Rowerzysto opowiedz o swoich nowych prawach kierowcom!

Rowerzysto opowiedz o swoich nowych prawach kierowcom!

widok na skrzyżowanie

widok na przejazd rowerowy

Wbrew pozorom poprawy bezpieczeństwa rowerzystów na naszych drogach nie przyniesie promocja kasków i kamizelek odblaskowych, ale upowszechnienie wśród kierowców wiedzy z zakresu przepisów Prawa o Ruchu Drogowym. Prezydent podpisał w Wielki Piątek jego rowerową nowelizację! Czekamy już tylko na formalność w postaci publikacji w Dzienniku Ustaw, ale już nic się w tej sprawie nie zmieni – mamy wreszcie Prawo o Ruchu Drogowym godne Europy (w zasadzie z istotnych rzeczy brak tylko skrętu w lewo „na 2 razy”). To od Was zależy do ilu osób dotrze to nowe prawo! Mówcie i piszcie o tym!

 

Nowe prawo
Nowe prawo przyniosło rowerzystom wiele ułatwień:
– Likwidacja nakazu zatrzymania się rowerem, gdy auto nie radzi sobie z wyprzedzaniem.
– Wyprzedzanie przez rower wolno jadących pojazdów z prawej strony.
– Jazda rowerem środkiem pasa na skrzyżowaniu.
– Jazda chodnikiem przy złej pogodzie.
– śluzy, pas rowerowy
Jednak najważniejsza zmiana to jasno zdefiniowane pierwszeństwo rowerzysty na przejeździe rowerowym.
Ważne by te zmiany szeroko rozpropagować! Rozmawiajcie ze swoimi znajomymi, rodziną: przekażcie im trochę wiedzy o nowych przepisach.

Pierwszeństwo na przejeździe rowerowym
Szczególnie dużo czasu poświęcajcie na wytłumaczenie zasad dotyczących pierwszeństwa rowerzystów na przejeździe rowerowym:
w art. 27 po ust. 1 dodano ust. 1a w brzmieniu:

1a. Kierujący pojazdem, który skręca w drogę poprzeczną, jest obowiązany zachować szczególną ostrożność i ustąpić pierwszeństwa rowerzyście jadącemu na wprost po jezdni, pasie ruchu dla rowerów, drodze dla rowerów lub innej części drogi, którą zamierza opuścić.;

oraz uchylono ustęp 4 Art. 33.

Na przejeździe dla rowerzystów, kierującemu rowerem zabrania się:
1. wjeżdżania bezpośrednio przed jadący pojazd;
2. zwalniania lub zatrzymywania się bez uzasadnionej przyczyny.

Co z tego wynika?
W praktyce sytuacja rowerzysty zmieniła się diametralnie: jadąc drogą dla rowerów (lub pasem) masz bezwzględne pierwszeństwo nad pojazdami skręcającymi z drogi głównej w poprzeczną. Nie ma już dyskryminującego rowerzystów pojęcia „wjechania pod nadjeżdżający pojazd”. W razie wypadku zawsze będzie winny kierowca (wyłączając incydentalne sytuacje gdy rowerzysta jest np nieoświetlony w nocy), stąd to na kierowcy spoczywa teraz obowiązek zadbania o to by było bezpiecznie.
Kierowco zjeżdżając z głównej drogi w podporządkowaną musisz zadbać by zrobić to bezpiecznie, inaczej w razie wypadku poza mandatem i punktami karnymi stracisz także swoje zniżki na OC, a w najgorszym wypadku dostaniesz też wyrok. Nikogo nie interesuje, że jechałeś za szybko by móc wyhamować, że przy twojej prędkości ciężko zauważyć „pędzącego” rowerzystę. Jeśli masz jakiś problem na przejeździe rowerowym to po prostu wjeżdżaj na niego wolniej, a na pewno sobie poradzisz. Jest to w zasadzie sytuacja identyczna do zasady pierwszeństwa drogi głównej nad podporządkowaną, w razie wypadku winny jest ten kto nie ustąpił pierwszeństwa, a nikt nie rozważa kto pod kogo wjechał. Warto zwrócić uwagę, że w poprzedniej wersji przepisów jadący drogą główną (DDR) miał co prawda teoretyczne pierwszeństwo, ale nie mógł wjechać pod pojazd nadjeżdżający z drogi podporządkowanej. Czyż nie było to kuriozalne ?

Nowe przepisy są bardzo bezpieczne, ponieważ jasno definiują pierwszeństwo i przenoszą całą odpowiedzialność na kolizje wyłącznie na 1 stronę, co likwiduje z zasady cwaniackie zachowania niektórych kierowców.

Malkontenci z MSWiA twierdzili, że „samochód nie może przecież zatrzymać się w miejscu więc będzie to prowadziło do wypadków”. BŁĄD! Ponieważ cała odpowiedzialność za wypadek będzie spoczywać na kierowcy to w jego interesie jest przejeżdżać przez przejazd rowerowy z taką prędkością, by w razie czego mógł bezpiecznie zahamować przed rowerzystą. Tak to działa w całej Europie – nie uważasz to płacisz! Czemu już obecnie kierowca wyjeżdżając z podporządkowanej drogi w główną nie szarżuje, także przed rowerzystą ? Przecież tam też nie można zatrzymać się w miejscu! Bo wie że w razie wypadku to on będzie bezwzględnie obarczony winą.

Przyniesie to także wzrost bezpieczeństwa pieszych na przejściach przylegających do przejazdów rowerowych, bo kierowcy będą w zasadzie zmuszeni skręcać w podporządkowane ulice znacznie wolniej.
Właściwie obowiązkowym zachowaniem się kierowcy przy skręcie w prawo z głównej ulicy w podporządkowaną jest obejrzenie się w prawo za plecy, by dostrzec ewentualnego dojeżdżającego do przejazdu rowerzystę. W Niemczech podczas egzaminów na prawo jazdy brak takiego obejrzenia się skutkuje oblaniem egzaminu! Ustąpić pierwszeństwa rowerzyście dojeżdżającemu do przejazdu musi także kierowca dojeżdżający do głównej drogi z podporządkowanej. Tu ważna uwaga: czasami zdarza się, że kierowcy próbujący wjechać na główną ulicę z podporządkowanej stają częściowo na przejeździe rowerowym, przez co utrudniają dostrzeżenie rowerzysty autom skręcającym z głównej ulicy. Sam byłem światkiem wypadku spowodowanego takim zachowaniem! Można być za to obwinionym o spowodowanie wypadku dlatego zawsze należy pomyśleć zanim się zablokuje przejazd, bowiem rowerzysta na pewno zmieści się i przejedzie, ale nie jest specjalnie widoczny dla innych uczestników ruchu. Należy sobie też uzmysłowić, że w nowych przepisach rowerzysta ma pierwszeństwo już przed przejazdem, dojeżdżając do tego, a nie dopiero w momencie gdy jest na przejeździe. Należy to uwzględnić odpowiednio wcześniej hamując.

