W oparach absurdu, czyli urzędnicy o jeździe rowerem pod prąd

Czytając wypowiedzi niektórych urzędników, można się złapać za głowę. Do napisania tego tekstu skłoniły mnie słowa Marka Dworaka, dyrektora MORD.

go bike! To m.in. Marek Dworak, dyrektor Małopolskiego Ośrodka Ruchu Drogowego, dzwonił kilka tygodni temu do gdańskich urzędników oraz drogówki, namawiając do wstrzymania prorowerowych działań. Cytat za Gazetą Wyborczą:

Na ulicach nie może zapanować anarchia, a tak by się stało, gdyby rowerzyści jeździli pod prąd wszędzie i bez odpowiednich oznaczeń.

Pan Dworak nie zauważa, że postulujemy, by na rowerach dało się jeździć pod prąd tylko tam, gdzie zostało to odpowiednio oznaczone. Anarchii nie postulował nikt. I jeszcze odniesienie do hasła „wszędzie”: nie oznacza to oczywiście wprowadzania bezmyślnego zezwolenia na każdej ulicy jednokierunkowej, ale potrzebę przeanalizowania pod kątem umożliwienia jazdy pod prąd całego miasta. „Wszędzie” oznacza, że prędzej czy później pod prąd pojedziemy nie tylko w ścisłym centrum czy na Kazimierzu, ale też w Borku Fałęckim, Nowej Hucie lub Krowodrzy.

Nie tak dawno urzędnicy zasłaniali się odpowiedzią z Ministerstwa Infrastruktury, w której minister wyjaśniał, że „nie ma podstaw do udzielenia zgody na odstępstwa od obowiązujących przepisów”. Najistotniejsze w tej sprawie jest to, że urzędnicy zadali ministerstwu złe pytanie. Zapytali o „odstępstwa od obowiązujących przepisów”, tymczasem delegacja ustawowa nie daje podstawy do jakichkolwiek odstępstw od czegokolwiek (np. w przypadku ustawy „Prawo Budowlane” taki mechanizm w ustawie jest). Więc nieważne o jakie odstępstwo by się ZIKiT zapytał (niekoniecznie o rowerzystów), to Ministerstwo Infrastruktury odstępstwa udzielić by nie mogło, bo tak jest skonstruowane prawo. Poraża więc fakt, że urzędnicy zasłaniają się czymś takim.

Ale przejdźmy dalej. Urzędnicy twierdzą, że sam znak T-22 – „nie dotyczy rowerów”, nie wyznacza pasa dla rowerów, a przecież w rozporządzeniu wyraźnie napisane jest, że „ruch rowerowy pod prąd ulic jednokierunkowych można dopuścić tylko wtedy, gdy wyznaczono na jezdni jednokierunkowej pas dla rowerów oraz oznakowano go w sposób odpowiedni”.

Niekoniecznie chodzi tutaj o oznakowanie poziome (co udowodnił Marcin Hyła w swoim opracowaniu). Przypominam, że na drodze dwukierunkowej bez oznakowania poziomego też mamy dwa pasy ruchu i oba są dobrze zdefiniowane (prawa strona ulicy), dzięki czemu w razie wypadku nie ma mowy o jakichś problemach.

Załóżmy, że rowerzysta lub kierowca na takiej dwukierunkowej ulicy zjedzie na przeciwny pas i zderzy się czołowo z innym uczestnikiem ruchu. Czy możliwe jest tutaj tłumaczenie, że „nie widział oznakowania poziomego, więc mógł tak zrobić, bo nie wiedział, gdzie jest jego pas ruchu”? Nie, ponieważ jest jeszcze oznakowanie pionowe, do którego trzeba się stosować, a w Polsce obowiązuje ruch prawostronny. Nie zmienia tego ani Strefa A, ani żadna inna.

Czy dwukierunkowa ulica bez oznakowania poziomego posiada nieodpowiednio oznakowane i oznaczone pasy ruchu? Przyjrzyjmy się wypowiedzi Pana Dworaka: „Jazdę pod prąd można by wprowadzić tylko w strefie ograniczonego ruchu. Sama tabliczka „nie dotyczy rowerów” wystarcza tylko na ulicach objętych zakazem ruchu. Na drogach jednokierunkowych konieczny jest dodatkowo znak namalowany na jezdni: kontrapas lub sylwetka rowerzysty”.

To zdanie jest już kuriozalne. Pan Dworak neguje ministerialne wytyczne, twierdząc, że jazdę pod prąd bez kontrapasa można dopuścić tylko w przypadku odstępstw w postaci np. Strefy A, a co ministra obchodzi jakaś tam krakowska Strefa A, przecież żadnych odstępstw nie ma.

