Z dzieckiem do przedszkola na rowerze

Posiadanie małych dzieci, które trzeba zawieść do przedszkola to dla wielu wygodne alibi dla własnego uzależnienia od samochodu. W końcu „skoro nie ma innego wyjścia”, to samemu łatwo dać sobie rozgrzeszenie. Są jednak tacy, którzy mają i dzieci i samochód, a mimo to jadąc do przedszkola obywają się bez samochodu. Przeczytajcie wywiad z Marcinem Dumnickim – ojcem 4,5 letniej Hani i 2,5 letniego Jędrka.

Adam Łaczek: Jeździsz z dzieckiem do przedszkola na rowerze?
Marcin Dumnicki: Tak. To po prostu najlepszy sposób odwiezienia Hani do przedszkola i dojechania później do pracy.

Hania i Jędrek

A.Ł.: Daleko masz do przedszkola i do pracy? Na jakich trasach poruszasz się po Krakowie na co dzień?
M.D.: Do przedszkola całkiem blisko, około pół kilometra. Do pracy około ośmiu kilometrów, przy czym przedszkole mam po drodze, tak więc zupełnie nieopłacalne byłoby odwożenie lub odprowadzanie Hani, a potem powrót po rower.
Oprócz zwykłej drogi do pracy, po Krakowie jeżdżę głównie na rowerze, tak że wybór trasy zależy po prostu od konieczności dotarcia w konkretne miejsce.

A.Ł.: Czy inni w rodzinie podzielają twój sposób poruszania się?
M.D.: Żona zdecydowanie tak, też dojeżdża do pracy, mimo że ma jeszcze dalej. Oprócz tego często rower wybiera moja mama.

A.Ł.: Masz prawo jazdy i samochód? Kiedy go używasz jeśli nie w trakcie dojazdu do pracy i przedszkola?
M.D.: Mam, samochodu używam do podróży poza Kraków, szczególnie gdy nie ma dobrego połączenia kolejowego. Zdarza się, że auto stoi przez dwa tygodnie i nikt w rodzinie nie czuje potrzeby, żeby nim gdzieś pojechać.

Pierwsza jazda Hani w foteliku

A.Ł.: Czemu córkę wozisz do przedszkola akurat rowerem? Czemu nie samochodem jak znaczny procent rodziców przedszkolaków?
M.D.: Samochodem byłoby znacznie dłużej i z problemami. Akurat koło mojego przedszkola nie zawsze da się znaleźć miejsce do zaparkowania. Potem musiałbym gdzieś zostawić samochód, albo pojechać nim do pracy, co mi się nie opłaca. Rowerem zajeżdżamy bezpośrednio pod drzwi przedszkola. A w zimie samo odśnieżenie samochodu trwałoby tyle, ile cała podróż na rowerze.

A.Ł.: Czy córce podoba się to, że jeździ w ten sposób?
M.D.: Zdecydowanie! Jest to, według Hani, najlepszy sposób dotarcia do przedszkola.

A.Ł.: Czy w przedszkolu ktoś jeszcze jest dowożony rowerem? Jak reagują na to inni rodzice? Słyszałem nawet o przypadku gdy inni rodzice prosili, żeby nie odwozić dziecka w przyczepce rowerowej, bo ich dzieci to widzą i też tak chcą być odwożone, a to rodziców denerwuje – czy tak jest też w Twoim przedszkolu?
M.D.: Nie wiem na pewno, ale widziałem raz przed przedszkolem rower czekający na rodzica, czyli chyba jeszcze ktoś wybrał tę opcję. Na rowerze dojeżdża do przedszkola jedna z nauczycielek.
Nie spotkałem się z żadną negatywną reakcją, za to jest sporo pozytywnych. Widok roześmianej Hani podjeżdżającej pod drzwi budzi naprawdę pozytywne uczucia.

A.Ł.: Jak sobie radzisz ze zmiennymi warunkami atmosferycznymi? Czy córka przez to częściej nie choruje?
M.D.: Ubieramy czapki :-). Hania mało choruje, przypuszczam, że gdybym zrezygnował z roweru, nie chorowałaby przez to jeszcze rzadziej.