Gdy przecinamy główną drogę
Warto też poruszyć inny aspekt właściwie przemilczany przez media: a co gdy przejazd rowerowy nie jest wzdłuż głównej drogi, a sam przecina główną drogę ? Przecież nie ma już zakazu wjeżdżania pod nadjeżdżający pojazd ? Tu z pomocą przychodzą nam znaki. W niektórych sytuacjach(2-3% wszystkich przejazdów) na przejeździe rowerowym konieczna jest regulacja pierwszeństwa znakami drogowymi A-7 ustąp pierwszeństwa lub B-20 „stop” – tak, jak ma to miejsce wszędzie na świecie. W takiej sytuacji rowerzysta widząc taki znak nie może już wjechać pod nadjeżdżający pojazd. Tego typu oznakowanie można spotkać właściwie w każdym kraju UE. Teraz będzie tak także w Polsce.

Mimo że omawiane przepisy dotyczące pierwszeństwa rowerzystów mają wielu wrogów w MSWiA, MI, czy Policji to zmian tych nie można cofnąć z powodu ich wysokiego umocowania w Konwencji Wiedeńskiej. Nie ma więc co liczyć na kolejną nowelizacje i uchylenie ich. Lepiej po prostu przystosować się!

Od urodzenia w Krakowie. Absolwent Wydziału Inżynierii Elektrycznej i Komputerowej Politechniki Krakowskiej. Związany ze Stowarzyszeniem Kraków Miastem Rowerów, oraz Stowarzyszeniem Przestrzeń-Ludzie-Miasto. Pierwsza publikacja na ibikekrakow: 17 marca 2010. Zainteresowania: - rowerowe BRD (edukacja, walka z mitami, SEWiK), - ruch pod prąd (animator akcji "Rowerem legalnie pod prąd"), - przewóz dzieci, - edukacja ws zanieczyszczeń, - promocja: Kraków na skróty, Rower mój środek transportu, - przyczepki, rowery cargo, rowerem na zakupy, rower i handel, - rowery w liczbach, statystyki, - zrównoważony transport (budżet), - sprzeciw wobec promowania i obligatoryjności kasków, - zmiana przepisów dla nietrzeźwych rowerzystów, - polityka parkingowa (w tym płatne parkowanie, parkowanie i handel), - transport zbiorowy,

  • Pingback: Dlaczego pierwszeństwa na przejazdach rowerowych już nam nie odbiorą ? | I bike Kraków :: Kraków, rower i ja()

  • Pingback: Krakowskie wątki „rowerowej” nowelizacji PoRD | I bike Kraków :: Kraków, rower i ja()

  • Szafir

    „BŁĄD! Ponieważ cała odpowiedzialność za wypadek będzie spoczywać na kierowcy” – jakie to dziwne, że autor artykułu nie potrafi czytać ze zrozumieniem własnych słów…
    „1. wjeżdżania bezpośrednio przed jadący pojazd;”

    Tak więc nie zawsze cała odpowiedzialność spoczywać będzie na prowadzącym samochód. Od rowerzysty też, czy to się komuś podoba czy nie, wymaga się myślenia i jeśli dojeżdżając do skrzyżowania, skręcając np. powoli w prawo kierowca samochodu potrąci pędzącego z dużą prędkością rowerzystę, który – „wjechał bezpośrednio przed jadący pojazd”, którego nie mógł zauważyć wina kierowcy nie będzie oczywista. Inny przykład KRD mówi jasno o niezachowaniu bezpiecznej odległości od poprzedzającego pojazdu, zatem każdy sądzi, że w przypadku typowej kolizji w której samochód uderza w tył innego pojazdu wina jest zawsze „tego z tyłu” grubo się myli. Sam brałem udział w kolizji w której to ja „wjechałem w tył” auta jadącego przede mną, ale przybyli na miejsce policjanci (sprawca oczywiście sądził, że jest niewinny) to jego ukarali mandatem – dlaczego? Odpowiedź na to znajduje się także w powyższym artykule „zwalniania lub zatrzymywania się bez uzasadnionej przyczyny”.

    Przy okazji warto także pamiętać:
    „rowerzysta nie może poruszać się po przejściu dla pieszych w poprzek jezdni, nawet jeśli jezdnia z przejściem przecina drogę rowerową – może to robić wyłącznie na oznakowanym przejeździe rowerowym, będącym częścią drogi rowerowej. Na każdym przejściu dla pieszych ma obowiązek zejścia z roweru i prowadzeniu go na piechotę.”

    • Adam Łaczek

      „1. wjeżdżania bezpośrednio przed jadący pojazd;” – ale ten przepis został wykreślony o czym napisałem: „uchylono ustęp 4 Art. 33.
      Więc wina kierowcy zawsze będzie oczywista. Co to znaczy „nie mógł zauważyć” nie ma takiego terminu w PoRD (w przeciwieństwie do niezachowania bezpiecznej odległości między pojazdami). Wjeżdżający „szybko” na przejazd rowerzysta i tak najprawdopodobniej porusza się wolniej niż ten kierowca który go nie widzi :)

      O przejściu dla pieszych to się zgadza, ale co to ma wspólnego z przejazdami ?

      • mk

        „Wjeżdżający “szybko” na przejazd rowerzysta i tak najprawdopodobniej porusza się wolniej niż ten kierowca który go nie widzi :)”

        Tak, ale są też tacy rowerzyści którzy jeżdzą szybciej niż inni, i chyba nie powiesz mi że jak rowerzysta jedzie 30km/h to jedzie dużo wolniej niż samochód skręcający w drogę poprzeczną.
        Poza tym wszystkich użytkowników drogi obowiązują zasady szczególnej ostrożności i ograniczonego zaufania. Nic nie zwalnia rowerzystów z myślenia, a informowanie o zmianach przepisów w tonie: „Hurraaa możemy jeździć jak chcemy i tak winny będzie kierowca samochodu” z pewnością ich do tego nie zachęca.

