My „mieszkańcy”

ul. Zaleskiego, KrakówPo publikacji tekstu „I słowo stało się ciałem” spodziewałem się sporej krytyki, że chwalę „półśrodek”, rozwiązanie niekompletne, że te 127 metrów to za mało, bo nie da się dojechać do ul. Kazimierza Wielkiego itp. Spotkałem się z taką opinią „na żywo” ale i z głosami, że ten właśnie odcinek, na którym wyznaczono kontrapas  jest najważniejszy i obsłuży 90% ruchu rowerowego. Dalej można przecież jechać Młynówką Królewską. Jestem pozytywnie zaskoczony, że nie rozpętała się jakaś wielka burza w tym temacie, a patrząc na to, co się dzieje „w terenie” opinie, że jest ok były bliżej prawdy. Oczywiście ok to nie idealnie i to widać – nadal są rowerzyści, którzy jadą dalej, prosto Racławicką, pod prąd.

Tak – mogłoby być lepiej. Ale trzeba zadać sobie pytanie jak to jest i co się dzieje, gdy: rowerzyści chcą, ZIKiT chce (po czasie, gdy szczęśliwie zapomina, że Kraków nigdy nigdy nigdy nie będzie miastem tylko dla rowerów), Rada Dzielnicy chce, doradca prezydenta chce, a potem się okazuje, że ‚dało się tylko tak’. Dlaczego?

1/ Na początek oczywista oczywistość – miejsca parkingowe w tym mieście to rzecz święta. Świętsza od krzyża w sejmie i od kapitana Wrony, który ląduje bez podwozia. Te nielegalne miejsca parkingowe też, a może nawet tym bardziej. Wyliczenie, że na danej ulicy po jednej stronie parkuje tyle i tyle pojazdów powoduje, że radni dzielnicowi bledną i zamierają z zasmuconymi wyrazami twarzy. A, że to parkowanie nielegalne? Vide punkt 2.

2/ W Krakowie pokutuje przekonanie, że ruch jednokierunkowy wprowadza się po to, by utworzyć nowe miejsca parkingowe lub zalegalizować dotychczasowe, nielegalne parkowanie. Pokutuje w Radach Dzielnicy, pokutuje w ZIKiT. Szybko też dodaje się:

bo tego oczekują mieszkańcy

Z tym,  że stawia się znak równości między „mieszkańcy”, a kierowcy. Dlaczego? Dlaczego nikt nie myśli o potrzebach pieszych, czy rowerzystów? Ci stanowią kwiatek do kożucha i jeśli coś poprawi się w ich sytuacji po zmianie organizacji ruchu, to – uwaga smutne! – przez przypadek. Ponadto takie stawianie sprawy powoduje niepotrzebny, wyimaginowany konflikt (sic!) i już na starcie utrudnia dialog między zainteresowanymi stronami.

3/ Rady Dzielnicy tworzą przedstawiciele społeczności lokalnej. Śmiało można powiedzieć, że są wśród nich ludzie światli, patrzący perspektywicznie, dobrze rozumiejący ideę zrównoważonego rozwoju ich dzielnicy i miasta i  ludzie słabiej „czujący” temat. Zaryzykuję stwierdzenie, że tym  drugim brakuje wiedzy, empatii i wyobraźni. Bowiem każdy z tych ludzi zapytany, czy uważa, że miasto powinno rozwijać się w sposób zrównoważony odpowiada: „TAK! Panie, ja to jestem za tym zrównoważeniem!”, a potem głosuje i wydaje opinię negatywną dla zmian, które właśnie to   z r ó w n o w a ż e n i e   oznaczają. I clue wyjaśniający jestem za, a nawet przeciw – w kupie siła! Ci światli mają niestety nikłe oddziaływanie na pozostałych. I dopóki tak będzie, to równanie mieszkańcy=kierowcy jest wciąż aktualne.

4/ Podobnie rzecz ma się z  pracownikami ZIKiT. Wyjątki, które są na „tak”, które rozumieją i czują na czym polega miasto przyjazne mieszkańcom są – niestety – w mniejszości. Pozostali – jak walec rozjeżdżają swoich „tak-kolegów”, a razem z nimi nasze postulaty. A że walcem jeżdżą zazwyczaj „starsi specjaliści”, to są nie do zatrzymania. Czasem, gdy walce się zapędzą wkracza w te harce podwładnych „sama góra” i wtedy okazuje się, że coś się może uda dobrego zrobić. Ale wtedy walce wzywają posiłki. Kogo? Rado Dzielnicy pomóż!

Zarządca dróg przed wprowadzeniem zmiany pyta o opinię zainteresowaną Radę Dzielnicy. Przy odpowiedniej argumentacji walce dopinają swego i krzyczą: „Wiadomo było! Jest negatywna opinia Rady Dzielnicy! Musimy słuchać mieszkańców”… Zupełnie na marginesie dodam, że gdy Rada Dzielnicy negatywnie opiniuje zmniejszenie częstotliwości kursów komunikacji miejskiej wtedy ZIKiT doznaje olśnienia – „przecież opinia Rady Dzielnicy, to tylko głos doradczy!” i tnie bez litości.

