W tym roku byliśmy świadkami prawdziwej rowerowej rewolucji w Krakowie. Gdy robi się trochę chłodniej, liczba cyklistów na ulicach miasta wyraźnie spada. Oczywiście, wiele osób jeżdżących na co dzień nie zna takiego pojęcia jak „sezon rowerowy”. Dla nich każde warunki są dobre, by rano wsiąść na rower. Dla tych nieprzekonanych przygotowaliśmy listę dziesięciu powodów, dla których nie warto rezygnować z dwóch kółek, nawet wtedy, gdy słupek rtęci w termometrze niepokojąco zbliża się do zera.
- Większa odporność organizmu. Jesień i zima to czas wzrostu zachorowań – wiemy to z mediów, które cytują statystyki medyczne oraz z reklam. Mniej więcej od początku września koncerny farmaceutyczne przekonują nas, że ludzie dzielą się na tych, którzy już złapali przeziębienie oraz tych, którzy dopiero zachorują. Jeżeli nie chcemy znaleźć się w żadnej z tych dwóch grup, warto zapewnić sobie trochę ruchu na świeżym powietrzu. Rower nadaje się do tego doskonale.
- Mniej okazji do zarażenia. Cudowne leki niewiele pomogą, gdy na co dzień w środkach komunikacji miejskiej stykamy się z kichającymi i kaszlącymi osobami. Ludzie z różnych powodów zamiast do lekarza wolą dalej jeździć do pracy i „częstować” innych swoimi zarazkami. Po co narażać się na zakażenie, skoro możemy jechać bez niezdrowego towarzystwa?
- Mniej nerwów. Równie ważne jak zdrowie fizyczne jest nasze dobre samopoczucie. Jeżeli przez ostatnich kilka miesięcy poruszaliśmy się na rowerze, nagła przesiadka do autobusu może okazać się małym szokiem. Wizja wciskania się do pojazdu pełnego ludzi w grubych kurtkach potrafi skutecznie zepsuć humor o poranku.
- Przyjemność z jazdy. Dobry humor możemy również zachować ciesząc się urokami jesieni lub zimy, obserwowanymi z rowerowego siodełka. Co prawda Kazik śpiewał kiedyś, że „tylko zimno i pada, zimno i pada na to miejsce w środku Europy”, ale nie oszukujmy się – nawet w styczniu zdarzają się słoneczne dni.
- Pobudka. Nic tak nie potrafi obudzić człowieka rano jak kilka kilometrów przejechanych na rowerze. Ta zasada działa przez cały rok.
- Oszczędność czasu. To chyba główna zaleta poruszania się na rowerze w mieście takim jak Kraków. Docenimy ją zwłaszcza zimą, gdy spadnie śnieg i zaczną się korki, spowodowane oblodzoną nawierzchnią. Rowerzystów one nie dotyczą, podobnie jak spóźniające się autobusy i marznięcie na przystankach. Jedyny minus jest taki, że możemy poczuć się nieco samotni, gdy okaże się, że jako jedyni dotarliśmy do pracy na czas.
- Syndrom „ostatniego Mohikanina”. To uczucie, gdy przypinając jednoślad do stojaka pod pracą lub uczelnią okazuje się, że tylko ty wciąż jeździsz na rowerze – bezcenne.
- Lepsza kondycja. Jesień i zima to czas, gdy nasz organizm chętniej niż zwykle robi rezerwy w postaci tkanki tłuszczowej, nie zważając na stosowane diety. Możecie mi wierzyć, waga łazienkowa nie jest taka straszna, gdy jeździ się rowerem. Jeśli nie wierzycie, skonsultujcie się z lekarzem lub farmaceutą.
- Lżejszy strój. Co roku niechętnie wyciągam z szafy „puchową zbroję” z kapturem obszytym futrem. Jeżeli też nie lubicie się grubo ubierać, możecie pozostać przy lżejszej kurtce. Powinna wystarczyć, by zachować komfort termiczny jadąc na rowerze. Niską temperaturę na zewnątrz odbijemy sobie ciepłem, jakie wydziela ciało podczas pedałowania.