        „O przejściu dla pieszych to się zgadza, ale co to ma wspólnego z przejazdami ?”
        To ma wspólnego że część rowerzystów traktuje zwykłe przejście dla pieszych jak przejazd dla rowerów, a niektórzy z nich wjeżdzają na przejścia dla pieszych z dużą predkością w ogóle nie myśląc o tym że z lewej strony może nadjechać samochód bo akurat miał zielone.

  • kubaaa

    Pozostaje jeszcze kwestia takich debilizmow jak na Meissnera czy Jana Pawła II (na skrzyzowaniu z M.Dąbrowskiej), gdzie zrobiono drogę dla rowerów A NIE NAMALOWANO PRZEJAZDÓW ROWEROWYCH.

    Efekt? Rowerzysta mając znaki pionowe i poziome mówiące o tym, że jedzie po drodze rowerowej (i że za przecinaną jezdnią też wjedzie na drogę rowerową) przejeżdza śmiało przez jezdnię, podczas gdy kierowca nie ma znaków (P11) mówiących o przejeździe rowerowym przez jezdnię.

    Zdjęcie pokazujące brak P11 na przejeździe rowerym przez ul.M.Dąbrowskiej w ciągu al.Jana Pawła II
    Zdjęcie pokazujące brak P11 na przejeździe rowerowym przez ul.Pilotów w ciągu ul.Meissnera
    to samo miejsce co wyzej, 9 miesiecy pozniej
    Kolejne zdjecie w ciagu ul.Meissnera
    i kolejne
    i jeszcze jedno

    Gdy dojdzie do wypadku, to kto będzie winny??

    • Adam Łaczek

      Niestety winny będzie rowerzysta, ale rowerzysta powinien wtedy zaskarżyć Zarządce drogi i powinien wygrać :)
      Spróbuj jeszcze raz napisać do ZIKiT w tej sprawie. Coraz lepiej przyjmują takie wnioski.

      • mk

        Idąc Twoim tokiem rozumowania jeżeli zbyt wysoki samochód złamie zakaz o ograniczeniu wysokości pojazdu i rozwali pół mostu to powienien zaskarżyć zarządcę drogi że zbudował za niski most?
        Można podać różne inne sytuacje ale nie o to chyba chodzi.

  • kubaaa

    a jeszcze chciałem dodać: skoro bezpieczeństwo rowerzystów jest tak ważne dla urzędników i policji (czyli też urzednikow), że biorą się za promowanie kamizelek odblaskowych i kasków dla rowerzystów, to dlaczego tak im trudno zainwestować w parę litrów farby i porządnie oznaczyć przejazdy rowerowe?

    W ogóle czy wolno tak pozostawić inwestycję? W połowie zrealizowaną? To tak jakby wybudować blok, ale nie wstawić okien.

  • Między innymi przez to co pisze kuba ja tylko czekam na JEDNĄ rzecz w Polskim PoRD. Jako rowerzysta, zależy mi WYŁACZNIE na tym, by NIE BYŁO obowiązku korzystania z DDR. poza tym, mi wszystko jedno :)

  • JW_

    Co do DDR na Meissnera, to jest to ewidentnie błąd w oznakowaniu poziomym. Skoro są zamontowane sygnalizatory, to ewidentnie miał tam być normalny przejazd. Pisać do ZIKIT, ale równocześnie do WRD Policji na Mogilskiej:)
    Sam miałem przypadek, że ZIKIT sprawę zlewał przez ~2 miesiące, a ewidentnie bezsensowne oznakowanie zmienili dopiero po interwencji policji:)

  • JW_

    Tak samo niekonsekwentne oznakowanie jest np. w ciągu nowej DDR wzdłuż JPII. Tam na odwrót: są wymalowane przejazdy, ale brakuje… sygnalizatorów dla rowerzystów. Ale tak jak w przypadku Meissnera, to nie jest już taka, a nie inna wola zarządcy, tylko ewidentny błąd w oznakowaniu istniejącego przejazdu dla rowerzystów.

    Inaczej sprawa wygląda na Dąbrowskiej, tam przejazdu nie ma. Co nie zmienia faktu, że powinien iść i nic nie stoi na przeszkodzie, aby również w tej sprawie pisać:)

  • Na moja wiedzę inwestycja na Meissnera nie została oficjalnie zakończona, odebrana. tak na każym zespole zadaniowym tłumaczy się sekretarz zespołu, pracownik ZIKiT Roman Brągiel, którego pytałem o te przejazdy.

  • Nowe przepisy nic nie mówią na poniższy temat:
    Ścieżka dla rowerów prowadząca wzdłuż drogi głównej. Wszystko oznaczona jak należy, przejazdy rowerowe itd.
    Skrzyżowanie, np. takie jak tutaj:
    http://maps.google.pl/maps?q=51.091518,17.0338&num=1&t=h&sll=51.084771,17.034998&sspn=0.028733,0.017594&ie=UTF8&ll=51.091551,17.033913&spn=0.000701,0.001935&z=20

    Co jeśli kierowca nie skręca w drogę poprzeczną, a tylko przecina drogę z pierwszeństwem (np tak jak czarny pojazd z lewej). Czy wtedy też rowerzysta ma pierwszeństwo?

    Podobne pytanie do wyjeżdżających z drogi podporządkowanej (jasny pojazd po prawej), czy on też ma obowiązek przepuścić rowerzystę?

  • Jez85

    Trochę to jednostronne… zacznijmy od tego, ze ‚w całej Europie’ już mało gdzie są drogi podporządkowane, zwłaszcza w większych miastach. Przeważnie na każdym najmniejszym skrzyżowaniu są światła, lub po prostu mają ronda zamiast skrzyżowań. To jest prawdziwe bezpieczeństwo, a nie włączanie do listy coraz to kolejnych obiektów na które prowadzący mają uważać.

  • Pingback: Nowelizacja Kodeksu Drogowego | I bike Kraków :: Kraków, rower i ja()

  • Marius_Kraków

    Dzień dobry,

    Pisze Pan: „Rowerzysto opowiedz o swoich nowych prawach kierowcom”…

    W porządku, chociaż zapewniam, że znakomita większość kierowców zna przepisy (musi je znać aby uzyskać prawo jazdy), naturalnie inną już zupełnie kwestią jest ich przestrzeganie.

    Chciałbym jednak zadać pytanie: kto rowerzystom opowie o ich obowiązkach? Jako uczestnicy ruchu też takowe – o zgrozo:) – mają.