Z takimi oto postawami  w ł a d z y  przedstawiciele strony społecznej spotykają się, gdy walczą o te 400 metrów, a dostają 127m. Z jednej strony tylko tyle, a  z drugiej – aż tyle.

Dużo pracy przed nami – przed tymi, którym zależy, by miasto było przede wszystkim dla ludzi, by rozwijało się w sposób zrównoważony i dawało wszystkim uczestnikom ruchu równe szanse. By prezydent miasta, radni, radni dzielnicowi i „mieszkańcy” (nie mylić z mieszkańcami), zaczęli myśleć w pierwszej kolejności o wygodzie i bezpieczeństwie niechronionych uczestników ruchu. Okazuje się, że mimo oznak zmian na lepsze wciąż wszechobecny i porażający jest brak zrozumienia dla tych fundamentalnych zasad.

PS
W kontekście nowego znaczenia słowa „mieszkaniec” wyjaśnionego w /2/ i tego gadania z /3/ wypada mi się poprawić: Rady Dzielnicy w większości tworzą przedstawiciele „mieszkańców”.

Krakus od urodzenia. Absolwent VIII LO i archeologii UJ, pracuje w jednym z międzynarodowych koncernów chemicznych. Z zamiłowania dziennikarz społeczny. Zamieszkiwał w Nowej Hucie, na Klinach, Prądniku Czerwonym, a obecnie na Górce Narodowej. To ostatnie spowodowało, że sprzedał samochód i kupił rower. Nadal nie może się nadziwić, jak inny jest Kraków z perspektywy dwóch kółek. W wolnych chwilach spotyka się z rowerową bracią, a co zasłyszy, opisuje.

  • Malgorzata Krakowian

    Mniej wiecej podejscie jak mojego kolegi, ktory dzis powiedzial ze wg niego powinno nie byc zadnych przejsc dla pieszych tylko przejscia podziemne i kladki. Bo gdyby nie piesi to by nie bylo korkow. A tak to on musi stac w aucie i czekac jak te lemingi sie przetocza na druga strone. Bo ulice sa dla aut a nie dla pieszych!
    Na pytanie co z osobami starszymi, dziecmi i niepelnosprawnymi dowiedzialam sie ze on placi w bezynie akcyze to on wymaga.
    Oczywiscie nie wysilil sie na tyle aby sprawdzic na co idza pieniadze z akcyzy, a za drogi w miescie sa z podatki i „Pani placi, Pan placi, Panstwo placa”…. ehhhh

  • Antoni

    Co do świętych miejsc parkingowych i mieszkańców… Owszem mieszkańcy miasta to wszyscy, którzy w nim mieszkają. Zgoda też, ze należy dążyć do poprawy wygody i bezpieczeństwa rowerzystów oraz rozbudowy infrastruktury drogowej dla nich przewidzianej – podobnie zresztą w przypadku pieszych i zmotoryzowanych, bo to jest własnie zrównoważony rozwój – myslenie o wszystkich a nie tylko jednej grupie, a więc o pieszych, rowerzystach, korzystających w komunikacji miejskiej, ale i kierowcach oraz włascicielach samochodów też. Na danej ulicy, zwłaszcza takiej jak Racławicka w większości parkują mieszkający przy tej ulicy a więc jej mieszkańcy. Z kolei przejeżdżający nią rowerzyści, to owszem najczęściej pewnie mieszkańcy miasta, ale w większości nie ulicy Racławickiej, a w wielu przypadkach może nawet nie Dzielnicy. W tym kontekście to oczywiste jest, że Rada Dzielnicy, a więc przedstawiciele jej miaszkańców będzie przede wszystkim dbała o ich interes. Z kolei ZIKiT w pewnym sensie jest odpowiednikiem władzy wykonawczej, która postępuje zgodnie z wolą władzy ustawodawczej – w tym wypadku właśnie Radami m.in. dzielnic, więc słusznie również, że tych Rad słucha.
    Jako, że zarówno jeżdżę na rowerze, jak też jestem posiadaczem samochodu i kierowcą, to powiem tak, choć pewnie nie będzie to zbyt popularne pośród czytelników tej strony: zdecydowanie ważniejsze są miejsca parkingowe i to nie chodzi wcale o jakąś świętość, tylko o to, że one przede wszystkim służą mieszkańcom danej ulicy. Nie na to płacą podatek od zamieszkiwanych nieruchomości, by nie móc z nich w pełni korzystać, przez choćby brak miejsca do zaparkowania swojego samochodu pod domem. Jest tak zwłaszcza w sytuacji, gdy bardzo blisko ulicy Racławickiej jest Al. Kijowska, którą spokojnie można pojechać rowerem zamiast Racławicką „pod prąd” i wierzcie mi, że nie wymaga to wcale jakiegoś dużo większego wysiłku. Innymi słowy w tym przypadku zlikwidowanie miejsc parkingowych stworzyłoby dużo większy do rozwiązania problem dla pewnej grupy osób, niz brak w tym miejscu kontrapasa jest problemem dla rowerzystów.
    Dla jasności, jeżeli tylko gdziekolwiek można utworzyć kontrapas dla rowerzystów lub inne dla nich ułatwienia to oczywiście jestm za!
    A co do ciągu wzdłuż Młynówki Królewskiej, to ZIKiT mógłby wreszcie zadbać o należyte jego oznakowanie na całej długości i porządne przejazdy rowerowe z prawdziwego zdarzenia na skrzyżowaniach z przecinającymi tę trasę ulicami na całej jej długości. Zwłaszcza na Al. Kijowskiej, ul. Kujawskiej i właśnie ul. Racławickiej. Nie wiem jak jest na innych skrzyżowaniach, ale na tym odcinku jest fatalnie, a przejazd przez kijowską zupełnie nie istnieje.
    Skądinąd bardzo słuszne jest spostrzeżenie, że ZIKiT bardzo wybiórczo traktuje i stosuje się do głosów płynących z Rad Dzielnic.