- Urzędnicy. Na ich temat napisano wiele na łamach tego serwisu. Wszyscy wiemy, jak wyglądają drogi rowerowe zimą. Albo nie wyglądają wcale, bo nie widać ich spod śniegu, albo przypominają składowisko błota pośniegowego. Z drogami rowerowymi jest trochę tak, jak z narządami ludzkiego organizmu. Nieużywane zanikają. Jeśli będziemy jeździć również w zimie, istnieje większa szansa na to, że władze zwrócą uwagę na problem nieodśnieżanych dróg rowerowych.
To tylko kilka powodów, dla których nie warto skazywać roweru na sen zimowy. Podzielcie się w komentarzach Waszymi spostrzeżeniami dlaczego warto jeździć przez cały rok.
foto: Amsterdamize


dzieki Macku za te liste, czasem brakuja nam argumentow na spotkaniach z mlodzieza, dlaczego warto jesienia i w zimie nadal jezdzic na rowerze do szkoly, albo tez w przekonaniu ich, ze nie trzeba czekac do wiosny by wyprobowac rower jako srodek transportu :)
W tym roku JESTEŚMY świadkami prawdziwej rowerowej rewolucji w Krakowie! :-)))
Na ibikekrk był już publikowany artykuł o liczbach rowerzystów w różnych miejscach pracy. Ja pod IF UJ pomimo trwających przymrozków przez cały tydzień nie zaobserwowałem żadnego „wyraźnego spadku” liczebności osób dojeżdżających rowerem. Dziś rano również było ponad 50 rowerów na parkingu. Przejeżdżam też codziennie przez miasteczko AGH, parkingi przed budynkami pełne tak samo jak w słoneczne dni jesienne. To chyba kolejny przejaw wspomnianej tegorocznej rewolucji rowerowej?
Przy Gramatyka 8a Wydział Humanistyczny AGH cale stojaki zapelnione, a i barierki przy schodach sa przystrojone rowerami…. troche rowerow mniej niz w cieple dni ale i tak jestem pod wrazeniem
Dokładnie. Ja zauważyłem to samo – że mimo zaczynających się już wyraźnie mrozów rowerzystów jest nadal bardzo dużo. Napisałem nawet o tym parę dni temu na swojej stronie: http://www.ap.krakow.pl/~raj/notka.php3?id=348
Zwróćcie uwagę na fakt, że aura tej jesieni jest wyjątkowo łagodna. Są wprawdzie przymrozki, ale prawie w ogóle nie ma opadów. Nie chcę być złym prorokiem, ale wystarczy kilka dni siąpienia i mżawki i będziecie mieli puste wszystkie stojaki ;)
Nie wszystkie będą puste, bo tam, gdzie ja zaparkuję będzie co najmniej jeden rower! :-)
viva la velorution !!!
Należy zatem oczekiwać, że za trzy lata „sprawdzony prezydent” kampanię przeprowadzi pod hasłem „mam jeszcze tyle do zrobienia”!
mam nadzieje, ze profesor za trzy lata pojdzie na emeryture, albo przynajmniej spoleczenstwo go na te emeryture posle
moi wspolpracownicy niestety sie poddali i z 12 rowerow jakie jeszcze do niedawna codziennie parkowaly w podworcu, teraz parkuje tylko 3. rozmawialem z nimi i niestety wiekszosc zasilila juz KKM-e i teraz chce te pieniadze wyjedzic. to juz moja 5 zima na rowerze i oczywiscie nie zamierzam z niego rezygnowac
Też się zgadzam, że KKM jest największym wrogiem roweru ;) I piszę to bez ironii. Osoba, która kupi jeden lub dwa razy jednorazowy bilet najpewniej wróci na rower po poprawie pogody. Właściciel karty schowa rower do wiosny.
te argumenty przydadzą się w starciu ze znajomymi pytającymi: jak możesz jeździć jeszcze na rowerze? ;)
Ja robię zdziwioną minę i odpowiadam coś w stylu: no, siedzę na siodełku, pedałuję, ręce na kierownicy…
te argumenty przydadzą się w starciu ze znajomymi pytającymi: jak możesz jeździć jeszcze na rowerze? ;)
Mnie już osłabiają te pytania. Odpowiadam, że w Finlandii jeździ się rowerem cały rok i nikt nie robi z tego aj waj.