    I już wyjaśniam moje pytanie: bardzo dużo jeżdżę po Krakowie i co widzę? Ano np.:
    – rowerzystów poruszających się po jezdni Mostu Grunwaldzkiego (obok mają bezpieczną ścieżkę rowerową, z której skądinąd mają OBOWIĄZEK w takiej sytuacji korzystać),
    – rowerzystów jadących kontrapasem ul. Kopernika w kierunku OD ul. Westerplatte (powinni w tym kierunku poruszać się „normalną” jezdnią jak wszyscy),
    – rowerzystów przejeżdżających przejścia dla pieszych które – jak sama nazwa wskazuje:) – są dla pieszych,
    – rowerzystów lekceważących czerwone światło (bo przecież DA się przejechać, a dokonywane wykroczenie to „furda” – niech mi coś zrobią), podczas gdy kierowcy karnie czekają na światło zielone,
    – rowerzystów poruszających się bardzo szybko chodnikiem i wymuszających ustępowanie pieszych (i to nie warunkach gdy wolno im się tymże chodnikiem poruszać – i „stare” przepisy dozwalały robić to w określonych okolicznościach),
    – rowerzystów jadących „pod prąd”
    – rowerzystów wyjeżdżających z ulicy podporządkowanej i wymuszających pierwszeństwo na pojazdach poruszających się drogą z pierwszeństwem (przecież jestem „wąski” – zmieszczę się… no niestety… nie zawsze uda się „zmieścić” i może to skończyć się tragedią).

    Naganne i bardzo niebezpieczne dla innych i dla samych rowerzystów zachowania, a mówiąc wprost – wykroczenia, można mnożyć, ale nie to tak naprawdę chciałem tu robić… chciałem zwrócić uwagę na fakt, że pomijając fakt świadomego łamania prawa przez tychże rowerzystów (chociażby to z czerwonym światłem), co jest rzeczą i naganną, i niebezpieczną (i tu odsetek rowerzystów łamiących prawo jest pewnie bardzo podobny do liczby kierowców łamiących prawo czy też pieszych, którzy również prawo łamać potrafią – w naszym kraju w ogóle wszyscy taki mamy szacunek dla prawa i innych zasad, nieważne jaką rolę akurat przyszło nam „pełnić” w ruchu drogowym).

    Ważne jest to, że wielu rowerzystów łamie przepisy, gdyż po prostu ich nie zna…

    Rowerzysta na jezdni jest takim samym uczestnikiem ruchu jak każdy inny, ma takie same prawa, ma takie samo prawo do szacunku ale ma też i takie same obowiązki (skoro już wjechał na jezdnię, to znaczy, że to wszystko akceptuje… jeżeli nie akceptuje – nie powinien wjeżdżać, prawda?).
    Oczywiście warunkiem sine qua non jest aby… znał te swoje i prawa, i obowiązki, bo jakże w przeciwnym przypadku może je akceptować?:)

    Zapytam więc ponownie: kto wreszcie uświadomi i rowerzystów?:))))

    PS. O wykroczeniach i nagannych zachowaniach kierowców napiszę następnym razem:))).

    Serdecznie pozdrawiam

    Mariusz

  • Pingback: Dezinformacyjne plansze KRBRD | I bike Kraków :: Kraków, rower i ja()

    • wiechura

      Witam a ja bym za czą drogowcy oznakujcie odpowiednio drogi żeby inni uczestnicy ruchu wiedzieli że taka ścieżka się znajduje, każdy chce dojechać do celu, tylko jakoś sobie nie wyobrażam przecinającego jezdnię rowerzystę a kierujący pojazdem niema żadnej informacji w postaci znaku, mam tylko nadzieję że zdrowy rozsądek i znajomość przepisów pozwoli wszystkim uczestnikom poruszających się po dziurawych drogach dotrzeć do celu pozdrawiam.

      • Adam Łaczek

        Jak to nie ma znaku ? Znaki przecież są: oznakowanie pionowe i poziome. Tylko wielu kierowców je ignoruje. Jak nie ma znaku – nie ma przejazdu.

  • takitam

    „Malkontenci z MSWiA twierdzili, że „samochód nie może przecież zatrzymać się w miejscu więc będzie to prowadziło do wypadków”. BŁĄD! Ponieważ cała odpowiedzialność za wypadek będzie spoczywać na kierowcy to w jego interesie jest przejeżdżać przez przejazd rowerowy z taką prędkością, by w razie czego mógł bezpiecznie zahamować przed rowerzystą. Tak to działa w całej Europie – nie uważasz to płacisz! ”

    Taaa. Powinno być – nie uważasz to płacisz na trumnę! A rowerzysta przekonany o swym zwycięstwie moralnym odfruwa w obłoki. Kretyństwo…

    • Adam Łaczek

      Tyle że to „kratyństwo” się sprawdza, za to poprzednie podejście nie

    • mariola

      ja myślę, że jest tyle wypadków z udziałem pociągów… w końcu pociąg przejeżdża przez drogę dla samochodów! Pierwszeństwo dla samochodów na przejeździe kolejowym!! NIech jadą na przejeździe na tyle wolno, żeby dać radę się zatrzymać!

      • Adam Łaczek

        Tzn ile jest tych wypadków z udziałem pociągów? Proszę o konkrety bo zdaje się że zmyślasz :) Niektórzy nie mogą pogodzić się z tym, że jesteśmy w Europie i mamy wreszcie europejskie przepisy

  • Pingback: Jak chodzenie i jazda na rowerze zmienia rzeczywistość na lepszą | I bike Kraków()

  • pozdro

    Totalna bzdura. Dwa banalne argumenty na poparcie tezy:
    1. Rowerzysta łatwiej zauważy samochód niż kierowca rowerzystę.
    2. Zatrzymanie samochodu i ponowne wprowadzenie go w ruch to potężna dawka spalin i marnowanie masy energii oraz dodatkowe zużycie sprzętu w stosunku do wysiłku jaki rowerzysta wkłada w to samo dla 100 razy lżejszego roweru.

