O dyskryminacji rowerzystów z trochę innej strony

fight for bikepaths

Codzienne poruszanie się po mieście samochodem ma jednak jedną zaletę. Gdy nadejdzie zima, auto staje się niemal nieskończonym źródłem wymówek dla spóźniania się do pracy. 

O tym, że rowerzyści są dyskryminowani na różne sposoby nie trzeba nikogo przekonywać. Czytając teksty opublikowane w tym serwisie można znaleźć dostatecznie dużo dowodów. Wie o tym każdy, kto wsiada na dwa kółka częściej niż podczas niedzielnej przejażdżki po parku. Coraz niższe temperatury i panująca zima oznaczają, że fani dwóch kółek mogą doświadczać dyskryminacji w innym wymiarze.

Nie chodzi wcale o nieodśnieżone drogi rowerowe, ani kierowców radośnie rozchlapujących kałuże na wyprzedzanych rowerzystów. Dyskryminacja, którą mam na myśli być może dotknęła wiele osób, które dojeżdżają do pracy na rowerze, nie zważając na porę roku.

Wyobraźmy sobie sytuację, w której zapinamy rower pod miejscem pracy i wpadamy do biura spóźnieni o kilka minut. Przyczyny mogą być różne – artykuł czytany do śniadania okazał się zbyt wciągający, ekspres parzył kawę wolniej niż zwykle czy po prostu budzik dzwonił zbyt cicho. To nieważne. Twój szef, który wie, że jeździsz na rowerze, popatrzy się na ciebie z wyrzutem. W końcu korki cię nie dotyczą, uciekające lub spóźniające się autobusy również. Powinieneś punkt ósma stawić się w biurze. Nie ma wymówek.

Teraz załóżmy, że codziennie do pracy dojeżdżasz samochodem. Gdy szef krzywo spogląda na zegarek, bezradnie rozkładasz ręce i zaczynasz snuć opowieści. O aucie, które nie chciało zapalić na mrozie. O drogowcach, tradycyjnie zaskoczonych przez zimę. O stłuczce, na którą trafiłeś jadąc do pracy. O długim poszukiwaniu miejsca do parkowania pod biurem. I tak dalej, i tak dalej. Lista tematów dla zmotoryzowanych bajkopisarzy wydaje się nie mieć końca. Nieważne, że wszystkie są fikcją. Ważne, że szef przyjmie te tłumaczenia. W końcu prawdopodobnie sam jest kierowcą i wie jak to jest.

Rowerzyści nie mają podobnych wymówek. Za wygodę omijania korków muszą płacić brakiem usprawiedliwień dla spania „jeszcze tylko pięć minut”. Cóż, widocznie taka jest cena rowerowej wolności. Za to miny wymijanych kierowców, którzy rzeczywiście trafią na korek spowodowany zimową stłuczką, są naprawdę bezcenne.

Życzę wszystkim szerokiej drogi, nawet wtedy, gdy przysypie ją śnieg.

Opowiadam o rowerach w mieście na blogu Statek Kosmiczny.

  • Robertro

    Samochodziarze kompletnie nie doświadczają ograniczeń czyhających na rowerzystę zimą. Oto one:
    – zaśnieżone drogi dla rowerów
    – zaśnieżone przejazdy
    – zaśnieżone drogi lokalne
    – silny przeciwny wiatr
    – wielkie kałuże na drogach

    Te wszystkie utrudnienia skutecznie spowalniają dojazd do pracy. Jeśli szef owych utrudnień nie potrafi zrozumieć to zawsze pozostaje przejechać ręką po łańcuchu i pokazać osyfioną ręką z komentarzem … mała awaria. U mnie to zawsze skutkowało.

  • No bez przesady.. ta hipoteza jest lekko naciągana. Na rowerze możesz złapać gumę, zgubić łańcuch etc :D Spóźnienie to spóźnienie i tyle :P

  • Prawda jest taka, że jadąc do pracy rowerem po prostu dojeżdża się przed szefem. Nikt kto jest w pracy wcześniej niż szef nigdy nie zostanie oskarżony o spóźnienie ;-)

  • Dokładnie, jest naprawdę sporo powodów, które mogą spowodować spóźnienie podczas dojazdu rowerem. I nie są to rzeczy zależne od nas – wiele z nich opisano już w komentarzach. Jednak ludzie poruszający się rowerami wciąż muszą walczyć nie tylko z nieprzychylnością, ale też z niewiedzą innych.