Czy łagodne prawo dla nietrzeźwych rowerzystów to mniej pijanych kierowców?

Czy łagodne prawo dla nietrzeźwych rowerzystów to mniej pijanych kierowców?

Wszędzie gdzie w Europie funkcjonuje liberalne prawo dla nietrzeźwych rowerzystów jednym z profitów z tego rozwiązania jest zmniejszanie się liczby pijanych kierowców na ulicach. Czy podobnie może być w Polsce? Czy może jednak nasz profil kulturowy nam na to nie pozwala?

„Mam taki pomysł: jeśli więcej ludzi będzie jeździło rowerami, a mniej osób będzie jeździło samochodami, to nie będziemy musieli martwić się o prawo dotyczące prowadzenia pod wpływem alkoholu – w co szczerze wierzę. Nie mam absolutnie żadnego problemu z wypiciem 2 piw i jazdą na swoim rowerze, ale nie zrobiłbym tego samochodem.”

Jaki polityk to powiedział? Janusz Palikot? Nie, to mer Londynu Boris Johnson. Jednak w Polsce, mówienie o korzyściach wynikających z mniejszej liczby pijanych kierowców kosztem większej liczby pijanych rowerzystów jest ciągle tematem tabu.

Miejskie imprezy
W większości miast centra imprezowe znajdują się w ich centrum, gdzie dostęp rowerem jest najłatwiejszy i najbardziej naturalny, a odległości jakie trzeba przebyć między centrum, a własnym mieszkaniem sprzyjają rowerowi jako środkowi transportu. Także liczba samych rowerzystów największa jest właśnie w śródmieściach. Zmienia się także społeczeństwo: chociaż w Polsce zmiany są jeszcze bardzo powolne, to wzorem naszych zachodnich sąsiadów młodzi ludzie coraz częściej ponad auto przedkładają miejską mobilność. W Krakowie wśród młodych rower już od dawna kojarzy się z modą i miejskością, a nie z biedą, dlatego też jeśli ktoś twierdzi, że w Polsce żaden imprezowicz nie wybierze roweru zamiast samochodu to zapewne sam ma małomiasteczkowe kompleksy. Już obecnie np. płoty niektórych krakowskich kawiarń, czy galerii uginają się od bicykli: rower po prostu pasuje do miejskiego życia towarzyskiego. Równie dobrze można twierdzić, że nikt nie zamieni auta na rower przy dojeździe na randkę, do kina, czy do kawiarni. Co ciekawe na imprezę wcale nie musimy przyjeżdżać rowerem. Wraz z rozwojem bezobsługowej sieci wypożyczalni rowerów miejskich coraz bardziej realny wydaje się być scenariusz, w którym ktoś do centrum przyjechał samochodem, jednak po spożyciu alkoholu do domu dla bezpieczeństwa wraca się rowerem z miejskiej wypożyczalni, który w bezpośredniej konfrontacji po prostu nokautuje ofertę nocnej komunikacji miejskiej (zatłoczenie, częstotliwość, poczucie bezpieczeństwa, dopasowanie trasy etc). Dlatego w dużych ośrodkach miejskich istnieje duża szansa na to, że znaczna część młodych ludzi pijących alkohol zamiast auta wybierze właśnie rower.

Dzień po
Myśląc o pijanych kierowcach najczęściej myślimy wyłącznie o ludziach wracających z imprez – to duży błąd.

”W trakcie doby kulminacyjny jest przedział pomiędzy 17.00 a 23.00. W 2010 roku w godzinach tych nietrzeźwi uczestniczyli w 2 101 wypadkach, co stanowi 46,4% wszystkich wypadków z ich udziałem. Zginęło w nich 238 osób (51,6%), a ranne zostało 2 443 osoby (43,4%).”