    Tak więc mamy gniota wywalczonego przez proekologiczne grupy bo jego wprowadzenie paradoksalnie przyczynia się do wzrostu emisji i poziomu hałasu. Efektem pozytywnym jest co najwyżej wygoda tych grup w poruszaniu się…

    • pg

      Nie bądź śmieszny – przejazdy są niemal wyłącznie skrzyżowaniach na których i tak stajesz lub zwalniasz bo znaki, światła, korki, że już o ekodrajwingu nie wspomnę a na przejazdach na głównych ulicach jak powyżej jest wytłuszczone powinny być znaki dla rowerzystów ustąp pierwszeństwa (dla bezpieczeństwa rowerzystów, ale skorzystają na tym i kierowcy by nie startować od zera i nie emitować jak to piszesz potężnych ilości spalin)
      No i nadal istnieje obowiązek puszczania pieszych wchodzących lub już przebywających na przejściu w tym na takich dużych drogach więc i tak musisz stawać

      co do zauważania pojazdów – motocykliści również są mniej zauważalni a jakoś nie obowiązują inne przepisy względem nich, co więcej apelują – patrz w lusterka motocykliści są wszędzie i jakoś to działa

      więc wybacz ale z twojego tekstu wynika że albo nie jeździsz autem albo masz problemy z obsługa manualnej skrzyni biegów albo… brakuje ci ręki na gadanie przez komórę bo ciągle zmieniasz biegi!!!! (i wolałbyś cały czas jechać)

    • Hubert

      Prosta zasada całego cywilizowanego (zachodniego) świata: większy i silniejszy ustępuje słabszemu. Dokładnie odwrotnie jest na wschodzie. Ja zdecydowanie wolę tę pierwszą opcję, a kierunek emigracji z Polski pokazuje, że większość Polaków ma raczej podobnie.

  • marek

    Witam, znam ustawę, znam jej interpretacje ale nie mogę powstrzymać się od gratulacji dla pana Łaczka, który gloryfikuje i poleca rowerzystom egzekucję prawa za wszelką cenę. Może by Pan raczej napisał: rowerzysto masz swe prawa ale kieruj się rozsądkiem (mam na myśli uchylony art.33 ust.3 pkt.1 w brzmieniu: „Na przejeździe dla rowerzystów, kierującemu rowerem zabrania się: 1. wjeżdżania bezpośrednio przed jadący pojazd, 2…).

    Na Focha, jadąc od Alej z prędkością ok. 30km/h, dojeżdżałem do przejazdu dla rowerów z ul. Kałuży na Błonia. Będąc 10m od przejazdu, z Kałuży dość szybko wyjechał rowerzysta, prosto pod maskę mego auta. Tym razem zdążyłem – pozostał dystans ok. 1m (mam dobre hamulce). Jechałem więc tak, jak Pan radzi w swym felietonie. Otwarłem okno i powiedziałem, że pierwszeństwo nie upoważnia do wtargnięcia. Usłyszałem: ku…., baranie naucz się przepisów i spie… Faktycznie, w ustawie nie ma takiego pojęcia ale nie zmienia to faktu, że należy myśleć, a nie w chamski sposób manifestować arogancję i swe wątpliwe racje.

    Za zabicie wspomnianego chama (oceniam po słownictwie) maksymalną karą byłby wyrok w zawieszeniu (bez kaca moralnego), a jemu ziemia lekką byłaby przez wieczność.

    Panowie Rowerzyści! Myślmy i szanujmy się wzajemnie. Sam jestem kierowcą i rowerzystą. Nie wjeżdżam pod maski nadjeżdżających aut jak radzi pan Łaczek, mówiąc, że mamy swoje prawa – w końcu!!!

    • Adam Łaczek

      1. Obowiązuje Pana art. 41. ust.4 z Rozporządzenia w sprawie znaków i sygnałów drogowych
      „Kierujący pojazdem zbliżający się do miejsca oznaczonego znakiem D-6, D-6a albo D-6b jest obowiązany zmniejszyć prędkość tak, aby nie narazić na niebezpieczeństwo pieszych lub rowerzystów znajdujących się w tych miejscach lub na nie wchodzących lub wjeżdżających”
      Skoro ledwo Pan wyhamował to znaczy że Pan go nie zna
      2. Akurat na Focha x Kałuży powinno byc A-7 dla rowerzysty co jednak nie zmienia dla Pana obowiązków z pkt 1
      3. Przy prędkości 30 km/h zabicie kogoś jest mało możliwe
      4. Jeśli by go Pan tak poturbował że spełniałoby to znamiona Art 177 par 1 kk to rowerzysta zapomniałby o sprawie nie dłużej niż po miesiącu, a Pan zostałby przestępcą z zakazem prowadzenia pojazdów.
      Raczej Pan by więcej stracił na tym zamieszaniu
      5. Abstrahując od skrzyżowania Focha x Kałuży: Proponuje Panu wyjechac z drogi podporządkowanej na drogę z pierwszeństwem wymuszając pierwszeństwo np. z Grunwaldzkiej na Mogilską … A potem krzyczec do kierowcy który trąbiąc i klnąc hamował przed Panem mimo że ma pierwszeństwo, że cytuje „pierwszeństwo nie upoważnia do wtargnięcia” :)
      Zapewne też nazwałby Pana baranem (całkiem adekwatnie)
      Pisze Pan o poszanowaniu, a sam nie ma szacunku do rowerzystów … no i nie zna Pan przepisów a poucza Pan innych

    • madziu

      Jeśli jechał Pan od Alej, a rowerzysta od strony Kałuży, to musiał zdążyć przejechać co najmniej 1/3 (jedną trzecią) przejazdu dla rowerów ale raczej przejechał 2/3, bo jadąc 30 km/h pewnie jechał Pan w tym miejscu prawym pasem. Pieszego, który przeszedł co najmniej 1/3 (jedną trzecią) przejścia dla pieszych też Pan by pouczał? W opisywanym przez Pana przypadku nie ma możliwości mówienia o wtargnięciu, bo rowerzysta pokonał już około pół przejazdu – niezależnie od swojej prędkości dając Panu wystarczająco dużo czasu i miejsca na odpowiednią do sytuacji reakcję. Może i rowerzysta był chamem, skoro używał nieparlamentarnych wyrażeń, ale niestety miał w tym przypadku 100% racji.