A.Ł.: Masz też syna Jędrka – jak sobie radzisz, gdy masz przewieźć 2 dzieci?
M.D.: Z Żoną mamy dwa rowery, każdy ma fotelik, stąd nie ma problemu. Często jednak muszę pojechać sam z dwójką – rozważałem różne warianty (np. fotelik z przodu), ale w końcu kupiliśmy przyczepę dla dwójki i wożę dzieci w przyczepie.

A.Ł.: Z dziećmi jeździcie tylko do przedszkola? Czy rower jest Waszym środkiem podróży także w innych relacjach?

M.D.: Rowerami jeździmy prawie wszędzie. Jest to po prostu nasz podstawowy środek lokomocji po Krakowie. Dzieciom bardzo to odpowiada – córka w ogóle nie lubi jazdy samochodem. Jadąc z przyczepą mogę się w każdym miejscu zatrzymać, dojechać i zaparkować dokładnie na miejscu. Poza tym jest to pewna nowość, budząca (u większości) pozytywne skojarzenia i niekłamaną zazdrość innych dzieci – moje czują się w ten sposób wyróżnione. Jedyny minus bywa taki, że w parku, zamiast bawić się z własnymi dziećmi, muszę czasem wozić przyczepą dzieci znajomych :-)

Marcin z Hanią podczas "Dziadowskiej Masy Krytycznej"

A.Ł.: A jak sobie radzisz z „kulturą strachu”? Sam w nią nie wierzę, ale wiele osób pewnie chętnie pojeździłoby z dzieckiem w foteliku na rowerze … ale w parku, a nie na tych „szalenie niebezpiecznych ulicach”. Czy Twoja droga z domu do przedszkola to „usłana różami ścieżka rowerowa”, czy jeździsz też ulicami? Co byś powiedział rodzicom, którzy boją się jeździć z dzieckiem w foteliku na rowerze po ulicy?
M.D.: Jakoś nie zauważyłem, żeby ulice w Krakowie były „szalenie niebezpieczne”. Z konieczności jeżdżę ulicami, bo dróg rowerowych brakuje. Oczywiście chętniej wybieram parki, drogi rowerowe i małe, osiedlowe uliczki – tam po prostu jeździ się wygodniej, sympatyczniej. Droga rowerem zazwyczaj istotnie różni się od drogi samochodem – w przypadku auta naturalne jest dojechać do głównej ulicy, pokonać większość dystansu głównymi drogami i dopiero blisko celu zjechać w osiedlowe uliczki. Rowerem jeździ się jak najkrótszą drogą.
Moja droga do przedszkola to kilka osiedlowych uliczek, ale np. na Rynek dojeżdżamy ulicą Karmelicką.
Rodzicom, którzy się boją, ale chcą wozić dzieci poradziłbym, żeby sprawdzili, które ulice w ich okolicy nadają się najbardziej do jazdy rowerem. Jeśli ktoś, zawożąc dziecko autem do przedszkola lub parku korzysta z głównej drogi, to wcale nie musi z niej korzystać rowerem. Poradziłbym też, żeby jechali spokojnie, pewnie, nie próbując przyklejać się do krawężnika, żeby jasno sygnalizowali manewry i zachowywali się w przewidywalny sposób. Kierowcy, widząc rower z przewożonym dzieciakiem, naprawdę uważają.
foto: Cinek
foto: Marcin Dumnicki

Od urodzenia w Krakowie. Absolwent Wydziału Inżynierii Elektrycznej i Komputerowej Politechniki Krakowskiej. Związany ze Stowarzyszeniem Kraków Miastem Rowerów, oraz Stowarzyszeniem Przestrzeń-Ludzie-Miasto. Pierwsza publikacja na ibikekrakow: 17 marca 2010. Zainteresowania: - rowerowe BRD (edukacja, walka z mitami, SEWiK), - ruch pod prąd (animator akcji "Rowerem legalnie pod prąd"), - przewóz dzieci, - edukacja ws zanieczyszczeń, - promocja: Kraków na skróty, Rower mój środek transportu, - przyczepki, rowery cargo, rowerem na zakupy, rower i handel, - rowery w liczbach, statystyki, - zrównoważony transport (budżet), - sprzeciw wobec promowania i obligatoryjności kasków, - zmiana przepisów dla nietrzeźwych rowerzystów, - polityka parkingowa (w tym płatne parkowanie, parkowanie i handel), - transport zbiorowy,

  • rbk

    Bardzo pozytywny artykuł :) Pozdrowienia Marcina i jego Rodzinki i dla wszystkich zrowerowanych, którym zima niestraszna!