Przyjrzyjmy się więc przypadkowi ulicy Grodzkiej, gdzie na odcinku Poselska – plac Wszystkich Świętych zastosowano kombinację D-3 + T-22 z jednej strony, a B-2 + T-22 z drugiej, i nie namalowano tam kontrapasa.

W tym przypadku rozwiązania są dwa: albo takie oznakowanie Grodzkiej wyznacza pas dla rowerów w kierunku placu Wszystkich Świętych i analogiczne rozwiązania można stosować w całym Krakowie, albo jeśli przyjąć argumentację ZIKiT-u, nie wyznacza i wynika z tego, że urzędnicy przez kilka lat pod krakowskim magistratem łamali ministerialne rozporządzenie. Oba rozwiązania stawiają w niekorzystnym świetle cały Zarząd.

Przykładów wybiórczego stosowania się (w tym przypadku raczej powoływania się) do przepisów przez ZIKiT jest zresztą więcej. Czy dopuszczając ruch pod prąd dla ciężarówek z placu budowy na Łobzowskiej, a nie wyznaczając na jezdni żadnego oznakowania poziomego na tej ulicy, urzędnicy też złamali rozporządzenie ministerstwa?

Ciekawa jest także ostatnia część wypowiedzi Pana Dworaka: „Lobby rowerowe powinno więc raczej walczyć w Ministerstwie Infrastruktury o zmniejszenie wymaganej szerokości kontrapasa, dzięki czemu mogłoby ich być więcej”.

Wyobraźmy sobie przez chwilę taką sytuację i załóżmy, że Ministerstwo zgodziło się na półmetrowe kontrapasy. Cóż byłby wart taki kontrapas, przed czym by chronił? Czy dałoby się po nim w praktyce jeździć rowerem? Odnoszę wrażenie, że niektórzy traktują kontrapasy jak chroniący przed kulami nektar dla nastoletnich, afrykańskich żołnierzy, a sporządzony przez czarowników. Nic jednak nie zastąpi zdrowego rozsądku, bo skoro da się bezpiecznie wyminąć na wąskich ulicach dwukierunkowych, to na jednokierunkowych tym bardziej, zwłaszcza że często są one nawet szersze niż niektóre dwukierunkowe. Sam kontrapas nikogo nie chroni, a potrzebny jest jedynie na części ulic jednokierunkowych, gdzie samochodów jest za dużo lub gdzie jeżdżą zbyt szybko.

A może komuś w ZIKiT zależy, by skłócić kierowców i rowerzystów? Przecież kontrapas nieuchronnie wiąże się z zabieraniem miejsc parkingowych, co antagonizuje obie grupy użytkowników dróg. Dlaczego sugeruje się rowerzystom, by walczyli o więcej kontrapasów, a nie o „zalegalizowanie” tego, co już jest legalne, a o co walczymy obecnie? Kochani kierowcy, to nie my – rowerzyści, a urzędnicy chcą Wam koniecznie zabierać miejsca parkingowe, podpierając się pseudobezpieczeństwem rowerzystów. Może po prostu skłóconym społeczeństwem łatwiej rządzić, wedle zasady dziel i rządź?

Sprawę przepisów o jeździe pod prąd dobrze opisuje także ostatni artykuł w Dzienniku Polskim. Warto podkreślić, że w Gdańsku nie zanotowano problemów związanych z bezpieczeństwem dopuszczenia ruchu rowerów pod prąd, mimo że rowerzystów po wprowadzeniu zmian jest tam teraz trzy razy więcej.

Nie ulega wątpliwości, że do Krakowa dotarł z północy Polski wiatr zmian i te zmiany prędzej czy później zostaną wprowadzone. Pozostaje tylko pytanie kiedy?

Od urodzenia w Krakowie. Absolwent Wydziału Inżynierii Elektrycznej i Komputerowej Politechniki Krakowskiej. Związany ze Stowarzyszeniem Kraków Miastem Rowerów, oraz Stowarzyszeniem Przestrzeń-Ludzie-Miasto. Pierwsza publikacja na ibikekrakow: 17 marca 2010. Zainteresowania: - rowerowe BRD (edukacja, walka z mitami, SEWiK), - ruch pod prąd (animator akcji "Rowerem legalnie pod prąd"), - przewóz dzieci, - edukacja ws zanieczyszczeń, - promocja: Kraków na skróty, Rower mój środek transportu, - przyczepki, rowery cargo, rowerem na zakupy, rower i handel, - rowery w liczbach, statystyki, - zrównoważony transport (budżet), - sprzeciw wobec promowania i obligatoryjności kasków, - zmiana przepisów dla nietrzeźwych rowerzystów, - polityka parkingowa (w tym płatne parkowanie, parkowanie i handel), - transport zbiorowy,

  • mateo

    może by tak złożyć obywatelski wniosek za odwołaniem pana Dworaka, pokazując w nim jego niekompetencję i nieznajomość prawa?