    • marek

      Szanowny Panie Adamie,
      wie Pan doskonale, o co tu chodzi i sam się zgadza, że powinien tam (ul. Kałuży x Focha) stać znak A-7 dla rowerzysty. Podobnie przy wyjeździe z Kasztelańskiej. Jak domniemam, czytając to forum, jest Pan aktywnym działaczem na rzecz ruchu rowerowego. Niech więc Pan zadba o ustawienie takich znaków, a nie nawołuje do przyjmowania śmiercionośnych postaw u rowerzystów. Życie jest ważniejsze od racji (a zdrowy rozsądek od wątpliwego prawa).
      Przepisy znam i jeżdżę powoli. Moje 30km/h w opisanej sytuacji z tego właśnie wynika, mimo że me auto przyspiesza do 100 w 6s. Jeżeli ja jadę 30 a rowerzysta 30-40km/h, to sam Pan wie (siedząc za kierownicą) jakie jest odczucie kierowcy. Nawet mając pierwszeństwo, rowerzysta powinien wolno nadjeżdżać do skrzyżowania, zachowując ostrożność. W myśl prawa nie ma „wtargnięcia” ale w rzeczywistości jest to stworzenie niebezpiecznej sytuacji. Jeżeli na moim miejscu byłby TIR finał mógłby być smutny.
      Odnośnie pieszych (jak wpisał(a) Madziu) – na ul. Piastowskiej (Miasteczko) studenci nagminnie wchodzą pod maskę nadjeżdżającego pojazdu. Finał tego jest taki, że co jakiś czas płonie tam znicz (sam widziałem już dwa wypadki). Nawet zachowując ostrożność, kierowca nie ma szans zahamować, gdy zakapturzony delikwent, z walkman’em w uszach wpada na jezdnie. Obowiązujące przepisy nie nakazują zatrzymania pojazdu, stałby wtedy znak „stop”.
      Dlatego proponuję zachowanie zdrowego rozsądku, a nie manifestowanie nonszalanckich postaw (w myśl – mam prawo więc niech się martwią inni).
      Jeżeli więc mamy tak znowelizowane prawo ( nienajlepsze, w moim i nie tylko, odczuciu), to za tym powinno nastąpić rozsądne ustawienie znaków. Przy usuniętym w ustawie zapisie (uchylony art.33 ust.3 pkt.1 w brzmieniu: „Na przejeździe dla rowerzystów, kierującemu rowerem zabrania się: 1. wjeżdżania bezpośrednio przed jadący pojazd…), znaki D-6a i D-6b są niewystarczające.
      Proponuję, by Pan może więcej pisał w tym duchu, a nie jak we wspomnianym felietonie.
      Pozdrawiam serdecznie, Marek
      PS. Mam 55 lat, jeżdżę bezwypadkowo przez lat 30, punktów karnych, od kiedy istnieją, zebrałem zaledwie kilka. Jestem zwolennikiem rozsądku a nie przepychania się w życiu łokciami. Niestety takie postawy są obecnie niezwykle rzadkie.
      Pisałem, że sam jeżdżę na rowerze ale nigdy nie stwarzam sytuacji niebezpiecznych. Współczesne postawy ludzi, niestety naganne, cechują się tym, że za wszelką cenę chcą mieć rację. Ten sam człowiek (w aucie, na rowerze i na przejściu) zależnie od sytuacji zawsze chce mieć pierwszeństwo.
      Niech więc Pan mi nie zarzuca, że nie szanuję rowerzystów i nie znam przepisów. Temida jest ślepa i gdybyśmy się poza prawem kierowali zdrowym rozsądkiem, nie byłoby afer typu Amber Gold. Prokurator nic nie może zrobić, bo przepisy na „coś” pozwalają.

      • Nipsu

        Na ulic Kałuży drogi dla rowerów nie ma. Była tam kiedyś i po niej pozostałością jest tamtejszy przejazd, ale przy okazji przebudowy stadionu Cracovii została zlikwidowana i bardzo dobrze, bo nikomu nie była tam potrzebna. Żeby więc rowerzysta do tego przejazdu mógł dojechać z prędkością 30km/h to musiałby nieźle się rozpędzić na chodniku (co już jest wykroczeniem). A-7 owszem brakuje, ale już teraz rowerzysta na przejeździe przecinającym drogę główną nie ma pierwszeństwa zanim na niego nie wjedzie, więc powinien się dla własnego bezpieczeństwa zatrzymać i poczekać aż będzie wolna droga, co osobiście każdorazowo robię. Wyjeżdżając natomiast z Kasztelańskiej rowerzysta ma A-7 przed nosem, jak również gdy chce wjechać w Kasztelańską z drogi dla rowerów przy Błoniach (po drugiej stronie Focha), tutaj nie ma żadnych wątpliwości kto powinien ustąpić.

      • madziu

        Powtórzę raz jeszcze:
        Rowerzysta w tym przypadku musiał pokonać +/- połowę przejścia dla pieszych zanim znalazł się na kursie kolizyjnym z Pana samochodem. Jeśli miał Pan problem z obserwowaniem przejazdu i rejonu przejazdu oraz z odpowiednią reakcją przy prędkości 30 km/h to dla własnego bezpieczeństwa powinien się Pan udać na badania psychotechniczne dla kierowców, bo być może nieświadomie jest Pan na drodze zagrożeniem dla siebie i innych.
        Mieszkam w okolicach. Znam ten przejazd zarówno jako kierowca z prawie 20 letnim doświadczeniem jak i jako rowerzysta bardzo dobrze. Gdyby ktoś Panu tam wjechał „pod koła” od strony Błoń, to jeszcze jakoś to bym mógł zrozumieć, ale od strony Kałuży? To, czy tam powinien być znak A-7 nikogo nie interesuje, bo fakt jest taki, że znaku nie ma.

        PoRD jest tak napisany, że w zależności od „humoru” można podać artykuły świadczące o tym, że DDR tworzy z jezdnią, którą poruszają się samochody skrzyżowanie równorzędne (postawienie A-7 przy Kasztelańskiej zdaje się potwierdzać tą teorię) albo stwierdzić, że DDR w ogóle nie może tworzyć skrzyżowań z jezdnią, którą poruszają się samochody.

      • Adam Łaczek

        1. Szczerze mówiąc dawno tam nie byłem i myślałem że przy Kałuży jest podobna sytuacja jak przy Kasztelańskiej (stąd moje wtrącenie o A-7)
        2. Na Kasztelańskiej jest A-7 po m.in. mojej interwencji
        3. Gdyby na Kasztelańskiej nie było A-7 to i tak rowerzysta nie miałby tam przepisów uzbrajających go w bezwzględne pierwszeństwo względem kierowcy
        Proszę dokładnie doczytac kiedy mówimy o bezwzględnym pierwszeństwie (art 27.1a)
        4. rowerzysta 30-40km/h? Wygląda mi to mało prawdopodobnie
        5. Parafrazując Pana „Nawet mając pierwszeństwo, kierowca powinien wolno nadjeżdżać do skrzyżowania, zachowując ostrożność.”
        Czy Pan na każdym skrzyżowaniu dojeżdża do niego z V=10-15 km/h skoro żąda Pan tego od rowerzystów?
        6 „W myśl prawa nie ma „wtargnięcia” ale w rzeczywistości jest to stworzenie niebezpiecznej sytuacji. ” Skoro tak to wjechanie samochodem z V = 45 km/h na skrzyżowanie gdzie obowiązuje ograniczenie do 50 km/h to stworzenie bardzo niebezpiecznej sytuacji
        7. Co do Pańskich propozycji dot „ducha pisania o pierwszeństwie”. Niech Pan pojedzie do Niemiec – pogada z tamtejszymi rowerzystami i kierowcami a zobaczy Pan że to Pana podejście jest kuriozalne.