  • barklu
  • madziu

    Styl jazdy kierowcow samochodow i nie tylko w Krakowie blizszy jest stylowi z Marakeszu niz z Amsterdamu. Uwazam, ze jazda z dzieckiem w foteliku czy przyczepie ULICAMI Krakowa to totalny brak wyobrazni. To jest maly czlowiek, ktory ma cale zycie przed soba i nie wolno go narazac dla zaspokojenia wlasnego widzimisie czy nawet realizacji wlasnych przekonan. Swoje dziecko zazwyczaj odwoze rowerem do przedszkola, bo mam do wyboru DDR albo boczna uliczke, ktora nikt nie jezdzi, ale jak byl snieg i slisko to mimo wszystko odsniezalem samochod, bo nawet majac opony z kolcami w rowerze balem sie wywrotki z mlodym (mam fotelik nie przyczepke). Mam na szczescie do przedszkola tak blisko, ze powrot do domu i przesiadka na rower nie jest duza strata czasu. Nie jezdze rowerem jakos strasznie duzo, bo okolo 400 km miesiecznie, wiec nie jestem zadnym autoryetem, ale zastanowcie sie kilka razy zanim posluchacie takich rad jak w artykule. Panu Marcinowi zycze, zeby nigdy nie musial zalowac swoich rowerowych decyzji.

    • Adam Łaczek

      A moim zdaniem przesadzasz. Nasze ulice wcale nie są aż takie groźne jak to maluje kultura strachu. Wkrótce na łamach ibikekrakow tekst, który powinien Cię jeszcze bardziej zbulwersować – o kobietach w ciąży na rowerze :)

      • Hmmm… Tym razem wywiadu powinna udzielić mama Hani i Jędrka :-)

    • Robertro

      Ja pokonuję 1000 km miesięcznie zarówno w lecie jak i zimą więc praktycznie tyle samo jeżdże na rowerze co inni samochodem. Gdyby jeżdżenie na rowerze było niebezpieczne to zapewne już bym dawno siedział na wózku inwalidzkim. Ja także odwoziłem swoje dzieci na rowerze do przedszkola a nawet do … żłobka. Oczywiście byłem jedynym rodzicem, który tak postępował i to przez całą zimę gdyż moja córa ani razu nie raczyła zachorować. Więc ja mam nieco inną radę… zanim ktoś krzywo spojrzy na dojazd rowerem do pracy, szkoły czy przedszkola niech sie naprawdę mocno nad tym zastanowi.

  • Małgorzata Krakowian

    Szkoda, że to nie wywiad z Hanią i Jędrkiem :)

  • barklu

    Z fotelikiem może rzeczywiście niebezpiecznie. Ale były badania, że przyczepka nie przewraca się ani nie miażdży nawet przy uderzeniu bocznym. O przednim nie wspominając. Zabezpieczenia prawie jak w bolidzie F1 – tam gdzie rowerzysta jest mocno poobijany, pasażer przyczepki poznaje tylko paru szarpnięć. A co do odstępu przy wyprzedzaniu – przyczepka zapewnia, że żaden wariat się nie będzie wpychał, więc bezpieczniej niż bez. Nie mówiąc o tym, że kierowcy bardziej uważają.

  • madziu

    Moim zdaniem za wczesnie na promowanie tego typu praktyk. Za wczesnie ze wzgledu na to, jak wyglada ruch uliczny. Owszem, 90% kierowcow uwaza. Mysle, ze kazdy, kto ma swoje dziecko jak widzi osobe, ktora wiezie dziecko na rowerze ulica uwaza na nia jeszcze bardziej. Chcialbym w kazdym razie w to wierzyc. Niestety pozostaje 10%, ktorzy maja za nic wszystkich dookola, a tych nie powstrzymuje strach przed kara, bo nasze prawo jest lagodne. Poza tym mimo nieraz najlepszych checi przy ilosci swiatel i iluminacji w miescie czasami naprawde trudno dostrzec rowerzyste (nie dotyczy przyczepek), co nie jest usprawiedliwieniem, ale moze byc przyczyna nieszczescia.

