowany od nieoświetlonego zabudowanego różnią się prędkością poruszania się samochodów. W każdym razie teoretycznie ;/

      • Adam Łaczek

        1. Z tego rozporządzenia:
        „§ 56. 1. Światła pojazdu, o których mowa w § 53-55, powinny odpowiadać następującym warunkom:
        1) światła pozycyjne oraz światła odblaskowe oświetlone światłem drogowym innego pojazdu powinny być widoczne w nocy przy dobrej przejrzystości powietrza z odległości co najmniej 150 m;”

        2. Kamizelka nie emituje światła

        3. Zasięg świateł mijania nie jest taki cudowny jak by się wydawało (światła idą w dół i prawo)
        Światłą mijania to jakieś 40m, a drogowe oczywiście dużo lepiej, ale nie wszędzie da się je zastosować.

      • madziu

        Ależ ja się nie kłócę. Przecież pisałem, że zastanawiam się, czy nie byłby to dobry pomysł, a nie, że wiem na pewno, że byłby.

        Ja poza miastem na nieoświetlonej drodze ubrałbym kamizelkę, gdybym ją miał pod ręką. Praktyka jest taka, że jest się o wiele lepiej widocznym, bo kamizelka nie odbija tylko świateł samochodu, za kierownicą którego siedzimy.

      • madziu

        popierniczyłem „punkty siedzenia”, ale mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi :)

      • barklu

        Kamizelki to jakiś fetysz, który w naszym kraju dotyczy nie tylko rowerzystów. Ostatnio śmiać mi się chciało, jak robotnicy grabiący liście w parku poubierani byli w kamizelki. Albo pracownicy automyjni. Zaprawdę, ktoś ich może nie zauważyć i rozjechać jak nie będą mieli.

  • akme

    hmm a może monsieur Majchrowski ze świtą nakażą rowerzystom nosić specjalne opaski (oczywiście odblaskowe) na ramieniu z jakąś „rowerową gwiazdą”? i kto nie będzie miał takiej będzie podlegała karze? dziś rano przechodziłem przez ul. Kościuszki – widok groteskowy, sznur aut wlokący się z prędkością która nie usprawiedliwia stosowania silnika spalinowego a w każdym aucie – jedna osoba. Może gdyby wjazd do miasta do centrum itd. obdzielić kosztem jednorazowym np 500zł to samochód by odzyskał swoją pierwotną funkcję – wiarygodnego wyznacznika statusu? :D

    • madziu

      Nie wiem skąd w niektórych tyle jadu. Moja droga do pracy akurat wiedzie przez Kościuszki. Czasami muszę pojechać do pracy samochodem. Nigdy nie stałem tam w korku. Nie mam ochoty na posiadanie samochodów w wersji a)podróżuję sam, b)podróżuję z żoną c) z żoną i dzieckiem d)tylko z dzieckiem. Zresztą byłoby to bez sensu, bo i tak samochód ruszam z miejsca średnio raz w tygodniu + wyjazd na weekend.

      Drogi samochód zawsze będzie wyznacznikiem statusu materialnego, bo… kosztuje dużo pieniędzy. Na pewno nie musi natomiast odzwierciedlać wartościowości kierowcy.

      A ograniczenie wjazdu do centrum nie powinno się odbywać moim zdaniem tylko poprzez klucz finansowy, bo to po prostu niesprawiedliwe a Kraków stanie się miastem tylko dla bogatych.