Dane z SEWiK pokazują, że chociaż największe zagrożenie pijani kierowcy stwarzają zazwyczaj w trakcie powrotu z imprezy, to znaczny odsetek wypadków powodowanych jest w godzinach, w których nikt imprez nie organizuje, a problemem jest alkohol, który został we krwi, ale zdaniem sprawcy „już wyparował”. „Twój kac może kosztować czyjeś życie” głosi słusznie kampania KRBRD. Wielu z nas wielokrotnie zastanawiało się czy już jest w stanie bezpiecznie prowadzić. O ile w weekendowym przypadku „powrotu z wesela” można po prostu poczekać 2 godziny dłużej, czy podejść na komendę Policji w celu przebadania alkomatem, to zazwyczaj nikt tego nie robi w ciągu tygodnia np. rano, gdy śpieszy się na 8 do pracy mimo wieczornego „piwkowana” ze znajomym. Tu świetnie sprawdziłby się rower – dlaczego?
bo rowerem jest szybciej, nie brak sytuacji w których dojazd komunikacją miejską jest 2x dłuższy niż podróż samochodem, natomiast podróż rowerem jest albo tak samo szybka jak samochód, albo nawet szybsza. Wybór komunikacji miejskiej oznacza więc przymus dłuższej podróży i krótszego snu;
dodajmy, że pijąc często nie zdajemy sobie sprawy, że następnego dnia obudzimy się w stanie, który uniemożliwi nam podróż samochodem, a bez ustawienia budzika na wcześniejszą godzinę podróż komunikacją miejską oznacza de facto przymus np. półgodzinnego spóźnienia się. Podróż rowerem powoduje, że dotrzemy do pracy bez spóźnienia, mimo tego samego czasu pobudki;
komunikacja miejska oznacza przymus podróży często w ścisku, tłoku czy na stojąco, co niekoniecznie wywoła u skacowanego człowieka pozytywne reakcje;
wybór roweru to podróż na świeżym powietrzu, na siedząco, a delikatny ruch pozwala unormować własny metabolizm;
jednodniowe korzystanie z komunikacji miejskiej jest często relatywnie drogie co zniechęca skacowanego kierowcę, polityka biletowa miast opiera się na zachęcaniu do biletów miesięcznych i częstych podróży;
Gdyby w miastach większość skacowanych kierowców przesiadło się na rower to znacząco wzrosłoby nasze bezpieczeństwo, a jak widać, jest wiele powodów, dla których skacowany kierowca prędzej wybierze rower niż komunikacje zbiorową. Trzeba tylko to umożliwić przez odpowiednie ramy prawne.

Małe miejscowości, duże patologie
Warto przyjrzeć się do jakich patologii dochodzi obecnie w niewielkich miejscowościach. Kiedy z zakrapianego alkoholem grilla wraca się rowerem i samochodem 2 sąsiadów, to o wiele więcej ryzykuje ten, który jedzie rowerem, bowiem to jego najprawdopodobniej zatrzyma i przetestuje Policja. Oznacza to podstawienie problemu na głowie: zniechęca się ludzi by wybrali po alkoholu rower, a ze względu na brak komunikacji miejskiej, czy ograniczoną dostępność taksówek najlepszym i najbardziej naturalnym wyborem staje się własny samochód osobowy! A przecież często tak naprawdę chodzi o krótkie dystanse, czy drogi o małym natężeniu ruchu, gdzie nietrzeźwy rowerzysta w przeciwieństwie do pijanego kierowcy ma małe szanse by kogoś skrzywdzić.

Liczebność, a zagrożenie
Na przestrzeni lat 2001-2010 ilość rocznych zatrzymań zarówno pijanych rowerzystów jak i pijanych kierowców jest zbliżona (670 tys. kierowców vs 600 tys. rowerzystów), co oznacza, że tak naprawdę rzeczywista liczba pijanych kierowców i pijanych rowerzystów – czyli także tych nie wykrytych – w wartościach bezwzględnych jest podobna. A mimo teoretycznie podobnej liczebności ilość osób trzecich poszkodowanych przez obie grupy różni się ponad 100-krotnie, a gdyby uwzględnić tylko zabitych to dysproporcje są jeszcze większe na korzyść rowerzystów. Jeśli pewna ilość pijanych kierowców przesiądzie się na rowery to w praktyce oznaczać to będzie olbrzymi wzrost bezpieczeństwa na drogach.

Nie wszędzie będzie lepiej
Nie można udawać, że da się przesadzić na rower każdego pijanego kierowcę. Są przecież obszary, gdzie dominują duże odległości, czy ludzie, dla których samochód to wyznacznik prestiżu i żadne przepisy tego nie zmienią. Jednak jak łatwo zauważyć 10 letnia kampania drakońskich kar nie zmniejszyła liczby pijanych kierowców na naszych drogach. Może dokona tego wentyl bezpieczeństwa w postaci łagodnych przepisów dla nietrzeźwych rowerzystów?