    Jak sie Polska ucywilizuje to dlaczego nie. Ja sie nie boje jezdzenia po ulicy i po niej jezdze, ale ja juz swoje przezylem i po mnie bylby najwyzej czyjs zal a nie rozpacz do szpiku kosci. Nie bede narazal swojego dziecka na kontakt z frustratami w audicach probujacymi na drodze pokazac, kto jest wazniejszy, a takich jest wciaz zdecydowanie za duzo, bo samochod wciaz w Polsce jest uwazany za reprezentacje zamoznosci, czyli dla niektorych bycia waznym.
    Paradoksalnie naprawde dobrze zachowuja sie kierowcy naprawde drogich samochodow niz przejezdzonych kilkuletnich „niemcow”. Moze nie musza nic nikomu udowadniac…?

    Co do bezpieczenstwa przyczepek. Przy jakich predkosciach robione sa crashtesty? Nie przy 30 km/h? Gdzie w Krakowie widac samochody jadace z taka predkoscia? Jak na Focha probuje jechac w granicach 60 km/h to jestem bez przerwy wyprzedzany, choc przekraczam troche dozwolona…

    Naprawde nie widzicie roznicy w bezpieczenstwie przemieszczania sie na rowerze w miescie typu Amsterdam a Krakowem? Spedzilem w Amsterdamie troche czasu i Krakow to przy nim totalna komunikacyjna dzungla.

    Podtrzymuje swoje zdanie – ja bym sie bal, podziwiam za odwage tych, ktorzy sie nie boja i mam nadzieje, ze ich dzieci beda cale i zdrowe.

    Aha, i powinno sie umozliwic jazde chodnikiem z dzieckiem w foteliku niezaleznie od pogody. Z przyczepka juz gorzej, bo chyba za szeroka jest ;/.

    • madziu

      Przepraszam za błędy gramatyczne. Nie wierzę własnym oczom ;).

    • Robertro

      A kiedy niby będzie czas na jeżdżenie z przyczepkami po mieście? Będąc 14 lat temu w Szwecji pod szkołami widziałem stojaki pełne rowerów i ani jednego samochodu. O czym to świadczy… Dokładnie o tym, że rower jest traktowany do lokalnego poruszania się. U nas nawet wyjazd do sklepu oddalonego o 500 m podjeżdża sie samochodem bo … trzeba się pokazać.

    • barklu

      „Co do bezpieczenstwa przyczepek. Przy jakich predkosciach robione sa crashtesty? Nie przy 30 km/h? Gdzie w Krakowie widac samochody jadace z taka predkoscia? Jak na Focha probuje jechac w granicach 60 km/h to jestem bez przerwy wyprzedzany, choc przekraczam troche dozwolona…”

      Ale raczej zanim ktoś walnie, to w ostatniej chwili przyhamuje z piskiem. A najczęstsza przyczyna wypadków – uderzenia boczne – zdarzają się raczej przy niewielkich prędkościach, bo samochód skręca / wyjeżdża z posesji itp.
      Nie mówiąc o tym, że zawsze można znaleźć alternatywę dla głównych ulic.

    • Adam Łaczek

      Ale czemu za wcześnie? Patrząc na SEWIK to Polska jest krajem niebezpiecznym dla rowerzystów, ale jednocześnie np. BARDZO NIEBEZPIECZNYM dla pieszych (patrze np po skutkach wypadków). Czy zatem to za wcześnie na promowanie chodzenia na spacery z dziecmi? No litości :) Gdyby wszystkie wypadki miały miejsce przy 60 km/h i wyżej tak jak to piszesz to nikt by nie przeżył bo matematycznie szansa na przeżycie to 0, a jednak ludzie przeżywają i to w większości – zastanów się czemu. Ja myślę że przemawia przez Ciebie kultura strachu którą trzeba w sobie zwalczyć a nie straszyc innych:) Sam zamierzam z dzieckiem od wiosny jeździc do żłobka na rowerze z fotelikiem. Zresztą analogicznie Ci źli kierowcy mogą uderzyc też w Twój samochód, akurat w drzwi przy których siedzi maluch i też może z niego zostać miazga. Czemu nie boisz się jeździc samochodem? A przecież liczba wypadków z udziałem samochodów jest o wiele większa. Rowerzystę zawsze możesz ominąć, rowerzysta zawsze może uciec na chodnik, a samochodem … Dodam że sam miałem stłuczkę autem, żona miała stłuczkę autem (była w 8 mies. ciąży), a na rowerze nie miałem stłuczki … Także liczba sytuacji zagrożenia życia była większa w aucie niż na rowerze (szczególnie poza miastem np podczas wyprzedzania w miejscach niedozwolonych – tzn ktoś wyprzedzał a ja się modliłem :))