      • akme

        tylko dla bogatych? albo rowerzystów raczej co? e mnie śmieszą argumenty typu: tu jest Kraków tu mamy niecke i tak się nie da nic zrobić więc zawsze i wszędzie pojadę samochodem. Więc w takim razie jak ktoś nie ogarnia bez auta to wypad z Krakowa:D Jest dużo innych miast a tutaj najlepiej gdyby powstał rezerwat z uwagi na charakter tej ziemi. Smutna prawda poparta ukształtowaniem terenu. To jak argumentacja palaczy którzy muszą palić a najlepiej by niepalący się wynieśli i przestali kwękać. A na ulicę Kościuszki mam widok non stop, często też przez nią przechodzę i rozbrajają mnie tłumy solistów za kierownicą. Jasne że powinien być np ogarnięty transport w centrum itd. ale nie na zasadzie „a, to ja se wjade”. A „jadu” to mam sporo bo jako tata dwulatka ogarnia mnie tępa rozpacz jak kolejny raz musimy iść do parku inhalując się trującym powietrzem które można by uzdrowić odrobiną wyobraźni, a oczywiście wszyscy ci soliści w autach to akurat dzisiaj jadą po komodę/chorą babcię itd. Postuluję kolejny raz osobne wagony w tramwajach „Nur für Parvenü”może wzbudzi to jakąś nostalgię i tramwaje staną się znów „glamour” zamiast kaszlących „niby morrisów”/

      • madziu

        Jako tata 4 latka rozumiem trochę Twój jad. Mieszkam w okolicach i jak muszę pojechać samochodem do pracy to do wyboru mam Focha albo Kościuszki. Sam mam podobne zdanie na temat transportu indywidualnego w centrum, ale to, co napisałeś nie jest kontrargumentem dla mojego „nie” dla klucza finansowego. Mocno ograniczony dostęp powinien być dla wszystkich, a nie „ja mam kasę, to mogę, a ty biedaku zap… tramwajem”. Przykład rozwiązanie kasowego jest w Londynie. Do congestion charge wjeżdżają tylko drogie samochody. Chcesz Krakowa, gdzie rządzi tylko kasa?

        Ja nie używam argumentów o niecce, a tępa rozpacz ogarnia mnie za każdym razem jak czytam na co pozwalają władze Krakowa i co robią z tym miastem. Nie wiem, czy słyszałeś o tym:
        http://www.gazetakrakowska.pl/artykul/533645,awantura-o-osiedle-w-centrum-krakowa,id,t.html

      • akme

        Zgadzam się:D Pozdrawiam

  • Zdawałam egzamin na kartę rowerową siedemnaście lat temu. Pamiętam go dokładnie: trzy teoretyczne pytania, jedno o znaki (proste), drugie o miejsca, po których nie wolno jeździć na rowerze (banalne), trzecie o znaki dawane przez policjanta (nie umiałam tego wtedy i nie umiem teraz – chyba jedyną osobą, która wie, o co chodzi, jest sam policjant, bo dezorientacja u kierowców także jest widoczna). Bez egzaminu praktycznego, przez co przez lata wolałam zsiąść i przeprowadzić rower przez pasy niż skręcać w lewo.

    I to tyle. Odpowiedziałam na 2 z 3 pytań, dostałam papiórek, który NIGDY W ŻYCIU nie był mi potrzebny. Nawet jak na oczach 2 policjantów wjechałam na rowerze w moją ulicę, ignorując znak zakazu ruchu (wszyscy mieszkańcy go ignorowali, bo trudno pchać samochód z powodu głupoty urzędników, którzy zapomnieli o tabliczce „za wyjątkiem dojazdu do posesji”), nikt mnie nie pytał o kartę rowerową. Bo wszyscy ją mieli. 100% zdawalności.

    Do czego zmierzam w tym przydługim komentarzu: że zgadzam się z autorem i z Holendrami! Nie są nam potrzebne idiotyczne dokumenty, tylko praktyka – i może jakieś szkolenia dla dorosłych w przypadku zmiany przepisów? O zeszłorocznych zmianach w Kodeksie Drogowym wie każdy rowerzysta, ale chyba jeden na 50 przestrzega tych przepisów. I tych starszych także – kiedy widzę w sezonie osobę sygnalizującą skręt, to mogłabym otwierać szampana za 200 zł i bym nie zbiedniała zanadto.