Teoria a praktyka
Oczywiście dalej możemy żyć mrzonkami i hasłami w rodzaju „zero tolerancji dla alkoholu na drodze”, ale wolę realną politykę częściowej tolerancji z np. 3000 ofiar na rok, niż idealistyczną politykę „zero tolerancji” z 6000 ofiar na rok. Jest cała masa osób, których nie odwiedziemy od ryzykownych zachowań (chociażby ludzie młodzi) i dlatego o wiele skuteczniejsze jest legalizowanie zachowań mało szkodliwych dla osób trzecich i katalizowanie określonych postaw w tej grupie. Obserwujemy fiasko dotychczasowej idealistycznej polityki zakazów i kryminalizowania pijanych rowerzystów: w latach 2001-2010 skazano ok. 600 000 rowerzystów, z czego ok. 200 000 zostało skazanych na karę pozbawienia wolności, a prawie 10 000 trafiło do więzień! Miało to praktycznie zerowy wpływ na ogólny poziom bezpieczeństwa ruchu drogowego w Polsce, wystarczy chociażby policzyć ile osób zabili w tym czasie kierowcy przekraczający prędkość. Gdyby komunikacja miejska, czy taksówka zawsze była najlepszą i najbardziej dostępną alternatywą to z pewnością obserwowalibyśmy o wiele mniej wypadków spowodowanych przez pijanych kierowców samochodów. W rozmowach o zrównoważonym transporcie często powtarza się hasło „trzeba dać jakąś alternatywę”. W zasadzie pasuje to także do problematyki „alkoholu na drodze”. Czemu nie dać tej alternatywy polskiemu społeczeństwu, tak jak dano ją w państwach Europy zachodniej? Na pewnie nie spadnie przez to bezpieczeństwo na naszych drogach, bo pod względem BRD Polska już jest na samym dnie europejskiego rankingu.

Od urodzenia w Krakowie. Absolwent Wydziału Inżynierii Elektrycznej i Komputerowej Politechniki Krakowskiej. Związany ze Stowarzyszeniem Kraków Miastem Rowerów, oraz Stowarzyszeniem Przestrzeń-Ludzie-Miasto. Pierwsza publikacja na ibikekrakow: 17 marca 2010. Zainteresowania: - rowerowe BRD (edukacja, walka z mitami, SEWiK), - ruch pod prąd (animator akcji "Rowerem legalnie pod prąd"), - przewóz dzieci, - edukacja ws zanieczyszczeń, - promocja: Kraków na skróty, Rower mój środek transportu, - przyczepki, rowery cargo, rowerem na zakupy, rower i handel, - rowery w liczbach, statystyki, - zrównoważony transport (budżet), - sprzeciw wobec promowania i obligatoryjności kasków, - zmiana przepisów dla nietrzeźwych rowerzystów, - polityka parkingowa (w tym płatne parkowanie, parkowanie i handel), - transport zbiorowy,

  • akme

    i zaraz się okaże że tą „akcją” nasza „władza” strzeliła sobie w obie stopy naraz. Już pojawił się pomysł „miasteczka oburzonych rowerzystów” pod krakowskim magistratem. Sam teraz borykam się z rezultatem akcji, za jedno piwo mam dostać 600zł i pół roku zakazu jazdy na rowerze, co najlepsze – nie zgodziłem się na dobrowolne poddanie karze a i tak dostałem już wyrok chociaż miałem dostać wezwanie na rozprawę. Może Boris powinien nas wesprzeć:D

    • Adam Łaczek

      A podczas rozprawy próbowałeś zasłaniać się badaniami dr Schewe? Może mogliby umorzyć sprawę?

  • akme

    Dziękuje! Sytuacja wygląda tak że nie zgodziłem się na dobrowolne poddanie karze i miałem mieć sprawę z moim udziałem, tymczasem dostałem pismo że już mam wyrok (czyli sprawa odbyła się bez mojego udziału tak jakbym się zgodził na „zaproponowaną” mi karę). Co najśmieszniejsze list przyszedł do Gorzowa Wlkp. (adres z dowodu) chociaż podawałem krakowski adres na który ma być kierowana korespondencja. I tak cud że akurat mama była pod tym adresem (mieszka w Szczecinie) i „nielegalnie” pani na poczcie dała jej odebrać awizo (bo legalnie to bym musiał sam) inaczej bym się wogóle o tym nie dowiedział tylko czekał na wezwanie do sądu w Krakowie…

    • Adam Łaczek

      To jak by się udało miec jednak tą rozprawę to koniecznie się podziel historią o tym jak sąd zareagował na badania.

  • akme

    Jasne że się podzielę i jeszcze raz dziękuje za pomoc. Generalnie ta sytuacja jest dla mnie chora bo pomimo tego że się nie zgodziłem oni potraktowali mnie tak jakby się zgodził a w dodatku wysłali mi powiadomienie na zły adres więc gdyby nie spora dawka szczęścia nie miałbym czasu zareagować zanim wyrok się uprawomocni a i tak list został „nielegalnie” odebrany… Mam nadzieje tylko że nie zostanę nagle „doprowadzony” na rozprawę o której nic nie wiedziałem itd.

  • Pingback: Ile osób zabili pijani rowerzyści? | I bike Kraków()