        To raczej Pan próbuje przepychac się teraz łokciami dorabiając do PoRD rzeczy których już tam nie ma bo zostały wykreślone

      • Też tam jeżdżę prawie codziennie i faktycznie, „walnięcie” rowerzysty jadącego od Kałuży przez auto jadące od Alej kwalifikuje się jako „nieudzielenie pierwszeństwa przejazdu rowerowi znajdującemu się na przejeździe” i niezastosowanie się do znaku D-6.

        Poza tym z rozmów z Policją i wpisów w bazie danych SEWIK, jak i z samych stron Policji wynika, że za kolizję na, jak to sami panowie w mundurach określają, „oznakowanym przejeździe dla rowerzystów” dostaje mandat kierowca. Chyba był 1 wyjątek przez 4 lata w Krakowie.

        „Ten sam człowiek (w aucie, na rowerze i na przejściu) zależnie od sytuacji zawsze chce mieć pierwszeństwo” – dlatego potrzebna jest umowa, jak rozwiązywać takie konflikty. Proponujemy podejście cywilizowane, czyli silniejszy ustępuje słabszemu. Zawsze pieszy ma pierwszeństwo na pasach (również przecinających drogę dla rowerów), zawsze rower na przejeździe. Polskie prawo i Konwencja Wiedeńska, którą Polska podpisała, zmierza w tym kierunku.

        Zlikwidowanie „wtargnięcia” jest o tyle istotne, że kierowca nie może się nim zasłaniać. Zawsze (no, prawie) będzie winny. Być może rowerzysta też. Ale jest słabszy, więc należy mu się większa ochrona.

  • madziu

    Aha,
    Pana postawa zdaje się nie potwierdzać tego, co Pan napisał o „rozsądku i przepychaniu się łokciami”. Przypadek, który Pan opisał zdaje się pokazywać, że stosuje Pan prawo silniejszego zamiast prawa o ruchu drogowym, nie mówiąc już o czystej ludzkiej uprzejmości.

    • marek

      Kochani Panowie dyskutanci,
      nie stosuję prawa silniejszego, ale jeżeli w danym momencie przez DDR przejeżdża wysoka furgonetka, to rowerzysta znajdujący się na Kałuży, tuż przy ulicy nie jest widoczny (a tak było). Wyjechał tuż zza niej – ledwie minęła DDR. I tylko dzięki szybkiej mojej reakcji nie doszło do kolizji (tak na marginesie – badania mam aktualne, są konieczne w innej dyscyplinie). Młodzi jadą na pełen gaz – przełożenia 3/6. A jadąc Focha nie zdarzyło się Panom, że piesi wychodzą zza autobusu? Jest tuż za nim przejście i ….
      I niech do Panów dotrze, że też siadam na „siodełko” ale zachowuję się ostrożnie. O nic więcej mi nie chodzi.
      Pozdrawiam – Marek

      • „A jadąc Focha nie zdarzyło się Panom, że piesi wychodzą zza autobusu?” – zdarzyło. Ale jechałem 20 km/h, spodziewając się pieszych NA przejściu, tyle że zasłoniętych autobusem. Przypominam, że pieszy nie może wchodzić na jezdnię zza pojazdu, ale nie dotyczy to pieszego już na przejściu.

        Gdyby furgonetka zasłoniła mi przejazd dla rowerów, to bym nie jechał, spodziewając się rowerzysty. Podobna, ale znacznie częstsza sytuacja to auta w korku na pasie w przeciwnym kierunku, stojące przed i za przejściem. Też trzeba bardzo zwolnić, bo nie widać pieszych, i to nie tych na chodniku, tylko tych na przejściu, którzy po prostu mają pierwszeństwo.

        „I niech do Panów dotrze, że też siadam na “siodełko” ale zachowuję się ostrożnie” – my też, inaczej byśmy już nie żyli, rozjechani na przejeździe ;-). I mamy nadzieję, że ta dyskusja i gwałtowne hamowanie spowoduje, że będzie się Pan zachowywał ostrożnie zbliżając się do przejazdów dla rowerów również jako kierowca. Tak, aby nie zrobić krzywdy zarówno tym ostrożnym, jak i nieostrożnym, młodym rowerzystom, z przełożeniem „3/6”.

    • marek

      Właśnie wracam ze spaceru. Specjalnie postałem dłuższą chwilę na wspomnianym przejeździe. O zgrozo!!! Tylko jedna pani jechała wolno od Kałuży i po rozglądnięciu się przejechała na Błonia. Reszta żwawo mknie Kałuży, dalej po skosie do przejazdu i już są po drugiej stronie. Kilka hamowań z piskiem (a nie jadą szybko, zresztą często jest to niemożliwe), w tym autobus jadący z Woli. Oświetlonych było jedynie 50% rowerów. Taka jest rzeczywistość.
      To mój ostatni wpis – życzę miłej i bezpiecznej jazdy i oby silniejsi ustępowali.

      • madziu

        Choć już Pan nic nie napisze, to ja odpowiem, że zgodzę się z Panem w paru kwestiach – w kwestii oświetlenia jest u rowerzystów marnie. Wydaje mi się, że może tu chodzić o tych rowerzystów, którzy nie jeżdżą samochodami, bo jak ktoś widział nieoświetlonego rowerzystę zza kierownicy, to na rowerze bez świateł nie pojedzie a i nad kamizelką bądź odblaskowym podkoszulkiem po zmroku na nieoświetlonych drogach raczy się zastanowić.
        Rowerzyści mają też sporo do nadrobienia w przepisowym zachowywaniu się względem siebie – zajeżdżają sobie drogę, wymuszają pierwszeństwo, nie stosują zasady prawej ręki czy nawet zapominają o ruchu prawostronnym. Odnoszę wrażenie, że większość z tych ludzi (tych, którzy tak jeżdżą) po prostu nie zna tych zasad. Odsetek takich osób jest spory. Przy lekko wzmożonym ruchu rowerowym, jaki obserwuję w Krakowie, zaczyna być to uciążliwe. Jak ilość rowerzystów się podwoi to zacznie być to niebezpieczne – dla innych rowerzystów.