  • pg

    Tak to się kończy jak się nie nosi kamizelek i kasków na drodze
    http://www.joemonster.org/filmy/43026/Nocna_niespodzianka#
    ;)

  • oj zdecydowanie polakom by się takie praktyczne lekcje jazdy w mieście przydały… teraz niby wiosna przyszła, wysyp niedzielnych rowerzystów. Cóż, mówiąc oględnie, nie wszyscy znają przepisy

  • z Gosia Malochleb zastanawiamy sie w jaki sposob przejac w Krakowie od Policji egzaminy na karte rowerowa i zrobic w ramach istniejacego chyba w Parku Jordana miasteczka ruchu najpierw porzadna edukacje, a pozniej taki egzamin w ruchu miejskim.

  • Nie tu żadnego dobrodzieja, który przygotowałby te pytania w języku polskim? :<
    Na tak wielu rowerowych fanpage'ach?

  • Marcin Wojcik Ministerstwo Edukacji Narodowej informuje, że Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej podpisał ustawę z 5 stycznia 2011 r. o kierujących pojazdami. Podpisana 25 stycznia 2011 r. ustawa reguluje m.in. zasady uzyskiwania przez uczniów szkół podstawowych karty rowerowej. Ustawa została opublikowana 10 lutego 2011 r. (Dz. U. nr 30, poz. 151) i wejdzie w życie po upływie roku od dnia ogłoszenia.

    Zgodnie z postanowieniami znowelizowanej ustawy sprawdzenia umiejętności osoby ubiegającej się o kartę rowerową będą dokonywać: nauczyciel posiadający specjalistyczne przeszkolenie z zakresu ruchu drogowego, policjant lub policjant w stanie spoczynku posiadający specjalistyczne przeszkolenie z zakresu ruchu drogowego, egzaminator lub instruktor.

    Karty rowerowe będą nieodpłatnie wydawane przez dyrektorów szkół lub dyrektorów wojewódzkich ośrodków ruchu drogowego i szefów ośrodków szkolenia kierowców prowadzących zajęcia z dziećmi.

    Wymagania do uzyskiwania karty rowerowej, wzór karty rowerowej, sposób organizacji zajęć dla osób niebędących uczniami, ubiegających się o wydanie karty rowerowej oraz kwalifikacje osób prowadzących zajęcia dla osób niebędących uczniami określą w drodze rozporządzenia minister właściwy ds. transportu w porozumieniu z ministrem właściwym ds. oświaty i wychowania.

    Ja bym uderzał do MEN i Min Transportu + KRBRD z pytaniami

  • pg

    A propo kasków i kamizelek: właśnie wróciłem sobie z roweru gdzie zaobserwowałem:
    -starszego faceta na rowerze w kamizelce, ale tnącego po chodniku i przejściach, może i widoczny ale co z tego?
    -dziecko w wieku ok 8-9lat na rolkach i na drodze osiedlowej co prawda ale w czapce zimowej i kasku na wierzch!!!!, założonego może i poprawnie sporo wcześniej ale w danej chwili zsuniętego całkowicie na tył głowy, jako ze dziecko było bez opieki dorosłego (w zasięgu wzroku) nie miał kto popoprawiać tych „zabezpieczeń”
    Rodzice w błogiej nieświadomości że skoro ma kask to bezpieczne

    I tak to wygląda

    • pg

      Poprawka: z okna widziałem to samo dziecko z tak samo zsuniętym kaskiem na tył głowy pomykąjce na rolkach z dorosłym
      Brak reakcji jakoś mnie nie dziwi

    • Może Was zbulwersuję, ale moje jeździ na rolkach bez kasku…

      • madziu

        Ja swojego wożę w foteliku na rowerze też bez kasku. Jak jeździ na biegowym też bez kasku.

      • Adam Łaczek

        Mnie to nie bulwersuje. To normalne.

  • Pingback: Jak Policja przeprowadza akcje edukacyjne o bezpieczeństwie rowerzystów | I bike Kraków()

  • Pingback: Sprawdź swoją wiedzę! Test dla rowerzystów i kierowców | I bike Kraków()