Mnie już osłabiają te pytania. Odpowiadam, że w Finlandii jeździ się rowerem cały rok i nikt nie robi z tego aj waj.
Ja już od trzech lat poruszam się po Krakowie przez cały rok. Rzadko kiedy poddaję się zimie. I wszystkie wymienione w artykule punkty znam i się z nimi zgadzam. Zwłaszcza ten o pobudce:) Nic tak nie orzeźwi jak przejażdżka w kilkustopniowym mrozie:)
Bezcenne są spotkania codziennie o tej samej porze w podobnym miejscu w zimowej scenerii z rowerzystą, który jedzie do pracy w przeciwnym kierunku… Ciekawe, ilu zimowych „znajomych” w tym roku się trafi ;-)
Rower to nie truskawki i sezonowy nie jest :)
Pozdrawiam nadal jeżdżących, bo w ubiegłych latach w listopadzie na rowerze czułem się już mocno ekstrawagancki (awangardowy co najmniej) a teraz nadal sporo rowerów się widuje :)
Masz rację, sporo rowerzystów jeszcze jeździ. Ja akurat jeżdżę na Ruczaj, a tam remonty wybitnie zachęcają do rowerowania.
Dzięki za pozdrowienia ;-)
Od syndromu „ostatniego Mohikanina” przyjemniejsza jest wymiana porozumiewawczych uśmiechów z innymi osobami, które też własnie przypinają rower do wystającego spod śniegu stojaka rowerowego.
A ja dojeżdżam do pracy bulwarem wiślanym i jakoś nie widzę tej „rewolucji”. Ilość rowerzystów, których spotykam spadła drastycznie. Chyba mieszkamy w różnych Krakowach….
A ja dzisiaj stałem na przystanku przy Al.29Listopada czekając na autobus i w 10 minut naliczyłem (czymś się trzeba było zająć) w sumie po obu stronach Alei 21 rowerzystów. Oni jechali, ja stałem i tęskniłem za moim rowerem :p
Co do bulwarów – wczoraj ok 21 wracałem rowerem z okolic Mostu Dębnickiego na Prądnik Biały i wybrałem ulice w centrum zamiast bulwarów bo:
a/nad Wisła była straszna mgła
b/przez miasto krócej
c/przez miasto cieplej
Możesz mieć trochę racji. Sam analizowałem długość trasy dom-praca-dom przez miasto. Odległość identyczna, ale czas przejazdu ze względu na ilość skrzyżowań dłuższy i zostałem na bulwarze :). Ci, którzy przestraszyli się aury na bulwarach trochę przesadzają. Jeździ się bardzo przyjemnie nawet późnym wieczorem. A co do porównania z zeszłym rokiem to w tym roku mamy wyjątkowo sprzyjającą pogodę, co jest nie bez znaczenia.
Albo tych, co jeżdżą bulwarem, łatwiej zniechęcić… ;-)
Wszędzie liczba rowerzystów spadła, nie ma się co oszukiwać, ale gdzieniegdzie nie drastycznie. Poza tym jest nas więcej niż w zeszłym roku o tej samej porze.
Ale zapewne w stosunku do 2010 jest większa?
11. powód to komfort jazdy – trudniej się przegrzać
Zgadzam się w 100%. Dla mnie taka pogoda na rower jest o wiele bardziej sprzyjająca niż w czasie upałów.
Ja na pytanie zawierające w sobie sformułowanie „sezon rowerowy” odpowiadam, że właśnie go zaczynam. Bo taka jest prawda, o ile w lecie można pojechać samochodem czy komunikacją to w zimie jest to okropne: mróz na przystanku/duchota w autobusie, nie zapalający samochód, skrobanie szyb itd.