        Na przejazdach dla rowerów kieruję się następującymi zasadami: 1) nie wjeżdżam pod koła samochodu jadącego z lewej. 2) wjeżdżam na przejazd, jeśli samochód z lewej jest na tyle daleko, że bez problemu zahamuje bądź wystarczy, że zwolni 3) wjeżdżam na przejazd, jeśli lewa jest wolna nawet jeśli z prawej jadą samochody. Po coś w końcu został stworzony przepis o pierwszeństwie NA przejeździe. Nie ma mowy o wtargnięciu na jezdnię osoby, która zdążyła pokonać pół przejazdu/przejścia.
        Zachowuję się asertywnie. ZAWSZE pozostawiam sobie margines bezpieczeństwa. I tak chciałbym,
        żeby jeździli rowerzyści kiedy ja jadę samochodem.

        Analogicznie zachowuję się jako pieszy.

        Miejsce, o którym Pan pisze jest generalnie niezbyt bezpieczne. Parędziesiąt metrów dalej w stronę Alej jest przejście, na którym trzeba jadąc samochodem od Alej bardzo uważać, bo tak jak pisał tatun w przeciwną stronę bardzo często jest korek i nie widać przechodzących pieszych, przejście i przejazd przy Kałuży na jego wysokości ma dwa pasy w stronę Woli Justowskiej , co nie jest najszczęśliwsze. Oczywiście można by lamentować, że przy jednym pasie nie dałoby się ominąć autobusu stojącego na przystanku (w Niemczech w ogóle robić tego nie wolno), ale skoro już jest takie udogodnienie, to należy – odczytując ze znaków i nie tylko, że sytuacja jest skomplikowana – potroić czujność. Jeśli w obserwowaniu przejścia/przejazdu przeszkadzał Panu dostawczak to powinien Pan ZAŁOŻYĆ, że zza dostawczaka ktoś wyjdzie bądź wyjedzie. Skoro poczuł się Pan zaskoczony obrotem spraw to znaczy, że Pan tego nie zrobił. Pana opis sugeruje, że tak troszeczkę wyprzedzał Pan tego dostawczaka na tym przejściu… ale tylko ciut. Powiem szczerze, że dopiero znienawidzony tutaj program „jedź bezpiecznie” uświadomił mi, gdzie zaczyna się wyprzedzanie na przejściu lub bezpośrednio przed nim. Nie trzeba do tego „wysunięcia się na prowadzenie”. Wystarczy jechać trochę szybciej niż pojazd obok/tuż przed nami.

        Również pozdrawiam :).

    • Ewa

      Tytułem komentarza:
      Obserwuję zmasowane wprowadzanie w błąd kierowców i rowerzystów przez media, jak i również liczne interpretacje publikowane na portalach dla rowerzystów.
      Mówione jest, że jakoby kierowcy mieli obowiązek ustąpić pierwszeństwa rowerzystom zbliżającym się do przejazdu rowerowego, a rowerzystom, iż mają oni pełne prawo wjechać na taki przejazd bez zatrzymywania.
      Otóż obecnie obowiązujące przepisy, po ich nowelizacji dają taką możliwość TYLKO i WYŁĄCZNIE w sytuacji, gdy rowerzysta jedzie na wprost po jezdni, pasu ruchu dla rowerów, drogi dla rowerów lub innej części drogi, którą zamierza opuścić, a kierowca samochodu skręca w drogę poprzeczną (art. 27 ust. 1a PoRD).
      W sytuacji kiedy rowerzysta zbliża się do przejazdu dla rowerów, z wyjątkiem powyższego przypadku, nie ma on pierwszeństwa i nie daje mu go żaden przepis.
      Przepis z art. 27 ust. 1 ustawy, daje pierwszeństwo rowerzyście znajdującemu się na przejeździe, a nie zbliżając się do niego (zresztą analogicznie do przejścia dla pieszych).
      Prawo o Ruchu Drogowym jest sprecyzowane i w żadnym kontekście, nie daje rowerzyście zbliżającemu się do oznakowanego przejazdu dla rowerów, pierwszeństwa przejazdu, przed pojazdami poruszającymi się po drodze, na której ten przejazd się znajduje.
      Tym bardziej rowerzyście nie wolno wyjechać zza pojazdu, który go zasłania.

      • Adam Łaczek

        przecież właśnie o tym jest ten tekst

  • Kazimierz

    Drogi Adamie,

    Muszę z przykrością przyznać rację Ewie. Twój tekst został napisany w taki sposób jakby rowerzysta był Panem dróg a wcale tak nie jest. W wielu przypadkach jest właśnie odwrotnie, a środkach masowego przekazu sprawę przedstawia się inaczej. Ewa chciała być elokwentna i nie zwracać Ci wprost uwagi więc robię to ja. Dochodzi do sytuacji że mamy niedouczonych kierowców i pieszych to jeszcze teraz doszli to tego rowerzyści. Ewa pisała o przypadku gdzie jadący prostą drogą (naturalnie nie ma znaczenia czy to droga główna czy też nie bo nie przecina żadnej drogi ani też nie skręca) kierowca przejeżdża przez przejście dla pieszych i rowerzystów. Rowerzyście nie wolno wjechać po prostu pod pojazd. Zdjęcie pewnych przepisów, jakiś czas temu, nie mówi o tym że można wjechać kiedy i jak mu się podoba. W przypadku takim jest to po prostu wtargnięcie na jezdnie i spowodowanie niebezpiecznej sytuacji. W takim przypadku winny jest rowerzysta. Niestety w takim przypadku kierowca musi mieć albo świadków albo rejestrator. Dla czego niestety bo przepisy mogły by bardziej regulować tą kwestię i nie było by sytuacji spornych. Ponadto gdyby Policja częściej karała kierowców za nie wpuszczanie pieszych (zasada jednej nogi na przejściu) i rowerzystów na jezdnie to może zmieniło by to w jakiś sposób kulturę jazdy. Obawiam się że wtedy piesi i rowerzyści bardziej chętniej by egzekwowali swoje prawa i mielibyśmy plagę wymuszeń i trzeba by ich karać. Tak to już w naszym kraju jest. Musimy pozazdrościć innym krajom (niektórym) kultury poruszania się po drogach…

    Kazimierz