    • „Nie na to płacą podatek od zamieszkiwanych nieruchomości, by nie móc z nich w pełni korzystać, przez choćby brak miejsca do zaparkowania swojego samochodu pod domem” – to się będzie zmieniać, podobnie jak w miastach w Europie. W żadnym dużym zachodnioeuropejskim mieście nie ma wystarczająco dużo miejsc dla aut i mieszkańcy, którzy chcą mieć auto pod domem, naprawdę dużo za to płacą.

      „Al. Kijowska, którą spokojnie można pojechać rowerem zamiast Racławicką „pod prąd”” – tu nie masz racji. Jest wtedy do pokonania skręt w lewo w Kijowską, który dla rowerzysty jest niezbyt bezpieczny. Po drugie, jadąc Mazowiecką do Kijowskiej już kilka razy przyblokowałem auta na całej długości do 18 km/h – było za wąsko (przez parkujących) żeby wyprzedzić. To nie jest komfortowa sytuacja, ani dla rowerzysty, ani dla kierowców.

      „zdecydowanie ważniejsze są miejsca parkingowe” – jak dla kogo ;-). I tu najciekawsze, rowerzyści (w tym ja) wnioskowali o wprowadzenie parkowania pół na pół (czyli 2 koła na chodniku, 2 na jezdni), a OBOK kontrapas. Jak się wszystko zmierzy, to jest miejsce (takie rozwiązanie jest na Grottgera, a jest ona węższa). ZIKIT się nie zgodził. Nasuwa się podejrzenie, że to po to, aby skłócić mieszkańców z rowerzystami…

      Swoją drogą skąd wniosek, że ważniejsze są miejsca parkingowe? Korzysta z nich max 15 osób (tyle tam wchodzi aut), a rowerzystów dziennie pewnie ponad 500 w sezonie…

    • Małgorzata Krakowian

      Akurat na Racławickiej w ciagu dnia głownie parkują osoby, ktore chca sie dostac do Urzedu Marszałkowskiego a nie mieszkancy.

    • @Antoni

      niestety nie masz racji w intermpretacji znaczenia pojecia ‚zrownowazony rozwoj‚ , ktory obejmuje znacznie szerszy kontekst niz tylko transport

      Na obecnym poziomie cywilizacyjnym możliwy jest rozwój zrównoważony, to jest taki rozwój, w którym potrzeby obecnego pokolenia mogą być zaspokojone bez umniejszania szans przyszłych pokoleń na ich zaspokojenie.

      jesli chodzi o ‚zrownowazony transport‚ to jego podstawą jest

      minimalizacja użycia środków transportu szkodliwych dla środowiska

      a wiec samochodow. trzeba wiec robic wszysto by ludzie odstawili samochody w miastach na rzecz rowerow i komunikacji miejskiej.

      podatek od nieruchomosci, o ktorym wspominasz tez nie ma tu znaczenia, bo ci mieszkancy nie placa podatku od przestrzeni zajmowanej przez ich samochodu na ulicy.

    • Adam Łaczek

      Ale akurat jak chodzi o przepustowośc dla aut to ZIKiT w ogóle nie dba o miejsca parkingowe dla mieszkańców i postuluje ich likwidacje kosztem poszerzenia drogi. Co do podatku, to jak dla mnie to żaden argument. Moi rodzice mieszkają przy ul Zakopiańskiej, płacą podatek od nieruchomości i nie mogą parkowac na jezdni/chodniku. Podobnie ja – też płacę, a nie mogę. Są więc tysiące takich osób w Krakowie więc jak dla mnie to żaden wyznacznik. PS. Kijowska dla rowerzysty nie jest bezpieczna i o to w całym tym kontrapasie chodzi. Gdyby Kijowska miała ograniczenie do 30 i było to przestrzegane ograniczenie to nikt by się kontrapasem na Racławickiej nie przejmował

  • Pingback: Jak konsultowano projekt zmian na os. Oficerskim | I bike Kraków :: nowa kultura mobilności()