      • madziu

        Jeśli mam wybrać, czy ktoś ma wjechać w drzwi mojego samochodu za którymi siedzi moje dziecko 60 km/h czy w mój rower z dzieckiem w foteliku czy przyczepce 30 km/h to ja poproszę pierwszą opcję. Poza miastem owszem, samochód jest bardzo niebezpieczny i jest się czego bać jeśli ma się ciut wyobraźni. W mieście o wiele mniej, bo prędkości są o wiele niższe.

        Jeśli jesteś pieszym z dzieckiem o wiele więcej zależy od Ciebie niż jeśli jesteś rowerzystą z dzieckiem.

        Ale żebyśmy się dobrze zrozumieli. Ja jeżdżę z dzieckiem w foteliku na rowerze bardzo często i to akurat odwożąc go do przedszkola, o czym traktował artykuł :). Tyle, że starannie dobrałem trasę i gdyby przyszło mi na przykład musieć wozić go ul. Królowej Jadwigi to bym się na to nie zdecydował.

      • Adam Łaczek

        Tu bym się nie zgodził – patrz na dane SEWiK dotyczące liczby wypadków w Krakowie. Kierowcy również giną w tym bezpiecznym dla samochodów Krakowie :)
        Co do pieszych to również się nie zgodzę: „Jeśli jesteś pieszym z dzieckiem o wiele więcej zależy od Ciebie niż jeśli jesteś rowerzystą z dzieckiem” – akurat wśród pieszych (patrze ogólnopolsko) odsetek ofiar które zachowywały się w 100% prawidłowo jest najwyższy (dużo wyższy niż u rowerzystów), a odsetek liczby zabitych na 100 ofiar wypadków również jest najwyższy u pieszych(dużo wyższy niż u rowerzystów). Zresztą czemu zakładasz od razu zderzenie samochodem vs zderzenie z rowerem. W wielu przypadkach do zderzenia z rowerem w ogóle nie dochodzi bo rower jest o wiele węższy a rowerzysta ma lepsze pole widzenia na skrzyżowaniu(lepiej ocenia sytuacje na skrzyżowaniu). I ciągle pijesz najwyraźniej do zderzeń tylnych (bo to w nich najmniej zależy od rowerzysty z fotelikiem czy bez), a te są w mniejszości, za to przy zderzeniach bocznych taki rowerzysta ma chociażby krótszy czas ewakuacji, mniejszą liczbę punktów kolizji jeśli porusza się jezdnią a nie chodnikiem etc. W sumie założenia że pieszy jest bezpieczniejszy niż rowerzysta w żaden sposób nie widać w SEWiK, a opieranie są na swoich własnych przemyśleniach jest bardzo złudne.

  • Rodzice przywożący/odbierający dzieci krakowskiego z przedszkola przy ul. Twardowskiego notorycznie zastawiają swoimi pięknymi ‚furami’ drogę dla rowerów. Fajny przykład dają przy okazji ;-/

  • madziu

    @Adam
    Jeśli dać wiarę statystykom wystarczy, że odłożę tyle pieniędzy, żeby wystarczyło mi do 72 roku życia i koniec zmartwień o emeryturę… :)

    • Adam Łaczek

      Bardzo łatwo wyśmiać wszystkie opracowania czy statystyki, tylko na jakiej podstawie mamy wyrabiać sobie zdanie o BRD? Na podstawie tarota? Twój przykład jest bez sensu – raczej gdyby pokazac że w mieście A żyje się średnio 72 lata, a w mieście B 78 lat to oznacza to że miasto B ma lepsze warunki do życia

  • Artykuł trochę się zdezaktualizował – Hania dojeżdża już do przedszkola na własnym rowerze i nie chce słyszeć o innej możliwości. Idę „walczyć” o stojak, trzymajcie kciuki…