W tym roku sezon rowerowy zacząłem jakieś dwa tygodnie temu :)
Pozdrawiam wszystkich 33 rowerzystów, których dziś spotkałem. I 34. rowerzystkę, którą wiozłem na bagażniku :)
Pingback: Listopadowa masa krytyczna i inne atrakcje | I bike Kraków :: nowa kultura mobilności
Świetny artykuł, niepodważalne argumenty, polecam je znajomym, z których większość wozi się gablotami, podczas gdy ja sunę rowerem w chłody i mrozy :)
Potwierdzam w 100% że rower to sposób na zimę bez przeziębień, bo nie marznie się na przystanku/w drodze do pracy i nie ma się kontaktu z zarazkami w MPK a wszyscy smarkają i kaszlą. I nie pocisz się w nagrzanym tram/busie, a potem na mróz i przeziębienie gotowe. Do tego z remontami w Krk, nie stoisz w korkach- a codziennie mijam dłuugie korki aut w centrum.
Tylko gdyby jeszcze nie ten smog…
Pozdrawiam wszystkich jeżdżących. Jeżdżę od wielu lat bez względu na pogodę i porę roku. Parę razy już jechałem w padającym intensywnie śniegu, a mrozy to można powiedzieć są już moim chlebem powszednim – parę lat temu zdarzyło mi się jechać przy -25 stopniach Celsiusza. Nie było to za przyjemne doświadczenie, ale jakoś wytrzymałem te 45 minut jazdy. Do -10 jest jeszcze w marę komfortowo.
A ja się zawsze bałam jeździć po śniegu i oblodzonych powierzchniach – wydawało mi się to niebezpieczne, bardzo wypadkowe. Przypuszczam, że to mogą być bezpodstawne obawy i chętnie bym usłyszała Wasze opinie na ten temat, pozdrawiam!
Dziś wracałem rowerem koło 16:00 i przypomniałem sobie czasy w Amsterdamie – pogoda dziś to klasyczna zima w Holandii – wieje, leje i koło zera. I niech się wszyscy dowiedzą, że w taką pogodę w Amsterdamie wciąż jest więcej rowerów na ulicach niż aut.
Jak mogę to nawtykam, a co mi tam:
Kraków jest wiecznie zatkanym miastem za sprawą całkowitego braku drożności głównych ciągów komunikacyjnych, często jadąc nocą nawet zdarza się zjawisko CZERWONEJ fali, objawia się to tym że jadąc samochodem stoimy na niemal każdych światłach, niech mi jakiś mądry urzędas powie JAK DO CIĘŻKIEJ CHOLERY MAJĄ ZNIKNĄĆ TE SAMOCHODY ZA DNIA SKORO NAWET W NOCY NIE DA SIĘ RPZEJECHAĆ BEZ ZATRZYMAŃ? zwrócę jeszcze uwagę że My – Polacy ciągle nie potrafimy się poruszać po drogach w korku, Francuzi reagują na zielone i jak ktoś ma roztrzaskany z tyłu zderzak BO ZASPAŁ to już jest JEGO PROBLEM a u nas reagujemy na ruch poprzedzającego pojazdu przy czym każdy jeden sobie przyśnie te 3 sekundy i mamy korek na 3 kilometry.
Jeździłem po alejach rowerem, stężenie tego smrodu było by o wiele mniejsze gdyby samochód był urzytkowany zgodnie z jego przeznaczeniem – auto ma jechać NIE STAĆ!!!
zamiast budować stadiony, powinniśmy najpierw zbudować drogi.
Na Euro 2012 zamierzam wyprowadzić się z tąd JAK NAJDALEJ bo już jest źle, a wtedy to nawet nie będzie dramat, a coś o wiele gorszego.
Bardzo dobrze, że są korki, bo one zachęcają do porzucenia samochodu na rzecz komunikacji miejskiej lub roweru :)